Kłopot bogactwa inny niż wszystkie. Vital Heynen przed niezwykle trudnym olimpijskim zadaniem

Zobacz również:Times mówi „nie”, Japończycy… „być może”. Co z tymi igrzyskami? (KOMENTARZ)
Vital Heynen
Fot. Kacper Kirklewski/400mm

Międzynarodowy Komitet Olimpijski jest źródłem wielu niezrozumiałych i wykluczających się wzajemnie decyzji – to wiadomo od dawna. Jedną z nich są bardzo duże ograniczenia personalne w sportach drużynowych, co przekłada się na różne, niezwykle trudne sytuacje. Niestety taki właśnie przypadek mamy co cztery lata w reprezentacji Polski w siatkówce. A w tym roku wydaje się on być jeszcze bardziej skomplikowany, niż zwykle.

Siatkarska drużyna na igrzyskach olimpijskich może liczyć maksymalnie 12 zawodników. Skład na boisku to sześciu siatkarzy plus wchodzący na zmiany libero, więc matematyka jest dość prosta – drużyny nie starcza nawet na zmiennika dla każdego podstawowego gracza, a co dopiero na zbudowanie konkretnego zaplecza. Jest to problem dotykający wiele drużyn, jednak chyba żadnej aż tak bardzo, jak reprezentacji Polski.

W ostatnich latach kadra staje się coraz mocniejsza personalnie (chociażby przez dołączenie Wilfredo Leona) i gdybyśmy chcieli stwierdzić, ilu siatkarzy zasługuje na powołanie na igrzyska, to niewykluczone, że doszlibyśmy gdzieś do dwudziestu. W teorii to fantastycznie mieć aż taki kłopot bogactwa, jednak w praktyce Vital Heynen ma niezwykle duży ból głowy. Co jeśli jego skład nie spełni oczekiwań na igrzyskach (a raczej nic poniżej medalu za spełnienie nie będzie uznane)? Gdybaniu nie będzie końca, szczególnie że nie ma możliwości, by co najmniej kilku naprawdę dobrych siatkarzy nie odrzucić w ostatniej fazie powołań.

JEST KOMU PRZYJMOWAĆ

Najmocniej obsadzona wydaje się pozycja przyjmującego. To tam gra wspomniany Leon, kapitan reprezentacji Michał Kubiak plus cała grupa utalentowanych siatkarzy, na czele z Aleksandrem Śliwką, Bartoszem Bednorzem, Bartoszem Kwolkiem, Arturem Szalpukiem, Tomaszem Fornalem czy rewelacją tego sezonu PlusLigi, Kamilem Semeniukiem. W skrócie – minimum ośmiu graczy na – prawdopodobnie – cztery miejsca.

I tu zaczyna się problem. Gdybyśmy mieli wybrać tę czwórkę wyłącznie na podstawie aktualnej formy sportowej – zrobiłoby się bardzo ciekawie, bo byliby to być może Leon, Śliwka, Bednorz i Semeniuk. Leon jest jednym z najlepszych – o ile nie najlepszym – siatkarzem świata, czyli pewniakiem jak nikt inny. Śliwka i Semeniuk grają w tym sezonie na poziomie, którego w Tokio w teorii nie może zabraknąć, a Bednorz bardzo mocno zaczął rok i mimo minimalnego spadku formy potem, powoli wraca do tego, co robią Śliwka i Semeniuk.

Proste? Ani trochę. Taki skład zostawiłby w domu Kubiaka, serce polskiej reprezentacji, o którym Heynen mówi wprost – „nie widzę drużyny w Tokio bez Michała”. Zostawienie w domu bardzo inteligentnie grającego Kwolka czy Szalpuka i Fornala też nie wydaje się optymalne, choć dwóch ostatnich zdaje się na ten moment mieć i tak niewielkie szanse. Semeniuk z kolei jest w znakomitej formie, jednak jego brak doświadczenia reprezentacyjnego jest czymś, co na pewno Heynena zastanowi.

CZYM ATAKOWAĆ?

Jest jeszcze inna, choć bardzo ryzykowna opcja. Poświęcić miejsce rezerwowego atakującego i oddać je jednemu z przyjmujących. O miejsce zmiennika Bartosza Kurka walczą w tej chwili Maciej Muzaj, Dawid Konarski i Łukasz Kaczmarek. W teorii, piąty przyjmujący mógłby być bardziej przydatnym zawodnikiem, w sytuacji gdy wszyscy byliby zdrowi. Co jednak, jeśli Kurek złapie kontuzję? Wtedy może nam zabraknąć zawodnika. O ile trener Heynen nie postawi wtedy wszystkiego na jedną kartę, jak Rosjanie na igrzyskach w Londynie – środkowy Dmitrij Muserski został wtedy przesunięty na atak, co w dużej mierze dało „Sbornej” złoty medal olimpijski.

Czy Heynen zdecyduje się na taki mocny ruch jeszcze przed turniejem? Wątpliwe, szczególnie że ściągnął Muzaja do swojej drużyny (Belg jednocześnie trenuje Sir Safety Perugia), by ten lepiej przygotował się do igrzysk. Na ten moment wydaje się więc, że do Tokio poleci tylko czterech przyjmujących, a Muzaj jest w dobrej sytuacji, by zająć miejsce rezerwowego, za Kurkiem. Jest nieregularny, ale daje większą siłę rażenia niż np. Konarski i trener wciąż ma go pod ręką, żeby widzieć jego formę.

JEDEN Z TYCH SIATKARZY TU NIE PASUJE

Kolejny dylemat pojawia się na środku siatki, choć tu chodzi głównie o jedno istotne nazwisko, które będzie musiało być odstawione. Mateusz Bieniek, Jakub Kochanowski, Piotr Nowakowski, Karol Kłos – cztery nazwiska i prawdopodobnie trzy pozycje, bo jeśli przyjdzie wybierać, która pozycja ma nie mieć zmiennika, to pewnie będzie to właśnie środek – dwóch siatkarzy na boisku, jeden poza nim.

Kto będzie jedynym, który zostanie w domu? Nowakowski i Kochanowski grają w tym sezonie bardzo dobrze, Bieniek wraca po kontuzji, jednak w formie jest w kadrze znakomity, a Kłos ma przewagę doświadczenia. Na przyjęciu może być największy ból głowy, biorąc pod uwagę liczbę jakościowych zawodników, jednak to na środku różnice w ich poziomie zdają się być najmniejsze.

Pozostają dwie pozycje, na których także jeden z zainteresowanych będzie musiał obejść się smakiem. Na rozegraniu mamy dwa miejsca, z których jedno przypadnie pewnie Fabianowi Drzyzdze. Poza nim o szansę powalczą Grzegorz Łomacz i Marcin Komenda. Wybór ograniczy się w zasadzie do tego, czy Heynen będzie chciał mieć więcej doświadczenia (Łomacz), czy młodości i polotu (Komenda). Pod uwagę można wziąć masę czynników, a ostatecznie i tak ktoś musi zostać w domu, mimo że pewne atrybuty za nim przemawiają.

Podobnie w przypadku pozycji libero, bo tych Heynen lubi używać dwóch. Paweł Zatorski i Damian Wojtaszek potrafili zmieniać się na boisku w zależności od sytuacji (Zatorski lepiej radzi sobie w przyjęciu, Wojtaszek w obronie), a do Tokio pojechać może tylko jeden. Który? To kolejny ból głowy belgijskiego szkoleniowca.

OSTATECZNA DECYZJA

Zdaje się, że na każdej pozycji Heynen ma mniejszy lub większy dylemat. Takiej sytuacji w naszej kadrze jeszcze nie było i mało która drużyna może się poszczycić aż takim bogactwem. W tekście padło ponad 20 nazwisk i w przypadku każdego można mówić o zaletach wyjazdu do Tokio. Tymczasem graczy będzie tam dwunastu. I to mimo że oficjalne zasady gry mówią o czternastu w drużynie (dwóch libero). MKOl jednak ma swoje ograniczenia i choć chce jak najwięcej dyscyplin na igrzyskach, to samych sportowców chcieliby tam w jak najmniejszej liczbie.

Co więc zrobi Heynen? Z jednej strony to proste – zabierze wszystkich wartościowych graczy na zgrupowanie, a potem z nich, po dokładnym przebadaniu sprawy, wybierze dwunastkę. Z drugiej – sam Belg podał Polskiemu Komitetowi Olimpijskiemu około 40 nazwisk, które mają szanse pojechać do Tokio. W rzeczywistości jest ich nieco mniej, jednak na pewno wszyscy wartościowi zostaną powołani choćby do szerokiej kadry. Najważniejsze, żeby po igrzyskach nikt nie powiedział „a co by było gdyby?”, co oznaczałoby medal olimpijski.

Podziel się lub zapisz
Uniwersalny jak scyzoryk. MMA, sporty amerykańskie, tenis, lekkoatletyka - to wszystko (i wiele więcej) nie sprawia mu kłopotów. Pisze dla newonce.sport, a w newonce.radio odwiedza audycję NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.