Transferowa bomba w NBA! James Harden dopiął swego, a Nets oddali fortunę

Zobacz również:Bezdomny dzieciak znalazł swoje miejsce w NBA. Jak Jimmy Butler stał się liderem
James Harden
Fot. Steph Chambers/Getty Images

Koszykarze w NBA zaczęli grać dosłownie przed chwilą, jednak mamy już największy ruch transferowy tego sezonu. A może i kilku następnych. Jedna z największych gwiazd ligi, James Harden, przenosi się z Houston Rockets do Brooklyn Nets w transakcji, w której wzięły udział aż cztery zespoły i inni klasowi zawodnicy, np. Caris LeVert czy Victor Oladipo.

Harden głośno wyrażał swoje niezadowolenie już od końca ubiegłego sezonu, który wraz z Rockets (i Russellem Westbrookiem, z którym miał atakować mistrzostwo) zakończył na łatwej porażce z Los Angeles Lakers. Od tamtej pory wydarzyło się sporo, między innymi wymiana Westbrooka za Johna Walla, ale nic nie zdołało przekonać Hardena do tego, żeby został w Houston.

- Kocham to miasto. Zrobiłem dla niego wszystko, co potrafiłem, ale to wszystko jest szalone. I nie wydaje mi się, żeby dało się to odkręcić. Dzięki. – to słowa Hardena do Houston i kibiców Rockets, wygłoszone dosłownie chwilę przed tym, jak ostatecznie poprosił zarząd o wymianę. Robił to już wcześniej, jednak mniej zdecydowanie, a i właściciele nie chcieli pozbywać się takiej gwiazdy myśląc, że wszystko się ułoży.

Nie ułożyło się, a Harden w ramach protestu (bądź po prostu przez brak motywacji) przestał się do czegokolwiek przykładać. Dowodów na to jest co najmniej kilka. Pierwszym są słowa jego kolegów (w tym Walla), mówiące nie do końca wprost, że „nie jest łatwo grać, jak nie wszystkim nam zależy”. Drugi dowód jest mocniejszy i jest to… wygląd Hardena.

Wyraźnie widać, że były już zawodnik Rockets przybrał na wadze i przygotowania do sezonu, tak jak i gra w Houston, zdecydowanie nie były na liście jego priorytetów. Po tym meczu wszystko wydarzyło się bardzo szybko. Wyżej wymieniony cytat, plotki o liście drużyn, do których koszykarz chciałby odejść (Nets, Philadelphia 76ers, Portland Trail Blazers) i pogłoski o ewentualnych ofertach, które miały być za niego składane.

Już następnego dnia Harden nie pojawił się na treningu, bo właściciele stwierdzili, że zadziała to demotywująco na innych i lepiej, żeby pozostał poza drużyną do czasu wymiany. I dosłownie godziny później wybucha wielka bomba transferowa:

Nets oddali… cóż, bardzo dużo, być może nawet największą w historii paczkę transferową za jednego zawodnika. Trzy pierwsze rundy w drafcie (czwarta pochodzi od Cleveland Cavaliers) i cztery możliwości zamiany dla Rockets (NBA zabrania oddawania pierwszych rund rok po roku, w związku z czym drużyny „ratują się” możliwością zamiany, jeśli wybór drugiej strony będzie wyższy), w dodatku kilku zawodników, w tym duże talenty w postaci LeVerta i Allena. Swoje dostali też Cavs i Indiana Pacers. Ci drudzy przejęli bowiem LeVerta w zamian za swoją gwiazdę, Victora Oladipo, który w ostatnim czasie częściej się leczył niż grał w koszykówkę.

W skrócie – wszyscy dostali to, co chcieli. Cavs – Allena na przyszłość, Pacers – LeVerta w tym samym celu. Rockets – ogromną paczkę przyszłościową i Oladipo w końcówce jego kontraktu. No i Nets, którzy dopełnili swoją wielką trójkę, dołączając Hardena do Kevina Duranta i Kyrie Irvinga, tym samym powodując, że pierwszych dwóch zagra ze sobą ponownie. Już wcześniej doszli razem do finałów NBA w barwach Oklahoma City Thunder, jednak po tym sezonie (w roku 2012) Harden odszedł, żeby zostać liderem na własną rękę w Rockets. Można powiedzieć, że nowy zawodnik Nets ma w ostatnim czasie nostalgiczne odruchy, bo dosłownie rok temu chciał w swojej drużynie Westbrooka, innego przedstawiciela tamtej ekipy OKC. Z Westbrookiem nie wyszło, więc przyszła pora na próbę z Durantem. I Irvingiem, który jest ogromnym znakiem zapytania.

Do tego dorzucamy Hardena, z którym także, jak widać, potrafią być problemy, a jeśli najrozsądniejszym w teorii zawodnikiem wielkiej (a może po prostu wybuchowej?) trójki jest Durant to mamy pewność, że na Brooklynie zrobi się ciekawie.

Co zresztą widać po reakcjach całego koszykarskiego środowiska. Z jednej strony – zrozumiały ruch, w końcu talent całej trójki tworzy być może najlepszy pod tym względem zestaw ligi i Nets z marszu stają się kandydatami do mistrzostwa. Z drugiej – ten zestaw ma jednocześnie największe stężenie ego na metr kwadratowy parkietu. Jeśli Steve’owi Nashowi uda się to ogarnąć – będzie dobrze, bardzo dobrze. Jednak ryzyko, że to wszystko eksploduje od środka, jest jedno z większych w całej lidze.

Pewne jest jedno. Cytując sportowego klasyka – liga będzie ciekawsza. W samym Nowym Jorku mamy teraz co najmniej kilka potencjalnych, niezwykle interesujących historii.

Podziel się lub zapisz
Uniwersalny jak scyzoryk. MMA, sporty amerykańskie, tenis, lekkoatletyka - to wszystko (i wiele więcej) nie sprawia mu kłopotów. Pisze dla newonce.sport, a w newonce.radio odwiedza audycję NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.