Moskwa stawia na weterana NBA. Kenneth Faried dołącza do amerykańskiej kolonii w Eurolidze

Zobacz również:Kozaczył do Jordana, wyleciał z NBA za narkotyki. O.J. Mayo i droga od wonderkida do banity
Brooklyn Nets Media Day
Fot. Mike Stobe/Getty Images

Gra w Europie jawi się dla solidnych amerykańskich koszykarzy jako opcja rezerwowa. Większość woli dłużej poczekać na szczęście i liczyć nawet na niegwarantowany kontrakt, niż wcześniej zadeklarować występy na Starym Kontynencie. Przypadek Farieda jest poniekąd potwierdzeniem tej tezy. Po nieudanych próbach powrotu do NBA i króciutkim pobycie w Portoryko, mistrz świata z 2014 roku melduje się w CSKA.

- Jestem szczęśliwy mogąc być częścią klubu na poziomie NBA w Eurolidze i tak ważnej organizacji, jak CSKA Moskwa. Cieszę się, że mogę wnieść swój wkład, pomóc wspólnie osiągnąć wiele celów. Jestem wdzięczny za okazję do gry – mówił tuż po podpisaniu kontraktu 31-latek.

Faried to kolejny przykład zawodnika z najlepszej ligi świata, który niechciany ląduje w Europie. W ostatnim czasie na łamach naszego portalu pisaliśmy o podobnych przypadkach Emmanuela Mudiay’a i O.J. Mayo. Pierwszy pomału odnajduje się w Żalgirisie, choć kilka dni temu z jego zespołu zwolnionego dobrze znanego mu Martina Schillera. Z kolei Mayo jeszcze nie zadebiutował w Uniksie Kazań.

KAMELEON

W porównaniu do wspomnianych zawodników, za czasów kariery juniorskiej Fariedowi towarzyszyła najmniejsza popularność. Nie był gwiazdą, która rywalizowała z Jordanem, czy gościem śmiało decydującym się na pominięcie college’u, wybierając roczne występy w Chinach. Dorastając w New Jersey grał dla lokalnej drużyny w Newark, lecz nie miał argumentów, by zyskać tak wielką uwagę jak opisywani wcześniej koszykarze. Chuda sylwetka i słabe wyniki w nauce mocno odtrącały potencjalne uniwersytety. Najaktywniejsi w namowach byli ludzie z Morehead State University. Podkoszowy przystał na ofertę, choć tak naprawdę nie wiedział, gdzie się wybiera. W 2011 roku w rozmowie z ESPN opowiadał o pierwszych chwilach w nowym miejscu.

- Przyjechaliśmy z lotniska – w sumie nadal nie mam pojęcia, gdzie ono jest – i zapytałem: „Gdzie są te wszystkie wysokie budynki? Gdzie są drapacze chmur? Gdzie jest centrum handlowe? Trener spojrzał na mnie i powiedział: „Synu, to Morehead, Kentucky. Nie mamy wysokich budynków. Mamy wysokie góry” – opowiadał ówczesny 21-latek.

Pobyt na uniwersytecie diametralnie zmienił nieokrzesanego chłopaka. Z chudego, słabego fizycznie zawodnika stał się silnym centrem, który łapał niemal każdą piłkę z tablicy. Mierzący 203 centymetrów nie mógł liczyć tylko na wzrost, bo w NCAA grało wielu wyższych od niego. Już w pierwszym sezonie zaczął pokazywać, że notuje duży progres. W następnych trzech był kluczową postacią akademickiej ekipy. Poza premierową kampanią, każdą następną kończył ze statystykami na poziomie double-double. Pod względem osiągnięć zespołowych najlepiej w Morehad zapamiętano ostatni sezon Farieda. Zespół z Kentucky nigdy nie uchodził za sportową potęgę. Tylko dwa razy w historii Eagles dochodzili do Sweet Sixteen NCAA. W 2011 roku byli bliscy powtórzenia wyników sprzed 55 i 50 lat. Bohater tekstu wraz z ekipą odprawili na początku głównej drabinki mocno faworyzowany zespół z Louisville, by w następnym etapie ulec Richmond Spiders. Wcześniej Faried zapisał się w historii NCAA. W lutym pobił kilkunastoletni rekord Tima Duncana pod względem liczby zbiórek. Przechodząc na zawodowstwo wyśrubował wyczyn do 1673 zbiórek. Występom zawodnika towarzyszyły także indywidualne nagrody i nominacje, w tym dwukrotnie do „NCAA Men's Basketball All-American”.

W zespole Eagles zapamiętano go nie tylko jako dobrego gracza, ale i świetnego człowieka. Donnie Tyndall, trener MSU, poproszony o scharakteryzowanie Farieda powiedział:

- Kenneth jest kameleonem, w dobrym tego słowa znaczeniu. Może rozmawiać z biznesmenem, małym dzieckiem, emerytem, ​​dozorcą i ludzie go kochają. Ma ten uśmiech, dowcip i urok, a ludzie wiedzą, że to autentyczne. Ma niewiarygodną zdolność adaptacji – mówił szkoleniowiec ekipy z Kentucky.

Prawdziwość tych słów potwierdzają późniejsze działania Farieda. Koszykarz chętnie angażował się w liczne akcje charytatywne i społeczne. Jest obrońcą praw LGBT. Tolerancję zaszczepiła w nim rodzina. Wanda Faried w 2007 roku wzięła ślub z Manasin Copeland, kobietą, która wspierała ją w walce z chorobami. Mama bohatera tekstu cierpi na toczeń i cukrzycę.

THE MANIMAL

Po świetnej grze w NCAA podkoszowy nie był już dłużej anonimem. Z dwudziestym drugim numerem w drafcie NBA 2011 wybrali go Denver Nuggets. Już na pierwszych treningach dał się poznać ze swojej świetnej fizycznej strony. Słowa aprobaty ze strony kolegów sprawiły, że jeden z agentów stworzył dla niego pseudonim „The Manimal”. „Podoba mi się, bo znaczy to pół człowiek, pół zwierzę” – mówił dziesięć lat temu „Denver Post”.

Amerykanin nie miał łatwego wejścia do dorosłego basketu. Trafił pod skrzydła George’a Karla – szkoleniowca, który nie słynął z aktywnego stawiania na pierwszoroczniaków. Niemniej Faried wykorzystywał każdą sytuację do pokazania kunsztu. Debiutancki sezon zakończył ze średnią dziesięciu punktów i niecałych ośmiu zbiórek na mecz, występując 46-krotnie. W jednym ze spotkań potrafił zanotować siedemnaście zbiorów i 27 oczek przebywając na boisku mniej niż 25 minut. Solidne liczby sprawiły, że na końcu rozgrywek znalazł się na trzecim miejscu w głosowaniu na Rookie of the Year. Lepsi okazali się jedynie Kyrie Irving (laureat) i Ricky Rubio.

Drugi sezon okazał się praktycznie najlepszy w całej karierze. Faried wystąpił w 80 z 82 spotkań fazy zasadniczej, wszystkie rozpoczynając w startowej piątce. Jeszcze bardziej poprawił statystyki (w przyszłości poprawi wyczyn tylko w tabelce ze średnią punktów). Co więcej, w listopadzie 2012 roku wybrano go najlepszym graczem tygodnia. Ta skromna, małoznacząca nagroda dla wielkich gwiazd, stanowiła dla 23-latka spore wyróżnienie. W tej samej odsłonie koszykarz Nuggets pojawił się także w słynnym Rising Stars Game. Wówczas pierwszo- i drugoroczniaków porozdzielano do zespołów „Team Shaq” i „Team Chuck”. Panowie O’Neal i Barkley pełnili funkcję „generalnych menedżerów”, choć tak naprawdę cała akcja miała na celu zwiększenie atrakcyjności starcia młodych graczy. Wydarzenie na długo zapamiętał bohater tekstu. To on zabrał do siebie statuetkę dla MVP, notując aż 40 punktów w 22 minuty.

Faried reprezentował zespół Barkley’a. Przez lata zawodnika Denver porównywano do gwiazdy NBA sprzed trzech dekad. Obaj słynęli z dobrej gry pod koszem, choć nie dysponowali ogromnym wzrostem. W 2013 roku przy okazji sesji „ESPN Body Issue”, silny skrzydłowy wskazał właśnie „Chucka” i Dennisa Rodmana za największe koszykarskie inspiracje.

- Patrzę na Rodmana – był niski, ale zbierał najlepiej. Nie cofał się przed nikim, podobnie jak Charles Barkley. Wskakiwał na ciebie, rzucał, dryblował, robił wszystko, co obrońcy. Traktuję ich jako wzór do naśladowania: byli niscy, ale stali się członkami Koszykarskiej Galerii Sław.

SOLIDNOŚĆ W ZESPOLE PRZECIĘTNOŚCI

Po wejściu na dobry pułap, Faried pozostał ważnym ogniwem bądź co bądź przeciętnych Nuggets. Po sezonie 2012/2013, w którym Karla wybrano najlepszym trenerem sezonu, doszło do sportowej zapaści. Zespół z Denver przez pięć sezonów z rzędu nie potrafił dostać się do play-offów. Faried notował nawet blisko 14 punktów i 9 zbiórek na mecz (średnia z rozgrywek 2013/2014), ale nie znaczyło to zbyt wiele dla obrazu gry całego zespołu. Lepsze światło na sytuację może dać fakt, że najlepszymi strzelcami klubu byli wówczas tacy gracze jak Ty Lawson czy Arron Afflalo. Nadzieję na przyszłość dali dopiero wybrani w drafcie w następnych latach Jamal Murray i Nikola Jokić, a także pozyskany Paul Millsap.

Przyjście ostatniego oznaczało wciśnięcie hamulca dla występów Farieda. To czterokrotny uczestnik Meczu Gwiazd cieszył się większym zaufaniem Mike’a Malone’a niż wieloletni zawodnik Denver. Choć u obecnego szkoleniowca ekipy z Kolorado, bohater tekstu grał wcześniej sporo, to konkurencja w połączeniu z problemami zdrowotnymi sprawiła, że w sezonie 2017/18 na parkiecie przebywał średnio czternaście minut. Dla porównania, we wszystkich poprzednich odsłonach przekraczał próg 21 minut. Pomimo krótszego pobytu, Faried, jeśli chodzi o zbiórki, nadal stanowił sporą jakość.

W Nuggets dotrwał do połowy 2018 roku. Przed następnym sezonem stanowił część wymiany za Isaiaha Whiteheada, zamieniając Denver na Brooklyn. Jeżeli w Kolorado grał mało, to w Nets było jeszcze gorzej. Faried był tylko znikomym tłem dla Eda Davisa i Jarretta Allena. Zresztą, w ekipie Kevina Andersona za długo nie pograł. Kilka miesięcy później znalazł się w Houston. Występując w Rockets dokończył ostatni (póki co) sezon NBA w karierze. Paradoksalnie u Mike D'Antoniego mógł po raz pierwszy od sześciu lat porywalizować w play-offach. Zabawę szybko skończyli Golden State Warriors, triumfując w półfinale Konferencji Zachodniej.

EUROPEJSKI TEST

Podobnie jak wielu byłych koszykarzy NBA, dla których zabrakło miejsca w najlepszej lidze świata, Faried próbował gry w Chinach. Pobyt w Azji skończył się na siedmiu meczach. Amerykanin doznał kontuzji i rozwiązał kontrakt. Według jednej z wersji miał być niezadowolony z tamtejszej opieki medycznej, decydując się na rekonwalescencję w ojczyźnie. Cały czas liczył też na angaż w elicie. Bezskutecznie. Ostatnio próbował dać o sobie znać poprzez Ligę Letnią. Wystąpił w trzech meczach reprezentując Portland Trail Blazers. Wraz z nim kadrę stanowili między innymi wspomniany na początku tekstu Mudiay oraz Kobi Simmons – obecny rozgrywający Arged BM Stali Ostrów Wielkopolski.

Mistrz świata z 2014 roku (znalazł się w najlepszej piątce turnieju) trafia teraz do mistrza VTB United League i czwartej ekipy ostatniej Euroligi. Ze złota najlepszych rozgrywek Starego Kontynentu w stolicy Rosji cieszono się dwa lata temu.

Pracujący z zespołem od siedmiu lat Dimitrios Itoudis postawił w tym sezonie na stabilizację. Za najlepsze wzmocnienie można uznać Aleksieja Szweda z lokalnego rywala, Chimek. Najlepszy strzelec Euroligi z 2018 roku tworzy duet obrońców z dobrze znanym kibicom Energa Basket Ligi Iffe Lundbergiem. Jest możliwe, że Duńczyk przyjedzie z Fariedem w grudniu do Zielonej Góry. Zastal również występuje w lidze VTB. Jedynym warunkiem jest dalsza obecność Amerykanina w zespole. Skrzydłowy podpisał zaledwie dwumiesięczny kontrakt z możliwością przedłużenia go do końca rozgrywek.

Przez lata gry w NBA bohater tekstu słynął z sumienności w grze defensywnej. Europejski basket cechuje dobra obrona. W teorii Faried ma dobre warunki do pokazania pełni potencjału. W wieku 31 lat nie odcina jeszcze kuponów od kariery. Jego wzrost i siła na Starym Kontynencie mogą zdziałać wiele. Pod warunkiem, że będzie od niego biła chęć gry. W przypadku znanych Amerykanów w Europie nikt nie może mieć pewności.

Podziel się lub zapisz
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.