Ile możemy zaoferować na Wembley bez Lewego? Oczekiwanie najwyższych standardów od Milika i Piątka

Zobacz również:Z NOGĄ W GŁOWIE. Jerzy Brzęczek – jedyny naprawdę niekochany w reprezentacji
Pilka nozna. Eliminacje do MS 2022. Polska - Andora. 28.03.2021
Fot. Piotr Kucza/400mm.pl

Jaka jest różnica między Robertem Lewandowskim a pozostałymi napastnikami reprezentacji, pokazał niedzielny mecz z Andorą (3:0). Do rozbicia muru przeciwnika niezbędny był kapitan drużyny narodowej, który zdobył dwie bramki. Na Wembley nie pojedzie z powodu urazu, co pozbawia nas największego postrachu i piłkarza robiącego różnicę. Nie wpisując się w nurt rozważań, czy słusznie zagrał z Andorą, warto zastanowić się, jak zapełnić pustkę po Lewandowskim w Londynie.

Nic tak nie paraliżowało Polaków jak myśl o braku Roberta Lewandowskiego na Wembley z powodu regulacji między krajami i potencjalnej kwarantanny, którą ostatecznie Instytut Roberta Kocha wycofał. Ostatecznie w najtrudniejszym meczu eliminacji i tak zagramy bez kapitana, który po godzinie gry z Andorą musiał mieć kolano obłożone lodem. Jego pauza potrwa zaledwie 5-10 dni, lecz do Londynu z drużyną nawet nie poleci. Wróci do Monachium, aby myśleć o kolejnych wyzwaniach i meczu o mistrzostwo z RB Lipskiem. To zwykła prewencja, bo na siłę przecież można było ryzykować. Ale patrząc długodystansowo, po co?

Niekoniecznie zgadzam się z głosami, że trzeba było myśleć zawczasu i głupotą było wystawianie go przeciwko Andorze (o tym więcej przeczytacie w tekście Przemka Rudzkiego). Jak trudne to były zawody, przekonaliśmy się sami. Kapitan był niezbędny, żeby w gąszczu nóg rywali wcisnąć dwie bramki i zgodnie z planem odpocząć po godzinie. Podobnej kontuzji mógł doznać na treningu, jednak rzeczywiście został trochę pokopany przez Andorczyków. Odpoczywać zresztą nie chciałby sam Robert, widząc jego ambicję i głód bicia rekordów. Najlepsze liczby zawsze wykręcał właśnie na takich przeciwnikach, kiedy zostawał królem strzelców eliminacji. Nie poprawisz nastrojów tak ambitnego faceta, kiedy w stanie gotowości zabronisz mu grać.

Nie ukrywajmy, że cierpimy na Lewydependencię. Pokonaliśmy bez niego Bośnię i Hercegowinę (2:1) w Lidze Narodów, ale z Holandią (0:1) oddaliśmy już tylko jeden celny strzał. Gra nie wyglądała najlepiej, a do wcześniejszego zwycięstwa w meczach o punkty należy się cofnąć do 2013 roku i meczu z San Marino (5:1), gdy w ataku zastępował go Paweł Brożek. O tym jak później brakowało Lewego, przekonywaliśmy się w meczach z Portugalią, Urugwajem, Meksykiem czy wielu innych. To on dźwiga tę drużynę.

Bez najlepszego napastnika świata schodzimy poziom niżej jako reprezentacja. Nie tylko dlatego, że moglibyśmy liczyć na jego szaloną skuteczność, a minimum kontaktów z piłką w polu karnym i tak mogłoby oznaczać zagrożenie. Lewandowski wywołuje strach nawet w takich nazwiskach jak John Stones czy Harry Maguire. Ważniejsze wydają się jednak umiejętności napastnika w samym organizowaniu gry. Bo aby przetrwać z Anglikami, należy uniknąć biegania za piłką przez całe spotkanie, utrzymywać się przy niej mądrze po odbiorze, pozwolić sobie na więcej oddechu i inteligentnie rozgrywać gospodarzy na Wembley. Musimy coś zaoferować, przede wszystkim odwagę i brak kompleksów, aby pomyśleć o punktach w stolicy Anglii. Napastnik, czy to będzie Krzysztof Piątek, czy Arkadiusz Milik, czy zagrają obaj, będzie narażony na mnóstwo ciosów od rosłych rywali i niewygodną grę plecami do bramki. Przetrwać będzie trudno, a akurat nikt tak jak Lewandowski nie potrafi kontrolować piłki i utrzymywać się przy niej (stąd też testy w nowej roli rozgrywającego przeciwko Andorze).

Pierwsze dwa mecze za Paulo Sousy obaliły mit Arkadiusza Milika jako napastnika ze smykałką do rozgrywania i gry kombinacyjnej. On przed polem karnym ma zdecydowanie inne atuty, na przykład strzał z dystansu, ale nie ma czutki do bycia zawodnikiem – jak to mawia Karim Benzema – na pozycji 9,5. W świadomości kibiców utarł się taki obraz jakiegoś niesamowitego połączenia z Lewandowskim w roli cofniętego napastnika, ale w istocie kapitan zdobył po jego podaniach sześć bramek. „Wymagam o wiele więcej od niego. Musi być bardziej agresywny pod bramką przeciwnika, musi podnieść standard gry, bo to bardzo dobry zawodnik. Według mnie dotyczy to też jego roli na boisku, bo to dla niego nowa sytuacja. Wszyscy przyzwyczajeni są do tego, że widzimy go w centrum pola gry, również tak jest w jego klubie, wspiera pomocników i nie jest może przyzwyczajony, by odnajdywać się na innych pozycjach. Zawsze kiedy ma piłkę, to rozgrywa ją szeroko, a my chcemy szukać sytuacji do środka” – komentował jego niedzielny występ Sousa.

Chociaż Krzysztof Piątek wykonał wspaniałą pracę, niemalże nieomylną, z Węgrami, to już spotkanie z Andorą pokazało, jaka to przepaść w kontrolowaniu gry czy przyjęciu piłki między nim a Lewandowskim. Tego powinniśmy obawiać się najbardziej, bo liczba kontaktów z piłką napastnika może być tam naprawdę minimalna. Milik z Andorą dotknął piłkę 22 razy przez godzinę gry, wykonał 15 celnych podań, a przecież my nieustannie dominowaliśmy i trzymaliśmy piłkę. Nie byłoby zdziwieniem, gdyby z reprezentacją Garetha Southgate'a (poznajcie lepiej wszystkich jego piłkarzy) te liczby były jeszcze mniejsza.

To, podobnie jak strata Mateusza Klicha, mocno utrudni nam plan gry na Wembley. Potężni Stones i Maguire sprawią, że problemy z utrzymaniem się przy piłce będą mieli zarówno Milik, jak i Piątek. Teoretycznie bardziej na grę ostatnimi występami zasłużył ten drugi, ale Paulo Sousa zapewne poszuka takiego rozwiązania, aby nadać większej płynności grze i aktywności w defensywie. Tu już nieco więcej argumentów proponuje Milik. Kiedy jego Bordeaux wychodziło na Paris Saint Germain, również szukał na boisku miejsca dla dwóch atakujących napastników, przy czym Ui-jo Hwang znacznie lepiej radził sobie w bocznych sektorach. Możliwe, że Sousa postawi na tych, którzy po prostu najlepiej będą radzili sobie z utrzymaniem piłki pod presją. Może też otworzy drzwi do składu dla Grosickiego lub Płachety, którzy mieliby dołożyć coś extra poprzez swoją dynamikę i odwagę. Właśnie ich współpracę po ostatnim gwizdku z Andorą pochwalił portugalski selekcjoner.

„To nie jest tak, że nie zagramy na pewno z trzema napastnikami przeciwko Anglii, ale chcemy pracować w tym kierunku. To nasza najmocniej obsadzona pozycja, ich relacje w grze są bardzo dobre. Powinniśmy ich wspierać tak, jak dotychczas to robimy. Strzeliliśmy już sześć bramek i chcemy ich więcej. Musimy osiągnąć pewną równowagę, pracujemy nad tym, ale dlaczego mielibyśmy nie wyjść tak w środę z Anglią? Od początku mówię, że to kluczowi zawodnicy, chcemy więcej połączeń, dynamiki więcej nimi i sytuacji dla nich” – powiedział po ostatnim gwizdku Paulo Sousa.

Także nie jest powiedziane, że z tej dwójki napastników nie skorzysta Portugalczyk, chcąc jakoś zapełnić lukę po Lewandowskim. Kiedy Duńczycy urywali punkty Anglikom w Lidze Narodów w poprzednim roku, również korzystali z bardzo ofensywnych opcji, bo od początku zagrali Martin Braithwaite, Kasper Dolberg, Yussuf Poulsen oraz Christian Eriksen. Po to również Paulo Sousa zmienił Jerzego Brzęczka, aby odmienić nasz obraz gry w spotkaniach ze znacznie silniejszymi rywalami. Aby nie bronić się za podwójną gardą i czekać na wyrok, tylko zaoferować proaktywny, odważniejszy futbol. Aby pokazać, że można urywać punkty lepszym i wejść na inną półkę. To był największy zarzut wobec Brzęczka.

Pierwsze dwa mecze Sousy zupełnie nie pozwalają w to wierzyć, w organizacji i szybkości gry możemy jeszcze wiele poprawić, ale tak naprawdę dopiero środowa rywalizacja na Wembley najwięcej powie nam o tym, co Portugalczyk zdołał wypracować na pierwszym zgrupowaniu. Nie musimy wierzyć w większe posiadanie piłki albo grę na połowie Anglików przez większość czasu, bo to pewnie się nie wydarzy, ale możemy wierzyć w mądrość z piłką przy nodze i doprowadzenie do kilku istotnych sytuacji bramkowych. Marzeniem Sousy jest, aby wszyscy dążyli do takiej kultury z piłką przy nodze jak Piotr Zieliński. Aby unikali gry na alibi, za co wściekał się z Andorą i aby uwierzyli, że Wembley, Anglia czy głośne nazwiska z Premier League nie muszą być jakąś barierą. Patrząc realnie na nasze szanse, możemy się w środę jedynie pozytywnie zaskoczyć.

Podziel się lub zapisz
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć, stąd audycja La Polémica. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.