Kolektywny Lewandowski i stare błędy. Bayern coraz bardziej drużyną Nagelsmanna

Zobacz również:Piłkarz z własną podobizną na plecach. Leroy Sane — nowa ekstrawagancja Bayernu
Bundesliga
Stefan Matzke - sampics/Corbis via Getty Images

Pięć goli, pięciu różnych strzelców. Rozłożenie odpowiedzialności za zdobywanie bramek na wiele barków wyszło Bayernowi idealnie. Jednak choć o ataku mówiło się najwięcej, to nie on jest największym problemem. A mecz z Lipskiem znów to potwierdził.

Julian Nagelsmann nie dotarłby do Bayernu Monachium w wieku 33 lat, gdyby nie cechowała go charakterystyczna dla największych współczesnych trenerów elastyczność. Oglądając przez lata jego Hoffenheim czy RB Lipsk, nie można było łatwo zaszufladkować go do któregoś z tradycyjnych piłkarskich kościołów. Pod wieloma względami jego gra pozycyjna przypominała futbol Pepa Guardioli, ale dominacja przez posiadanie piłki nigdy nie była jego nadrzędnym celem. Pressing, którego uczył drużyn, uczynił go atrakcyjnym dla szkoły Red Bulla. Ale w Lipsku zatrudniono go po to, by ją zreformował, dodając drużynie szerszy repertuar rozwiązań z piłką przy nodze. Grał czwórką i trójką z tyłu. Czterema napastnikami i bez ani jednego. W futbolu Nagelsmanna trzeba umieć wszystko, by korzystać z tego w razie potrzeby.

W pierwszym sezonie pracy w Monachium było to jednak widać zaskakująco rzadko. Drużyna najczęściej grała podobnie, jak przyzwyczaiła. Z klasycznym napastnikiem i atakami skrzydłami. Trener dokonał kilku korekt w ustawieniu zawodników, choćby przesuwając Leroya Sane do środka, czy zmieniając czasem system na taki z trójką środkowych obrońców, ale wymienności pozycji między zawodnikami było znacznie mniej niż w jego Hoffenheim czy w Lipsku. Nagelsmann musiał chodzić na kompromisy i próbować utrzymać dobry humor zawodników, którzy źle się czuli. Serge’a Gnabry’ego, który nie chciał grać na wahadle. Benjamina Pavarda, który czekał, aż ktoś wreszcie dostrzeże w nim środkowego obrońcę. Czy Roberta Lewandowskiego, niezadowolonego, że cała druga linia, zamiast znajdywać go podaniami, zaczęła sama przede wszystkim szukać okazji do strzelenia gola.

Podziel się lub zapisz
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi. W newonce.sport autor sobotniego cyklu Z nogą w głowie i poniedziałkowej rubryki Centrostrzał.