Krajobraz po testach F1, czyli wielka niewiadoma. I tylko Red Bull pręży muskuły

Formula 1 Testing in Bahrain - Day 2
Fot. Joe Portlock/Formula 1 via Getty Images

Trzy dni w Bahrajnie miały pokazać, czego mniej więcej powinniśmy się spodziewać po zespołach w nadchodzącym sezonie. Okazało się jednak, że taki czas nie pozwala poznać realnego obrazu stawki i za dwa tygodnie zaczniemy ściganie „w ciemno”. Oczywiście kilka rzeczy dało się wychwycić i zobaczyć problemy kilku ekip, ale to nadal zbyt mała próbka, żeby ustalać kolejność.

Dwa lata temu Liberty Media postanowiła zmienić podejście do przedsezonowych testów. Najwięksi fani dostali nie lada gratkę, czyli transmisję z pierwszej rundy zajęć. W końcu mogliśmy zajrzeć za kulisy w miejsce, które zawsze było chowane przed ciekawskimi oczami. Rok później sunięto ekrany ustawiane przed garażami, a my dostaliśmy dostęp, o jakim można było pomarzyć jeszcze kilka lat wcześniej. Zeszły rok, zanim cały świat do góry nogami wywróciła pandemia, dał nam dzięki temu nieco lepszy ogląd sytuacji. Byliśmy w stanie zobaczyć auta na torze zanim wyjechały na pierwszy trening w sezonie. Widzieliśmy wszystkie małe zwycięstwa, DAS w samochodach Mercedesa, ale i ewentualne dramaty niektórych ekip. Te najlepiej można było zauważyć oglądając „zmagania” Williamsa w sezonie 2019.

W tym roku postawiono na jeszcze szerszą transmisję, ale problem pojawił się gdzie indziej. F1 konsekwentnie obcina zespołom możliwości testowania. Od kilku lat trend się nie zmienia i dni na wypróbowanie bolidu jest coraz mniej. Obecny kryzys gospodarczy stanowił świetny pretekst, aby ograniczyć się do najniższej ich liczby w historii – trzech. Czas skurczono do absolutnego minimum i śmiało można było zakładać, że trudno będzie poznać prawdziwy układ stawki po tak krótkich zajęciach. Dodatkowo początek sezonu się skomplikował, znowu odwołano rundę w Australii, ale tym razem z dużym wyprzedzeniem. Logicznym ruchem stało się natomiast przeniesienie testów do Bahrajnu, który po przełożeniu wyścigu w Melbourne, otwierał sezon.

Cięcie kosztów, ułatwienia logistyczne – logiczne uzasadnienie, z którym ciężko polemizować. Dodatkowo obiekt ten ma również charakterystykę podobną do tej znanej z Barcelony. Pozwala przetestować samochód w każdym aspekcie – od wolnych zakrętów po długie proste. To jednak dodawało kolejnych pytań. Mimo, że bolidy niewiele się zmieniły od zeszłego roku, to trudno będzie o punkt odniesienia do lutego 2020. W końcu to zupełnie inny obiekt.

PROBLEMY MERCEDESA NA PIERWSZYM PLANIE

Wszystko to pięknie złożyło się na dużo niewiadomych po weekendzie w Bahrajnie. Jedno natomiast jest pewne. Mercedes nie będzie dobrze wspominał tego wyjazdu. Natomiast żeby dobrze zrozumieć to zaskoczenie trzeba delikatnie cofnąć się w czasie. Ekipa z Brackley znana jest z doskonałego chowania osiągów. Często po testach mówili, że nie są zbytnio zadowoleni, a to problemy z silnikiem, a tutaj coś nie gra z aerodynamiką. Wszystko jednak kończyło się zwykle tak samo. Pierwszy weekend wyścigowy – dominacja i spokojna wygrana lub pozycja w czubie stawki. Ten rok zapowiadał się na więcej tego samego. Ciche doniesienia do Mercedesa o małych problemach z jednostką napędową, potem prezentacja, gdzie zakrywali podłogę samochodu, a od Toto Wolffa, Jamesa Allisona i obu kierowców biła potężna pewność siebie. Wyglądali na pewnych swego i gotowych do kolejnego świetnego sezonu w ich wykonaniu.

Pycha kroczy przed upadkiem – to powiedzenie zna każdy. Trudno w to wpasować ekipę Mercedesa, przynajmniej w tym momencie. Szybko okazało się, że zawsze brylujący zespół pod względem przejechanych okrążeń na testach tym razem nie osiągnie tak dobrych wyników. Najpierw wyłoniła się skrywana przed światem nowa podłoga przypominająca makaron lasagne, ale potem nie było okazji jej oglądać. Valtteri Bottas po pierwszym okrążeniu zjechał do boksu, gdzie… został prawie trzy godziny. Awaria skrzyni biegów bardzo pokrzyżowała plany już pierwszego dnia i utrudniła realizację wszystkich programów. Szybko też stało się jasne, że obcięta podłoga przez nowe regulacje mocno zmieniła właściwości jezdne w nowej konstrukcji. Samochód nie wyglądał już, do czego Mercedes nas przyzwyczaił, jak jadący po szynach. Tył był niestabliny, sprawiał problemy obu kierowcom, którzy dopiero trzeciego dnia wyglądali jakkolwiek komfortowo w trakcie jazdy.

Ten początek sezonu wygląda na pierwsze kłopoty w raju od czasu Austrii 2020, gdzie problematyczne były czujniki. Dodatkowo Aston Martin, czyli na ten moment zespół najmocniej przytulony do Mercedesa, również miał kłopoty ze skrzynią biegów. Wygląda na to, że to będą bardzo pracowite dwa tygodnie w Brackley, bo zespół wygląda na daleki od formy jaką prezentował w zeszłym sezonie. Istnieje też możliwość, że ten akapit od samego początku wychodzi z błędnego założenia. Nie można wykluczyć, że Mercedes podszedł do tych testów z założenia mocno eksperymentalnie. Postanowili poszukać innych rozwiązań, a swój złoty środek już dawno mają gotowy i wykorzystają go we wtorek (16 marca) na dniu filmowym. Niczego nie można być pewnym z obecnymi mistrzami świata. W końcu nie bez powodu są jedną z najlepszych ekip w historii tego sportu. Tak czy inaczej, niezależnie czy to są realne kłopoty, czy wielkie testowanie – pozostaje nam postawić tutaj wielki znak zapytania.

RADOŚĆ W RODZINIE RED BULLA

Największym wygranym tych testów jest bezapelacyjnie Red Bull Racing. Kiedy w niedziele kończyły się ostatnie przejazdy, zaczęło się mówić o możliwej zmianie warty. Tutaj wypada mocno tonować nastroje, bo to nie pierwszy raz kiedy ktoś na testach wygląda znacznie lepiej od Mercedesa, a sezon to strasznie weryfikuje. Nie zmienia to jednak faktu, że inżynierowie w Milton Keynes coś znaleźli. To już nie jest trudny i narowisty RB16. Nowy bolid to inna para kaloszy i chętnie mówił o tym Max Verstappen. Dużo bardziej przewidywalna konstrukcja, tył zachowuje się jakby był przyklejony do asfaltu, a nowa jednostka Hondy dostarcza jeszcze więcej mocy niż w zeszłym roku.

Problemy zeszłego sezonu zniknęły. Ten brak stabilności miał być największy, który stanął na drodze do walki z Mercedesem. Na niego głównie narzekał Alex Albon, a Verstappen też raczej nie tryskał radością z prowadzenia w zeszłym roku. Obecnie Red Bull nie dość, że poprawił samochód, to dostał świetnego drugiego kierowcę. Sergio Perez pojechał tak, jak oczekiwał tego zespół. Był pewny za kierownicą, robił wszystko co do niego należało. Pierwszy raz od dawna drugi kierowca nie rozbił się na pobliskiej ścianie w trakcie testów. Wcześniej Gasly i Albon dostarczali problemów, a w tym roku był tylko spokój i realizacja programów.

A skoro o Francuzie mowa, to dobrze powiedzieć o tym, że AlphaTauri wygląda na poważnego kandydata do walki w środku stawki. AT02 prowadzi się świetnie i powinien być gotowy do walki z Ferrari, Astonem Martinem czy Alpine. Dodatkowo Yuki Tsunoda wszedł do stawki jak „do siebie”. Obyło się bez większych błędów, również bez rozbijania auta, a jazda była szybka i pewna. AlphaTauri chciało to zaznaczyć do tego stopnia, że trzeciego dnia Japończyk używał DRS-u poza strefą, żeby uzyskać jak najlepszy czas. To prawdopodobnie ukłon w stronę Hondy i chęć podpompowania akcji nowego kierowcy, w końcu to wynik idzie świat, a coś takiego na testach nie jest nielegalne.

Podsumowując, wielu zaczęło upatrywać w Red Bullu faworyta tego sezonu. To ma być ten sezon, kiedy to rzucą rękawicę Mercedesowi, a Verstappen realnie powalczy o upragniony tytuł. Pozostaje mieć nadzieje, że to nie jest myślenie, które pojawiło się w głowach Christiana Hornera czy Helmuta Marko. To tylko wygrana bitwa i trudno w tym momencie powiedzieć czy przypadkiem od flanki nie nadciąga odsiecz, której w tym momencie nie widzimy. Mercedes nie bez powodu wygrał siedem razy z rzędu. Natomiast te trzy dni mogą być świetną podwaliną pod sukces w tym sezonie, jeżeli Red Bull to mądrze i dobrze wykorzysta.

W ŚRODKU NADAL MISZMASZ, ALE...

Zeszły rok to świetna walka o trzecią pozycję w klasyfikacji generalnej konstruktorów i z tego najlepiej go pamiętamy. Niewiele się zmieni w tym sezonie, ale... nie ma na tę tezę poparcia w niczym. Teoretycznie najlepiej wyglądał McLaren. Świetnie zaadaptowany silnik Mercedesa, który w połączeniu ze skrzynią biegów zrobioną przez zespół spisywał się doskonale. Auto prowadziło się bardzo dobrze w rękach Lando Norrisa i nowego nabytku, Daniela Ricciardo. Dodatkowo szybko zauważono, że dyfuzor w MCL35M wygląda inaczej niż u reszty stawki. Prawodpodobnie w Woking znaleziono jakąś szarą strefę, która powinna dać im przewagę na początku tego roku. Norris mówi, że wykonali swoje programy w 100 procentach i da się zobaczyć pewność siebie bijącą z ich garażu. Trudno to wyjaśnić i może być to złudne, ale prędzej uwierzę w McLarena podgryzającego Red Bulla niż w Ferrari wracające na trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej.

Jak już o Włochach mowa, to możemy czuć się nieco zawiedzeni. Nowa jednostka napędowa nie wygląda na tak wielki krok do przodu, jak można było liczyć. Oczywiście, Ferrari mogło nie używać jego pełnej mocy, ale trudno w to uwierzyć. Tempo na długich przejazdach nie imponowało i mimo zadowolenia Charlesa Leclerca, który mówił o zdecydowanej poprawie w prowadzeniu auta, trudno tu znaleźć dużo pozytywów. Pozostaje nadzieja, że ten jeden raz to ekipa z Maranello świetnie ukrywała swój potencjał, zamiast na siłę prężyć muskuły przed tifosi.

Aston Martin oraz Alpine pojawili się pierwszy raz na torze i… to chyba tyle. Pierwsi mieli problemy ze skrzynią Mercedesa, a w trakcie testów raczej nie wychylali się z wielkimi osiągami. Samochód przeszedł dużą przebudowę i tutaj już nie można mówić o czystej kopii rozwiązań swojego dostawcy silników, jak miało to miejsce w zeszłym roku. Sebastian Vettel nie błysnął, okrążeń nie było bardzo dużo. Trudno ocenić formę, podobnie zresztą jak w przypadku Alpine. O Francuzach najgłośniej było z powodu bardzo szerokiego wloty powietrza nad głową kierowcy, który idzie zupełnie w innym kierunku niż wszystko co znamy od lat. Koncepcja jest nowa, ale podobnie jak u Astona, nie widać było niczego ponadprzeciętnego. Bardzo cieszy fakt, że powracający Fernando Alonso wsiadł w auto i pokazał, że nadal jest wielki. Równa, pewna jazda niemal od samego początku udowadnia, że Hiszpan mając odpowiednie narzędzia może jeszcze namieszać w stawce.

WERYFIKACJA ZA DWA TYGODNIE

24 godziny testowania zleciały bardzo szybko i tylko jednego możemy być po nich pewni. Williams z Haasem zawalczą o bycie czerwoną latarnia w tym roku. Tam wiele się nie zmieniło, ale wiadomo, że obie ekipy skupiają się na sezonie 2022 i swoistym restarcie technicznym. To tam upatrują swojej szansy i wydaje się to słuszną koncepcją. Oba auta mają swoje bolączki, których przy obostrzeniach na ten rok nie byliby w stanie okiełznać.

Ten weekend pozostawia bardzo dużo niedopowiedzeń. Dawno nie wchodziliśmy w sezon tak na oślep. To generalnie świetna informacja dla wszystkich fanów F1, bo możemy liczyć na bardzo ciekawy początek kalendarza. Dopiero w trakcie weekendu w Bahrajnie poznamy prawdziwą siłę Mercedesa i Red Bulla. W środku stawki powinno być jeszcze ciaśniej, a wiele wskazuje, że McLaren może nawet realnie wejść o poziom wyżej. Dodatkowego smaczku dodaje fakt, że każdy chce w ten sezon wejść jak najmocniej, żeby szybko skupić się na samochodzie na 2022 rok. Dwa tygodnie szybko zlecą, a wtedy już nikt niczego ukrywać nie będzie. To może być świetny sezon, a emocji będzie najwięcej od lat. Obym się nie mylił.

Podziel się lub zapisz
Fanatyk Formuły 1, ale praktycznie obok żadnego sportu nie przechodzę obojętnie. Współtwórca największego podcastu o królowej sportów motorowych w Polsce - Budnik i Pokrzywiński o F1.