Londyn na miarę naszych możliwości. Jak działa krakowskie zagłębie futbolu

Zobacz również:Piast pisze pucharową historię klubu. Cracovia bez wstydu i złudzeń
Stadion Wisły Kraków
Michał Stawowiak/400mm

Dwa kluby ekstraklasowe, dwa II-ligowe i do tego jeden I-ligowy. Wszystko w odległości maksymalnie 23 kilometrów. Kraków został w ostatnich latach piłkarską metropolią, która pod wieloma względami jest samowystarczalna. A na tym skrawku ziemi chcą jeszcze wyrosnąć kolejni. Sprawdzamy, jak się funkcjonuje w mieście, w którym żyje na co dzień około dwustu zawodowych piłkarzy.

Najważniejsze środowe mecze? Na pewno Inter Mediolan – Real Madryt. Bezsprzecznie Liverpool z Milanem. Jednak zanim ruszyło granie w europejskich pucharach, odbyło się jeszcze jedno wyjątkowe spotkanie. Na stadionie na Suchych Stawach II-ligowe zaległości odrobili piłkarze Hutnika i Garbarni. Choć w Polsce jeszcze tylko Łódź, Rzeszów, Poznań i Częstochowa mogą się pochwalić dwoma klubami na szczeblu centralnym, o tych derbach Krakowa nikt nie mówi. Bo przecież to tylko mecz o ustalenie, kto jest numerem trzy i cztery w mieście. Pierwsze dwie pozycje od lat należą do Wisły i Cracovii. Lecz ich cień, który sprawia, że o krakowskich II-ligowcach jest ciszej niż o innych klubach z tego szczebla, będących numerami jeden w swoich miastach, ma też zalety. Wielkie miasto, z wieloma klubami, tworzy przestrzeń do funkcjonowania także dla innych. Nie wszyscy wychowankowie “Pasów” i “Białej Gwiazdy” są gotowi, by grać na poziomie ekstraklasy. Ale jeśli prezentują poziom I lub II ligi, w regionie znajdą się na nich chętni. Bo przecież na zapleczu elity jest jeszcze Puszcza Niepołomice, która Krakowa nie ma w nazwie, lecz ma do niego rzut beretem. Stolica Małopolski wraz z przyległościami stała się największym zagłębiem zawodowej piłki w kraju.

ZAGĘSZCZENIE FUTBOLU

Przez dekady polskim zagłębiem piłkarskim był bezsprzecznie Górny Śląsk. Jednak odkąd przed rokiem Hutnik awansował do II ligi, aglomeracja krakowska wyprzedziła pod względem stężenia futbolu na szczeblu centralnym nawet sąsiednie województwo. By znaleźć na Śląsku najbliżej siebie położone pięć klubów z ekstraklasy, I i II ligi, trzeba przebyć w linii prostej dystans 29 kilometrów. Tyle trwałaby wycieczka spod stadionu Piasta Gliwice, przez obiekty Górnika Zabrze, Ruchu Chorzów i GKS-u Katowice po Stadionu Ludowy w Sosnowcu. W Krakowie najdalej położone od siebie stadiony – Puszczy Niepołomice i Wisły Kraków — dzieli niespełna 23 kilometry. Najbliższe — Wisły i Cracovii — leżą niespełna kilometr od siebie.

POTENCJALNE LOSOWANIE

Hasła o polskim Londynie trzeba na razie traktować z przymrużeniem oka, ale stosunkowo niewiele zabrakło, by można to było w tym roku poczuć naprawdę wyraźnie. Gdyby Hutnik przebrnął rundę wstępną Pucharu Polski, na centralnym poziomie tych rozgrywek byłoby aż pięć klubów z Krakowa, bo jako zwycięzca rozgrywek regionalnych awansowała na ten etap IV-ligowa Wieczysta, plus jeszcze Puszcza Niepołomice. Wystarczyłoby, żeby każdy z nich wylosował mecz u siebie i niemal jednocześnie, na sześciu różnych stadionach aglomeracji, mogłyby się odbywać spotkania z rywalami z najwyższej polskiej półki. Wyobraźmy sobie to tylko: Legia na Garbarni, Jagiellonia na Wieczystej, Lech na Cracovii, Stal Mielec na Wiśle, Lechia Gdańsk na Hutniku i Pogoń Szczecin na Puszczy. Do aż takiego nagromadzenia nie dojdzie, pomijając, że na pewno policja nie zgodziłaby się na sześć takich meczów jednego dnia, ale sama jego teoretyczna możliwość pokazuje, jak wiele się dzieje w zawodowym futbolu w tym mieście.

I liga
Jakub Gruca/400mm

KRAKOWSKA EKIPA

Już od jakiegoś czasu utrzymuje się sytuacja, w której Kraków teoretycznie mógłby wystawić całkiem przyzwoity skład do gry w ekstraklasie, złożony wyłącznie z zawodników urodzonych w tym mieście. W bramce tej ekipy stałby Karol Niemczycki z Cracovii. Pięcioosobową linię obrony tworzyliby Paweł Stolarski z Pogoni Szczecin, Dawid Szot i Alan Uryga z Wisły, Michał Pazdan z Jagiellonii oraz Kamil Pestka z Cracovii. W drugiej linii biegaliby Norbert Wojtuszek z Górnika Zabrze, Krzysztof Mączyński ze Śląska Wrocław oraz Mateusz Wdowiak z Rakowa Częstochowa, a za strzelanie goli odpowiadaliby Adam i Aleksander Buksa, grający obecnie za granicą. Jednak nawet ci wychowankowie krakowskich klubów, którzy nigdy nie wchodzą na tak wysoki poziom, mają w okolicy wiele możliwości.

MIASTO WYCHOWANKÓW

W Wiśle i Cracovii wychowanków gra niewielu, ale jeśli spojrzeć na mniejsze kluby aglomeracji, można tam spotkać wielu piłkarzy szkolonych w Krakowie. Hutnik ma w tej chwili w kadrze dziewięciu swoich wychowanków, w tym Adriana Jurkowskiego, który ostatnio grał w Wieczystej. Do tego dochodzą trzej wychowankowie Wisły — Piotr Stawarczyk pozyskany z Puszczy oraz Daniel Hoyo-Kowalski i Sławomir Chmiel, wypożyczeni z Białej Gwiazdy. Garbarnia ma aż trzynastu wychowanków Wisły, w tym Wiktora Szywacza, który jest z niej wypożyczony. Do tego dochodzi dwóch wychowanków Cracovii, jeden Hutnika i trzech szkolonych w klubie z Rydlówki oraz jeden piłkarz pozyskany bezpośrednio z Puszczy. Całą zgrają kieruje trener Maciej Musiał, były szkoleniowiec rezerw Wisły i asystent kilku trenerów w tym klubie. Puszcza ma u siebie jednego wychowanka Wisły, jednego zawodnika pozyskanego z tego klubu, dwóch piłkarzy wziętych z Cracovii oraz jednego z Hutnika. Wieczysta zaś korzysta z okolicznych klubów pełnymi garściami. Ma wychowanka Puszczy pozyskanego z Hutnika, siedmiu wychowanków klubu z Nowej Huty, czterech szkolonych w Wiśle, jednego w Cracovii, a także po jednym zawodniku ściągniętego bezpośrednio z Garbarni, Hutnika i Wisły.

SAMOWYSTARCZALNY SYSTEM

Te wszystkie kadrowe wyliczenia pokazują, jak samowystarczalny system udało się stworzyć w Krakowie. Gdy ktoś wyróżnia się w słabszym klubie regionu, ma szansę iść w górę, jak Niemczycki czy Karol Knap pozyskani przez Cracovię z Puszczy. Kiedy ktoś nie mieści się w kadrze ekstraklasowego klubu, może się ograć na miejscu w I albo II lidze, jak Michał Rakoczy z Cracovii, który poprzedni sezon spędził w Niepołomicach, czy Szywacz, Hoyo-Kowalski i Chmiel, grający dziś w Garbarni i Hutniku. Starszy piłkarz, kończący karierę na najwyższym poziomie, może wybrać, czy chce jeszcze grać w wyższej lidze, jak Rafał Boguski, który po odejściu z Wisły wylądował w Niepołomicach, czy w niższej, jak Łukasz Burliga, Michał Miśkiewicz, Sławomir Peszko czy Emmanuel Kumah, którzy grali w Wiśle, a dziś są w Wieczystej. Prowadzeni przez Franciszka Smudę, byłego trenera Białej Gwiazdy. Zależnie od poziomu i potrzeb, praktycznie każdy może w Krakowie znaleźć coś dla siebie.

PIŁKARZE NA KAŻDYM KROKU

Boguski nie ukrywa, że podjęcie decyzji o tym, gdzie podpisać kontrakt po tym, jak odszedł z Wisły, bardzo ułatwiły mu czynniki geograficzne. - To, że można grać w I lidze, czyli na stosunkowo wysokim poziomie, bez konieczności wyprowadzania się i wywracania życia do góry nogami, było jednym z ważnych czynników — nie pozostawia wątpliwości. - Fajnie, że w Krakowie jest tyle drużyn, bo ta rywalizacja podnosi poziom, a kibice mają wybór, gdzie danego dnia pójść na mecz — podkreśla. Z perspektywy piłkarza świat jest zresztą bardzo mały i w mieście można na co dzień poczuć, jak wiele klubów w nim funkcjonuje. - Muszę przyznać, że bardzo często spotykam w Krakowie czy pod Krakowem, w miejscowościach lubianych przez piłkarzy i byłych piłkarzy, zawodników znanych z Wisły i Cracovii – zdradza Boguski. Biorąc pod uwagę, że w milionowym mieście mieszkają piłkarze pięciu klubów ze szczebla centralnego, a do tego Wieczystej, którzy, choć grają w niższej lidze, też są zawodowcami, po Krakowie chodzi na co dzień około dwustu profesjonalnych piłkarzy. Nie licząc tych, którzy, jak Paweł Brożek, Łukasz Sosin, Marcin Wasilewski czy Jerzy Dudek, skończyli już kariery, ale wciąż są na miejscu.

II liga
Bartek Ziółkowski/400mm

WSPÓŁPRACA NA WIELU POLACH

Grzegorz Bartosz, prezes Garbarni, zauważa więcej plusów niż minusów funkcjonowania w środku takiego zagłębia. - Rodzice i dzieci mają możliwość wybierania, gdzie chcieliby trenować, biorąc pod uwagę jakość szkolenia, ale też lokalizację. Szczególnie w czasach, gdy sportu w szkołach jest mniej, taka liczba klubów sportowych w mieście jest dobra – twierdzi. Jego klub także na szczeblu seniorskim stara się współpracować w regionie. - Mamy zawiązaną nieformalną współpracę z Wisłą. Jesteśmy pierwszym wyborem w kwestii ogrywania zawodników, którzy nie mieszczą się w jej kadrze. To dla nas żadna ujma, bo mają szeroką kadrę i większe możliwości finansowe, a dla nich też są plusy, bo mają zawodników na miejscu, grających na szczeblu centralnym – zaznacza. Współpraca wykracza też poza względy sportowe. Niedawno Garbarnia była gospodarzem jubileuszowego meczu, który uświetniła obecność pierwszej drużyny Wisły. Kiedy dwa lata temu klub niespodziewanie awansował do I ligi, nie mając obiektu spełniającego wymogi, przez jeden sezon “Brązowi” grali na obiekcie Białej Gwiazdy. A ambasadorem obchodów stulecia Garbarni został Marcelo, były piłkarz Wisły. Wprawdzie prezes podkreśla, że akurat to odbyło się bez udziału sąsiedniego klubu, ale nie ma wątpliwości, że piłkarz Olympique Lyon nie byłby w ogóle brany pod uwagę jako ambasador obchodów polskiego II-ligowca, gdyby wcześniej nie zdobywał mistrzostw Polski z Wisłą Kraków.

DZIELNICA HUTNIKA

W specyficznej sytuacji jest Hutnik, który ma w nazwie Kraków, ale jest przede wszystkim klubem olbrzymiej dzielnicy. - Reprezentujemy Nową Hutę, która ma 270 tysięcy mieszkańców. Zaplecze, jeśli chodzi o społeczność Hutnika mamy więc duże. Niejeden klub z ekstraklasy nie ma tak dużego. Geograficznie więc się bronimy i dla każdego znajduje się miejsce, bo każdy ma inne atrybuty. Największa rywalizacja w mieście jest w grupach młodzieżowych, bo konkurujemy o najzdolniejszych piłkarzy i o to, jak wyglądają nabory. Im bliżej piłki seniorskiej, tym więcej jest współpracy. Cracovia, mająca rezerwy w III lidze, niespecjalnie korzysta z tego, że w regionie są kluby II-ligowe. Ale Wisła zaczęła w ten sposób działać — opowiada Artur Trębacz, prezes klubu z Suchych Stawów.

II liga
Jakub Gruca/400mm

TRUDNOŚCI Z JUNIORAMI

O trudnościach w piłce juniorskiej mówi też Tomasz Tułacz, trener Puszczy. - Młodsi zawodnicy chcą próbować sił w klubach topowych, jak Cracovia i Wisła, więc nasi wychowankowie często już w wieku trampkarza czy juniora młodszego idą do nich spróbować swoich sił. Bardzo ciężko jest ich zatrzymać — nie ma wątpliwości. Z czasem jednak niepołomiczanie mogą się dla nich okazać ciekawą platformą. - Ci, którzy mają problemy z formą, jakością gry, mogą u nas blisko swoich klubów wracać do formy. Znamy swoje miejsce w szeregu. Korzystamy z takich sytuacji, stąd obecność u nas Boguskiego, Ołeksija Dytiatjewa czy wcześniej Michała Rakoczego. Jesteśmy też jednak oknem wystawowym dla młodych, jak Niemczycki czy Knap – zaznacza szkoleniowiec.

WYMAGAJĄCA WIECZYSTA

Wieczysta, planująca jak najszybciej dotrzeć na szczebel centralny i obecnie liderująca w IV lidze, akurat w kwestii młodzieży nie za bardzo mogła skorzystać z wychowanków innych krakowskich klubów. - Ci, którzy byli odpowiednio wysokiej jakości, byli ciężcy do wyrwania, bo albo zostawali w Wiśle czy w Cracovii, albo woleli iść w Polskę, by grać na szczeblu centralnym. Ci, którzy zostawali dla nas, rzadko spełniali nasze wymagania. Możemy mówić o szkoleniu w Wiśle, Hutniku czy Cracovii, ale to nadal pojedyncze przypadki, że juniorzy są przygotowani do gry na wysokim poziomie. Wieczysta może gra w niskiej lidze, ale ma piłkarzy na wysokim poziomie. Wielu nie potrafiło się do nich dostosować — mówi Przemysław Cecherz, były trener klubu finansowanego przez biznesmena Wojciecha Kwietnia.

IV liga
Bartek Ziółkowski/400mm

ATUT MIASTA

Wieczysta mocno korzystała za to z atutu, jakim jest samo miasto Kraków. - To była duża zaleta. Zawodnicy, jakich my ściągaliśmy, często byli ustatkowani, mieli rodziny. Życie w dużym mieście ich zachęcało. Lepiej się żyje rodzinie, łatwiej znaleźć szkołę dla dziecka. Ci, którzy odchodzili z Wisły, Cracovii, Hutnika czy Garbarni też patrzyli na nas przychylniejszym okiem, bo mogli grać w piłkę i dobrze zarabiać, nie wyprowadzając się na drugi koniec kraju. Pod tym względem droga była trochę ułatwiona — nie ma wątpliwości Cecherz. Zresztą Krakowem jako kartą przetargową grają wszyscy. O tym, że miasto jest atutem, mówił niedawno w newonce.sport Tomasz Pasieczny, dyrektor sportowy Wisły. Cracovia zawodników z zagranicy, jak Pelle Van Amersfoort czy Marcos Alvarez, przekonywała do podpisania kontraktu, zapraszając ich do należącej do Janusza Filipiaka restauracji Wierzynek na krakowskim rynku. Przychylniejsze spojrzenie przy rozmowach widzi też z tego względu Tułacz. - Kiedy rozmawialiśmy zimą o ściągnięciu na wypożyczenie zawodnika z ekstraklasowego szwajcarskiego klubu, możliwość mieszkania w Krakowie okazała się dużym atutem – zaznacza. Ma to znaczenie szczególnie dla obcokrajowców. I to na każdym szczeblu. Podkreślają to często piłkarze Wisły i Cracovii, ale i dla Hiszpana czy Egipcjanina z Hutnika raczej nie jest bez znaczenia, że żyją w dużym mieście, w którym bez problemu może ich odwiedzić rodzina, bo jest lotnisko z połączeniami z wielu miejsc Europy.

KIBICOWSKIE DYSPROPORCJE

Sportowo jest więc dla wszystkich miejsce, jednak podstawowe pytanie brzmi, czy jest dla kogo utrzymywać na dłuższą metę takie piłkarskie zagłębie. Bo o ile piłkarzy starczy dla wszystkich, kibiców już niekoniecznie. Patrząc na ostatnie mecze u siebie, widać w regionie potężne dysproporcje. Na starcie Wisły Kraków z Lechią Gdańsk przyszło szesnaście tysięcy kibiców. Swoją bazę fanów ma też niepodważalnie Cracovia, której mecz z Górnikiem Zabrze obejrzało siedem tysięcy fanów, ale przy kilku lepszych wynikach liczba jest w stanie przekroczyć dziesięć tysięcy. Jednak za ich plecami widać już pustkę. Na mecze Hutnika przychodzi po niespełna tysiąc osób, co i tak jest trzecim wynikiem w regionie. Puszczę oglądało w tym sezonie po około sześćset widzów, a Garbarnia przyciąga po 300-400. O Wieczystej na razie nie ma co pod tym względem mówić. I to wygląda w tej chwili na największą słabość krakowskiej aglomeracji piłkarskiej.

FANÓW NIE WYSTARCZY

Mówienie o drugim Londynie brzmi na razie o tyle groteskowo, że tam jednak każdy klub, od Chelsea po Brentford, ma wielotysięczne rzesze fanów. Na Śląsku stężenie klubów na wysokim poziomie może być w tej chwili trochę mniejsze, ale każdy z nich ma jednak za sobą armię ludzi żyjących na co dzień ich wynikami. W Krakowie dysproporcje przez lata były tak duże, że duszami zawładnęła głównie Wisła i w jakimś stopniu Cracovia. Pozostali mają znacznie mniej liczne bazy fanów i by je znacząco powiększyć, musiałyby pewnie minąć pokolenia. Jednak takich procesów nie da się przeprowadzić, grając cały czas na szczeblu I i II ligi, bez widoków na walkę o awans. Kraków to więc w tej chwili raj dla piłkarzy, dziennikarzy sportowych, skautów i agentów piłkarskich, rodziców chcących posłać swoje dzieci na treningi oraz dla neutralnych fanów piłki, lubiących oglądać wiele meczów na żywo, niezależnie od tego, kto akurat gra. Ale jeszcze nie miasto, które gdzie nie spojrzeć, tętni futbolem.

Podziel się lub zapisz
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi. W newonce.sport autor sobotniego cyklu Z nogą w głowie i poniedziałkowej rubryki Centrostrzał.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.