Krok w dobrą stronę. Tydzień zapasów w Warszawie przystankiem na drodze do większych sukcesów

Zobacz również: Lekcja wytrzymałości. Najtrudniejsze medale przynoszą najwięcej szczęścia
Robert Baran
fot. Foto Olimpik/NurPhoto via Getty Images

Kilkuset sportowców z kilkudziesięciu krajów rywalizowało w ubiegłym tygodniu na warszawskich matach w ramach trzech połączonych ze sobą turniejów zapaśniczych – Poland Open oraz memoriałów Władysława Pytlasińskiego i Wacława Ziółkowskiego. Polskich sukcesów nie brakowało, jednak wszyscy powtarzają wyraźnie – to tylko i aż przystanek do większych rzeczy w tym i kolejnych sezonach.

Na pierwszy rzut oka takie połączenie może się wydawać nietypowe – w końcu jak to, trzy turnieje w jednym? Jednak w zapasach, w których mamy trzy oddzielne gałęzie wewnątrz dyscypliny, składa się to w idealną całość. Swój turniej mają zawodnicy w stylu wolnym (memoriał Ziółkowskiego), klasycznym (memoriał Pytlasińskiego) i kobiety, rywalizujące wyłącznie w stylu wolnym (Poland Open). Złączenie tego w jedną całość sprawia, że przez ten jeden tydzień w roku Warszawa jest – nomen omen – stolicą polskich (i nie tylko) zapasów.

W tym roku było podobnie. Po nieco słabiej (ze względu na pandemię) obsadzonej edycji do Polski w końcu powróciło wielu zawodników i zawodniczek ze światowej czołówki. Medaliści olimpijscy, mistrzostw świata i swoich kontynentów rywalizowali z reprezentacją Polski, która wystąpiła niemal w najsilniejszym składzie.

– Faktycznie mieliśmy bardzo mocną obsadę w tegorocznej edycji – mówi nam prezes Polskiego Związku Zapaśniczego Andrzej Supron. – Medaliści igrzysk, mistrzostw świata czy Europy i to w całkiem sporej liczbie, bo zdarzały się nawet rewanże za igrzyska olimpijskie w Tokio. Kirgizowie czy Chińczycy przyjechali tu podwójnymi składami i na podstawie tych zawodów zamierzają wybierać skład na mistrzostwa świata. Uważam że na tle takiej konkurencji nasi zapaśnicy zaprezentowali się naprawdę dobrze, konkretniej panie bardzo dobrze, „wolniacy” dobrze, a „klasycy” nieźle – podsumował.

Robert Baran

Słowa prezesa PZZ potwierdzają wyniki, ponieważ polscy zapaśnicy zdobyli w tej całkiem mocnej obsadzie dwanaście medali, w tym cztery złote – Katarzyna Krawczyk i Roksana Zasina wygrały u pań, odpowiednio w kategoriach do 53 i 55 kilogramów. W stylu wolnym triumfowali z kolei Eduard Grigoriew (65 kg) i Robert Baran (125 kg).

– Wiadomo, że turniej taki jak ten to jest etap przygotowań – stwierdza Baran, reprezentant najcięższej „wolnej” kategorii. – Jednak wychodzimy na matę po to, żeby dać z siebie wszystko i takie turnieje wygrywać, dlatego cieszę się, że mi się udało i widzę u siebie postępy z roku na rok. Celem na zbliżające się mistrzostwa świata będzie medal i nie będę oszukiwał, że nie myślę już o igrzyskach w Paryżu, na których bardzo chcę wystąpić, a kwalifikacje w tym krótkim okresie olimpijskim zaczynają się już za rok – kończy.

Katarzyna Krawczyk

Co ciekawe, spośród naszych zwycięzców jedynie Zasina występowała na igrzyskach olimpijskich w Tokio. Krawczyk w kluczowych momentach kwalifikacji była kontuzjowana, Baran otarł się o wyjazd w trudnych turniejach eliminacyjnych, a Grigoriew jeszcze wtedy występował głównie w nieolimpijskiej kategorii wagowej do 61 kilogramów. Czy to oznacza, że w skróconym cyklu olimpijskim nasza kadra będzie opierała się na nowych-starych (Krawczyk i Baran to olimpijczycy z Rio de Janeiro) nazwiskach?

– Nie ukrywam, że brak wyjazdu na igrzyska bardzo mnie zabolał – przypomina Krawczyk. – Miałam bardzo dużo pecha, szczególnie ze zdrowiem. Przytrafiło się kilka kontuzji i wszystkie w momencie, w którym rozpoczynały się kwalifikacje. Przez to nie pojechałam na mistrzostwa świata, na których Roksana Zasina zdobyła kwalifikację w mojej kategorii wagowej i to było na tyle. Myślałam nawet poważnie o zakończeniu przygody z zapasami, ale jestem szczęśliwa, że tego nie zrobiłam. Po tej decyzji zdobyłam jedyny dotychczas medal mistrzostw świata i chcę więcej, na kolejne mistrzostwa jadę po kolejny medal, ale przede wszystkim chcę ponownie pojechać na igrzyska – przekonuje.

Katarzyna Krawczyk

Krawczyk i Baran na igrzyska chcą wrócić. W Tokio występował za to Tadeusz Michalik – zdobył tam zresztą brązowy medal i jest jedynym aktywnym polskim zapaśnikiem z olimpijskim podium. W Warszawie medalu zdobyć się nie udało, jak i wielu innym „klasykom” – z 12 medali reprezentacji zdobyli zaledwie jeden. Przykładem tego, że forma nie jest jeszcze w tym miejscu, w którym powinna, jest właśnie sam Michalik, który jak przyznaje, nie do końca jest zadowolony ze swojego występu.

– Walki wypadły całkiem dobrze, poza jednym bardzo dużym minusem w postaci ostatniej, z zawodnikiem z Finlandii – zauważa nasz medalista. – Sam nie wiem, czy siadła mi tam kondycja, czy bardziej głowa, a może jedno i drugie. Ale trochę mnie to załamało, właśnie ze względu na to, że przegrałem to po prostu w głowie – podsumowuje.

Innym przykładem na to, że forma Michalika dopiero rośnie, jest starcie z Alexem Szoke z Węgier. Bardziej spostrzegawczy fani na pewno od razu kojarzą to nazwisko – to właśnie z Szoke Tadeusz Michalik wygrał przed czasem w walce o brązowy medal olimpijski. Teraz mu uległ, co pokazuje, że przygotowania są dopiero w trakcie.

– Na pewno rywale teraz podchodzą do mnie inaczej – tłumaczy Michalik. – Patrzą z kim walczą i od razu mają w głowie, że to medalista olimpijski. To normalne, ale dla mnie na macie nic się nie zmienia. To jest sukces, ale to przeszłość. Nie myślę w trakcie walki, że jestem medalistą z Tokio, więc muszę to czy tamto. Na mistrzostwa świata też pojadę z tym samym celem co zawsze – dać z siebie wszystko w każdej walce i nie mieć sobie nic do zarzucenia. A co to da, to zobaczymy – tłumaczy.

O ile nasi zapaśnicy przyznają, że igrzyska w Paryżu cały czas są w ich głowie, o tyle teraz przygotowują się do mistrzostw świata. Tam po raz pierwszy w nowym cyklu olimpijskim nasza reprezentacja sprawdzi się na tle całego zapaśniczego świata i będzie to pierwszy bardzo poważny test na drodze po olimpijskie kwalifikacje.

– Mamy swoje szanse i jeśli zdobędziemy trzy czy, daj Boże, cztery medale, to będzie już bardzo dobrze – stwierdza Supron. – Jednak sport jest piękny dlatego, że jest nieprzewidywalny. Są nie tylko mocni, co coraz mocniejsi Azjaci, Afryka również zaczyna się liczyć w zapaśniczym świecie, więc nie będzie łatwo. Coraz trudniej przebijać się do strefy medalowej na imprezie mistrzowskiej, bo świat bardzo mocno poszedł do przodu. Ja nie stawiam jakichś konkretnych celów naszej reprezentacji, ale oczywiście każdy trener wyznacza plan przygotowań i co chce osiągnąć na danej imprezie i na tej podstawie później będziemy ich za to rozliczać – przypomina.

Do mistrzostw świata zaledwie sześć tygodni, do Paryża – tylko i aż dwa lata. Nowy cykl olimpijski tak na dobrą sprawę zaczyna się właśnie teraz i pasowałoby rozpocząć go w pozytywny sposób. Bardzo dobry – zarówno pod względem organizacyjnym, jak i sportowym – turniej w Warszawie jest jednym z kroków w tę stronę. Miejmy nadzieję, że polskie zapasy zrobią też wiele kolejnych – aż do wymarzonych dla wszystkich igrzysk.

Co myślisz o tym artykule?

Podziel się lub zapisz
Uniwersalny jak scyzoryk. MMA, sporty amerykańskie, tenis, lekkoatletyka - to wszystko (i wiele więcej) nie sprawia mu kłopotów. Pisze dla newonce.sport, a w newonce.radio odwiedza audycję NFL Po Godzinach.
Komentarze 0