Największy pechowiec ligi? Klay Thompson straci kolejny sezon przez bardzo poważną kontuzję

Zobacz również:Bezdomny dzieciak znalazł swoje miejsce w NBA. Jak Jimmy Butler stał się liderem
2019 NBA Finals - Game Six
Fot. Ezra Shaw/Getty Images

Gdybyśmy zapytali koszykarzy NBA o najgorsze kontuzje, jakie mogą im się przytrafić, to w ciemno można zakładać, że w czołówce byłyby zerwane więzadła krzyżowe w kolanie i zerwane ścięgno Achillesa. Każdy z nich liczy na to, że obu tych urazów uda się uniknąć przez całą karierę, bo choćby jeden to poważna przeszkoda do przeskoczenia. A co jeśli ma się oba? I to w przeciągu dwóch sezonów?

Właśnie w takiej sytuacji jest Klay Thompson, gwiazda Golden State Warriors i trzykrotny mistrz NBA. Ostatni raz na parkiet wyszedł w finałach ligi przeciwko Toronto Raptors w 2019 roku. Wtedy to właśnie w szóstym meczu serii zerwał więzadła krzyżowe lewego kolana.

Od tamtej pory wydarzyło się wiele, jednak sam Thompson w tym czasie skupiał się tylko na rehabilitacji. Lekarze przewidywali jego pełny powrót do zdrowia i dyspozycji w sezonie 2020/21, nawet jeśli miałby się zacząć zgodnie z planem w październiku, a nie na koniec grudnia. Warriors na tyle wierzyli w jego pełną rekonwalescencję, że zaledwie kilka tygodni po kontuzji podpisali z nim, nowy, pięcioletni kontrakt warty łącznie 190 milionów dolarów.

Sezon NBA faktycznie wystartuje niemalże idealnie na Boże Narodzenie, jednak jedna rzecz z powyższego planu się nie spełni – Klay Thompson w nim nie zagra. W ramach przygotowań do sezonu rzucający obrońca Warriors trenował z innymi graczami NBA w południowej Kalifornii i zerwał ścięgno Achillesa. Tym razem w prawej nodze. Bardziej pechowy i brutalny rozwój sytuacji dla zawodnika trudno sobie wyobrazić.

Już pojawiają się informacje, że – co zrozumiałe – nikt nie zamierza spieszyć się z leczeniem. Zerwanie jest w takim miejscu ścięgna, że jest możliwy powrót do pełnej sprawności. To oznacza długą rehabilitację i pewność, że w sezonie 2020/21 Klaya nie zobaczymy. A kiedy wyjdzie na parkiet na początku sezonu 2021/22 – będzie grubo ponad dwa lata bez gry. Skończy już wtedy 30 lat i będzie po dwóch bardzo poważnych kontuzjach.

Te wieści to też uderzenie w jedną z najciekawszych historii tego sezonu NBA – powrót Warriors i „Splash Brothers”, czyli Thompsona i Stephena Curry'ego. Ostatni sezon był dla byłych mistrzów całkowicie przejściowy. Odejście Kevina Duranta i kontuzje Thompsona, Curry'ego, a momentami też Draymonda Greena sprawiły, że ekipa z San Francisco przyjęła dość popularną taktykę w amerykańskich ligach – tzw. „tank”, czyli staranie się o jak najgorszy bilans, by poprawić swoją pozycję w drafcie.

Warriors się to udało, bowiem dostali numer dwa, z którym wybrali Jamesa Wisemana, jeden z największych talentów w tegorocznej klasie. Plan był idealny. Splash Brothers, Green, Andrew Wiggins i duży potencjał w postaci Wisemana miały pomóc drużynie w powrocie do play-offów i to nie tylko w charakterze statystów.

Szykował nam się comeback roku. A teraz? Curry został bez swojego „brata”, którego powrót jest bliżej nieokreślony, zarówno w terminie, jak i w jakości. Plany na powrót dynastii Warriors wydają się być odłożone do nieco późniejszej realizacji.

Podziel się lub zapisz
Jakub Kazula
Uniwersalny jak scyzoryk. MMA, sporty amerykańskie, tenis, lekkoatletyka - to wszystko (i wiele więcej) nie sprawia mu kłopotów. Pisze dla newonce.sport, a w newonce.radio odwiedza audycję NFL Po Godzinach.