Jak Kędziora podbił Ukrainę. „Mister ma 75 lat, chciałbym poznać sekret jego energii”

Zobacz również:Z NOGĄ W GŁOWIE. Jerzy Brzęczek – jedyny naprawdę niekochany w reprezentacji
FC Barcelona v Dynamo Kyiv: Group G - UEFA Champions League
Fot. Pedro Salado/Quality Sport Images/Getty Images

Żeby Dynamo przerwało czteroletnią dominację Szachtara Donieck, kijowską drużynę musiał przejąć drugi najbardziej utytułowany menedżer w historii Mircea Lucescu. W samym środku pandemii 75-letni rumuński trener zarażał energią i żywotnością, budując najlepsze Dynamo od lat z Tomaszem Kędziorą na pokładzie. „Indywidualnie rozgrywam najlepszy sezon na Ukrainie, idziemy po trzy trofea, ale po raz pierwszy nie dostałem powołania do reprezentacji. Nie wybijam się z rytmu, robię dalej swoje, bo na pewne rzeczy nie mam wpływu” – tłumaczy nam prawy obrońca kilka dni po świętowaniu ósmego pucharu w karierze.

Polski obrońca stoi przed szansą na sezon kompletny. Superpuchar zdobył już w sierpniu, w zeszły weekend w końcu poznał smak mistrzostwa Ukrainy, a krajowym pucharem w połowie maja może dopełnić tryplet. Mecz z Zorią będzie ostatnim w sezonie i wtedy potencjalnie przyjdzie moment na prawdziwe oblewanie wspaniałego sezonu, ale trzy dni później nadchodzą szerokie powołania Paulo Sousy na zgrupowanie w Opalenicy. I chociaż lista ma być szeroka i uwzględniać 33-35 nazwisk, nie jest powiedziane, że Portugalczyk znajdzie tam miejsce dla mistrza Ukrainy, skoro nie widział go na marcowym zgrupowaniu.

ODMIENIENI MISTRZOWIE

Świętowanie tytułu z Lechem miało to urok, że było nierozłącznie związane z fanami. Akurat Kędziora jest pierwszym obrońcą teorii, że futbol bez kibiców traci sens, bo to oni współtworzą prawdziwe widowisko. Bez nich to jak inna dyscyplina – po prostu produkt telewizyjny. „Świętowanie było ograniczone, rozdali nam medale i puchary, ale z fanami to byłoby zupełnie inne doświadczenie. Radość była wielka, bo jesteśmy młodymi ludźmi i zapracowaliśmy na odzyskanie mistrzostwa, ale to nie to samo, co celebracja wspólnie z kibicami” – podkreśla Kędziora.

Jako pierwszy zaintonował „campeones, campeones”, gdy w mistrzowskich koszulkach pozowali do pamiątkowych zdjęć. Mistrzem zostali bezdyskusyjnym, bo choć zwykle godzili się z miejscem numer dwa, tym razem odjechali Szachtarowi na 13 punktów i dali dowód swojej przewadze. „Szachtar nie zmienił się mocno personalnie, a przecież w zeszłym roku grali w półfinale Ligi Europy. Nadal mają wielu doświadczonych zawodników, po prostu my zrobiliśmy duży postęp. Było czuć wiarę w ten sukces od początku. Ani przez moment nie widziałem zawahania czy rozluźnienia w tym sezonie” – uważa 26-latek.

TomaszKedziora4.jpg
FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Rundkę po szatni z mikrofonem zrobił Luksemburczyk Gerson Rodrigues, który wcielił się w rolę dziennikarza i przepytywał kolegów podczas świętowania. „Bracie, ja zrozumiałem tylko, że strzelam dużo goli i nic więcej” – mówił mu Artem Biesiedin. Szczera radość była tym większa, że wreszcie odwrócili hierarchię na Ukrainie. Z Dynamem na swój sposób bywało ostatnio jak z Lechem: ambicje zawsze sięgały mistrzostwa, a drugie miejsce przez sam styl nabierało gorzkiego smaku. Aż przyszedł Mircea Lucescu i wszystko odmienił. Kędziora zagrał u niego od początku w 21 na 23 ligowych meczach – raz dał mu odpocząć, a raz pauzował za kartki, ale w dwumeczach z Barceloną, Juventusem czy Barceloną też był pewniakiem. Traktują go tam jak swojego.

IKONA WŚRÓD TRENERÓW

„Przełomowa była decyzja prezydenta o zatrudnieniu trenera Lucescu. Mister dał nam nowe życie. Nie zrobił żadnego wielkiego transferu, nikogo nie kupił, tym samym składem zbudował drużynę na mistrzostwo. I to jest prawdziwa wartość trenera. Od pierwszego dnia zaraził nas swoim entuzjazmem i zapałem do pracy. To tym bardziej niesamowite, jak pomyślimy, że ma 75 lat. Przyznam, że nie wiem, co on robi po treningach ani jaki jest jego sekret wiecznej młodości, ale naprawdę chciałbym być tak energicznym, żywym, inspirującym człowiekiem w jego wieku” – opowiada Tomek Kędziora.

Ikonie Stali Mielec 72-letniemu Włodzimierzowi Gąsiorowi zdarzyło się zapomnieć o możliwości przeprowadzania pięciu zmian, w tym samym momencie nieco starszy od niego Mircea Lucescu płynie z duchem czasu w najlepsze. Jest w grupie ryzyka, a w środku pandemii nie tylko pomógł Dynamu odzyskać dawne miejsce, ale jeszcze zrobił to w przekonującym stylu. „Nawet nie ma mowy, że to trener starej daty. Nie ma z tym nic wspólnego. Przyszedł na pierwszy trening i powiedział tylko, że mamy przed sobą bardzo dużo pracy. Ale u niego nic nie jest przypadkowe. Nie ma ćwiczenia, aby nie było po coś i nie miało jakiegoś głębszego sensu. Na wszystko ma pomysł. U niego godziny spędzone na analizach, przygotowywane widea, to naprawdę kapitalna, nowoczesna robota. Czujesz od niego pewność, że wszystko jest po coś i idziemy w dobrym kierunku. Jego warsztat warto podpatrywać. Śmiało mogę przyznać, że to mój najlepszy trener” – opowiada obrońca Dynama.

Kedziora-e1590697919527.jpg
fot. Catherine Ivill/Getty Images

Polak pracuje z drugim najbardziej utytułowanym menedżerem w dziejach futbolu. Przez 40 lat kariery trenerskiej Mircea Lucescu wygrał 33 trofea – więcej niż Pep Guardiola (30, chociaż zapewne szybko go przegoni) oraz Walery Łobanowski (29). Więcej ma jedynie Sir Alex Ferguson, bo zdobył 49 pucharów przez 39 lat kariery. „W rzeczywistości mam 36 tytułów, bo Instytut Statystyk Futbolu liczy również awanse z pierwszego miejsca z Corvinulem i Brescią. A nawet 37, jeśli liczymy puchar ze Steauą z 1998 roku. Rywale wtedy zeszli z boiska. Dopóki mam w sobie nadzieję, entuzjazm i marzenia, nigdy nie przestanę być trenerem. To moje życie” – wyznał 75-letni Lucescu.

„Ma w sobie niesamowitą zdolność do zjednywania ludzi. Nie wyobrażam sobie mówić do niego inaczej niż Mister. Gigantyczny szacunek, ma posłuch i wielką charyzmę. Raczej nie bierze nas na indywidualne rozmowy, ale to nie znaczy, że nie rozmawia, woli to po prostu wyjaśniać przed całą grupą. Czego wymaga, czego oczekuje, co mu się nie podoba. W czasie treningów jest centralną postacią, nie oddaje niczego w ręce asystentów, sam dowodzi zajęciami. Zdarzyło się, że jak nie podobało mu się jakieś ćwiczenie, to sam powiedział: pokażę wam. Przyjął przerzut z 40 metrów i dośrodkował piłkę. Mister Lucescu to postać” – opowiada nam Kędziora.

Trudno byłoby wskazać trenera tak płynnie obracającego się we wrogich środowiskach. Zanim odzyskał mistrzostwo dla Dynama Kijów, ośmiokrotnie podbił Ukrainę z Szachtarem. Identycznie miał w innych krajach: w Rumunii wypłynął po tytule z Corvinulem, później dał mistrzostwo Dinamo, a następnie Rapidowi Bukareszt, których kibice traktują się jak wrogów. Trochę czasu musiało upłynąć, natomiast w Turcji rok po roku zgarnął mistrzostwo z Galatasaray, by w następnym sezonie zdobyć je z Besiktasem. Gdzie się nie pojawiał, wywoływał zbiorową sympatię, dlatego stał się taką ikoną. W Brescii wprowadzał do piłki Andreę Pirlo, z którym po latach zmierzył się jako trener w Champions League. Gdy podszedł do Messiego, rzucił: „Leo, w domu mam koszulkę Pele z jego czasów, obok chcę twoją”. I to niewiarygodne, że w wieku 75 lat nadal jest żywym dowodem na sukces. Jedyne, co dzisiaj wyraźnie drażni go w piłce, to VAR. „Jestem totalnie przeciwko. Przed nim piłka była bardziej spektakularna. Lepsza dla dziennikarzy, telewizji, kibiców” – uważa rumuński menedżer.

W MŁODOŚCI SIŁA

Dynamo nie zmieniło składu, tylko zaczęło coraz szerzej otwierać wrota dla wychowanków. Kędziora tak naprawdę uchodzi tam za jednego z najbardziej doświadczonych – i to nie tylko przez swój charakter. Aż 15 chłopaków z kijowskiej akademii przyczyniło się tegorocznego tytułu, a to ma też bezpośrednie przełożenie na drużynę narodową, bo Ukraina bardzo chętnie korzysta z tego potencjału. Mykola Szaparenko, Illa Zabarny, Wołodymyr Szepelew, Oleksandr Syrota czy Oleksandr Tymchyk powiększają swoje notowania. Trudno nie wyłapać analogii do Lecha.

„Nasi piłkarze pewnie są na wyższym poziomie, bo to też ranga klubu. Od razu muszą doskakiwać do wyższego poziomu, grać w pucharach, to wymaga konkretnego mentalu. Ich największą wartością jest to, że robią to zupełnie bez kompleksów. Kończą wiek juniorski, z miejsca odnajdują się w grze o trofea, a później idą do reprezentacji. Mamy młodą, perspektywiczną, konkretną paczkę, a to też wpływa na myślenie, że może być jeszcze lepiej. W pucharach zatrzymał nas Villarreal, ale wiemy, że stać nas jeszcze na więcej, bo ci chłopcy dopiero zyskują na doświadczeniu i obyciu. Jesteśmy w trakcie bardzo udanego sezonu, ale warto myśleć, że to jeszcze nie szczyt możliwości. Raczej nikt nie będzie się palił do wyjazdu bez konkretnych możliwości rozwoju, bo wie, że poszukamy następnego kroku. Nasza gra opiera się na młodości” – tłumaczy polski defensor.

Przy tym zdolnym ukraińskim pokoleniu Kędziora jest jak weteran w szatni. Człowiek, który nie boi się żadnej konkurencji ani nie traci minut. Synonim regularności dla Mircei Lucescu. Aby wyjąć go z Kijowa, pewnie też potrzebna byłaby konkretna perspektywa przeskoku jakościowego, bo przez cztery lata zdążył osiąść i zbudować pozycję w kijowskiej drużynie. Jakością bronił się od samego przyjazdu, ale dopiero teraz mógł poczuć pełną satysfakcję z rezultatów Dynama zmierzającego po tryplet.

MENTALNOŚĆ ZWYCIĘZCY

Jeśli w połowie maja ekipa z Kijowa wygra Puchar Ukrainy, to będzie 9. trofeum w karierze dla Tomasza Kędziory. Niektórzy koledzy z kadry grają w znacznie lepszych klubach, ale on przynajmniej ma ten przywilej regularny gry o puchary. Jak dotąd zawsze był w drużynie o mistrzowskich aspiracjach. Pytamy go, jak często można popaść w rutynę i przestać mobilizować się na mecze ze słabszymi. „Osobiście ja w ogóle nie mam takiego podejścia. Wiesz co, nie łapie mnie to, bo człowiek cały czas chce więcej. Wiem, ile trwa kariera piłkarza, więc jak mógłbym poczuć się zadowolony, mając 26 lata? Czuję, że się rozwijam, dlatego ja do każdego treningu, do każdego meczu staram się podchodzić jak do szansy na bycie lepszym. Wszystko osiągnąłem walką i zaangażowaniem, więc nie ma takiej opcji, aby odpuścić czy poczuć się wygodnie. To też powtarzam w kontekście ostatnich meczów sezonu” – wyjaśnia.

Mentalność zwycięzcy i nieumiejętność pogodzenia się z porażką to cechy, które trenerzy w nim doceniają. Bo chociaż znaleźlibyśmy skuteczniejszych obrońców w ofensywie, Kędziora poniżej pewnego poziomu nie schodzi. Jest gwarancją trzymania się swoich standardów. „Moja motywacja najbardziej bierze się z mojego charakteru, biorę ją ze środka, raczej nikogo nie naśladuję. Mógłbym jedynie powiedzieć, że jak wchodziłem do szatni Lecha, to Rafał Murawski czy Ivan Djurdjević byli takimi postaciami, które imponowały charakterem i chciałem coś od nich wyciągnąć. Później na kadrze Łukasz Piszczek, Kuba Błaszczykowski i Robert Lewandowski. To zdecydowanie osoby, od których biła ta mentalność zwycięzców” – dodaje.

TomaszKedziora-300x200.jpg
FOT. MICHAL CHWIEDUK / 400mm.pl

ZNA SMAK SKREŚLENIA

I ten sezon pewnie byłby najlepszy dla piłkarza z Sulechowa, gdyby nie osobiste rozczarowanie związane z reprezentacją Polski. W marcu nowy selekcjoner Paulo Sousa nie znalazł dla niego miejsca wśród 27 powołanych do drużyny narodowej. Specjalnie tego nie uzasadniał, po prostu zadzwonił zakomunikować decyzję. „Widzę to inaczej” – komunikat był prosty, święte prawo trenera i selekcjonera.

„Nie jest o tym łatwo mówić, na początku to był szok, nie spodziewałem się, bo od dziesięciu lat regularnie jeździłem na kadrę, kiedy tylko byłem zdrowy. Każdą od U-16 aż po dorosłą, więc nie dopuszczałem innej opcji. W eliminacjach do Euro też byłem podstawowym zawodnikiem. Zabolało, ale co mogłem więcej zrobić, niż wziąć się w garść i dalej robić swoje. Moja postawa ani trochę się nie zmieniła, bo ja wcześniej wyglądałem dobrze i grałem na wysokim poziomie. Tak jak teraz. Nie brakuje mi po tym pewności siebie, nie wybijam się z rytmu, mam dalej swoją robotę do wykonania, czyli zdobycie trzeciego pucharu w tym sezonie. Uważam, że grą się bronię, ale staram się nie rozmyślać, bo na pewne rzeczy nie masz wpływu” – tłumaczy Kędziora.

Pozostanie Polaka w klubie w marcu też wywołało szok w Kijowie. Nawet koledzy z szatni pytali zdziwieni, co się stało. Paulo Sousa miał inną koncepcję na reprezentację. Przekonamy się 16 maja, czy Kędziora znajdzie się na szerokiej liście powołanych na Euro 2020. Raz przed mundialem poznał już to uczucie, gdy to jego nazwisko widniało na liście skreślonych w trakcie zgrupowania. Na turniej finałowy jedzie tylko 23 graczy, być może 26, bo UEFA jeszcze dopuszcza zmiany. Selekcjoner swoją wizję kadry zapewne ma już ułożoną, ale futbol pisze najróżniejsze scenariusze. Tak jak Kędziora zapewne nie spodziewał się, że do mistrzostwa Ukrainy dołoży taki plot twist z reprezentacją. W maju dwa duże wydarzenia – finał Pucharu Ukrainy i powołania. One nakreślą, jak będzie można wspominać ten słodko-gorzki okres.

Podziel się lub zapisz
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć, stąd audycja La Polémica. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.