Jan Bednarek nie mógł wrócić w lepszym stylu. Polak znów gra, City bezradne w starciu z Southampton

Zobacz również:Najbardziej romantyczny beniaminek od czasów Newcastle Keegana. Czy Leeds zderzy się ze ścianą?
jan bednarek
fot. Laurence Griffiths/Getty Images

Kibice mogli być mocno zaskoczeni, kiedy zobaczyli nazwisko Bednarek w wyjściowym składzie Świętych na Etihad Stadium. A reprezentant Polski z pewnością miał prawo do mieszanych uczuć, bo z jednej strony menedżer ponownie obdarzył go zaufaniem, z drugiej jednak powierzał trudną misję: zatrzymać rywala, który wpakował tutaj pięć goli Norwich, pięć Arsenalowi, a w tygodniu sześć RB Lipsk w Lidze Mistrzów. The Saints stanęli ostatecznie na wysokości zadania, remisując 0:0, a Janek był jednym z najlepszych piłkarzy w ich szeregach.

Samo słowo „Manchester” może w piłkarzach Ralpha Hasenhuettla wywoływać dreszcze. Tylko w poprzednim sezonie na Etihad Stadium i Old Trafford stracili łącznie 14 bramek. Z United przegrali 0:9, z City 2:5. Nic dziwnego, że każdy inny wynik niż pewne trzy punkty dla ekipy Pepa Guardioli miał być uznany za sensację. Na wszelki wypadek kataloński menedżer obrońców tytułu przestrzegł przed sobotnim spotkaniem, uznając Southampton – jak się potem okazało całkiem słusznie – za bardzo wymagającego przeciwnika.

ROZBITY MONOLIT

Prawdopodobnie złe przeczucia oparł na ostatniej kolejce ligowej. Przecież drużyna Bednarka potrafiła zatrzymać West Ham United, który należy dziś do najmocniejszych ekip w Premier League. Świeci po raz pierwszy od czternastu spotkań zagrali bez straty bramki, tyle że Polak usiadł na ławce rezerwowych. Można było więc przypuszczać, że Austriak nie zmieni składu i postawi na wariant, jaki przyniósł już powodzenie. Tymczasem Mohammed Salisu, obrońca z Ghany, który zagrał w siedmiu kolejnych spotkaniach ligowych w podstawowej jedenastce (doliczając poprzedni sezon), tym razem nie załapał się do wyjściowego składu.

Święci grali dobrze, tylko w kilku momentach dali się zepchnąć do głębokiej defensywy, sami stwarzali sobie sytuacje, stosowali wysoki pressing i odbierali piłkę przeciwnikowi na 25-30 metrze przed bramką Edersona. Zabrakło jednak skutecznego napastnika, który zdołałby coś z tego zrobić.

Zupełnie nie było widać, że na boisku mierzą się ze sobą zespół, który nie odniósł jeszcze zwycięstwa w tym sezonie ligi angielskiej z gigantem, mającym za sobą wygraną numer 50. w Champions League. Akcje City się nie zazębiały, brakowało lidera kreacji, a stałe fragmenty niczego sensownego nie przynosiły. Monolit defensywny zarządzany przez Bednarka i Jacka Stephensa rozpadł się, gdy w pierwszej połowie plac gry opuścił tren drugi, z powodu kontuzji. Ale Salisu wskoczył z marszu i dał radę. Nawet, gdyby więc Bednarek nie zagrał na Etihad w ogóle, czy też jego zespół nie postawiłby się tak mocno gospodarzom, to i tak zobaczylibyśmy go w następnej kolejce. Najważniejsze to teraz pracować nadal ciężko i nie oddać miejsca w składzie.

PUNKT JAK TRZY

Mówimy o piłkarzu, do którego Hasenhuettl miał bezgraniczne zaufanie. Janek wystąpił u niego w 93. spośród 103. możliwych spotkań. 25-letni Polak, obok Jamesa Warda-Prowse’a, kapitana drużyny, był największym pewniakiem do gry. Stąd nagła ławka mogła nas wszystkich zaniepokoić.

Bednarek pokazał jednak, że w szeregach Southampton to znów może być jego sezon jeśli chodzi o przechwyty, odbiory czy zablokowane strzały – w tych statystykach brylował bowiem w poprzedniej kampanii. Polski obrońca potrzebował właśnie takiego spotkania. Święci również. Bo choć znów zdobyli tylko punkt, to patrząc na skalę trudności smakować on może jak trzy.

Słaby początek pod względem punktów nie musi oznaczać katastrofy. Drużyna z St. Mary’s już w przeszłości przez kilka początkowych kolejek szukała wygranej, by potem ładnie finiszować. Najważniejszy sygnał, jaki menedżer dostał od zespołu, to ten dotyczący jakości w grze. Bednarek i spółka pokazali, że potrafią bronić z pełną koncentracją, ale też wyprowadzać groźne ataki. Zbudowali sobie niezły fundament pod kolejne spotkania i zyskali dużo pewności siebie. Grać z City tak, by rywal do samego praktycznie końca spotkania nie oddał celnego strzału, to duża sztuka. Na Etihad takie rzeczy właściwie się nie zdarzają.

Przed zespołem z południowego wybrzeża Anglii ligowe konfrontacje z Wolverhampton, Chelsea, Leeds, Burnley i Watfordem. Do końca października powinny pojawić się mecze z trzema punktami po ostatnim gwizdku. Na pewno trzeba jednak poprawić grę ofensywną. Widać, że odejście Danny’ego Ingsa do Aston Villi sprawiło, iż o gole będzie im coraz trudniej. Duet Adam Armstrong – Che Adams szarpał, walczył, ale brakował w tym wszystkim jakości. Z naszego punktu widzenia powrót Bednarka, i to w takim stylu, jest jednak najważniejszy. Przede wszystkim w kontekście reprezentacji Polski. Nasz obrońca niedawno zanotował bardzo dobry występ przeciwko Anglikom na Stadionie Narodowym, w sobotnie popołudnie w Manchesterze znów miał okazję spotkać Kyle’a Walkera, Raheema Sterlinga i Jacka Grealisha. I po raz kolejny opuszczał boisko niepokonany.

Podziel się lub zapisz
Czasem pisze – w poniedziałki Futbolowa Gorączka, a w piątki Tygodniówka na newonce.sport, a czasem gada – w poniedziałki w Kick Off, w czwartki w Futbol i Cała Reszta w newonce.radio. Liga angielska jest najlepsza na świecie. Amen.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.