Karuzela się rozpędza i zrzuca pasażerów. Już pięciu menedżerów straciło pracę w Premier League

Zobacz również:Najbardziej romantyczny beniaminek od czasów Newcastle Keegana. Czy Leeds zderzy się ze ścianą?
Dean Smith - Aston Villa
Fot. Visionhaus/Getty Images

Utarło się, że przerwa na mecze reprezentacji to idealny moment na zmianę trenera i angielskie kluby postanowiły w tym roku umocnić to przekonanie. Po ostatniej kolejce zwolnionych zostało dwóch kolejnych menedżerów. Dean Smith zapłacił posadą za pięć kolejnych porażek Aston Villi, a Daniel Farke wprawdzie w końcu wygrał, ale szefowie Norwich City już przed spotkaniem z Brentford podjęli decyzję. To oznacza, że pracę straciło w tym sezonie już więcej trenerów niż w trakcie całego poprzedniego.

Za nami dopiero jedenaście kolejek, a już jedna czwarta klubów w Premier League zmieniła menedżerów. Dawno karuzela trenerska nie kręciła się w Anglii z tak dużą prędkością. W poprzednim sezonie, pomijając zmiany, jakich dokonano już po jego zakończeniu, pracę straciło czterech ludzi – Slaven Bilić wyleciał w grudniu z West Bromu, Frank Lampard w styczniu z Chelsea, w marcu Sheffield United pożegnało Chrisa Wildera, a w kwietniu Tottenham rozstał się z Jose Mourinho.

Dwa lata temu zmian w trakcie rozgrywek było z kolei wprawdzie siedem, ale sam Watford dokonał trzech menedżerów (Javiego Gracię, Quique Sancheza Floresa i Nigela Pearsona), ale do listopadowej przerwy reprezentacyjnej były tylko dwa zwolnienia. Tym razem szefowie klubów działają bardziej zdecydowanie.

Jak do tej pory z posadą żegnali się Xisco Munoz, Steve Bruce, chwilę później Nuno Espirito Santo, a w ten weekend kolejni dwaj trenerzy. W sobotę Norwich City oficjalnie ogłosiło pożegnanie z Danielem Farke. Następnego dnia Aston Villa i jej prezes Christian Purslow wydała oświadczenie o zwolnieniu Deana Smitha.

NIEUDANA REWELACJA

Dla tego ostatniego dymisja to bardzo bolesna sprawa. Historię Smitha fani Premier League znają doskonale – wychował się w Birmingham jako kibic The Villans, na mecze zabierał go jego ojciec, który na własne oczy oglądał triumf klubu w finale Pucharu Mistrzów w 1982 roku, a później przez lata pracował na stadionie jako porządkowy. Półtora roku temu zmarł przez koronawirusa, ale wcześniej długo cierpiał na demencję. Smith żałował, że ojciec jest w tak kiepskim stanie, że nie pojmuje, że jego syn prowadzi jego ukochany klub. Dla obu było to wielkie marzenie.

Smith przegrał pięć ostatnich meczów i szybko pojawiły się wątpliwości. Aston Villa miała być rewelacją tego sezonu, jednak zaczęła od porażki z Watfordem, potem była lekka poprawa, a następnie seria, która pogrążyła Smitha. Anglik wiedział, że po odejściu Jacka Grealisha musi wymyślić drużynę na nowo, szczególnie, że dostał nowe nabytki i musiał im znaleźć miejsce. Stąd koncpecja z ustawieniem 3-5-2, by z przodu pomieścić zarówno Ollego Watkinsa, jak i Danny'ego Ingsa. Villa miała jednak poważne problemy w obronie i Smith wrócił do czwórki z tyłu. Na nic się to jednak nie zdało.

Aston Villa - Ollie Watkins
Fot. Tim Goode/PA Images via Getty Images

CIĄGNĄCY SIĘ KRYZYS

To pierwszy raz za jego kadencji, gdy Aston Villa przegrała pięć meczów z rzędu i z jednej strony Anglik może mieć poczucie niesprawiedliwości i pretensje do szefów klubu, że nie dali mu wyjść z kryzysu. Z drugiej jednak, ten kryzys to nie jest tylko kwestia ostatnich paru tygodni.

Problemy zaczeły się jeszcze w lutym. Grealish doznał wtedy kontuzji, Smith chciał ją ukrywać, ale nie wyszło, bo... wyszło na jaw, że koledzy z drużyny sprzedawali go w Fantasy Premier League, a na domiar złego uraz okazał się poważniejszy niż początkowo się wydawało i lider zespołu wrócił dopiero na dwa ostatnie tygodnie. Wyglądało to jednak bardziej na próbę udowodnienia Garethowi Southgate'owi, że jest gotowy na Euro niż na realną próbę pomocy klubowi.

Brak Grealisha obnażył słabość The Villans wiosną. Po ostatnim meczu, w jakim wystąpił, zajmowali ósme miejsce ze stratą czterech punktów do miejsc pucharowych. Skończyli na jedenastym, dziesięć punktów za miejscem dającym grę w Lidze Europy i siedem za pozycją numer siedem, czyli awansem do Ligi Konferencji. Dla Smitha, który powtarzał, że klub tego pokroju musi wrócić do pucharów, to był spory niedosyt.

Gorsza forma przeniosła się też na nowy sezon, gdy Grealish został już zawodnikiem Manchesteru City. Smith dostał wprawdzie zastępców, ale z drugiej strony Emi Buendia, Danny Ings i Leon Bailey – trzy najważniejsze transfery do ofensywy – spędzili ze sobą na boisku jak do tej pory tylko 37 minut w Premier League. To efekt poniekąd ustawienia z wahadłowymi, a poniekąd problemów zdworotnych Ingsa, podróży Buendii do Argentyny i powolnego wdrażania się Baileya do nowej ligi.

Liczby są jednak bezlitosne. Aston Villa w 2021 roku przegrała 18 meczów, czyli obok Southampton najwięcej w lidze i straciła w tym okresie trzecią najwyższą liczbę bramek (52). Średnia punktów w meczach bez Grealisha w składzie wynosiła średnio niecały punkt, a z nim to było 1.7 punktu. Smith nie uniezależnił zespołu od swojego dawnego lidera. I mimo, że miał duże zasługi, bo obejmował klub na 14. miejscu w Championship, potem wywalczył awans, w dramatycznych okolicznościach następnie utrzymał się w Premier League w sezonie 2019/20, a potem zajął niezłą pozycję w środku tabeli, dlatego odchodzi bez konfliktu z zarządem, to nie gwarantował przeskoku na wyższy poziom. A tego oczekują właściciele, którzy od awansu do elity wydali prawie 350 mln funtów, zatrudnili nowego dyrektora sportowego i podzielają zdanie byłego już menedżera, że miejsce The Villans jest w Europie.

DWIE LIGI, DWIE HISTORIE

Przypadek Farkego był inny i to ten rodzaj dymisji, że prawidłową reakcją jest zarówno zaskoczenie, jak i kompletny jego brak. Szefowie Norwich City długo trwali u boku Niemca, ale cierpliwość się wyczerpała. Jego los przesądzony już przed weekendem. Właściwie już po porażce 0:7 z Chelsea dwa tygodnie temu władze klubu toczyły bardzo poważne rozmowy na temat tego, czy Niemiec to odpowiedni człowiek. Uznano, że nie i dojdzie do zmiany w listopadowej przerwie reprezentacyjnej, dlatego nawet zwycięstwo z Brentford 2:1, pierwsze dla Kanarków w tym sezonie, niczego nie zmieniło.

fot. Bradley Collyer/PA Images via Getty Images

Bilans Farkego jest w Norwich City przedziwny. Pracował przez cztery i pół roku, dwukrotnie wywalczył awans do Premier League, ale w sezonie 2019/20 spadł z niej po serii dziesięciu porażek w ostatnich dziesięciu kolejkach, a w obecnym jego zespół uzbierał dwa punkty zanim pokonał Brentford w miniony weekend. W Championship poprowadził Kanarki w 138 spotkaniach, wygrał 71 z nich i przegrał tylko 29. To średnio 1.82 punktu na mecz. W Premier League zespół pod jego wodzą zagrał 49 spotkań, zwyciężając w zaledwie sześciu. Przegrał za to 35-krotnie. To średnio 0.53 punktu na mecz, co dawałoby mniej więcej 20 oczek na przestrzeni całego sezonu.

Norwich City długo zachowało cierpliwość do Farkego i jego wkład w rozwój klubu jest niezaprzeczalny. W końcu jednak na Carrow Road uznano, że powtarzany często cel od byciu drużyną z „top 26” – czyli nie panikować po spadku, ale zawsze znajdować się przynajmniej w barażach o awans do Premier League – stał się niekatualnym frazesem. Szefowie klubu chcą, by ten w końcu ustabilizował swoją pozycję w elicie. Nie po to wydawali latem 60 mln funtów (ósma najwyższa kwota w Premier League, mniej więcej tyle samo co Tottenham i Leicester City), by na wygraną czekać do jedenastej kolejki. Jeden spadek po zebraniu doświadczenia wystarczy.

KTO NASTĘPNY?

Losy Smitha i Farkego się przeplatają. Pierwszy stracił z drużyny Grealisha, największą gwiazdę i czołowego rozgrywającego, więc zastąpił go największą gwiazdą i znakomitym rozgrywającym Norwich City, Emiliano Buendią. Jeden i drugi zespół mocno stracił na ich odejściu. Obaj menedżerowie gwarantowali też rodzaj stabilizacji, jednak w ich klubach przyszedł czas na coś więcej. Prezesi i dyrektorzy analizują pracę trenerów całościowo, ale nawet oni reagują zdecydowanie, gdy widzą, że jest prawie 1/3 sezonu, a ich klub albo jest dwa punkty nad kreską (jak Aston Villa), albo zamyka tabelę i ma najgorszy atak w lidze (jak Norwich City).

Być może to zbieg okoliczności, bo każdy przypadek trzeba traktować jednostkowo, ale rzadko zdarza się, żeby tak szybko pracę straciło już pięciu trenerów. Swoją drogą, gdyby miesiąc temu ktoś stwierdził, że aż tylu z nich zdąży w Premier League stracić pracę zanim Manchester United zmieni Ole Gunnara Solskjaera, to byłaby to co najmniej ryzykowna opinia. Taka jest tymczasem rzeczywistość.

Norweg też musi się nadal obawiać, bo porażka w derbach po raz kolejny obnażyła jego słabości. Karuzela menedżerska już nabrała mocnych obrotów i jeśli tak dalej pójdzie, Solskjaer będzie następnym pasażarem, który z niej wypadnie.

Podziel się lub zapisz
Futbol angielski i... amerykański. Przez cały rok na okrągło żyje wydarzeniami w Premier League, której mecze komentuje w Canal+, oraz NFL. Usłyszycie go w również audycjach Kick Off i NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.