Od najlepszego w Anglii do zapchajdziury w kadrze Tottenhamu. Anatomia upadku Joe Harta

Zobacz również:Najbardziej romantyczny beniaminek od czasów Newcastle Keegana. Czy Leeds zderzy się ze ścianą?
Burnley v Sunderland - Carabao Cup Second Round
Fot. Robbie Jay Barratt - AMA/Getty Images

Joe Hart był przyszłością, a później ostoją angielskiej bramki. Zdobywał Złote Rękawice i mistrzostwa. Od kilku lat tuła się jednak do klubu do klubu. Jak to się stało, że tak pewny niegdyś bramkarz właśnie został numerem trzy w Tottenhamie?

Ten scenariusz miał przebiegać zupełnie inaczej. Joe Hart ma 33 lata i nadal mógłby grać. To dla bramkarza wcale nie tak dużo, przecież jego nowy kolega klubowy Hugo Lloris ma właśnie tyle i cały czas jest numerem jeden w klubie i kadrze. Hart w tej układance jest w Spurs trzeci. Przed nim w hierarchii jest jeszcze Paulo Gazzaniga. A przecież jeszcze kilka lat temu nic nie wskazywało na to, że na tym etapie kariery będzie tak bardzo zapomnianym bramkarzem.

POWSZECHNE DOCENIENIE

Mowa o człowieku, który tę dekadę rozpoczął w wielkim stylu. Już sam rzut oka w statystyki pokazuje, że mieliśmy do czynienia z bramkarzem o dużym potencjale. W trakcie trzech pierwszych sezonów w Premier League - najpierw na wypożyczeniu w Birmingham City, a potem w mistrzowskim Manchesterze City z 2012 roku - Hart nie popełnił ani jednego błędu prowadzącego do gola. Bronił w nich średnio kolejno 75, 76.4 i 77% strzałów. Dwie ostatnie wartości były najwyższymi w lidze.

Na koniec sezonu, w trakcie którego The Citizens w dramatycznych okolicznościach zapewnili sobie pierwszy po 44 latach tytuł, Hart był jednym z filarów drużyny Roberto Manciniego. W tym samym roku w Lidze Mistrzów zaliczył doskonały występ przeciwko Borussii Dortmund. City zremisowało wprawdzie 1:1, ale gdyby nie angielski bramkarz, skończyłoby się wysokim zwycięstwem BVB. Piłkarze Jürgena Kloppa wchodzi w obronę jak w masło, ale zatrzymywał ich raz po raz Hart.

Mancini piał nad nim z zachwytu na konferencji prasowej, choć rzekomo obu panów nie łączyły najlepsze relacje, a klasę dostrzegali nawet rywale. Wayne Rooney stwierdził, że Hart to najlepszy bramkarz świata. Sir Alex Ferguson nazwał najlepszym angielskim bramkarzem w ostatnich 20 latach.

POCZĄTKI WAHANIA

Szybko zaczęły się jednak głosy, że Anglik jest przereklamowany. Hart zaczął mieć pewne wahania i zaczęły mu się przytrafiać błędy. Na angielskim Twitterze zaczął nawet krążyć żart, że za każdy razem, gdy komentator mówi "niecodzienna pomyłka, jak na Joe Harta", ginie jedna panda. Frazes stał się bardzo wyświechtany, bo wielu wciąż miało w pamięci najlepsze występy i na ich podstawie wyrobiło sobie o Harcie opinię. A ten miał coraz więcej baboli.

Trenerzy zaczęli dostrzegać problem. Co z tego, że bramkarz miewa występy świetne, jak w następnym może kosztować drużynę porażkę? Trzeba było nim jakoś wstrząsnąć. Manuel Pellegrini w trakcie sezonu 2013/14 posadził Harta na ławce na miesiąc i wolał stawiać na Costela Pantilimona. W kadrze Roy Hodgson miał pomysł, by jego jedynką był Fraser Forster. Obaj jednak nie zatrzymali Harta na ławce przez długi czas. Anglik się nie poddał. Zareagował tak, jak na to liczył Pellegrini i wrócił w dobrym stylu - zdobył z City drugie mistrzostwo Anglii i wkrótce odzyskał pierwszy skład w reprezentacji.

Wciąż potrafił bronić znakomicie. Miał występy, jak choćby ten z Barceloną w Lidze Mistrzów w 2015 roku, kiedy udowadniał wysoką klasę. Obronił wówczas dziesięć strzałów, z czego pięć po uderzeniach z pola karnego. The Citizens przegrali 0:1, ale Hart nie miał się czego wstydzić. Sam Lionel Messi określił go po tamtym meczu "fenomenem".

UPOKORZONY PRZEZ "RYBAKÓW"

Od tego czasu minęło jednak już pięć lat i ten okres był dla Harta niezwykle trudny. Karierę Anglika można podzielić na okresy przed spotkaniem z Pepem Guardiolą i po nim, ale kłopoty zaczęły się wcześniej.

Spadła mu skuteczność interwencji. Ale jeszcze bardziej alarmująca była liczba błędów bezpośrednio prowadzących do straty gola. W ciągu czterech lat przytrafiło się ich Anglikowi łącznie aż trzynaście, przynajmniej według kryteriów, jakich używa Opta.

Mimo tego Hart jechał na Euro 2016 jako jedynka w kadrze Hodgsona. Jak miało się jednak okazać, ten turniej był początkiem jego końca. Już w meczu fazy grupowej z Walią popełnił duży błąd, ale jego zespół wygrał 2:1 i wszystko rozeszło się po kościach. Gorzej było w fazie pucharowej.

W 1/8 finału Anglicy trafili na Islandię. Europa zdążyła się przekonać o jej sile, ale na Wyspy Brytyjskie informacje jakby nie dotarły. Drużyna Hodgsona zlekceważyła rywali i uśpiło ją szybko zdobyte prowadzenie. Później straciła dwie bramki i szczególnie przy drugiej Hart mógł się zachować o wiele lepiej.

Synowie Albionu odpadli i brytyjska prasa włączyła walec. Hodgson pożegnał się z posadą, a Harta uznano za jednego z największych winnych fatalnego występu w ME, jednak Anglikom nawet mimo odpadnięcia brakowało pokory. Islandczyków określano "rybakami" i zastanawiano się, jak to możliwe, że wynalazcy piłki nożnej odpadli z reprezentacją z lodowatej wyspy, dla której to dopiero pierwszy awans do turnieju w historii.

NASTĘPNY CIOS ZADAŁ GUARDIOLA

Hart pewnie liczył, że po nieudanym Euro wrócił do klubu i zdoła się odbudować. Tam jednak napotkał kolejne kłopoty. Guardiola jasno zakomunikował mu, że nie jest bramkarzem z jego bajki. - U bramkarzy zawsze patrzę na to, jak grają nogami, a niekoniecznie na to, jak rękami. Są tacy, którzy są od Joe lepsi technicznie, ale przy odpowiednim treningu i z czasem może dojść na ten poziom. Tyle że czas jest teraz - mówił Hiszpan.

Rzeczywiście mało którego bramkarza w ostatnich latach futbol tak bardzo wyprzedził. Dziś od golkipera wymaga się swobodnego operowania piłką przy nodze, umiejętności rozgrywania akcji od tyłu, wychodzenia przed linię. Hart nigdy taki nie był. To klasyczny "shot-stopper", a nie dodatkowy stoper. U Guardioli trzeba jednak grać w piłkę, nawet jeśli się broni.

Ktoś powie, że to nie jest najważniejsza rzecz na tej pozycji - i będzie miał rację - ale Hiszpanowi tego nie przegadasz. W tym celu sprowadził sobie Claudio Bravo, a gdy ten mimo wszystko spisywał się słabo w faktycznym bronieniu rękami, do City przyszedł Ederson. Kilka występów w sparingach i eliminacjach utwierdziło go w przekonaniu, że dla Harta nie widzi miejsca w układanym po swojemu City.

TUŁACZKA PO ŚREDNIAKACH

Anglik był po słabszym okresie, ale wydawało się, że znajdzie klub dość łatwo. Rzecz jednak w tym, że okno transferowe dobiegało końca, w klubach z Big Six podstawowi bramkarze byli jasno określeni, a średniaki z ambicjami w Premier League już nowych golkiperów znalazły. Hartowi został więc wyjazd z Anglii. Wylądował w Torino, co było dość zaskakujące, chyba nawet dla niego samego. - Będę z wami szczery. Nie było tak, że przebierałem w 25 ofertach - wypalił po wypożyczeniu.

Włochy miały być ucieczką od krwiożerczych angielskich tabloidów. Hart mówił, że kraj szybko mu się spodobał, polubił klimat, jedzenie, kulturę i zabrał się ochoczo za naukę języka. Sportowo dalej jednak nie zaznał spokoju. W Torino nadal popełniał błędy. W 36 meczach Serie A stracił 62 goli i choć można zrzucać to na karb chwiejnej, często zmienianej obrony, to skuteczność jego interwencji spadła jeszcze bardziej. W końcu wyleciał też z kadry. Torino mimo wszystko chciało go wykupić z City, ale koszty okazały się zbyt wysokie.

Nadzieją miał być West Ham, gdzie Hart wylądował na kolejnym wypożyczeniu. Sezon 2017/18 zaczynał tam na stanowisku menedżera Slaven Bilić, a kończył David Moyes. U Chorwata angielski bramkarz był pewniakiem, ale Młoty miały w momencie zwalniania go najgorszą defensywę w Premier League. Moyes jeszcze przez kilka kolejek nadal stawiał na Harta, ale wkrótce przestał.

Bilans Anglika w West Hamie zatrzymał się na dziewiętnastu występach w lidze. W nich wpuścił 39 bramek. Popełnił cztery błędy, po których rywale strzelili gola i bronił tylko 57% strzałów, co stanowiło najgorszy współczynnik w Premier League. - Czułem, że nie wszedłem odpowiednio w zespół. Ludzie w klubie nie rozumieli, co mogę wnieść do drużyny. Kibice niespecjalnie mnie polubili. Widzieli tylko bogatego gościa z Man City, który szuka sobie zajęcia - żalił się w "The Times".

Sezon 2017/18 był dla niego stracony, a co za tym idzie nie miał szans na wyjazd na mistrzostwa świata w Rosji. Gareth Southgate przestał go powoływać już wcześniej, ale jeszcze na początku rozgrywek był cień szansy na to, że Hart załapie się do kadry choćby jako zmiennik. Tak się nie stało. - Jeśli chcesz ściąć kilka głów, moja jest wystarczająco duża, by zmiany było odczuwalne - mówił rozżalony, czym ostatecznie zamknął sobie drogę do reprezentacji.

HART, CZYLI MENTOR

Zamknięte były też drzwi do City. - Nie widzę szans, by wrócić do tego klubu - mówił w wywiadzie dla Soccer AM jeszcze w czasach Torino. W Manchesterze też nie widzieli. Gdy więc latem 2018 roku ofertę kupna złożyło Burnley, wszyscy byli zadowoleni.

Hart na Turf Moor został jednak zdegradowany jeszcze bardziej. Najpierw był w hierarchii za Tomem Heatonem i Nickiem Popem, a ostatnio tylko za tym drugim. Sean Dyche widział w nim mentora dla swojego zdolnego bramkarza i jeszcze młodszego Baileya Peacocka-Farrella. Ale początkowo jeszcze na niego stawiał. Hart rozegrał całą pierwszą połowę sezonu 2018/19, kiedy Pope i Heaton leczyli urazy. Burnley szło jednak kiepsko i zdrowy Heaton wygryzł go ze składu. Powrót kapitana The Clarets wyznaczył też początek marszu w górę tabeli, bo z Hartem zespół tułał się w okolicy strefy spadkowej.

Ostatnie rozgrywki to już głęboka rezerwa. Hart po raz ostatni zagrał w meczu Premier League blisko 600 dni temu - to była porażka 1:5 z Evertonem w Boxing Day w roku 2018. W sezonie 2019/20 wystąpił jedynie trzy razy w krajowych pucharach. W lidze nie łapał się nieraz nawet na ławkę. Wymowne było to, że po restarcie sezonu, kiedy wielu piłkarzom Burnley kończyły się umowy 30 czerwca, angielski bramkarz był jednym z tych, którym nawet nie zaproponowano przedłużenia jej o te kilka tygodni. 33-latek został bez klubu.

WETERAN-ZAPCHAJDZIURA

Tym bardziej zaskakująca była oferta Spurs, choć da się w tym znaleźć jakiś sens. Dziś smutna prawda jest taka, że największą zaletą Harta jest fakt, iż według przepisów Premier League jest traktowany jako "home-grown player". Każdy klub potrzebuje ich w kadrze co najmniej ośmiu, Tottenham wielu wychowanków pod wodzą Jose Mourinho nie ma, dlatego dopycha kadrę weteranem w roli trójki między słupkami. To zresztą zauważalny trend w Anglii, szczególnie wśród klubów z Big Six. W Manchesterze City spełnić wymagania pomógł 34-letni Scott Carson wypożyczony z Derby County. Chelsea do niedawna miała w odwodzie 40-letniego Roba Greena. W Liverpoolu jest Andy Lonegran, 36-latek. Manchester United ma 37-letniego Lee Granta.

Mimo wszystko nazwisko Joe Harta jakoś do tego grona nie pasuje.

Wydawało się, że Anglik opuści ojczyznę. W majowym wywiadzie dla "Guardiana" mówił, że jedyne, czego pragnie, to po prostu grać i być częścią klubu, który go chce. Ciągnęło go poza Wyspy, bo był przekonany, że tam jest skończony. Już rok temu miał propozycje z FC Porto, Club Brugge i Anderlechtu, jednak ostatecznie każdy z tych klubów wybrał kogoś innego. Niespodziewanie pomocną dłoń podał mu dopiero Jose Mourinho.

Portugalczyk ceni doświadczenie byłego reprezentanta Anglii i jego charakter. Wie, że ma do czynienia z bramkarzem, który dwa razy wygrywał Premier League i też chciałby, żeby Hart stał się mentorem dla młodszych graczy w klubie. Choć zaczyna jako trzeci w kolejce do bramki, możliwe, że dostanie swoje szanse. Szczególnie, że Lloris popełnia ostatnio coraz więcej błędów, a Gazzanigę szybko może przeskoczyć i stać się numerem dwa. Wtedy droga na boisko bardzo się skróci.

ODZYSKAĆ WIARĘ

Być może jednak sam pobyt w dużym klubie pozwoli Hartowi odzyskać pewność siebie. To ona jest kluczem dla bramkarza i to ona w ciągu ostatnich czterech lat najmocniej z Anglika uleciała. Tracił ją z roku na rok, z sezonu na sezon, po kolejnych niepowodzeniach.

Niedawno 33-latek wziął nawet udział w dokumencie przygotowywanym przez BBC, który skupiał się na zdrowiu psychicznym. Serię programów prowadził książę William, który spotykał się z różnymi postaciami i rozmawiał z nimi o istocie dbania o aspekt mentalny. Hart stwierdził podczas rozmowy, że nie ma depresji i wciąż ma motywację do tego, by jeszcze pokazać, na co go stać, ale ostatni czas nazwał najgorszym w karierze. Ciekawie opowiadał o trudnościach radzenia sobie z takim sportowym upadkiem i presją ze strony mediów.

Tottenham to prawdopodobnie ostatnia szansa Harta na to, by udowodnić swoją wartość. To przecież dwukrotny mistrz Anglii, czterokrotny zdobywca Złotych Rękawic dla bramkarza Premier League z największą liczbą czystych kont i człowiek, który w karierze bronił rzuty karne wykonywane przez Messiego, Ronaldinho, Rooneya, Zlatana, Lamparda, Pogbę czy Fabregasa. Kiedyś zatrzymywanie rywali szło mu z dużą łatwością. Teraz musi zatrzymać swój własny zjazd i pozbyć się demonów. A to wyzwanie znacznie trudniejsze, niż stanąć oko w oko nawet z najlepszym napastnikiem świata.

Podziel się lub zapisz
Michał Gutka
Futbol angielski i... amerykański. Przez cały rok na okrągło żyje Premier League i NFL, o kórych pisze w newonce.sport. Usłyszycie go w również audycjach Kick Off i NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.