Kasztanowy ludzik. Jak Samir Nasri stał się memem

Zobacz również:Najbardziej romantyczny beniaminek od czasów Newcastle Keegana. Czy Leeds zderzy się ze ścianą?
Samir Nasri
Fot. Johan Eyckens/Isosport/MB Media/Getty Images

Mówi o sobie: jestem palantem. I mówi to szczerze, bo wie, ile w życiu nabroił. Ze sceny zszedł tak cicho, że musiał pokazać się na ekranie dziesięć kilogramów cięższy, by świat sobie o nim przypomniał. Samir Nasri to przykład jak bardzo można wysadzić w powietrze karierę, gdy nie lubi się ludzi.

Znowu jest jak dawniej. A nawet lepiej, bo media społecznościowe kochają takie obrazki i natychmiastowo nadają im rozmach. Nasri jest w każdym kraju. Na każdym portalu tak samo okrągły jakby ktoś wdmuchał w niego powietrze. Gdyby nie on, pewnie nawet nie wiedzielibyśmy, że był jakiś mecz legend Marsylii z drużyną UNICEF-u. Przedstawiony jest tam w najgorszym świetle. Nie dość, że jakiś inny, grubszy, to jeszcze wywraca się o własne nogi. Gole strzelali Drogba i Ravanelli. Na ławce siedział Jean-Pierre Papin. Ale to 34-latek z Bouches-du-Rhône skupił na sobie reflektory.

Jest jednym z największych zmarnowanych talentów ostatniej dekady. Dzieckiem francuskiego Canal+, który od małego filmował każdy jego krok, kreując na nowego Zidane’a. Wierzyć się nie chce, że ten skromny chłopak w trakcie kariery pyskował do prawie każdego trenera, jakiego miał. W każdej szatni znalazł wroga. I z każdej wynosił sekrety, co zarzucił mu Raymond Domenach, gdy wydał autobiografię. Nasri sam sobie wpisał do CV: „Najbardziej irytujący piłkarz świata”. Wiecznie nabzdyczony. Cały czas z bombą pod ręką. Jak to powiedział Roberto Mancini: „Niech się cieszy, że ani razu nie dostał ode mnie w gębę”.

ANTYTEZA RONALDO

Było ich czterech: Jeremy Menez, Hatem Ben Arfa, Karim Benzema i Samir Nasri. Ten ostatni nawet niedawno wrzucał na Instagramie zdjęcie jak świętują mistrzostwo Europy do lat 17 w 2004 roku. Nasri jako pierwszy z tego towarzystwa wypisał się z grania. Menez i Ben Arfa też ledwo zipią, grając w Serie B albo chwilowo tkwiąc na bezrobociu.

To aż nieprawdopodobne, gdy zderzy się tę trójkę z tym, co aktualnie robi Benzema. On w korytarzu do Złotej Piłki, a Nasri w dziale z memami. Lorik Cana, legenda Marsylii wypalił ostatnio: „Teraz jest ich dwóch: Są Samir i Nasri”. Wyszydzany piłkarz odgryzł się, przypominając derby z PSG: „Oddałbym ci wtedy wolnego, ale nie było cię na boisku. Grałeś tylko pięć minut”.

Przeszłości Nasriemu nikt nie zabierze. To prawda, że był piłkarzem roku we Francji i dwa razy zdobył mistrzostwo Anglii z Manchesterem City. Miał bajeczne mecze jak wtedy, gdy w barwach Arsenalu dwoma golami usadził Manchester United. Przeciwko Porto w Lidze Mistrzów potrafił zakręcić trzema obrońcami naraz. A tak w ogóle to zawsze miał technikę i wizję z topu.

„Mały Książę Velodrome” chwilę był gwiazdą Premier League - niestetym trwało to do momentu, gdy mieszkając Manchesterze i tak większość czasu spędzał na zabawie w Londynie. Francuzi mówią, że za za mocno pokochał styl „bling bling”, czyli złoto i łancuchy. On sam dwa lata temu w spowiedzi dla L’Equipe potwierdził: „Robiłem wszystkie rzeczy, których nie robi Cristiano Ronaldo”.

PIERWSZA NADWAGA

Ta kariera siłą rzeczy musiała runąć. Zła reputacja ciągnęła się za Nasrim już w 2008 roku, gdy William Gallas powiedział wprost, że to rozbestwiona młodzież zżerała kadrę od środka. Dwa lata później Domenach nie wziął Marsylczyka na mundial. Euro 2012 z kolei zakończyło się na pyskówkach na linii dziennikarz - piłkarz.

Dider Deschamps przejmując reprezentację w 2014 szybko posegregował zgniłe jabłka. Nasri karierę w kadrze zakończył więc w wieku 27 lat. Nie stał się nowym Zidanem, a wkrótce też zaczął blednąć w klubach, gdy Pep Guardiola powiedział mu wprost: albo bierzesz się za siebie, albo nie grasz.

Ostatnim trenerem, który potrafił znaleźć do niego klucz był Jorge Sampaoli. Na wypożyczeniu w Sevilli powiedział mu: „Możesz pić i imprezować, będę cię krył, ale masz mi wygrywać mecze w weekend”. Układ działał pół roku, bo potem Francuz naruszył lekko Jamie Vardy’ego w meczu z Leicester. Czerwona kartka wyrzuciła Sevillę z pucharów i zakończyła poważne granie Nasriego.

Gdyby spojrzeć na jego kolejne pięć lat w piłce to mamy nieudane epizody w Antalyasporze, West Hamie i Anderlechcie. Czasem przez kontuzje, ale głownie przez to, iż 34-latkowi zwyczajnie coraz mniej się chciało. To już była imitacja profesjonalnego piłkarza. Facet rozjechał się jak tramwaj na zwrotnicy w Bronowicach.

HENRY I WITAMINY

Gdy dwa lata temu Canal+ wypuścił o nim dokument, większość głosów była jednoznaczna: Nasri to głupek, który dostał to na, co sam od lat pracował. Pozytywnych wypowiedzi było tak mało, że jeden z byłych trenerów z dzieciństwa stwierdził, iż autorzy celowo wycięli je w trakcie montażu. Francuza atakował prezydent federacji Noel la Graet i tradycyjnie Domenech. Przypomniano jak ostentacyjnie zajął w autokarze miejsce Thierry’ego Henry i pokłócił się z Williamem Gallasem.

Emmanuel Frimpong, były gracz Arsenalu powiedział kiedyś, że mało jest w piłce tak antypatycznych gości. Gdy parę lat później spotkali się na boisku jako rywale, Nasri wypalił do niego: „Mam tyle kasy, że mogę cię kupić”. To nie jest przypadek, że wszyscy dookoła mieli go dosyć.

Głupotę Nasriego najlepiej pokazuje sprawa jego zawieszania w grudniu 2016 roku. Na wakacjach w Los Angeles przyjął kroplówkę zawierająca składniki odżywcze. Nie wiedział, że właśnie przekracza reguły zapisane na liście zabronionych substancji Światowej Agencji Antydopingowej.

Standardowo można w ten sposób wzmacniać organizm z dawką nie większą niż 50 ml na sześć godzin. Nasri nie konsultował tego z lekarzem Sevilli. Przy okazji pozwolił sobie też na zdjęcie z sympatyczną panią z kliniki. Dalej były już tylko problemy, afera w mediach i roczna dyskwalifikacja. Gdy wrócił zanotował trochę ponad 1000 minut w trzech klubach.

Roberto Mancini powiedział o nim kiedyś, że pracował tylko wtedy, gdy mu się chciało. A chciało mu się rzadko. Jose Anigo, były trener Marsylii dodał, że w piłce mając 17 lat nie możesz gadać jak 30-latek, bo czasem pewne rzeczy lepiej przemilczeć. Nasri nie dość, że dużo gadał, to jeszcze psioczył na ludzi.

Do dziś opowiada w wywiadach, że piłka to świat hipokrytów, ale - gdy po zakończeniu kariery okazało się, że nie ma za wielu zajęć w domu - z ochotą przyjął ofertę eksperta w Canal+. Znowu jest przy piłce, a to dopiero początek, bo Jorge Sampaoli podobno chce go włączyć do sztabu Marsylii. Obu łączy to, że są gwarancją wybuchów.

Dwóch piromanów to może być jednak za dużo jak na jedną szatnię.

Podziel się lub zapisz
Żebrak pięknej gry, pożeracz treści, uwielbiający zaglądać tam, gdzie inni nie potrafią, albo im się nie chce. Futbol polski, angielski, francuski. Piszę, bo lubię. Autor reportaży w Canal+.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.