Jak streamer z Twitcha uzyskał dostęp do Messiego. Wielkie kluby nie potrzebują już dziennikarzy, wystarczą followersi

Zobacz również:Memphis Depay działa na wyobraźnię. Uczucie z Barceloną od pierwszego wejrzenia
Twitch-star-Ibai-invited-to-Lionel-Messi-PSG-reveal-for-special-stream.jpeg

Świat mediów zmienia się w takim tempie, że pierwszą rozmowę z Leo Messim w Paryżu nie obejrzeliśmy w telewizji, tylko na Twitchu. Żaden profesjonalny dziennikarz nie miał takiego dostępu do Argentyńczyka, jaki dostał Ibai Llanos. Bask ma 26 lat i ponad 20 mln obserwujących w social mediach. Biznesy robi z nim Gerard Pique. Kun Aguero zaprasza na kolację. On sam mówi: „To jest szalone, jeszcze parę lat temu nie byłem w stanie wstać z łóżka”.

Dzieciaki z całego świata mają kolejnego bohatera. Można mieć marzenia, by zostać piłkarzem jak Messi, ale można też śmiało celować w ścieżkę, jaką idzie Ibai. Na pozór nie ma w nim nic specjalnego, ot, jowialny grubasek z brodą. W środowe popołudnie ochroniarze na murawie Parc des Princes długo zastanawiali się, co ten facet w ogóle tu robi, po czym ten wszedł do tunelu, przywitał się z Messim i zrobił relację na Twitchu. Jego spacer i gadanie do kamery śledziło jednorazowo 300 tysięcy osób. Wielkie kluby z każdym rokiem budują coraz większe mury między dziennikarzami. Ale wystarczy, że zjawił się wpływowy streamer i proszę - nagle znalazła się furtka.

MESSI ZAPRASZA NA BAL

Film Messiego z Ibaiem już pierwszego dnia wykręcił prawie 3 mln wyświetleń. Obaj dopiero co widzieli się na pożegnalnej kolacji Argentyńczyka w Barcelonie. To znowu pokazuje w jak szalonym świecie żyje 26-latek. Gdy umówił się z Kunem Aguero, na miejscu zastał czterech paparazzi. To wtedy usłyszał od matki Kuna: „Chłopaku, ciesz się życie, takie rzeczy zdarzają się tylko raz w życiu”. Po chwili okazało się, że wszyscy wchodzą do domu Messiego.

- Zobaczyłem go w koszulce Batmana i spodniach Chicago Bulls. Nawet nie wiedziałem, że to jego dom - opowiadał Ibai na streamie, który oczywiście znowu poszedł w miliony i który jeszcze bardziej nakręcił szum wokół jego osoby.

Dzisiaj jest już w takim miejscu, że cokolwiek nie zrobi, za moment już widać efekt kuli śnieżnej. Jeszcze przed wakacjami zorganizował mini galę bokserską influencerów na Twitchu, którą w szczycie oglądało 1,5 miliona ludzi. Była to druga najlepiej oglądana transmisja w historii platformy. Twitch powstał w 2011 roku jako miejsce miłośników gier wideo. Trzy lata później kupił go Amazon za 970 milionów dolarów, co dzisiaj brzmi jak promocja, bo wartość strony idzie w miliardy.

Dzieje się to głównie dzięki zwiększającej się publiczności z krajów Ameryki Południowej. Dane z marca pokazują, że 1,1 miliona kanałów prowadzonych jest w języku hiszpańskim. Każdy chce się włączyć do tego wyścigu, ale udaje się nielicznym. Twitch to monopol garstki. Jak El Rubius (9,7 mln) albo Auronplay (9.3 mln). Ibai, dzięki temu, że coraz mocniej podłącza się pod świat sportu, docelowo może tych liderów prześcignąć.

OD DEPRESJI DO MILIONÓW

Twitch chwali się, że w 2020 roku wykręcił 17 miliardów godzin. Ludzie siedzą przed komputerami, pokazują jak grają w gry albo po prostu gadają. Chodzi o to, by jak najmocniej przyciągnąć uwagę ludzi. W stosunku do 2019 roku wzrost stremowanych godzin wynosi 83 procent, co pokazuje w jak ekspresowym tempie rośnie platforma. To już nie jest tylko miejsce na gierki, ale też na wywiady, relacje na żywo z miejsc albo choćby na transmisję z Copa America. Tego lata największy turniej w Ameryce Południowej można było oglądać właśnie na Twitchu. Prawa kupiła firma Kosmos Studios należąca do Gerarda Pique, a głównym partnerem był oczywiści Ibai Llanos.

Pochodzi z Bilbao, ale od pięciu lat mieszka w Barcelonie. W świecie streamingu przedstawia się jako osoba uśmiechnięta, nie mająca problemu z tym, by mówić otwarcie o swoim życiu. Nie ukrywa, że to gry uratowały go w najgorszych momentach. Po kryzysie ekonomicznym w 2008 roku wpadł w depresję, gdy matka straciła pracę, a zadłużony ojciec powiedział, że odchodzi.

Ibai miał 13 lat. Wirtualny świat w trudnym momencie posłużył mu jako odtrutka. E-sport dopiero raczkował, a on już komentował poszczególne gry, w tym nawet mistrzostwa świata w Tetrisa. Coraz mocniej zaznaczał swoją obecność w tym środowisku, a kiedy przyszła pandemia jego popularność wystrzeliła w kosmos. 2020 rok był pierwszym momentem, gdy gwiazdy futbolu spotkały się z gwiazdami streamingu w jednym miejscu. Ibai nawiązał przyjaźń z Kunem Aguero. Razem zrobili długi wywiad w serii, która za chwilę gościła Dybalę, Iniestę, Pique, a ostatnio Ronaldinho. Był też Ed Sheeran i inne duże nazwiska spoza piłkarskiej bańki.

KIM JEST TEN GÓWNIARZ?

Tradycyjni dziennikarze czasem się wściekają. Tysiące profesjonalistów z dwudziestoletnim stażem w zawodzie nigdy nie porozmawia z Messim, a Ibai robi to jakby obaj dalej nie wyszli z imprezy pożegnalnej w Katalonii. Gustavo Lopez, argentyński dziennikarz ESPN powiedział kiedyś na wizji: „Kim jest ten gówniarz?”. Nie mógł zrozumieć, że jakiś anonim rozmawia sobie z Paulo Dybalą. Przeprosił Dopiero, gdy zobaczył jak dużą popularnością cieszy się Bask.

Podczas pandemii potrafił grać w FIFĘ i zebrać 200 tysięcy euro na szpitale. Przyjaźni się też z Sergio Reguilonem i Thibautem Courtoisem. Dostaje do komentowania mecze La Liga. I cały czas słyszy: „Musisz z nami być, bo walczymy o młodszą widownię”. Tradycyjna telewizja przegrała z nim choćby podczas Sylwestra. Ani La Sexta, ani Cuatro nie miały w peaku takiej widowni, jaką miał Ibai.

Sympatyczny streamer jest dziś wszędzie: na Twitchu ma 7 mln obserwujących, prawie tyle samo na YouTube, 5 mln na Instagramie i to pewnie jeszcze nie koniec. Z samych subskrypcji na Twitchu zarabia 120 tysięcy dolarów. Mówił o tym w wywiadzie dla „La Sexty”, po którym ujął Hiszpanów tym, jak mówił o depresji i pomocy psychologa. Zaapelował też stanowczo, że nie wyprowadzi się do Andory jak większość hiszpańskich youtuberów. Skoro zarabia dużo, to podatki też płaci duże. Nie tak dawno wynajął willę należącą dawniej do Samuela Eto’o. Ma pokój z jacuzzi i kilku kumpli obok, też influencerów, którzy kręcą program „Ibailand” i w ten sposób sprzedają sukces.

Pytanie „Kim jest ten gówniarz?” wróciło niedawno przy okazji wizyty na Parc des Princes. Ibai sam je wywołał, rozglądając się po murawie i żartując: „No cóż, nie ma tu Gustavo Lopeza, ale jestem ja”. Warto ten fenomen obserwować, bo dużo mówi o tym jak zmieniają się media i w jakim kierunku podąża świat. Wielkie kluby nie potrzebują już dziś dziennikarzy, wystarczą im followersi.

Podziel się lub zapisz
Żebrak pięknej gry, pożeracz treści, uwielbiający zaglądać tam, gdzie inni nie potrafią, albo im się nie chce. Futbol polski, angielski, francuski. Piszę, bo lubię. Autor reportaży w Canal+.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.