Klub Zero. Najlepsi piłkarze, którzy nigdy nie zagrali w reprezentacji

Zobacz również:Nowa fala w natarciu. Arteta, Lampard i Solskjaer - wygrani sezonu w Anglii
Ailton
Fot. Stuart Franklin/Getty Images

Razem mają na koncie kilka tysięcy meczów w topowych ligach Europy. Niektórzy zostawali królami strzelców, inni wygrywali Ligę Mistrzów, a mimo to żaden z nich nigdy nie dostał szansy w reprezentacji kraju. – Musiałaby zapanować plaga dżumy, żebym go powołał – powiedział Giovanni Trapattoni na pytanie o brak powołania dla Paolo Di Canio.

Sylvain Distin skomentował to kiedyś wprost: „Kończę moją reprezentacyjną karierę. To było niesamowite doświadczenie zagrać równe 0 meczów”. Przykład Francuza pokazuje, że możesz mieć ponad 400 spotkań w Premier League i odbić się od ściany. Raymond Domenech przed mundialem w 2010 roku chwalił się, że jest 50 graczy, których bierze pod uwagę, ale nawet tam nie było Distina, choć w klubie nie schodził poniżej pewnego poziomu, zostając graczem sezonu w Manchesterze City i w Evertonie.

Każda reprezentacja ma takiego zawodnika: silnego na klub, ale z jakichś powodów za słabego na kadrę. Pisałem kiedyś o tym na przykładzie polskich piłkarzy. Zbigniew Mandziejewicz, Mirosław Waligóra, Adam Topolski byli na czele tej listy. W poniższym tekście skupiam się na graczach z zagranicy. Nie jest to ranking, kolejność dowolna.

1
Gabi (Hiszpania)

Dziennik „Marca” napisał kiedyś, że gdyby na konferencję prasową zamiast Simeone przyszedł Gabi, to nikt nie zauważyłby różnicy. To była relacja ojca z synem, ta sama żądza zwycięstwa w oczach i zdanie przed finałem ligi na Camp Nou w 2014 roku: „Musimy umrzeć na boisku”. Simeone nazwał kiedyś Gabiego sercem ekipy, a Gabi - piłkarz o przeciętnym talencie - wygrał dzięki niemu wszystkie możliwe trofea w Hiszpanii. Był też dwa razy w finale Ligi Mistrzów i odhaczył dwa triumfy w Lidze Europy.

To pokazuje siłę potencjału Hiszpanów, że taki gracz nigdy nie dostał szansy w reprezentacji. Najbliżej był w 2014 roku. Brak sygnału z kadry zmotywował go do jeszcze cięższej pracy, ale kiedy na początku kolejnego sezonu telefon milczał, powiedział wprost: „Czego jeszcze mi brakuje, żebym dostał szansę?”. Pytanie do selekcjonera pozostało bez odpowiedzi. Gabi rok temu zakończył karierę. W meczach młodzieżówek ma na koncie 19 spotkań.

2
Ailton (Brazylia)

Tylko sześciu piłkarzy z zagranicy ma w Bundeslidze ponad 100 goli i tylko Ailton z tego grona nigdy nie zagrał w reprezentacji. Nie pomógł tytuł króla strzelców i spektakularne mistrzostwo Niemiec z Werderem. Ailton przez chwilę romansował z federacją Kataru, ale FIFA szybko ten pomysł ukróciła. Król Bremy koszulkę Canarinhos założył lata później w reklamie kiełbasek. „Grilluj jak Ailton! Samba Brazil!” – głosił zachęcająco napis.

3
Steve Bruce (Anglia)

Sir Bobby Robson osobiście go kiedyś za to przeprosił. Po meczu Manchesteru United z Benficą podszedł do Bruce’a w hotelu w Lizbonie, mówiąc: „Naprawdę powinien dać ci to powołanie”. Historię tę dopiero po latach opowiedział Gary Pallister z Manchesteru United. Twierdził, że nie uśmierzyło to bólu Bruce’a, ale przynajmniej kolejny raz pokazało, jak bardzo doceniali go poszczególni trenerzy. Mówimy przecież o kapitanie Manchesteru United, trzykrotnym triumfatorze ligi i jednym z najlepszych obrońców przełomu lat 80. i 90.

Dzisiaj, gdy zerka się w CV Bruce’a, widnieje tam tylko spotkanie reprezentacji B w meczu z Maltą z 1987 roku. Bruce w „Daily Express” opowiadał kiedyś, że na koniec kariery zadzwonił do niego Terry Venables, ale to nie było zwykłe powołanie, tylko gest litości. „Mój najlepszy kumpel Bryan Robson był wtedy jego asystentem. Strasznie go namawiał. Miałem już wtedy 35 lat i nie szukałem współczucia” - powiedział Bruce.

4
Carlo Cudicini (Włochy)

Był czas, gdy wygrał nagrodę dla najlepszego bramkarza Premier League. Do dziś może z dumą oglądać sceny jak broni rzut karny Thierry’ego Henry’ego. Cudicini na początku XXI wieku był uwielbiany przez kibiców Chelsea, ale jego przygoda z dorosłą kadrą kończy się na jednym powołaniu na towarzyskie spotkanie z Turcją w 2002 roku. Nie usiadł nawet wtedy na ławce, bo dwa pierwsze miejsca zajęli Buffon i Toldo. Claudio Ranieri zachęcał go, by zainteresował się reprezentacją Anglii. Nie spełnił jednak wymogów pięciu lat edukacji w Wielkiej Brytanii przed ukończeniem 18. roku życia.

5
Steed Malbranque (Francja)

Jest cała grupa francuskich piłkarzy, którzy na przełomie wieków wnosili nową energię do Premier League, ale dla reprezentacji pozostawali niewidzialni. Narzekał na to Antoine Sibierski, gdy grał w Manchesterze City. Gilles Girmandi, żołnierz Wengera albo Sylvain Legwinski, przez cztery lata grający dla Fulham. Na Craven Cottage jeszcze większe uwielbienie zyskał Steed Malbranque - piłkarz nieszablonowy, rozdający asysty na prawo i lewo i też bez zainteresowania ze strony Francuzów.

Dwa razy dostawał powołanie, ale nigdy nie powąchał boiska. Przez jakiś czas próbował wykorzystać belgijskie korzenie, żeby zagrać w kadrze sąsiadów. Trener Aimé Anthuenis powiedział jednak wprost, że takich „transferów” nie potrzebuje. W sumie Malbranque w kadrach młodzieżowych Francuzów rozegrał aż 34 mecze.

6
Stefan Klos (Niemcy)

„Nigdy nie czułem się graczem reprezentacji. Siedziałem dwa razy na ławce, ale numerem 2 zawsze był Jens Lehmann, nawet wtedy, gdy nie grał w Milanie” - powiedział Klos w rozmowie z „Die Welt”. Widać w nim rozgoryczenie, bo karierę klubową miał wybitną. Wygrał dwa razy Bundesligę i sięgnął po Ligę Mistrzów. Stał się legendą Glasgow Rangers, odhaczając w sumie tam aż dziesięć tytułów.

Niewielu było niemieckich piłkarzy, którzy w zagranicznym klubie osiągneli taki status, a Klos osiągnął, choć ostatecznie wypchnął się poza uwagę selekcjonerów reprezentacji. Dużo wyżej stały akcje Ilgnera, Köpke i Kahna. Pod tym względem Niemcy zawsze mieli ogromny wybór.

7
Dario Hubner (Włochy)

Miał 35 lat, gdy został królem strzelców Serie A. Na początku XXI wieku ten tytuł był zarezerwowany dla najlepszych napastników świata, a tymczasem sięgnął po niego facet, który palił jak smok i nie ukrywał, że lubi sobie wypić dużą grappę. O jego klasie świadczy to, że w Brescii nie oddał rzutów karnych Roberto Baggio.

„Żałuję, że nigdy nie zagrał w kadrze, bo po latach okazało się, że jak w przypadku Osvaldo - wystarczy zagrać kilka meczów w Serie A. Kiedyś nawet 300 spotkań nie dawało gwarancji” - mówił Hubner w rozmowie z „Calciomercato”. Elitarny Klub Zero we Włoszech mógłby mieć oddzielny rozdział. Wystarczy wspomnieć choćby Nicolę Amoruso albo Angelo Colombo, dwukrotnego triumfatora Pucharu Europy z z Milanem. Arrigo Sacchi powiedział o nim kiedyś: „Jest dla nas ważniejszy niż Maradona”.

8
Kevin Nolan (Anglia)

„Nie wiem, co mam jeszcze zrobić. Latami strzelam regularnie gole i nic” - powiedział w 2012 roku Nolan. Wcześniej przez dekadę faktycznie nigdy nie miał wahań formy, zawsze gwarantował około dziesięciu goli na sezon. Potwierdzał to zresztą w trzech drużynach: Boltonie, Newcastle i West Hamie. W każdym był kapitanam. Nie ma w Anglii piłkarza, który miałby 401 spotkań w Premier League i nigdy nie dostał powołania do kadry. Przykładowy Tom Cleverley, żeby zagrać w kadrze potrzebował pięciu meczów w lidze, Leon Osman - ośmiu.

9
Mikel Arteta (Hiszpania)

Przedziwna kariera, bo była w niej Barcelona, PSG, nagle dwa lata w Glasgow Rangers, rok w Realu Sociedad i dopiero potem podbijanie Premier League w barwach Evertonu. Arteta jako nastolatek grywał we wszystkich kadrach młodzieżowych, ale nigdy nie miał okazji wykazać się w dorosłej reprezentacji. Fabio Capello, selekcjoner Anglików w 2010 roku wymyślił, że skoro Hiszpanie odwracają się do niego plecami, to może powinni spróbować Anglicy.

Pięć lat pobytu w Anglii dawało taką możliwość, ale weto postawiła FIFA. Lata później Arteta opowiadał w wywiadach, że prawie poszedł z nimi na wojnę. Legendy mówią, że tylko raz Hiszpanie zauważyli jego świetną grę w Premier League - w lutym 2009 roku był na liście gotowych powołań, ale wykreślono go zaraz po kontuzji więzadeł. Trzeba też uczciwie przyznać, że konkurencję miał gigantyczną. Jego prime time w Anglii zbiegł się w czasie z erą tiki-taki i środkiem z Iniestą, Xavim, Fabregasem i resztą.

10
Paolo Di Canio (Włochy)

Ma na koncie dziewięć spotkań w kadrze U-21 i jedno w reprezentacji B. Brzmi to nieprawdopodobnie w zestawieniu z legendą, jaką zbudował w Premier League, stając się bohaterem West Hamu. Drzwi do kadry były dla niego zamknięte po części ze względu na dużą konkurencję, ale swoje na pewno zrobił też trudny charakter. Di Canio nawet po zakończeniu kariery bywał zawieszany przez stację Sky Italia, gdy przyszedł w koszulce z krótkim rękawem, eksponując tatuaż z Benito Mussolinim.

Jeszcze jako piłkarz wprawił w osłupienie Alexa Fergusona, gdy w 2001 roku odrzucił ofertę Manchesteru United. Powiedział „nie”, bo myślał, że po drugiej stronie ktoś robi sobie żarty. Ferguson mówił potem, że usłyszał człowieka, który nie do końca siebie docenia.

Podziel się lub zapisz
Żebrak pięknej gry, pożeracz treści, uwielbiający zaglądać tam, gdzie inni nie potrafią, albo im się nie chce. Futbol polski, angielski, francuski. Piszę, bo lubię. Autor reportaży w Canal+.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.