Leo Messi na planecie Kyliana Mbappe. Coraz więcej wskazuje na to, że mecz z Reims nie był ich ostatnim

Zobacz również:Messi w końcu przemówił. Czuje się oszukany, ale zostanie w Barcelonie. Przynajmniej na razie
Leo Messi PSG
Fot. Jose Breton/Pics Action/NurPhoto via Getty Images

Debiut Leo Messi transmitowany był przez 52 stacje do 208 krajów. Ludzie w Reims płacili ponad 1000 euro, żeby najpierw zobaczyć go na ławce, a potem delektować się jak drepcze na środku boiska i ze spokojem poznaje nowych kolegów. To nie była efektowna koronacja króla jak zapowiadały francuskie media. Najmocniej błyszczał Kylian Mbappe, który – można odnieść takie wrażenie – coraz bardziej oswaja się z myślą, że zostanie w Paryżu na kolejny sezon.

W Nowej Zelandii była 6:45, w Argentynie dochodziła 16.00, w Polsce było wzorowo, bo 20:45 to godzina jak z Ligi Mistrzów i taki też klimat miał pojawić się na malutkim stadionie w Reims. Czasem aż chciało się uszczypnąć, patrząc na Messiego siedzącego na ławce w meczu Ligue 1. Ludzie najpierw zabijali się o bilety, potem skandowali jego imię, gdy tylko zawiązał sznurowadła, na końcu zobaczyli niecałe 30 minut, w których niby nic wielkiego nie pokazał, a jednak patrząc w statystyki niczego zarzucić mu nie można. Na 20 podań 19 miał celnych. Zanotował jeden świetny odbiór, był najcześciej faulowanym graczem na boisku. Widać było, że chce zawiązać współpracę z Mbappe, a Mbappe tę chęć odwzajemnia.

Francuz jest największym wygranym tego wieczoru. Często jest tak, że wielkie gwiazdy będące w transferowym oku cyklonu zaczynają strajkować albo po prostu nie mają do niczego głowy. Tutaj zobaczyliśmy piłkarza, który wychodzi na boisko, strzela dwa gole i realizuje plan trenera. Kiedy trzeba, jest w obronie. Za moment atakuje. Bije od niego energia i pełna koncetrnacja, a to dobry znak dla kibiców PSG, bo on chyba po prostu już wie, że obecny sezon spędzi w Ligue 1.

Mamy dzisiaj tak szalone okienko transferowe, że nie da się tego powiedzieć ze stuprocentową pewnością. Ale PSG naprawdę nie widzi powodów, by rok przed mundialem w Katarze osłabiać swój flagowy produkt. Wiedzą, że za pięć dwunasta i tak nikogo nie znajdą na jego miejsce. Nie potrzebują kolejnych milionów. Potrzebują podbicia marketingowego mitu, a Mbappe, człowiek spod Paryża, ulubieniec młodzieży i globalnych marek, pasuje tu idealnie.

Real podobno dał ultimatum paryżanom, że jeśli nie odpowiedzą do poniedziałku do godziny 18:00, to transferu nie będzie. Nasser Al-Khelaifi raczej nie wzdrygnął się na ten rozpaczliwy apel. Wszystkie najciekawsze zabawki trzyma w rękach. Neymar, Mbappe, Messi – kto by chciał rozbijać takie trio?

Dobrze się stało, że w 66. minucie nie oglądaliśmy symbolicznej zmiany Messiego za Mbappe, bo to znowu niepotrzebnie rozbudziłoby masowe fantazje. Zamiast tego zobaczyliśmy kilka wspólnych, obiecujących akcji. Mbappe kilka miesięcy temu powiedział, że zostanie w PSG, jeśli będzie tu widok na zjawiskowy projekt i dzisiaj wreszcie dotknął go naprawdę. Mauricio Pochettino po meczu powiedział, że świat piłki to świat plotek i że dostał zapewnienie od władz, że Mbappe nigdzie się nie rusza. Gdyby było odwrotnie, pewnie by do Reims nawet nie pojechał.

To oczywiście nie był świetny mecz PSG. Oglądaliśmy nawet moment, gdy Reims wyrównał na 1:1. VAR anulował gola, Messi podniósł się z ławki, a Twitch streamera Ibaia wystrzelił z 400 tysięcy oglądających do prawie pół miliona. Transmisja była dostępna tylko w Hiszpanii, co pokazuje, że mówimy tutaj o pewnym fenomenie. Ludzie zawsze będą płynąć za konkretnymi nazwiskami. Nieważne, gdziesz grasz. Ważne kim jesteś.

Messi w koszulce PSG i numerem 30 wyglądał trochę jak Michael Jordan w Washington Wizards. Długo nie będziemy mogli się do tego przyzwyczaić, ale gdy przyjdą wielkie mecze, nie będzie to miało żadnego znaczenia. Lekkim szokiem jest to, gdy pomyśli się, że to był dopiero jego drugi klubowy debiut w dorosłym życiu. Messi na razie poznaje nowe życie, a my wraz z nim powoli oswajamy się z nową rzeczywistością.

Podziel się lub zapisz
Żebrak pięknej gry, pożeracz treści, uwielbiający zaglądać tam, gdzie inni nie potrafią, albo im się nie chce. Futbol polski, angielski, francuski. Piszę, bo lubię. Autor reportaży w Canal+.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.