Kluby zatykają przecieki do Fantasy Premier League. Norweski insider zgadza się ukryć tożsamości ludzi ze sztabów szkoleniowych

Zobacz również:KĄCIK FANTAZJI: Maszyna rusza na nowy sezon. Kogo wybrać, żeby dobrze zacząć? (WIDEO)
Aston Villa v Liverpool - Premier League
Fot. Peter Powell - Pool/Getty Images

Rodzina Premier League szuka wyjścia z sytuacji: jak pozwolić grać swoim zawodnikom i trenerom w Fantasy Premier League, a jednocześnie nie zdradzać ważnych ruchów kadrowych najbliższym rywalom. Sprawa zaczyna wykraczać poza Królestwo. Na początek negocjacje na linii Wielka Brytania – Norwegia.

Kilka dni temu wybuchła afera, chciałoby się napisać, że koperkowa, ale miała jednak konsekwencje w realnym świecie. Aston Villa zabroniła swoim piłkarzom grać w Fantasy Premier League. Powód? Użytkownik @insider_fpl był w stanie zbyt wiele odczytać z ruchów wykonywanych w składzie ekipy z Birmingham, przez co menedżer Leicester City, Brendan Rodgers, wiedział na tyle wcześniej, że nie zagra Jack Grealish, iż był w stanie ustawić pod to strategię Lisów. O sprawie pisaliśmy TUTAJ.

SZPIEDZY BEZ LORNETKI

Zawodnicy Premier League w tym sezonie coraz częściej zaczęli się przyznawać, że lubią sobie pograć w FPL. Jednym z nich jest Patrick Bamford. Napastnik Leeds United nie kryje się z tym, że daje samemu sobie opaskę kapitańską w wirtualnej zabawie. O ile wcześniej mogło to rodzić jedynie wątpliwości natury moralnej, np.: „czy Bamford nie będzie wolał strzelać sam zamiast podać koledze, bo za gole jest więcej punktów niż za asystę?”, to od sprawy z The Villans zaczęło chodzić o coś więcej.

Dean Smith, menedżer AV, nie krył oburzenia faktem, iż przeciwnicy wiedzieli za wcześnie o absencji jego kontuzjowanego kapitana, zapowiedział szukanie przecieku w klubie, nie przypuszczał, biedaczysko, że to ruchy członków jego sztabu w FPL przyniosły takie skutki.

Ale wszystko wskazuje na to, że ludzie związani z Premier League, którzy są bardzo zdeterminowani, by nie porzucać tak pysznej rozrywki, znaleźli wyjście. Zgłosili się do posiadacza insajderskiego konta z prośbą, by ten ukrył tożsamości członków sztabów szkoleniowych. I wygląda na to, że udało się porozumieć. Tak przynajmniej informują angielskie media.

Człowiek, który wywołał takie zamieszanie, pochodzi z Norwegii. Znalazł prosty sposób – uważnie śledzi wszystkie osoby, które pracują w klubach Premier League, dzięki czemu wie, kto, kiedy i jaki ruch wykonał. Skoro więc zobaczył, że kilku zawodników Aston Villi, a także fizjoterapeuta tego klubu, wycofało ze swoich składów Grealisha, z automatu mógł podać społeczności FPL info o tym, że pomocnik nie zagra w kolejnym meczu. Takie newsy nie pojawiły się w szeroko pojętej przestrzeni publicznej, a jednak, gdy przyszło do starcia z Leicester City, okazało się, że kapitana AV nie ma w składzie. Insider z Norwegii się nie pomylił, bo nie mógł.

Można to wszystko traktować z przymrużeniem oka, jednak w dobie intensywnego szpiegowania rywali, czasem jedna informacja może być bezcenna. Zamiast posyłać człowieka z lornetką na trening najbliższych przeciwników, można oprzeć swoją wiedzę na ruchach w FPL. Przykład? Diogo Jota wystawia Adriana w podstawowej jedenastce swojej drużyny. Czyli oczywistym staje się, że nie zagra Alisson Becker. To akurat było dość łatwe do przewidzenia, przecież brazylijskiemu bramkarzowi Liverpoolu zmarł niedawno tata.

SZCZELNIEJ WEWNĄTRZ KLUBÓW?

Konto @insider_fpl tylko w ciągu ostatnich kilku tygodni podało 100 różnych transferów z drużyn w FPL, które założyli piłkarze lub ludzie ze sztabów szkoleniowych. Tych pierwszych norweski szpieg wciąż ma zamiar śledzić. Nie może przecież zrezygnować całkowicie ze swojej działalności. Można się jednak domyślać, że informacje od trenerów czy fizjoterapeutów są dużo cenniejsze. Ciekawe czy uszczelni to komunikację wewnątrz samych klubów Premier League. Lekarz drużyny nie będzie już mógł tak ochoczo opowiadać zawodnikom, że ich kumpel nie zagra przez kolejne trzy tygodnie, z obawy, że ci za chwilę wykonają nieostrożny ruch.

Ważne jest jedno: ani piłkarze, ani ludzie ze sztabów, nie łamią żadnych zasad, grając w FPL. Nie ma takiego przepisu, który by im tego zabronił. Chętnie biorą więc udział w zabawie, razem z siedmioma milionami innych graczy z całego świata. Najprostszym rozwiązaniem byłoby poproszenie zawodników konkretnych zespołów, by nie kupowali do swoich kadr żadnego z klubowych kolegów. Łatwe, ale tylko pozornie, bo powiedz dzisiaj komuś z Manchesteru City, żeby nie miał Johna Stonesa lub Edersona, a masażyście United, by nie wystawiał Bruno Fernandesa.

Przecież na samym końcu chodzi dokładnie o to, o co w prawdziwej lidze. Punkty, punkciki!

Podziel się lub zapisz
Czasem pisze – w poniedziałki Futbolowa Gorączka, a w piątki Tygodniówka na newonce.sport, a czasem gada – w poniedziałki w Kick Off, w czwartki w Futbol i Cała Reszta w newonce.radio. Liga angielska jest najlepsza na świecie. Amen.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.