Lucien Favre wdepnął na minę. Amatorka grupy Ineos pokazuje jak trudno zbudować zdrowy klub

Zobacz również:Bolesne nauki polskich bramkarzy w Ligue 1. Pomyłki Bułki i Majeckiego
Lucien Favre - OGC Nice
Fot. Serge Haouzi/FEP/Icon Sport/Sipa USA via PressFocus

Największy przegrany tego sezonu Ligue 1 właśnie pakuje walizki w Nicei. Lucien Favre ponad półtora roku czekał na podjęcie pracy po tym jak został zwolniony w Borussii Dortmund. Projekt grupy Ineos miał przywrócić go do życia, ale nikt nie zakładał, że bańka pryśnie już po dwóch miesiącach. Brytyjscy właściciele nie chcą czekać: pogrążony w chaosie zespół być może już za chwilę dźwigać będzie Mauricio Pochettino.

Moment jest idealny: przerwa na kadrę zawsze służy porządkom, a te w Nicei potrzebne są od zaraz. Favre wygrał tylko dwa z ośmiu spotkań, oba w tak bezbarwnym stylu, że nudniej się nie da. Ostatnia porażka z Angers przyniosła czerwoną kartkę Jeana-Claira Todibo już w dziewiątej sekundzie meczu, a zaraz potem rakietę odpalił Dante, mówiąc w mixed-zonie o beznadziejnym oknie transferowym i o tym, że klub zamiast czepiać się trenera najpierw powinien znaleźć dyrektora sportowego. Nicea od lat opowiada bajki, że chce być drugą potęgą we Francji, a znowu grzęźnie z etykietką przeciętniaka. 165 mln euro wydanych w ciągu trzech ostatnich okienek spłonęło w piecu.

Podziel się lub zapisz
Żebrak pięknej gry, pożeracz treści, uwielbiający zaglądać tam, gdzie inni nie potrafią, albo im się nie chce. Futbol polski, angielski, francuski. Piszę, bo lubię. Autor reportaży w Canal+.
Komentarze 0