Kolejny rok balansowania na krawędzi. Legia sama nie ułatwia startu w pucharach

Zobacz również:Najlepszy piłkarz ekstraklasy wraca. Poważne zbrojenia mistrza Polski
Pilka nozna. PKO Ekstraklasa. Legia Warszawa. Trening. 29.06.2021
FOT. MARCIN SZYMCZYK/ 400mm.pl

Myśląc o rozwoju polskiej piłki, musimy wymagać od Legii awansu z Bodo/Glimt w I rundzie el. Ligi Mistrzów. To warunek konieczny, aby ruszyć do przodu. Jednocześnie mistrzowie Polski polecieli do Norwegii bez najlepszego strzelca Tomasa Pekharta i najlepszego asystenta Josipa Juranovicia, za to w samej jedenastce pozostają spore wątpliwości: na prawym wahadle zagra nastoletni Kacper Skibicki, który zmaga się z problemami zdrowotnymi i de facto nie jest wahadłowym, a na środku obrony wystąpi Mateusz Hołownia, będący w zeszłym sezonie piątym stoperem Legii. Przygotowaniem kadrowym klasycznie mistrzowie nie zwiększają swoich szans.

Spokój w życiu trenera Legii trwa mniej więcej 2-3 miesiące. W zależności od tego, jak szybko uda mu się przyklepać mistrzostwo kraju. Później zaczynają się największe schody, bo trzeba wychylić głowę poza obrys ekstraklasy i zmierzyć się z innymi. Zwykle to, na co pracuje miesiącami w drodze po tytuł, zostaje zatracone latem. Albo poprzez rozsprzedanie składu, albo specyfikę naszych startów w europejskich pucharach.

W końcu do Norwegii na pierwszą pucharową potyczkę Czesław Michniewicz pojedzie bez Tomasa Pekharta oraz Josipa Juranovicia – kolejno najlepszego strzelca oraz asystenta drużyny. Ledwie kilka dni temu reprezentacja Czech odpadła z Euro 2020, wszyscy klasowi zawodnicy myślą o wyjeździe na zasłużone urlopy, a Legia już startuje w grze, która w dużej mierze zdefiniuje jej sezon. Juranović odpadł z Chorwacją kilka dni wcześniej i nawet chciał pomóc drużynie, lecz wspólnie z lekarzami oraz trenerami uznali, że to bez sensu. Nie zdołałby się zregenerować, a takie wejście w kolejny sezon prędko by się na nim odbiło. Być może wróci na rewanż, lecz póki co Legia zmierzy się z Bodo/Glimt bez dwóch fundamentalnych postaci, wręcz kluczowych w swoich formacjach.

Sielankowe lato w polskiej pucharowej ekipie nie istnieje. Tylko piłkarze wrócili do treningów, a Czesław Michniewicz głośno wyraził swoje niezadowolenie. Nie było specjalnie kim wyjść na sparing, a co dopiero pomyśleć o gierce wewnętrznej, skoro na zajęciach pojawiło się kilkunastu piłkarzy. Błyskawicznie wybiegł w przyszłość: jazda na koniec Europy bez koła zapasowego to nonszalancja. Być może się uda, ale równie prawdopodobne, że 100 kilometrów za Warszawą – czyli być może na pierwszym meczu pucharowym –wystąpi usterka.

Nie ma gorszej rzeczy na starcie nowego sezonu, niż publiczne przepychanki trenera z właścicielem. I tak oto Dariusz Mioduski zdążył zapomnieć o pucharowym doświadczeniu Michniewicza i polecić mu, aby skupił się na własnych obowiązkach, a nie wyliczaniu kadry. Trener jednak zupełnie słusznie wywarł presję na działaczach oraz dyrektorze sportowym Radosławie Kucharskim. Bo w jakość tych wzmocnień nikt specjalnie nie wątpi, raczej w czas dostępności oraz możliwy termin użytkowania. Bo co z potencjału Lindsay’a Rose’a czy Josué, jeśli do gry będą dostępni po najważniejszym okresie eliminacyjnym. A przecież mówimy nie tylko o samych pucharach, a jeszcze starcie ekstraklasy. Na raz kłania się kilka frontów.

Mniej więcej jesteśmy w stanie przewidzieć, jaką jedenastką Michniewicz spróbuje ugrać korzystny rezultat w pierwszym meczu w Norwegii. I nie brakuje tu wątpliwości, czy aby na pewno mówimy o drużynie godnej mistrza Polski walczącego o fazę grupową europejskich pucharów. Największym eksperymentem będzie 19-letni Kacper Skibicki, czyli naturalny skrzydłowy, ustawiony na prawym wahadle. Był do tego przygotowywany, lecz jeszcze przed wylotem musiał się oszczędzać i kalkulować siły, aby w ogóle zagrać. Na Juranovicia nie ma co liczyć, Vesović oddany, a sprowadzony Szwed Mattias Johansson dopiero łapie rytm meczowy.

Kolejną wątpliwością jest występ 23-letniego Mateusza Hołowni w roli półlewego stopera. Biorąc pod uwagę, że był w hierarchii za Artemem Szabanowem, nie jest opcją pierwszego wyboru. Więcej w poprzednim sezonie grał nawet Igor Lewczuk oddany do Znicza Pruszków. To potęguje znaki zapytania, tym bardziej że dla Artura Jędrzejczyka oraz Mateusza Wieteski brakuje wartościowych zmienników. Powtarza się schemat transferowy: Maik Nawrocki to melodia przyszłości, Lindsay Rose dołączył do drużyny w ostatnich dniach, a Joel Abu Hanna jeszcze nie zdążył przekonać w pełni trenera przy problemach zdrowotnych. Nie wykluczamy, że to oni stworzą wspólnie najskuteczniejszą defensywę Polski, wręcz wiele na to wskazuje, bo personalnie nie znajdujemy ciekawszego zestawienia, ale na początek lipca trener Michniewicz ma się, o co martwić.

Podobnie jest w ataku, gdzie zadebiutuje azerski napastnik Mahir Emreli, aktywny, wyróżniający się, ciągle dopytujący o swoją rolę. On powinien być pierwszym widocznym, wydatnym wzmocnieniem legionistów, bo na mocniejsze akcenty Ernesta Muciego czy Jasurbeka Jakszibojewa będziemy musieli poczekać. Na pozostałych pozycjach goła jedenastka wygląda tak jak podczas mistrzowskiego marszu, lecz pomyślmy, co się stanie, kiedy zaczną się zawieszenia lub kontuzje. Legia będzie balansować na cienkiej granicy i walczyć z czasem o to, czy nowe nabytki nadają się już do gry. A zanim jeszcze poznają koncepcję drużyny, nauczą się schematów i wypracują podejście Michniewicza, z pewnością odrobina minie.

„Poradzimy sobie, gdy wszyscy są zdrowi. Gdy zaczynają się problemy, już jest gorzej. Potrzebujemy zastępstwa na środku obrony, trudno będzie wymienić wahadła 1:1, bo one dają nam mnóstwo jakości. Jędrzejczyk, Wieteska i Mladenović nie mają właściwych zastępców. Ale nie ma sensu budzić się rano z myślą, że kiedyś się umrze. Tak, kiedyś to się stanie, ale po co to ciągle rozważać?” – powiedział trener mistrzów Polski w rozmowie ze sport.tvp.pl.

Jeśli dojdzie do problemów, zacznie się nerwowe łatanie dziur. Albo piłkarzami młodymi, albo nowymi i nieobeznanymi z grupą, albo niewystarczająco jakościowymi. W przededniu startu w eliminacjach Ligi Mistrzów Legia wcale nie wygląda na drużynę prężącą muskuły, bardziej proszącą o wyrozumiałość i przychylność czasu, bo czym dalej w lato, tym więcej dobrego powinniśmy móc powiedzieć o samej grze drużyny z Ł3. Na ten moment to balansowanie na granicy bezpieczeństwa. Jeśli w kolejnym sezonie z rzędu dojdzie do przedwczesnej porażki, winy będzie można poszukiwać jedynie we własnym gnieździe i u tych, którzy odpowiadają za jego budowę.

Na razie nie ma co wyprzedzać przyszłości, bo Czesław Michniewicz potrafi przygotować drużynę pod konkretnego rywala z dobrym, wyczerpującym rozczytaniem go oraz konkretnym sposobem na uwypuklenie jego słabości. Bodo/Glimt absolutnie nie będzie spacerkiem, lecz bardzo łatwo może zachwiać sam start sezonu. Na początku eliminacji Legia nie może się tłumaczyć losowaniem ani czynnikami zewnętrznymi, bo po raz kolejny to ona sama najbardziej komplikuje sprawę, rodząc niepotrzebne wątpliwości. To bardziej walka z czasem i możliwościami, niż pewne przywitanie z europejskimi pucharami.

PRAWDOPODOBNY SKŁAD NA MECZ Z BODO/GLIMT (ŚRODA, 18.00):

BORUC – JĘDRZEJCZYK, WIETESKA, HOŁOWNIA – SKIBICKI, SLISZ, MARTINS, MLADENOVIĆ – KAPUSTKA, LUQUINHAS – EMRELI.

Podziel się lub zapisz
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć, stąd audycja La Polémica. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.