Właściciel tak zły, że NBA zabroniła mu kolejnych ruchów. Jak Ted Stepien niemal zniszczył Cleveland Cavaliers

Zobacz również:Bezdomny dzieciak znalazł swoje miejsce w NBA. Jak Jimmy Butler stał się liderem
Ted Stepien
Fot. Bettmann via Getty Images

Donald Sterling, James Dolan, Robert Sarver... NBA w trakcie swojego istnienia widziała wielu mniej lub bardziej kontrowersyjnych właścicieli drużyn. Do tego grona należał także Ted Stepien, który rządząc Cleveland Cavaliers na początku lat 80. podejmował tak złe decyzje, że liga musiała wprowadzić specjalne zasady, by powstrzymać go od dalszej destrukcji klubu. W czasie jego rządów Cavs przegrali łącznie 180 z 246 spotkań, zaliczając w pewnym momencie serię 24 porażek z rzędu, co przez długie lata było niechlubnym rekordem ligi.

Lata 70. poprzedniego wieku to nie był dobry czas dla koszykówki spod znaku NBA. Liga miała ogromne problemy finansowe i wizerunkowe. To właśnie w takich warunkach, w 1970 roku, powstali Cleveland Cavaliers. Założycielem zespołu był Nick Mileti, który szybko przekonał się, że taki biznes to w tamtych czasach tak naprawdę skarbonka bez dna. Tym bardziej że NBA wtedy nie tylko przyciągała na trybuny bardzo mało kibiców, ale też mogła tylko pomarzyć o dużych pieniądzach z umowy telewizyjnej.

Dziś trudno to sobie wyobrazić, ale w latach 70. finały NBA transmitowano z odtworzenia. Gdy w 1976 roku splajtowała liga ABA, drużyna z Cleveland przeżywała akurat najlepszy okres. Ledwie trzy lata później traciła już 700 tys. dolarów rocznie. Mileti posiadał wtedy 37 procent udziałów i chciał się z biznesu wypisać. Znalazł chętnego i za milion sprzedał swoją część Lou Mitchellowi. Nowy właściciel szybko się jednak zorientował – zaglądając w klubowe księgi finansowe – że milion to tak naprawdę dopiero początek wydatków.

UMOWĄ W PŁOT

Cavaliers nie mieli się zbyt dobrze także pod względem sportowym. Szaleństwo rozdawania wyborów w drafcie na lewo i prawo jeszcze przed Stepienem rozpoczął generalny menedżer Ron Hrovat. W ciągu zaledwie roku pracy oddał łącznie pięć wyborów – w tym pierwszą rundę Cavs w 1982 roku, która ostatecznie przyniosła Los Angeles Lakers jedynkę w drafcie i możliwość wyboru Jamesa Worthy’ego. Rządy zaczął natomiast od zatrudnienia Stana Albecka w roli pierwszego szkoleniowca.

Albeck był uznanym specjalistą, ale Hrovatowi chodziło tak naprawdę o jego dobre relacje z Wiltem Chamberlainem. GM Cavs liczył bowiem na to, że legendarny środkowy wróci z emerytury i… dołączy do zespołu z Cleveland właśnie ze względu na Albecka. Chamberlain taki scenariusz miał rozważać, a Hrovat wybrał się nawet do jego domu w Bel Air, by dostarczyć kontrakt. Sęk w tym, że nikogo nie został, więc wetknął umowę w bramę. Chamberlain po powrocie się wściekł i uznał, że nie będzie robił biznesów z kimś takim.

OD OGŁOSZEŃ DO NBA

Także Mitchell zmienił ostatecznie zdanie. Wtedy do gry wszedł Ted Stepien – syn polskich imigrantów. Bez mrugnięcia zgodził się kupić udziały, przy czym cena wzrosła do dwóch milionów. Stepien mógł sobie na to pozwolić, bo jego firma National Advertising Service generowała dochód rzędu 80 milionów rocznie. Przedsiębiorstwo zajmowało się umieszczaniem ogłoszeń w gazetach na całym świecie. Z czasem Stepien stał się właścicielem większościowym. NBA nie miała nic przeciwko, bo mieć nie mogła.

Część klubów była na skraju upadku, więc Stepien jawił się jako zbawienie dla Cavs. Szybko zaprowadził w zespole nowe porządki. Zwolnił m.in. Hrovata, a zatrudnił swoich ludzi, w tym Billa Musselmana. Ten początkowo objął rolę GM-a, ale został trenerem, gdy Albeck stwierdził, że nie będzie pracował dla Stepiena. Musselman nie miał na koncie sukcesów, a kibicom ze stanu Ohio zapadł w pamięci jako znienawidzony szkoleniowiec uniwersytetu Minnesota – to jego obwiniano za bójkę w meczu z uczelnią Ohio State w 1971 roku.

TANDETA W RYTMIE POLKI

Stepien z kolei w środowisku był postacią kontrowersyjną. Prowadził w Cleveland swoją wersję klubu Playboya, gdzie zatrudnione kelnerki były skąpo i prowokacyjnie ubrane, a nazywano je „misiaczkami” (Teddi-Bears). Głośnym echem odbiły się też jego rasistowskie wypowiedzi. W jednym z wywiadów stwierdził, że jeśli to on byłby właścicielem Cavaliers, to połowa składu byłaby biała – bo biali ludzie potrzebują białych bohaterów, a on na przykład nie wyobraża sobie utożsamiać się z kimś, kto ma ciemną skórę.

Ludzie mówili o nim per „król tandety”. Już jako właściciel wydał natomiast 5 tys. dolarów na nową piosenkę, która miała zagrzewać Cavs do walki – w rytm polki. To i tak nic w porównaniu z tym, co potrafił odstawić jako właściciel drużyn softballu. W trakcie jednego wydarzenia miał za zadanie łagodnie opuścić piłkę z wieżowca w centrum Cleveland do stojących na dole zawodników. Zamiast tego zaczął rzucać kolejnymi piłkami, a te z ogromnej wysokości spadały na dół i zraniły kilku stojących przed budynkiem gapiów.

PO CO KOMU WYBORY W DRAFCIE?

Osoby związane z Cavs nie były zbyt optymistycznie nastawieni do zmian w klubie. Jeszcze przed pierwszym meczem jeden z dziennikarzy założył na ramię czarną opaskę jako symbol śmierci Cavaliers. Stepien tymczasem zapowiadał, że zespół pod jego wodzą awansuje do fazy play-off. Założył się o to z nim Joe Tait, lubiany w Cleveland sprawozdawca meczów. On obstawiał, że drużyna nie przeskoczy progu 30 zwycięstw. I miał rację, bo skończyło się na 28 wygranych – przy czym Cavs przegrali siedem ostatnich spotkań z rzędu.

W międzyczasie trwało rozwalanie klubu od środka. Stepien i Mussleman, tak jak Hrovat, handlowali wyborami w drafcie, by wzmocnić zespół tu i teraz. Najbardziej skorzystali na tym Dallas Mavericks (powstały w 1980 nowy zespół w NBA), którym ekipa z Cleveland w latach 1983-86 wysłała łącznie aż cztery wybory w pierwszej rundzie draftu. Ówczesny trener drużyny Dick Motta żartował, że nigdy nie chciał wychodzić ze swojego biura, bo w każdej chwili z kolejną propozycją mogli zadzwonić Cavs.

PODSTĘP „NA POLAKA”

Cavs tymczasem niekiedy jakby nawet nie wiedzieli, po kogo transferują. W październiku 1980 roku w wymianie z Mavericks – w ramach której oddali dwa wybory w pierwszej rundzie draftu (w latach 1983 i 1986) – pozyskali dwóch graczy, w tym Jerome’a Whiteheada, którego… zwolnili zaledwie 18 dni później. Whitehead zdążył rozegrać osiem minut w trzech meczach. Richard Washington, czyli drugi pozyskany wtedy zawodnik, zagrał dla Cavs łącznie tylko 87 spotkań przez dwa sezony.

Pistons natomiast swego czasu przekonali Cleveland do transferu podstępem. Gdy generalny menedżer Jack McCloskey dowiedział się, że właściciel Cavaliers ma polskie pochodzenie, to do jednej z wymian dorzucił Paula Mokeskiego – rezerwowego środkowego, który nie miał zbyt dużej wartości – tłumacząc, że przecież Stepien powinien mieć w zespole jakiegoś Polaka (w praktyce Mokeski miał tylko polskie pochodzenie). W ten właśnie sposób do Detroit trafił Bill Laimbeer, czyli kluczowy później element mistrzowskich zespołów Tłoków.

ZWŁOKI Z CLEVELAND

Koniec końców doszło do tego, że interweniować musiała liga. NBA zadecydowała, że każda propozycja transferu z udziałem Cavaliers musi najpierw przejść przez ich ręce. Ten nakaz zniesiono dopiero w momencie, gdy Stepien przestał być właścicielem. Wprowadzono także specjalną zasadę (Stepien Rule), która przetrwała zresztą do dziś: klub nie może oddać swoich wyborów w drafcie w dwóch kolejnych draftach. Tym samym liga przynajmniej częściowo ograniczyła często szalone zapędy właściciela Cavs.

Kolejne zmiany nie przynosiły jednak żadnych efektów. Stepien zaczął więc zmieniać podwładnych: przez trzy lata jego rządów Cavaliers mieli łącznie pięciu szkoleniowców i trzech generalnych menadżerów. Wyniki nigdy jednak nie przyszły, z czego najbardziej zadowoleni byli transferowi partnerzy Cleveland. Z sezonu na sezon kibice tracili zainteresowanie zespołem, a w pewnym momencie nazwę drużyny zaczęto przekręcać na Cadavers (zwłoki). Profesjonalna koszykówka w Ohio powoli umierała.

Ted Stepien
Fot. Getty Images

STEPIEN KONTRA TAIT

Stepien przyczyny niepowodzenia widział wszędzie poza sobą. Poszedł na wojnę m.in. ze wspomnianym Joe Taitem, który już w styczniu 1981 roku skrytykował „idiotyczne” jego zdaniem decyzje nowego właściciela Cavs. Zdecydował się też najpierw pozwać, a potem wycofać z umowy z lokalną stacją transmitującą mecze drużyny, co tak naprawdę dla telewizji WWWE było jak zbawienie – bo i tak mało kto oglądał pojedynki Cavaliers, a z czasem mocno zmalała także liczba zainteresowanych reklamodawców.

Gdy okazało się więc, że 27 marca 1981 roku Tait skomentuje swój ostatni mecz, kibice tłumnie przybyli na halę (stawiło się ponad 20 tys. osób, czyli ponad dwa razy więcej niż poprzedni najlepszy wynik sezonu), by go pożegnać i podziękować. Czuli bowiem, że był ich głosem – a im także nie podobało się to, co Stepien robił z zespołem. Były więc transparenty dla Taita i okrzyki przeciw Stepienowi, ale ten nic nie widział ani nie słyszał. Po przegranym spotkaniu wypalił, że fani przyszli tak naprawdę zobaczyć… drużynę 76ers.

POMYSŁ NA PRZEPROWADZKĘ

Bez realnych wzmocnień i wyborów w drafcie Cavs pikowali w dół. Nawet gdy wyjątkowo mogli wybrać w naborze, to z 12. numerem w 1982 roku postawili na Johna Bagleya, którego nikt inny nie miał na liście życzeń tak wysoko. Inne kluby wprost myślały, że to jakiś żart. Jedną z niewielu dobrych decyzji Stepiena było zatrudnienie Chucka Daly’ego w roli trenera, który wcześniej pełnił funkcję asystenta w Filadelfii. Sęk w tym, że Daly wytrzymał tylko 93 dni, choć zawodnicy sami zwracali uwagę, że brak wyników to efekt złych decyzji zarządu.

Po trzech latach bycia właścicielem marnie zarządzanego zespołu, Stepien znalazł się na krawędzi bankructwa. By ratować Cavaliers, musiał w zasadzie co miesiąc dokładać do biznesu setki tysięcy dolarów. Tym samym przez trzy lata stracił miliony. Zdecydował się więc na odważny krok: chciał sprzedać firmę ogłoszeniową, a za zarobione pieniądze sfinansować przenosiny Cavaliers do Toronto, gdzie zacząłby od nowa, a zespół zmieniłby nazwę na Towers. To mógłby być jednocześnie początek i koniec koszykówki w Toronto.

BRACIA GUND NA RATUNEK

Stepien od lat publicznie mówił zresztą o przenosinach do innego miasta, czym dodatkowo rozwścieczał mieszkańców Cleveland. Prasa w pewnym momencie traktowała przeprowadzkę Cavaliers do Kanady jak rzecz przesądzoną i pewną. Na takie rozwiązanie nie pozwolił jednak prawnik Stepiena – Kent Schneider. Skontaktował się on z braćmi Gund, czyli z właścicielami hali The Coliseum, gdzie Cavs rozgrywali swoje mecze. Dla nich zatrzymanie klubu w mieście miało więc dodatkowe znaczenie.

Bracia Gund kupowali jednak nie tylko Cavaliers, ale też firmę Stepiena – tyle tylko, że najpierw musieli pożyczyć mu milion dolarów, by przedsiębiorstwo w ogóle przetrwało. Był jeszcze jeden haczyk: nowi właścicieli koniecznie chcieli, by liga pozwoliła im odkupić oddane wcześniej wybory w drafcie. Perspektywa pozbycia się Stepiena była dla NBA bardzo kusząca, dlatego ówczesny komisarz Larry O’Brien oraz ligowy prawnik David Stern mocno zachęcali pozostałe kluby, by taką propozycję zaaprobować.

BYLE DO 2003 ROKU

Zgodę oznaczało co najmniej 18 głosów „za” i dokładnie tyle drużyn przystało na żądania braci Gund. Cała transakcja kosztowała ich ostatecznie 20 milionów dolarów, ale w ten sposób udało im się uratować zespół. Stworzony już projekt logo dla Toronto Towers wylądował koniec końców w koszu. Ani miasto Cleveland, ani też NBA nie musieli już nigdy więcej użerać się ze Stepienem, Joe Tait odzyskał pracę, a Cavaliers rzeczywiście za kilkaset tysięcy wykupili sobie miejsca w kolejnych draftach, co było sytuacją bez precedensu.

Bezprecedensowe były też rządy Stepiena w Cleveland. Nikt nigdy wcześniej ani później nie zarządzał zespołem w tak katastrofalny sposób. Jak całkiem proroczo stwierdził w 1982 roku nowy trener Tom Nissalke (objął zespół po najgorszym w historii klubu sezonie z bilansem 15-67), przez te wszystkie wymiany i decyzje drużynie na prostą uda się wyjść dopiero w jakimś… 2003 roku. A to przecież właśnie wtedy w drafcie wybrali LeBrona Jamesa, który 13 lat później poprowadził ich do pierwszego w historii klubu mistrzostwa.

Ted Stepien mistrzostwa niestety nie dożył. Zmarł w 2007 roku na atak serca.

Podziel się lub zapisz
Dziennikarz sportowy z pasji i wykształcenia. Miłośnik koszykówki odkąd w 2008 roku zobaczył w akcji Rajona Rondo. Robi to, co lubi, bo od lat kręci się to wokół NBA.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.