Lewis Hamilton o krok od Michaela Schumachera. Brytyjczyk pędzi po rekordy

Lewis-Hamilton-e1583513929788.jpg
Lewis Hamilton of Great Britain and Mercedes-fot. Jose Breton/Pics Action/NurPhoto via Getty Images

W świecie Formuły 1 nie ma drugiej tak polaryzującej opinię publiczną osoby, jak on. W wypadku Brytyjczyka najczęściej dominują skrajne opinie: jedni go uwielbiają lub doceniają jego osiągnięcia, inni nienawidzą i za wszelką cenę mu umniejszają. Mimo zmian wizerunkowych potrafi być krytykowany nawet za akcje charytatywne. W tym sezonie staje przed szansą na pobicie lub wyrównanie rekordów, które kilka lat temu wydawały się nieosiągalne. Wtedy śmiało będzie można zapytać: czy Lewis Hamilton jest najlepszym kierowcą w historii F1?

„Cześć! Nazywam się Lewis Hamilton. Wygrałem mistrzostwo Wielkiej Brytanii i kiedyś chcę ścigać się Twoimi samochodami”. Takimi słowami, w wieku 10 lat Brytyjczyk przywitał Rona Dennisa, ówczesnego szefa McLarena, kiedy podszedł do niego po autograf. Mówi się, że poza autografem dostał też numer telefonu i prośbę o zgłoszenie za 9 lat. Lewis był jednak zbyt dobrym kierowcą już na poziomie gokartów, żeby trwało to aż tak długo.

Jego wyniki były na tyle imponujące, że jego karierę doceniali także bukmacherzy. Ladbrokes przyjęło zakłady, w których za wygranie przez Hamiltona wyścigu w Formule 1 przed 23 rokiem życia płacono 40 funtów za każdego postawionego funta, a za mistrzostwo świata przed przed ukończeniem 25 lat stawka wynosiła 150 do 1 (tu wygrana miała wynieść 150 tysięcy funtów). Ron Dennis zadzwonił do Hamiltona, kiedy ten miał 13 lat, umówił się z nim na spotkanie i podpisał kontrakt. Sprawiło to, że Brytyjczyk został najmłodszym kierowcą w historii zatrudnionym przez ekipę F1.

PRZEJŚĆ DO HISTORII

Po wygraniu,  GP2 (obecnie F2), uważanego za przedsionek Formuły 1, Lewis trafił do zespołu McLarena, gdzie drugim kierowcą był aktualny mistrz świata Fernando Alonso. W zatrudnieniu w topowym teamie nieco pomogły szczęśliwe sploty wydarzeń. Zespół z Woking stracił obu kierowców, ponieważ Raikkonen przeszedł do Ferrari, a Juan Pablo Montoya odszedł nagle w trakcie sezonu. O ile jedno z miejsc było zajęte przez Alonso, to w kolejce do drugiego poza Lewisem stanęli Pedro de la Rosa oraz Gary Paffett. Pierwszy z nich zastąpił Montoyę w trakcie sezonu i był związany z zespołem jako trzeci kierowca, natomiast drugi został mistrzem DTM i kierowców testowym w McLarenie.

Szefowie zespołu zdecydowali się na zatrudnienie Hamiltona, z czego dość szybko mogli być zadowoleni. Debiutujący Brytyjczyk pobił wiele rekordów w swoim pierwszym sezonie w F1. 9 razy z rzędu stawał na podium, co było absolutnym rekordem, podobnie jak sześciokrotny start do wyścigu z Pole Position. Zrównał się z Jacquesem Villeneuvem mając 4 wygrane oraz osiągając wicemistrzostwo w debiutanckim sezonie. To był dopiero początek licznych rekordów, które Lewis pobił przez lata swojej kariery. Już rok później został najmłodszym mistrzem świata (2 lata później pobił go Vettel), a bicie reszty rekordów rozpoczęło się po przejściu Hamiltona do Mercedesa. Obecnie należą do niego takie osiągnięcia, jak najwięcej zdobytych pole position w historii, najwięcej zdobytych punktów, największa ilość wyścigów zakończonych w punktach czy wygranie tytuły z największą ilością punktów. Jest tego więcej, ale wszyscy patrzą już w przyszłość, bo w tym roku Brytyjczyk ma szansę przejść do historii.

UMNIEJSZAJĄ WYCZYNY

Michael Schumacher zdominował lata 2000-2004 z Ferrari w bardzo podobny sposób do tego, co obecnie robi w stawce Mercedes. Niemiec rządził przez pięć lat, wykręcając w tym czasie niebotyczne rekordy. Wyglądało na to, że siedem mistrzostw świata czy 91 wygranych wyścigów w karierze to rzeczy nieosiągalne, a Michael na zawsze pozostanie na szczycie tych statystyk. Natomiast świetna forma Mercedesa i stale zwiększająca się liczba weekendów wyścigowych zdecydowanie ułatwiła możliwość pogoni za Schumacherem.

Lewis Hamilton przez ostatnich sześć sezonów zwyciężył w 62 wyścigach, co pozwoliło mu wygrać 5 tytułów mistrza świata. Dodając do tego tytuł z 2008 roku oraz 22 zwycięstwa z czasów McLarena łatwo możemy zauważyć, że Brytyjczyk stoi u progu historii. Jeżeli będzie w stanie wygrać, co najmniej 8 wyścigów to stanie się samodzielnym liderem w klasyfikacji wszech czasów. Zdobycie tytułu sprawi, że wyrówna osiągnięcie Michaela i będzie na najlepszej drodze do samodzielnego prowadzenia w tej statystyce.

Wielu kibiców i ekspertów umniejsza wyczyny Hamiltona przez fakt jazdy w tak dominującym zespole. Nikt zdaje się nie pamiętać, że od zawsze w Formule 1 wygrywali kierowcy, którzy dysponowali najlepszym samochodem, ale i wielkim talentem. Należy pamiętać, że F1 to ponad wszystko sport bardzo zespołowy. Sami kierowcy często podkreślają, że gdyby nie wysiłek całej fabryki, nie byłoby ich w tym miejscu. Ludzie pracujący w ekipach nad silnikami czy aerodynamiką mają równie duży udział, co kierowcy, w tytułach zdobywanych obecnie przez Mercedesa, czy wcześniej Red Bulla, Ferrari, Williamsa czy McLarena.

Logicznym też jest fakt, że byle Kowalski wsadzony do najlepszego bolidu nie będzie w stanie wygrać tytułu. Najlepsi kierowcy jeżdżą w najlepszych zespołach i mają najlepsze wyniki. To jest tak proste. Poza tym nawet przy takiej dominacji, jak ta Ferrari na początku tysiąclecia, czteroletnie panowanie Red Bulla czy obecne „mercedesowskie” bicie rekordów, trzeba pamiętać, że w zespole jest dwóch kierowców. Schumacher wygrywał z Barrichello, Vettel z Webberem, a Hamilton na przestrzeni sześciu lat tylko raz uległ Nico Rosbergowi. Właśnie ten przegrany sezon z 2016 roku sprawił, że zaczęto stawiać pod znakiem zapytania postawę Lewisa Hamiltona poza torem.

SŁAWNE PSY

Brytyjczyk przez wiele lat kariery był stereotypową gwiazdą. Celebrycki związek z Nicole Scherzinger (i wiele innych mniej oficjalnych), kupienie prywatnego samolotu czy zabieranie swoich psów na wyścigi. Nie da się odmówić Lewisowi jednego: nikt w stawce nie miał takiej wartości marketingowej po odejściu Schumachera. Dzięki swoim wynikom sportowym i medialnym Hamilton jest najlepiej zarabiającym kierowcą oraz regularnie znajduje się w pierwszej 20 listy najbogatszych sportowców Forbesa.

Przez wiele lat głównie mogliśmy zobaczyć, jak świetnie wygląda jego życie dzięki dużej aktywności na mediach społecznościowych. Snapchat, Instagram, Twitter – tam Lewis czuł się jak ryba w wodzie. Na drugim z serwisów konta doczekały się nawet jego psy Roscoe i Coco. Hamilton żył pełnią życia. Po wyścigach wsiadał w swój prywatny samolot i potrafił z Wielkiej Brytanii od razu przenieść się do USA. Wielu zarzucało mu brak profesjonalizmu, niewystarczające poświęcenie dla swojej, bądź co bądź, pracy. Do sezonu 2016 uciekał tej fali krytyki broniąc się wynikami. Wyciągano mu incydenty z przełomu jego kariery: zabranie prawa jazdy we Francji w 2007 roku, wrzucenie na Twittera telemetrii swojej i Jensona Buttona czy żart wyciągnięty z Aliego G, czyli: „To dlatego, że jestem czarny”.

MILIONY DLA ZWIERZĄT

Od tamtego czasu nastąpił przełom wizerunkowy. Lewis otwarcie mówił o zmianie nawyków. Dla poprawy wyników sportowych w 2017 roku przeszedł na weganizm oraz odstawił zupełnie alkohol. Częściej mogliśmy zobaczyć jego Instastories z treningów niż pokazów mody, a sam Hamilton sprawiał wrażenie zdecydowanie bardziej zmotywowanego. Nadal poświęcał się pasjom, jak współpraca z Tommym Hilfigerem nad liniami ciuchów czy muzyka, np. uczył się gry na fortepianie. Natomiast Brytyjczyk zrozumiał, że pozycja, w której się znajduje sprawia, że może mieć realny wpływ na przyszłość wielu młodych osób.

Nie da się ukryć, że to właśnie Lewis ma większy zasięg w mediach społecznościowych niż sama Formuła 1 i to on jest jej największym ambasadorem. W zeszłym roku były właściciel Formuły 1, Bernie Ecclestone, przy okazji wyścigu w Chinach, wypowiadał się o Hamiltonie: „To ostatni prawdziwy charakter w Formule 1. Szkoda, że w stawce nie ma dwóch, trzech takich kierowców. Lewis jest najlepszym i najgorszym, co przydarzyło się F1. (…) Nie chciałbym myśleć, że ktokolwiek jest większy od Formuły jeden, ale on z pewnością jest większy niż ktokolwiek inny, nawet każdy z zespołów”.

Obecnie wiele z postów w mediach społecznościowych Lewisa Hamiltona dotyczy okrucieństwa wobec zwierząt oraz walki o ich prawa. Kiedy wybuchła fala pożarów buszu w Australii przelał on pół miliona dolarów, między innymi dla fundacji zajmujących się pokrzywdzonymi zwierzętami. Często mówi o zaletach diety wegańskiej. Został nawet producentem filmu, który jakiś czas temu wywołał niemałe kontrowersje swoim przedstawieniem wegańskich sportowców, czyli „The Game Changers”. W wypowiedziach pojawia się także temat gigantycznych kwot, których potrzeba na dojście przez młodych adeptów motosportu przez wszystkie serie wyścigowe, aż do F1. Hamilton chce pomóc Formule 1 w obniżeniu tych kosztów, ponieważ uważa, że to jedna z najważniejszych rzeczy dla przyszłości sportu.

Lewis Hamilton jest obecnie największą gwiazdą sportów motorowych. Wielu ekspertów czy byłych zawodników zaczyna stawiać go na miejscu najlepszego kierowcy w historii. Jeżeli sezon 2020 potoczy się po myśli Brytyjczyka, możemy się spodziewać, że ta narracja będzie pojawiać się częściej. Siedem tytułów jest na wyciągnięcie ręki, a rekordy największej liczby zwycięstw i podiów najprawdopodobniej zostaną przez niego poprawione, jeżeli zrówna się z Schumacherem. Świetną informacją jest też fakt, że Hamilton zrozumiał siłę swojego zasięgu. Pomaga zwierzętom, stawia na uświadamianie ludzi w kwestii okrucieństwa wobec nich, ale także stara się zmienić sytuację juniorów w swojej własnej gałęzi sportu. Kto, jak nie on, może mieć realny wpływ na obniżenie kosztów dojścia do Formuły 1? Brytyjczyk to zdecydowanie jeden z największych i najważniejszych sportowców naszych czasów, nie tylko przez swoje osiągnięcia sportowe.

Tekst: Bartosz Budnik

Podziel się lub zapisz
Fanatyk Formuły 1, ale praktycznie obok żadnego sportu nie przechodzę obojętnie. Współtwórca największego podcastu o królowej sportów motorowych w Polsce - Budnik i Pokrzywiński o F1.