Lekcja wykorzystanego potencjału. Das ist Wunderteam!

Zobacz również:TOKIJSKIE NADZIEJE #12. Atak z drugiego rzędu. Jak przebić lekkoatletyczny szklany sufit?
Igrzyska olimpijskie Tokio - Wojciech Nowicki i Paweł Fajdek
Fot. Ben Stansall - Pool/Getty Images

Potencjał polskiej lekkoatletyki rośnie już od wielu lat, jednak na igrzyskach zawsze czegoś brakowało. Kilka niewykorzystanych szans tu czy tu i ostatecznie zawsze kończyliśmy z dwoma lub trzema medalami. Przed świętem sportu w Tokio można było wyczuć, że w końcu jest szansa na coś więcej. I to „coś” wybuchło w Japonii bardzo mocno i niekontrolowanie – w pozytywny dla nas sposób.

„Das ist Wunderteam!” – wykrzyczał niemiecki komentator w 1957 roku, kiedy polska reprezentacja lekkoatletyczna gładko pokonywała mocne RFN w meczu międzypaństwowym. Ta nazwa przylgnęła do polskich lekkoatletów przełomu lat 50. i 60., a od tamtej pory nie mogliśmy doczekać się następców naszego wybitnego pokolenia . Trudno bowiem, kiedy światowa lekkoatletyka jest na tak wysokim poziomie, doczekać się następców drużyny dwukrotnie zdobywającej 7 medali olimpijskich (1960 i 1964).

A teraz? Teraz w Tokio medali mamy już sześć. Kolejne złoto – do Anity Włodarczyk i sztafety mieszanej – dołożył Wojciech Nowicki, po fantastycznym konkursie młociarzy, w którym brąz zdobył Paweł Fajdek, przeganiając wszelkie olimpijskie demony.

Polska potęgą w rzucie młotem? Do tego już się w sumie przyzwyczailiśmy, więc bardzo cieszy potwierdzenie tego sukcesu. Co innego na 800 metrów – Paweł Czapiewski, Marcin Lewandowski, Adam Kszczot – talentu cała masa, ale osiemsetka jest na tyle trudnym dystansem, że na igrzyskach zawsze czegoś brakowało (oby nie zabrakło Lewandowskiemu na 1500 metrów). Dobkowi nie zabrakło. I to po zaledwie pół roku startów na nowym dla siebie dystansie. Wszędzie teraz przeczytacie, że to człowiek, który dopiero co biegał 400 metrów przez płotki. I słusznie, bo w tę historię po prostu trudno uwierzyć.

Przełamanie. To słowo możemy odmieniać przez wszystkie przypadki, mówiąc o naszej lekkoatletyce. Najpierw przełamanie niemocy w konkurencjach biegowych (pierwszy medal od 41 lat!), potem przełamanie w kwestii wykorzystywania „młociarskiego” potencjału i aż 4 medale na 6 możliwych połączone z być może największym przełamaniem – psychicznym, Pawła Fajdka na igrzyskach olimpijskich. Chwilę po tym nasz młociarz w rozmowie z TVP Sport powiedział, że jest szczęśliwy, a brakiem złota się nie martwi, bo planuje kolejne igrzyska, a może i jeszcze kolejne.

Ostateczne przełamanie to medal Polaków w biegach indywidualnych, co jeszcze do niedawna wydawało się niemożliwością. W sztafecie przy solidnej grupie i odrobinie szczęścia – jak najbardziej, zdarzało się na mistrzostwach świata, ale indywidualnie potrzeba naprawdę dużego talentu. Talentu pokroju Adama Kszczota, który jest dwukrotnym wicemistrzem świata, ale na igrzyskach w Rio, gdzie był w życiowej formie, nic nie wyszło tak jak powinno. A Dobek – według trenera Zbigniewa Króla – jest talentem nawet większym.

Jeśli ktoś jeszcze w to nie wierzył, to wystarczy spojrzeć na finał biegu na 800 metrów, kiedy Dobek jako jedyny był w stanie dotrzymać tempa zawodnikom z Afryki (głównie Kenijczykom i Nijelowi Amosowi). Po wyjściu na ostatnią prostą pozostali już w zasadzie sami – on i Kenijczycy, którzy tym razem okazali się lepsi, ale mamy wrażenie, że to nie koniec. Przecież Dobek jest wciąż niedoświadczonym biegaczem na tym dystansie…

Oddając naszym znakomitym żeglarkom (Agnieszka Skrzypulec i Jolanta Ogar-Hill zdobyły srebrny medal), co im absolutnie należne, musimy powiedzieć wprost – Królowo Sportu, jesteś wielka i niezwykle nas na tych igrzyskach rozpieszczasz. 6 z 10 medali w Tokio to nasi lekkoatleci.

Polska lekkoatletyka zdobywała ich więcej trzykrotnie – oryginalny „Wunderteam” w Rzymie (1960) i… Tokio (1964) oraz w Moskwie (1980), kiedy – przyznajmy – było nieco łatwiej (bojkot i brak m.in. Amerykanów). Teraz mamy sześć, ale to przecież nie koniec. Jest Maria Andrejczyk, jest sztafeta 4x400 metrów kobiet czy Marcin Lewandowski. Co jeśli przebijemy te mityczne siedem medali Wunderteamu? Okaże się, że Wunderteam istnieje i ma się dobrze. Albo trzeba będzie wymyślić jeszcze okazalszą nazwę.

Tekst powstał we współpracy z Samsung Polska

Co myślisz o tym artykule?

Podziel się lub zapisz
Uniwersalny jak scyzoryk. MMA, sporty amerykańskie, tenis, lekkoatletyka - to wszystko (i wiele więcej) nie sprawia mu kłopotów. Pisze dla newonce.sport, a w newonce.radio odwiedza audycję NFL Po Godzinach.