Wreszcie w domu. Kemba Walker, New York Knicks i próba odzyskania dawnego blasku

Zobacz również:Bezdomny dzieciak znalazł swoje miejsce w NBA. Jak Jimmy Butler stał się liderem
Kemba Walker - prezentacja w New York Knicks
Fot. Dustin Satloff/Getty Images

Kemby Walkera w Nowym Jorku przedstawiać po prostu nie trzeba. Swego czasu był jedną z największych gwiazd w mieście na poziomie szkół średnich. Z kolei już jako gracz U-Conn Huskies właśnie w nowojorskiej Madison Square Garden trafił wciąż najważniejszy w karierze rzut. Teraz rozgrywający po latach wreszcie wraca do domu i chce upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu. Samemu odzyskać dawny blask, a nowej drużynie pomóc rozwiązać niemal odwieczny problem z pozycją numer jeden.

Ostatni raz w Nowym Jorku na stałe mieszkał ponad dekadę temu. To właśnie tam Kemba Walker urodził się, wychował i stawiał pierwsze koszykarskie kroki. Ludzie pokochali go jednak nie tylko za świetną grę, ale też pozytywne usposobienie i wielki uśmiech. Do dziś niektórzy z jego byłej szkoły średniej uważają, że nawet gdyby nie był koszykarzem, to pewnie i tak byłby najpopularniejszym uczniem w szkole. Tak się jednak złożyło, że koszykarzem został. I to jednym z lepszych, jaki z Nowego Jorku wyfrunął.

31-latek z Bronxu wraca po długim czasie do „swojego” miasta. Nadal z uśmiechem na twarzy, choć po dwóch rozczarowujących sezonach w Bostonie, gdzie we znaki dały mu się przede wszystkim problemy zdrowotne. Walker o tym okresie szybko będzie jednak chciał zapomnieć. Tym bardziej że to właśnie w Nowym Jorku przeżywał sporo najwspanialszych momentów w karierze. Fani Knicks mają więc nadzieję, że Kemba będzie w stanie do tych chwil nawiązać także teraz – już w nowych barwach.

PRACA, PRACA I JESZCZE RAZ PRACA

Walker w zasadzie na żadnym przystanku kariery nie był od razu największą gwiazdą i numerem jeden w zespole. Wręcz przeciwnie – musiał czekać na swoją kolej. Tak było w szkole średniej, potem w NCAA, czy także w NBA. Dość powiedzieć, że w debiutanckim sezonie w barwach Charlotte Hornets (wtedy Bobcats) zagrał tylko 25 meczów od pierwszej minuty. Za każdym razem Walker na szansę musiał zapracować. Także w szkole średniej Rice, gdzie krok po kroku zaczynał ściągać na siebie coraz większą uwagę.

Przed trzecim sezonem trenerowi wyjawił, że w przyszłości chciałby zagrać dla uniwersytecie Connecticut. W odpowiedzi usłyszał, że wciąż nie jest zbyt dobry. Zamiast się unieść, Walker zapytał, nad czym musi więc popracować. A potem zaliczył taki progres, że w 2008 roku był już jednym z najlepszych młodych zawodników w kraju.

Ostatecznie rzeczywiście wylądował na UConn pod skrzydłami trenera Jima Calhouna. W pewnym stopniu pomógł temu Brandon Jennings, ówcześnie również topowy rozgrywający kończący szkołę średnią.

WYMARZONY GRACZ

Jennings obiecał bowiem Huskies, że do nich dołączy (to samo zrobił ponoć podczas wizyt w USC oraz Arizonie), by koniec końców nie zagrać w NCAA wcale, a zamiast tego jeden rok przed grą w NBA spędzić w Europie. To otworzyło drogę dla Walkera.

– Niech się trener nie martwi, to moja wymarzona uczelnia – miał powiedzieć do Calhouna, jakby zapewniając go, że nie będzie powtórki z Jenningsa. Jak potem z kolei mówił legendarny trener UConn, to Kemba okazał się „wymarzonym” wręcz dla niego graczem.

Raz jeszcze z roku na rok stawał się coraz lepszy, by w 2011 roku przejść do historii i poprowadzić Huskies do mistrzostwa NCAA. 11 kolejnych zwycięstw, w tym pięć w pięć dni podczas turnieju konferencji Big East w… Madison Square Garden. To właśnie wtedy Walker w pojedynku z Pittsburgh trafił swój najbardziej pamiętny jak do tej pory rzut. Trafienie równo z syreną, na zwycięstwo, po wysłaniu defensora na parkiet. Niedługo potem przyszło zwycięstwo w turnieju (i aż 130 punktów w pięciu meczach), a następnie mistrzostwo NCAA.

ZASTĘPSTWO DLA IRVINGA

Kilka tygodni później Walkera w drafcie wybrali Bobcats (Hornets), a on w ciągu paru lat przeszedł drogę od obiecującego młodego gracza do all-stara i jednego z najbardziej ekscytujących graczy w lidze. Złośliwi powiedzą jednak, że przez tyle lat ciągnął Charlotte na barkach, że do dziś odczuwa to w kolanach. Gdy w 2019 roku Szerszenie nie chciały dać mu maksymalnego kontraktu, duże pieniądze zaoferowali Celtics. W Bostonie szukali bowiem zastępstwa dla Kyrie Irvinga, a Walker wydawał się idealnym kandydatem.

Przez cztery ostatnie sezony w Charlotte trzy razy zagrał w Meczu Gwiazd, a łącznie opuścił tylko sześć z 328 spotkań. Do bostońskiej szatni wprowadzał powiew świeżości po raczej toksycznej i niezbyt miło zakończonej relacji z Irvingiem. Jeszcze przed debiutem dla Celtics razem z Jaysonem Tatumem, Jaylenem Brownem i Marcusem Smartem – czyli nowymi kolegami – zagrał dla USA na mistrzostwach świata w Chinach. Tam jednak kadra Stanów Zjednoczonych rozczarowała, zajmując dopiero siódme miejsce.

BYE-BYE KEMBA

Rozczarowanie miało towarzyszyć Walkerowi także przez kolejne dwa lata w Beantown. Bo choć w pierwszym sezonie zagrał jeszcze w Meczu Gwiazd, to jednak już wtedy pojawiły się problemy z kolanami. Celtics na rozgrywającego chuchali i dmuchali, lecz Kemba przez te dwa sezony opuścił aż 45 z 144 meczów. Z powodu kontuzji ani nie zaczął sezonu zgodnie z planem, ani nie dokończył też serii pierwszej rundy fazy play-off. Nie pomogła nawet specjalna terapia polegająca na wstrzyknięciu komórek macierzystych w lewe kolano.

Po zakończeniu sezonu w Bostonie doszło więc do poważnych zmian. Ze stanowiska GM-a ustąpił Danny Ainge, a jego miejsce zajął dotychczasowych trener Brad Stevens. Jego pierwszą decyzją było… pożegnanie Walkera właśnie. Wysłał go do Oklahoma City Thunder razem z wyborem w pierwszej rundzie tegorocznego draftu, byleby tylko pozbyć się jego ogromnej umowy. Celtics mieli zresztą ponoć spore obawy, czy w świetle problemów zdrowotnych Kemby będą mogli w ogóle na niego regularnie liczyć w następnych sezonach.

HELLO NEW YORK

31-latek długo jednak w Oklahomie miejsca nie zagrzał. Dogadał się z klubem w sprawie wykupienia kontraktu (na stole zostawił 20 z 73 milionów dolarów), a sieć na niego zarzucili Knicks. Z nowojorską drużyną podpisał dwuletnią umowę o wartości prawie 18 milionów. Razem z nim do Nowego Jorku przeniósł się też m.in. Evan Fournier, z którym Kemba zdążył rozegrać kilkanaście spotkań w barwach Celtics w drugiej części minionego sezonu. Tym samym Walker wreszcie trafił z powrotem do Wielkiego Jabłka.

Blisko tego był już w 2019 roku, gdy NYK również byli mocnymi graczami na rynku wolnych agentów. Wtedy chcieli u siebie dwa duże nazwiska, a obok Walkera miał zagrać Kevin Durant. Ostatecznie jednak KD wybrał Brooklyn i… Irvinga, a Knicks uznali, że sam Kemba bez drugiej gwiazdy nie ma dla nich większego sensu. Teraz sytuacja jest już zupełnie inna – zmienił się zresztą nie tylko status Walkera w NBA, ale także samych Knicks, którzy mają za sobą przecież najlepszy od lat sezon.

CORAZ WIĘKSZE APETYTY

Pod wodzą Toma Thibodeau i przy dużych postępach Juliusa Randle’a udało się wszak Nowojorczykom powrócić do fazy play-off, dzięki czemu po długich ośmiu latach przerwy w Madison Square Garden znów zrobiło się elektryzująco. Jednocześnie mocno urosły apetyty Knicks, tym bardziej po porażce z Atlanta Hawks w pierwszej rundzie. Pomóc mają nowe nabytki, w tym także Walker, który nawet przy problemach zdrowotnych może być dla Knicks najlepszą opcją na jedynce od dawien dawna.

Tylko w ostatniej dekadzie nowojorski zespół próbował przeróżne nazwiska, ale żadne nie rozwiązało kłopotu z pozycją rozgrywającego. Raymond Felton, Baron Davis, Jason Kidd, Jose Calderon, Langston Galloway, Brandon Jennings, Emmanuel Mudiay, Trey Burke, Dennis Smith Jr. czy wreszcie ostatnio Elfrid Payton. Najlepszym wspomnieniem z tego okresu pozostanie Linsanity, bo to właśnie Jeremy Lin jako jedyny potrafił wykorzystać swoje pięć minut, będąc przez chwilę niemal na szczycie koszykarskiego (i nie tylko) świata.

PRIORYTETEM ZDROWIE

Patrzenie na Walkera jak na zbawcę byłoby jednak dla Knicks zgubne. Najprawdopodobniej już bezpowrotnie minęły czasy, gdy Kemba brał grę na siebie i był twarzą zespołu. Ze względu na chyba już chroniczny charakter urazów 31-latka w Nowym Jorku będą musieli odpowiednio zadbać o minuty rozgrywającego i dobrze zaplanować mu przerwy w grze. Już w poprzednim sezonie Celtics nie wpuszczali Walkera do gry na mecze rozgrywane dzień po dniu. Tego samego należy spodziewać się w przyszłych rozgrywkach.

Knicks najpewniej zrobią wszystko, by Walker w zdrowiu przetrwał do decydujących momentów sezonu. Mają przecież Derricka Rose’a i Immanuela Quickleya, a piłkę do rąk często bierze też Randle. Jednocześnie w klubie liczą, że zdrowy Walker zmieni obraz gry jako rozgrywający, który potrafi kreować (choć raczej sobie niż innym), trafiać za trzy i zdobywać łatwe punkty spod kosza. Były all-star nadal powinien ściągać na siebie sporo uwagi, na czym dodatkowo skorzystają Randle czy RJ Barrett.

ODZYSKAĆ DAWNY BLASK

Kemba nadal może być też całkiem skutecznym graczem zamykającym mecze. Kimś, do kogo piłka trafia w ostatnich minutach spotkania. Rozgrywający w karierze trafił zresztą sporo wielkich rzutów – nie tylko w NCAA – chociaż w Bostonie z reguły kierownicę w końcówkach oddawał w ręce głównie Tatuma. A wszystko to w sumie w niewielkiej cenie – ewentualne niepowodzenie tego projektu nie będzie więc bolało aż tak bardzo. Walker trafia do Nowego Jorku trochę jako nagroda pocieszenia z potencjałem na znacznie więcej.

Wreszcie w domu, teraz na co dzień będzie grał w Madison Square Garden, gdzie przecież zbudował część swojej legendy. Do dziś Kemba pozostaje zresztą w mieście postacią niezwykle lubianą i rozpoznawalną, dzięki czemu z miejsca stanie się być może nawet największą gwiazdą zespołu (przynajmniej dla lokalnej społeczności). I to pomimo słabnącego w ostatnich latach statusu w NBA.

Dla niego powrót do rodzinnego miasta to więc przede wszystkim jedna z ostatnich szans na odzyskanie dawnego blasku. A gdzie zrobi to lepiej niż w Nowym Jorku?

Podziel się lub zapisz
Dziennikarz sportowy z pasji i wykształcenia. Miłośnik koszykówki odkąd w 2008 roku zobaczył w akcji Rajona Rondo. Robi to, co lubi, bo od lat kręci się to wokół NBA.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.