Kiedy nadaliśmy zbyt dużą wagę trenerom. Lewandowski: „Odpowiedzialność będzie na piłkarzach”

Zobacz również:Z NOGĄ W GŁOWIE. Jerzy Brzęczek – jedyny naprawdę niekochany w reprezentacji
Lewandowski201014PYK0054-kopia.jpg
FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

„Założenia i taktyka na pewno są ważne, mogą nam pomóc w zwycięstwie, ale reszta zależy jednak od nas piłkarzy i od naszych indywidualnych umiejętności” – zaznaczył na konferencji prasowej Robert Lewandowski. W ostatnich dniach nasz kraj opanowała rozmowa o ustawieniach, trzech czy czterech obrońców, wahadłowi czy klasyczni boczni obrońcy, nowości to zawsze ekscytująca zagadka, dlatego osoba Paulo Sousy ponownie obudziła ciekawość reprezentacją. Nic dziwnego, że w Portugalczyku doszukujemy się zbawcy niosącego dobrą nowinę o stanie futbolu nad Wisłą. Ale jak podkreśla Marco Van Basten: trenerzy stali się zbyt ważni, piłkarze muszą przejąć na siebie większą odpowiedzialność, bo zbyt mocno zaczęliśmy rozmawiać o menedżerach.

Rzeczywiście trenerzy wyszli na pierwszy plan rozmów o rezultatach. Kiedy wygrywają, starają się odsunąć w cień i wepchnąć na scenę piłkarzy. Kiedy przegrywają, zwykle biją się w pierś i biorą na siebie odpowiedzialność. Diego Simeone po zawalonym dwumeczu z Chelsea w Lidze Mistrzów wyszedł i powiedział: cała wina leży po mojej stronie, wszystkie konsekwencje biorę na siebie. To akurat bardzo w jego stylu, bo bazuje na maksymalnym ściąganiu presji ze swoich zawodników, ale dziś bardzo często sprowadzamy wszystko do planu na mecz i przygotowania taktycznego. Nie wdając się głębiej w szczegóły, na ile piłkarze zrealizowali pomysły, a na ile zagrali po swojemu.

Ostatnio ciekawego wywiadu „El Pais” udzielił Marco van Basten, wybitny napastnik, któremu kontuzja przedwcześnie zakończyła karierę. „Należę do ostatniego pokolenia graczy, którzy sami kontrolowali grę. Kiedy ja biegałem po boisku, rozmawialiśmy o piłkarzach. To oni robili różnicę. Teraz w zasadzie mówimy głównie o trenerach, bo to oni są robiącymi różnicę. To nie jest dobre, menedżerowie stali się zbyt ważni. Zawodnicy muszą przyjąć na siebie więcej obowiązków, większą odpowiedzialność, bo na koniec to oni mają największą siłę oddziaływania na rezultat. Dziś to, czy drużyna zagrała dobrze lub źle, przypisujemy trenerowi. A ja tak naprawdę nie wiem, jaki jest realny wpływ szkoleniowca. Powoli zapomnieliśmy o prawdziwej roli piłkarzy. Teraz Liverpool to Klopp, Real Madryt to Zidane, a City to Guardiola”.

Holender sam nie odnalazł się w roli menedżera, zrezygnował, bo nie czuł, że naprawdę ma faktyczne przełożenie na stan rzeczy na boisku, nie potrafił poczuć właściwej kontroli nad wydarzeniami. Ale słusznie zauważa, że narracja zupełnie się zmieniła, a czynniki takie jak indywidualny błysk, dyspozycja dnia czy pojedyncze błędy bywają marginalizowane przy wpływie trenera na końcowy rezultat. Ten albo przeczytał rywala taktycznie, albo pomylił się z planem na spotkanie.

To dość ważny wątek, bo wizja nowości zaczarowała nasz kraj wraz z zatrudnieniem Paulo Sousy. Trwa debata, na ile jego pomysły i próby wprowadzenia nowego systemu uratują reprezentację, czy ona w ogóle nadaje się do takich eksperymentów, a rzeczywiście za mało w tym wszystkim dyskusji o samych piłkarzach. „Możesz udzielać porad, możesz pokazywać nagrania, ale decydujące momenty w grze mijają tak szybko, że aby coś zmienić, musisz mieć wrodzone lub wyćwiczone umiejętności” – podkreśla van Basten. Dlatego też Sousa opowiada, że ustawienie na papierze nic nie znaczy, bo kluczowe będą reakcje na wydarzenia i tzw. momenty przejściowe. Czyli prostszym językiem – niekiedy sprowadzi się to do zaangażowania i pomyślności decyzji niektórych graczy.

Paulo Sousa przygotowuje drużynę do swoich pomysłów, stara się przedstawić je jak najprościej, ograniczając do 2-3 głównych założeń w każdej fazie gry, ale ostatecznie nadajemy mu zbyt ważne znaczenie jak na to, że przed debiutem o punkty z Węgrami będzie miał dwa prawdziwe treningi z reprezentacją oraz dwa będące bardziej formą rozruchu i przećwiczenia na sucho teoretycznych założeń. W tej całej taktycznej dyspucie na ziemię sprowadza Robert Lewandowski: „Wiemy, że mało jest jednostek treningowych, dlatego zdajemy sobie sprawę, że podejście nasze, piłkarzy, będzie kluczowe niezależnie od taktyki. Wiele będzie zależało od nas, jak pokażemy swoje indywidualne umiejętności”.

To że portugalski selekcjoner będzie chciał grać wysoką linią obrony, atakować pressingiem i częściej znajdować się na połowie przeciwnika, będzie pewnym procesem. A jak sam mówi: procesy nie mają daty końcowej, są w ciągłym stadium rozwoju. W dzisiejszych czasach dość łatwo zapomnieć o znaczeniu samych zawodników, a w Budapeszcie kluczowe będzie, jak prowadzenie gry udźwignie Piotr Zieliński, czy Grzegorz Krychowiak nawiąże do swoich najlepszych lat, czy Kamil Glik i spółka nie pozwolą zaskoczyć się żadnym kontratakiem. Bo że powinniśmy częściej utrzymywać się przy piłce, wydaje się to naturalnym scenariuszem na to spotkanie.

„Koniec końców to będzie nasza, piłkarzy odpowiedzialność. Czy nawet jeśli będzie brakowało automatyzmów, to będziemy mieli lekkość w grze, taką pozytywną fantazję, by stwarzać sytuacje. Musimy być świadomi, że nawet przy nowej taktyce to od nas zależy, jak będziemy się poruszać, wykorzystywać wiedzę od trenera. Ale nie tyko dzięki założeniom i taktyce możemy grać dobrze, także dzięki naszemu podejściu możemy zaprezentować się właściwie” – tłumaczył na konferencji prasowej kapitan reprezentacji Polski. I chociaż magia nowego nazwiska, tym bardziej zagranicznego, oraz opowieści o nowej taktyce mogą nadać potrzebnej świeżości drużynie narodowej, to zbyt mocno przeceniamy wpływ samego Paulo Sousy na pierwsze spotkanie z Węgrami. Piłkarze mogą złapać trochę, ale nie wszystko. I jak słusznie zauważył Lewandowski: czasem paradoksalnie bywa tak, że to pierwsze spotkania z nowym trenerem są najlepsze. I wypowiadając te słowa, przypadkowo można było zobaczyć przed oczyma debiutancką, remisową rywalizację Jerzego Brzeczka z Italią.

Podziel się lub zapisz
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć, stąd audycja La Polémica. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.