Kiedy centymetry przestają mieć znaczenie. Paryż wielkość pokazuje nie tylko w ataku

Zobacz również:Hybrydowy Bayern Monachium. Triumf drużyny, która w repertuarze ma wszystko
FC Bayern Munich v Paris Saint-Germain - UEFA Champions League Quarter Final: Leg One
Fot. Alexander Hassenstein/Getty Images

Kiedyś ksywka Mr Champions League należała do Cristiano Ronaldo, ale w paryskiej szatni śmiało może jej używać również Keylor Navas. Chociaż MVP meczu z Bayernem w Monachium został Kylian Mbappe, to nie byłoby tej wyjazdowej wygranej bez 10 interwencji kostarykańskiego bramkarza. Nie wymienia się go jednym tchem z najlepszymi golkiperami świata, nie stawia na półce z Edersonem, ter Stegenem, Oblakiem czy Courtois, lecz w Lidze Mistrzów Keylor dopisuje się do czołówki. Real Madryt nie mógł pozwolić sobie na posiadanie dwóch tak klasowych stróżów bramki, więc korzysta stolica Francji. Topowych graczy Mauricio Pochettino ma nie tylko w ataku.

Kiedy grają paryżanie, na ustach wszystkich pojawiają się Neymar oraz Mbappe, czasem jeszcze Angel Di Maria, ale wbrew pozorom to nie jest show z gatunku „Dwóch i pół”. Nie byłoby ich swobody w ataku ani takiej energii, gdyby nie praca całej drużyny na rzecz ich talentu. Sporo ludzi musi nosić fortepian na ich koncerty. Nie byłoby tej sztuki, gdyby nie tytaniczna praca Idrissy Gueye a la N'Golo Kante w drugiej linii, gdyby Marquinhos nie wyrósł na takiego lidera i czołowego obrońcę, wreszcie gdyby Keylor Navas nie chronił swoimi czarami bramki.

Takiego meczu nie widzieliśmy już dawno. Bayern oddał 31 strzałów, z czego aż 21 z obrębu szesnastki. A mimo wszystko przegrał. Niemal na stałe osiadł w polu karnym, regularnie oglądaliśmy tam 5-6 Bawarczyków, a jednak to PSG wyjechało z sukcesem. Keylor Navas miał w tym spotkaniu aż 10 interwencji, z czego 7 z bliskiej odległości. Szalał między słupkami. Był też drugim najczęściej podającym w ekipie Pochettino. Identycznie jak w dwumeczu z Barceloną – wyrastał na bohatera. Gdyby oceniać golkiperów jedynie przez pryzmat Ligi Mistrzów, Navas musi należeć do czołówki na tej pozycji.

To o tyle niewiarygodny przypadek, że Kostarykanin ma 185 centymetrów wzrostu. Niby nic szczególnego, bo wielu oglądaliśmy bramkarzy o takich rozmiarach, ale zapewne w niejednym klubie usłyszałby z urzędu, że jest za niski. Panuje przekonanie, że dla lepszego zasięgu, a zwłaszcza w fizycznej piłce, powinien zbliżać się do 2 metrów wzrostu. Keylor pokazuje, że chociaż jest to istotny aspekt, w pierwszej kolejności należy oceniać poprzez refleks, mądre ustawianie się czy po prostu reakcje.

Szczególnie ciekawe wydaje się, jak Keylor wyszedłby z takiej rywalizacji, gdyby na rewanż mógł wrócić Robert Lewandowski, czyli aktualnie najlepszy egzekutor na świecie. Z Leo Messim radził sobie w trudnych chwilach, wybronił nawet jedenastkę, chociaż już z perfekcyjnym uderzeniem z dystansu nie dał rady. To że z Bayernem stracił zaledwie dwa gole i tak należy odtrąbić gigantycznym sukcesem. Bawarczycy mieli tę łatwość w atakowaniu, bo prawie zawsze robili to w przewadze. O ile początkowo Neymar był zaangażowany w defensywę i podążał za Kimmichem, tak z upływem czasu on, jak i Mbappe zupełnie odpuścili te obowiązki, aby oszczędzać siły i robić różnicę z przodu, co przyniosło efekty.

Zwykle z takich meczów kojarzyliśmy Meksykanina Guillermo Ochoę (również 185 centymetrów wzrostu). To on podczas wielkich turniejów dwoił się i troił, ratując swoją drużynę na bazie nieludzkiego refleksu. Popisywał się kilkunastoma interwencjami, a później porównywano go do ośmiornicy albo dodawano mu w wizualizacjach kolejne pary rąk. W identyczny tryb wszedł w Monachium Keylor Navas. I kiedy patrzy się na jego dyspozycję podczas wielkich wieczorów, naprawdę trudno nie dopisać go do grona najpopularniejszych nazwisk na tej pozycji.

Keylor Navas wygrywał Ligę Mistrzów z Realem Madryt trzy razy z rzędu. Czasem wybraniał wielkie spotkania. I nic dziwnego, że w tak skomplikowanej układance skupionej wokół wielkich indywidualności Paryż również postawił na niego. Ma w sobie pokorę, pracowitość, odwagę, cechy przywódzce i przede wszystkim przypadłość, że kiedy wchodzi w pewien rytm, to broni w niewiarygodnych sytuacjach niemal maszynowo. Na razie został bohaterem z Barceloną (również 10 interwencji w samym rewanżu) oraz Bayernem i jest niezbędną postacią, jeśli Pochettino miałby w tym sezonie powtórzyć finał Thomasa Tuchela.

Neymar i Mbappe mogą się bawić pod warunkiem, że zagra wiele innych czynników. Że inni zdecydują się na nich pracować, że pogodzą się ze swoją rolą, że wezmą większą odpowiedzialność za drużynę, a im oddadzą decydujące momenty. Należy jednak pamiętać, jaki wkład w ten sukces mają postaci jak Danilo, Kimpembe, Diallo czy Gueye. Albo właśnie Keylor Navas – zapewne MVP spotkania w Monachium, gdyby spojrzenie na atakujących i broniących było identyczne. Zawsze jednak bardziej w modzie są strzelcy goli, niż ci, którzy dziesięciokrotnie ratują przed zdobyciem bramki.

Podziel się lub zapisz
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć, stąd audycja La Polémica. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.