Lekcja sprawiedliwości. Złoty szok polskiej sztafety

Zobacz również:TOKIJSKIE NADZIEJE #12. Atak z drugiego rzędu. Jak przebić lekkoatletyczny szklany sufit?
Igrzyska olimpijskie Tokio - Polska sztafeta mieszana
Fot. Matthias Hangst/Getty Images

Piękny bieg w półfinale, nadzieja związana z brakiem sztafety amerykańskiej, zamieszanie z protestami, które dawały i odbierały nam nadzieję na medal. A wszystko po to, by nasza sztafeta, niezależnie od wszystkiego, wyjaśniła to sama. Dzisiejszy dzień, mimo powodzeń i niepowodzeń, jest naznaczony tylko jednym – szczęściem i poczuciem sprawiedliwości.

Tego dnia wydarzyło się dużo, ale nie można nie zacząć od naszej sztafety. Po wczorajszym, znakomitym biegu okraszonym rekordem Europy i wstępnymi nadziejami medalowymi, wszystko zmieniło się późnym wieczorem, kiedy reprezentacje Stanów Zjednoczonych i Dominikany zostały przywrócone do biegu, mimo poważnego błędu i złamania przepisów w biegu eliminacyjnym. Wytłumaczono to błędem sędziów, którzy mieli źle pokazać zawodników miejsce zmiany. Ostatecznie, po kolejnych protestach, w finale wystartowało dziewięć sztafet. Wiele z nich z poważnymi zmianami w składzie. Holendrzy dodali fenomenalną Femke Bol, Dominikana, Wielka Brytania i Jamajka też zrobiły zmiany, a Amerykanie… wymienili cały skład.

Również Polacy dokonali aż trzech zmian. Dariusza Kowaluka, Igę Baumgart-Witan i Małgorzatę Hołub-Kowalik zastąpili Karol Zalewski, Natalia Kaczmarek i powracająca po kontuzji Justyna Święty-Ersetic. W teorii zwycięskiego (wczorajszego znaczy) składu się nie zmienia, a w praktyce trener Aleksander Matusiński zagrał va banque – ryzykownie, ale rozsądnie, tak jak nas do tego przyzwyczaił.

Zaczął Zalewski, bardzo mocno i z bloków pobiegł około 45 sekund, co jest świetnym wynikiem. Pałeczkę przejęła Kaczmarek i oddała ją na drugim miejscu. Święty-Ersetic, która o mało co nie wpadła w nierozsądną Dominikankę, miała za zadanie utrzymać blisko siebie wspomnianą Bol i dogonić Dominikanę, która dzięki swoim gwiazdom odjechała na pierwszych dwóch zmianach. Kiedy pałeczkę przejmował Duszyński, o medale walczyły cztery reprezentacje – Polska, USA, Holandia i Dominikana – wszystkie obok siebie. I jeśli ktoś pomyślał, że może się to skończyć pechowym, czwartym miejscem, to Kajetan szybko wyprowadził go z błędu. Przyspieszenie za Amerykaninem, a po wyjściu na ostatnią prostą odejście godne najlepiej finiszujących biegaczy średniodystansowych. Zamiast bić się z resztą o medal, Duszyński po prostu sobie go wyrwał i pozwolił reszcie bić się o dwa pozostałe. Druga wpadła na metę Dominikana, a dopiero na trzecim miejscu dobiegli Amerykanie, jednak dla nas wtedy to kompletnie nie miało żadnego znaczenia.

Duszyński klęczał na tartanie, Zalewski nosił Justynę Święty-Ersetic, a Kaczmarek nie mogła uwierzyć w to, co się dzieje – my też nie. Polacy… są mistrzami olimpijskimi w konkurencji biegowej? W tych konkurencjach biegowych, w których medalu – nie, nie złotego, każdego – nie mieliśmy od 1980 roku? Przecież to jest jakieś niepojęte! Niemożliwe, ale właśnie tak jest.

Przeżyliśmy dzisiaj sporo negatywnych emocji związanych z dyskwalifikacją Piotra Myszki z wyścigu medalowego RS:X, co zabrało nam pierwszą dzisiejszą szansę medalową, jednak ta cudowna siódemka (siódemka nie czwórka, pamiętajmy!) jest dzisiaj lekiem na całe zło. Lekkoatletyka pojawiła się na igrzyskach i już się do nas uśmiecha. Czy to w tak fantastycznych sytuacjach jak to złoto olimpijskie, czy w tak emocjonujących momentach, jak Piotr Lisek zdobywający awans w ostatnim skoku – Królowo Sportu, cieszymy się, że już jesteś.

Co myślisz o tym artykule?

Podziel się lub zapisz
Uniwersalny jak scyzoryk. MMA, sporty amerykańskie, tenis, lekkoatletyka - to wszystko (i wiele więcej) nie sprawia mu kłopotów. Pisze dla newonce.sport, a w newonce.radio odwiedza audycję NFL Po Godzinach.