Ile waży trener, a ile prezydent. Koeman zostaje w Barcelonie, ale czy na swoich warunkach?

Zobacz również:Memphis Depay działa na wyobraźnię. Uczucie z Barceloną od pierwszego wejrzenia
FC Barcelona v Girona - Pre-Season Friendly
Fot. Pedro Salado/Quality Sport Images/Getty Images

Joan Laporta długo nie widział Ronalda Koemana jako swojego trenera, ale ostatecznie z braku alternatyw przedłużył z nim współpracę. „Cieszymy się, że nasze długie rozmowy zaowocowały znalezieniem tego samego kryterium” – powiedział nowy prezydent Barcelony, będący nadzieją na powrót do dawnych czasów. Pozostają uzasadnione wątpliwości, czy panowie kiedykolwiek znajdą wspólny język, skoro tak bardzo się różnią. Laporta nie ma pełnego przekonania do Koemana, testował jego cierpliwość przez ostatnie dwa tygodnie, wbijał mu szpilki, aż w końcu postawił na niego. Nie wróży to jednak pozostawienia Holendrowi pełnej autonomii.

Gdyby tylko istniała poważna opcja zastępcza albo Xavi mógłby trafić na Camp Nou przed mundialem w Katarze, zapewne Ronalda Koemana po pierwszym sezonie nie byłoby już na ławce trenerskiej Blaugrany. Wygrał Copa del Rey, lecz zraził do siebie otoczenie samym finiszem sezonu, kiedy mając mistrzostwo na wyciągnięcie ręki, przegrał je z niżej notowanymi rywalami. Teoretycznie zbudował drużynę z perspektywami i wskazał jej właściwy kierunek, jednak w praktyce źle zarządzał meczami, zawalał w najważniejszych momentach i nie budował przewagi swoimi decyzjami z ekipami z topu.

Koeman nie jest człowiekiem Laporty, a nowy prezydent wyraźnie chciał zaznaczyć swoją erę. Jawi się jako zbawca, pewnie mocno na wyrost, więc też wolał otworzyć projekt ze szkoleniowcem swojego wyboru. Jednak ani sytuacja na rynku trenerskim, ani finanse nie pozwoliły na szaleństwa, stąd po –jak określił to sam prezydent – czasie debaty zdecydowano, aby kontrakt z Koemanem przedłużyć. Wypadł korzystniej, niż oczekiwano przed sezonem, ale nie wykorzystał maksymalnie jawiących się możliwości. Uznano jednak, że zmiana na siłę, dla samych przekonań, niczemu nie będzie służyć.

Możemy być przekonani, że Barcelona kadrowo będzie silniejsza niż w minionym sezonie, na co wskazują ruchy w ostatnim tygodniu. Laporta ściągnął Sergio Aguero, czyli przyjaciela Leo Messiego, podpisał umowy z Erikiem Garcią oraz wracającym z Betisu Emersonem, cały czas negocjuje z Memphisem Depayem i Georginio Wijnaldumem, czyli zeszłorocznymi życzeniami Koemana. Przedłużenie kontraktu z Holendrem wygląda niejako jak potwierdzenie tych dwóćh transferów jego rodaków, a to dla Katalończyków oznaczałoby dość spory wzrost jakości i różnorodności w kadrze.

Wnioski Laporty były takie, że Koeman wykonuje dobrą robotę i zapewnia rozwój, lecz nie tak szybki jak pozwalałby na to potencjał klubu. Z braku laku pozostał jednak przy rozwiązaniu z Holendrem. Katalończycy już teraz sugerują, że za tym poszła masa różnych oczekiwań: powrót do dawnego systemu 4-3-3, bardziej ofensywna tożsamość i postawienie na większą widowiskowość. Sam Laporta jest też entuzjastą talentu Riquiego Puiga, czego o Koemanie już powiedzieć nie można. Kości niezgody między nimi jest wiele, są też różnymi typami charakteru, ale umówili się, że kolejny krok postawią wspólnie w roku, kiedy Barcelone chce odzyskać mistrzostwo Hiszpanii.

Nie trzeba wiele, aby po drodze to się wysypało. Laporta lubi fajerwerki i stawianie żądań, Koeman jest realistą i oczekuje autonomii. Pracując z szefem, który za plecami podszeptuje swoje rozwiązania oraz wywiera presję, powolnie tracisz grunt pod nogami. Panowie spotykali się i godzinami dyskutowali, próbując dogadać się co do wspólnej przyszłości. I chociaż kompromis wypracowano, pozostaje jeszcze sprawdzenie go w praktyce i odłożenie swoich racji na bok. Tam, gdzie Koeman widzi problemy, tam zarazem Laporta zmarnowaną szansę. I te różnice charakterologiczne mogą wracać jak bumerang.

Ten projekt potrzebuje powolnych kroków i zaczyna zyskiwać ręce oraz nogi. Jordi Cruyff ma czuwać nad pionem sportowym, a Mateu Alemany brać odpowiedzialność za cały projekt. Tu wydaje się, że Joan Laporta trafił z ludźmi. Kadra również zaczyna wyglądać sensowniej. Pytanie, jakie cele zostaną postawione przed Koemanem i czy będzie w stanie je spełnić. W ostatnich miesiącach stworzył drużynę grającą najlepiej w piłkę w Hiszpanii, lecz pękającą w najważniejszych momentach, bez genu killera i mentalności zwycięzcy. Sam bronił się mnóstwem czynników zewnętrznych – od problemów kadrowych, po jakość piłkarzy i pracę sędziów. Zapracował sobie na możliwość rozwoju zespołu w drugim sezonie, jednak tu już nie będzie miejsca na wymówki. Najbliższe miesiące powinny zdefiniować go jako menedżera. I odpowiedzieć nam na pytanie, czy to Messi ciągnął jego za uszy, czy kolejny trener pogrzebał potencjał tego miejsca. Fachowiec jest tu potrzebny od zaraz, a Laporta uznał, że nowego nie ma co wzywać, skoro Koeman zna już okolicę.

Podziel się lub zapisz
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć, stąd audycja La Polémica. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.