„Zrobimy wszystko, żeby spełnić nasze wspólne marzenie”. Justyna Święty-Ersetic o kontuzjach i przygotowaniu do sezonu (WYWIAD)

Zobacz również:TOKIJSKIE NADZIEJE #12. Atak z drugiego rzędu. Jak przebić lekkoatletyczny szklany sufit?
Justyna Święty-Ersetic
Fot. Adam Nurkiewicz/Getty Images

Justyna Święty-Ersetic to zawodniczka, której fanom polskiego sportu przedstawiać nie trzeba. Podwójna mistrzyni Europy w biegu na 400 metrów i sztafecie 4x400 metrów (i to w ciągu 90 minut!), medalistka mistrzostw świata i liderka „Aniołków Matusińskiego”, czyli sztafety pań, w stronę której wszyscy będziemy znacząco spoglądać, kiedy zaczną się igrzyska olimpijskie w Tokio. W rozmowie z newonce.sport opowiada o problemach zdrowotnych, przygotowaniach do sezonu i o tym, co czuje, kiedy widzi napierającą na „Aniołki” młodzież.

Jakub Kazula: Nie mogę nie zacząć od kwestii zdrowotnych, bo to przez nie opuściła pani początkową fazę sezonu. Czy wszystko już w porządku i nie zakłóci to przygotowań do najważniejszych startów?

Justyna Święty-Ersetic: Trudno na ten moment powiedzieć, czy kontuzje wpłyną lub wpłynęły jakoś na przygotowania do sezonu i czy zdążę się do niego przygotować na 100 procent. Staram się o tym nie myśleć, jestem już zdrowa, z nogą jest wszystko okej, więc skupiam się w całości na treningach i mam nadzieję, że nic więcej nie stanie mi na przeszkodzie i w najbliższym czasie zobaczymy się na stadionie.

Jak wpływa to na pani plany startowe w tym olimpijskim sezonie? Ze względu na igrzyska będzie trochę „bezpieczniej”, żeby nie narażać zdrowia?

Trudno mi się dokładnie zadeklarować, kiedy wystartuję po raz pierwszy. Jest szansa, że uda się to na Drużynowych Mistrzostwach Europy (29-30 maja w Chorzowie – przyp. red.), ale wtedy pewnie wesprę tylko sztafetę. Co do startów indywidualnych, to na pewno potrzebuję jeszcze trochę czasu, żeby dojść do siebie, wejść na pełne obroty, a i chciałabym ten czas teraz wykorzystać na ciężki trening. Najważniejsze starty w tym sezonie są na przełomie lipca i sierpnia, więc to tam chciałabym być w szczytowej formie. Niestety w tym sezonie będzie można mnie rzadziej oglądać na stadionach ze względów zdrowotnych, ale to nie musi oznaczać, że będę w gorszej dyspozycji. Po prostu skupię się na tym, co najważniejsze.

Jedni sportowcy cieszą się z przełożenia igrzysk, bo mieli więcej czasu na rozwój i przygotowanie formy, drudzy martwią, bo w tamtym roku liczyli na szczyt swojej dyspozycji. A jak jest z tym u pani i sztafety 4x400 metrów?

Rok różnicy na pewno trochę zmienił, bo przywoziłyśmy z dziewczynami regularnie medale ze światowych imprez, byłyśmy na fali, która z przymusu nieco przystopowała. Dalej tak jest, jak widać po początku sezonu, choć skład trochę się zmienił i odmłodniał, ale to cieszy pod kątem sztafety, bo jest coraz więcej dobrych zawodniczek. Na pewno jesteśmy rok starsze, ale ja sama tłumaczę sobie pół żartem, pół serio, że bardziej doświadczone. Wciąż wierzę w ten olimpijski medal i mogę zapewnić, że razem z dziewczynami robimy wszystko, żeby to nasze wspólne marzenie z tamtego roku spełnić w tym i wszystko się uda.

Jak zapatruje się pani na młodsze koleżanki, które, jak widzimy po ostatnich startach, coraz mocniej dobijają się do tego podstawowego składu sztafety?

Cieszę się. Jak najbardziej się cieszę, że jest młodzież i kiedy z dziewczynami odejdziemy to nie będzie luki, tylko młodsze zawodniczki nas zastąpią i będą walczyły o najwyższe laury i medale wielkich imprez, tak jak my teraz.

Czyli bardziej jednak dobra atmosfera i koleżeństwo, niż zacięta rywalizacja?

Oczywiście, jest ten element rywalizacji i jak stajemy na bieżni to kończy się koleżeństwo, ale ja zawsze powtarzam, że to trwa tylko około minuty. To tylko moment trwania biegu, a na co dzień dogadujemy się bardzo dobrze, również z młodszymi zawodniczkami. Lubimy spędzać razem czas, młodzież nas tutaj uczy swojego slangu, więc to na pewno fajne, że sztafeta trochę odmłodniała i lubimy spędzać ze sobą czas. Z kolei my, jako ta „starszyzna”, będziemy się musiały starać, żeby występować w tym „głównym” składzie. Musimy zdawać sobie sprawę, że młodzież dobija do nas do drzwi i jest to na pewno motywacja.

Jak w takim razie oglądało się chociażby World Relays (mistrzostwa świata sztafet – przyp. red.)?

Oglądałam World Relays i oczywiście było mi przykro, bo było to zaledwie godzinę od mojego domu i bardzo chciałam wystartować. Stało się jednak jak się stało, ale oglądałam i bardzo mocno kibicowałam dziewczynom. Skład był rzeczywiście niemal całkowicie inny, z tej wspomnianej „starszyzny” została tylko Gosia Hołub-Kowalik (poza nią biegły Natalia Kaczmarek, Kornelia Lesiewicz i Karolina Łozowska, wsparte w eliminacjach przez Kingę Gacką, wszystkie to rocznik 1998 lub niżej – przyp. red.), więc to świetnie, że mimo to powalczyły i zostały wicemistrzyniami. To cieszy, że i bez nas dziewczyny bardzo dobrze sobie radzą i nie patrzą na rywalki, tylko robią to, co do nich należy.

Ta odmłodzona grupa pokonała między innymi Holandię w najmocniejszym składzie, która urosła w ostatnim czasie do miana waszych rywalek na światowych imprezach. Jakie ma to długofalowe znaczenie dla naszej sztafety?

Na tym etapie ciężko cokolwiek powiedzieć. Na pewno świadczy to o sile naszej drużyny, ale trzeba też podkreślić, że nasze dziewczyny to też nie są zawodniczki biegające po 55 sekund, żeby to była niespodzianka, tylko znacznie szybciej i liczymy wszyscy, że te rekordy życiowe jeszcze w tym sezonie znacznie poprawią. Zawodami nie ma się jednak co za bardzo sugerować, bo wszyscy wiemy, że każda sztafeta przygotowuje formę na Tokio i tam naprawdę trzeba będzie dać z siebie 200 procent, żeby ten medal wyszarpać. To impreza czterolecia i każdy marzy o tym jednym jedynym krążku olimpijskim. Ale ja wierzę w to, że niezależnie od tego czy w starym, czy w trochę odmłodzonym składzie, nie poddamy się i na pewno o ten medal zawalczymy do samego końca.

Co dla pani jest priorytetem w tym olimpijskim sezonie? Jest oczywiście sztafeta, są starty indywidualne, w których również ma pani duże sukcesy, ale jest też sztafeta mieszana, którą zobaczymy na igrzyskach.

Pogodzenie tych trzech dystansów będzie bardzo trudne, doświadczyłam tego sama na mistrzostwach świata w Doha, więc możliwe, że będzie trzeba z czegoś zrezygnować. Nie da się ukryć, że to ta żeńska sztafeta wydaje się być priorytetem, bo to tam szansa na medal i dobry wynik jest największa, ale też gdzieś tam myślę o tym, żeby się dobrze zaprezentować indywidualnie, gdzie finał byłby moim marzeniem. A wtedy walka o jak najlepszy rezultat. Ze sztafetą mieszaną zobaczymy jak będzie, bo nie chciałabym jej skreślać. Myślę, że sezon rozwikła wiele niewiadomych, a na ten moment jest jeszcze zbyt wiele niejasności, by się jasno zdeklarować. Okaże się z czasem.

Podziel się lub zapisz
Uniwersalny jak scyzoryk. MMA, sporty amerykańskie, tenis, lekkoatletyka - to wszystko (i wiele więcej) nie sprawia mu kłopotów. Pisze dla newonce.sport, a w newonce.radio odwiedza audycję NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.