Iga Świątek drugą rakietą świata. I to jeszcze nie jest koniec (KOMENTARZ)

Zobacz również:Wszystko w cieniu Novaka Djokovicia. Historyczne US Open przed nami?
Iga Świątek - Indian Wells
Fot. Robert Prange/Getty Images

Naprawdę wiele wydarzyło się od końcówki ubiegłego sezonu, po którym nieco martwiliśmy się o Igę Świątek. Na szczęście dla nas, a już tym bardziej dla samej Polki, tenisistka mająca chwilowe problemy z presją gdzieś zniknęła. Pojawiła się za to niezwykle równo grająca Iga, która już w tej chwili jest jedną z najlepiej grających na świecie zawodniczek. A niektórzy stwierdziliby nawet, że zmierza po numer jeden w tym zestawieniu.

Już po 1/8 finału turnieju w Indian Wells pisałem o tym, że niezależnie od tego, jak ten turniej się zakończy, w Idze Świątek widać efekty tenisowego i mentalnego dojrzewania. Umiejętność wychodzenia z trudnych sytuacji to to, czego w początkowej fazie kariery brakowało jej najbardziej.

Oczywiście, wygrała French Open, jednak jeśli sobie to przypomnimy, to Iga była tam absolutną dominatorką, która w żadnym meczu nawet przez moment nie była zagrożona porażką. W dodatku mówiliśmy o mączce – nawierzchni, na której czuła się najlepiej. Problemy pojawiały się gdzie indziej, a jak pojawiały się problemy, to ta wciąż bardzo młoda przecież zawodniczka nie bardzo potrafiła sobie z nimi radzić, co wyszło pod koniec sezonu 2021, gdzie po kilku takich spotkaniach nadmiar emocji wychodził we łzach na korcie.

Zmiana w sztabie wpłynęła na Świątek bardzo pozytywnie. Zmienił się tylko i aż trener (Tomasz Wiktorowski zastąpił Piotra Sierzputowskiego), ale trzeba też pamiętać, że swoją bardzo dużą rolę odgrywa tu psycholog Daria Abramowicz, która od początku uspokajała (i miała rację), że emocje na korcie nie są niczym złym, kiedy wszyscy fani Igi martwili się o to, co się z nią działo jeszcze kilka miesięcy temu. A przynajmniej część się martwiła, podczas gdy inni – z niewiadomych powodów – wieszczyli, że to początek końca. Pojawiały się nawet głosy, że Świątek nie wygra już „nic dużego”, bo nie ma na to głowy/umiejętności/cokolwiek, co akurat autor sobie wymyślił.

Można mieć wrażenie, że większość tak komentujących naprawdę zapomniała o jednym, niezwykle istotnym fakcie – ta dziewczyna wciąż ma dopiero 20 lat! Osobiście przewidywałem, że faktycznie po wystrzale, jaki nastąpił we French Open, nastąpią 3-4 lata spokojnego rozwoju, w trakcie których Iga będzie osiągała pojedyncze i pomniejsze sukcesy, stabilizując się na najwyższym światowym poziomie, podczas gdy sama zainteresowana już teraz pokazuje dobitnie, że 3-4 lata to było niedocenienie jej możliwości. Oczywiście takie opinie niepoparte w sumie niczym, jak te o braku poważnych zwycięstw, od początku zdawały się być kompletnie niedorzeczne, ale nasza tenisistka sprawia, że niektórzy mogą czuć się głupio już jakieś trzy miesiące po ich wygłoszeniu.

Iga bowiem jest w tej chwili najrówniej grającą tenisistką świata. Nie będzie przesadą, jeśli powiemy, że jest też najlepszą zawodniczką na świecie ostatnich tygodni, bo w tym czasie wygrała dwa bardzo ważne turnieje z cyklu WTA 1000 w Doha i Indian Wells, została drugą rakietą rankingu WTA (zaraz za Ashleigh Barty, która ostatnio nie gra) oraz pierwszą w WTA Race, czyli rankingu biorącym pod uwagę tylko ten sezon. Dodatkowo zrobiła to wszystko na kortach twardych, które do tej pory sprawiały jej problemy. Właśnie wyrównała swój rekord sezonu w kwestii liczby meczów wygranych na tej nawierzchni. W latach 2019 i 2021 miała ich dwadzieścia i teraz też ma ich dwadzieścia – różnica jest taka, że mamy marzec, a do końca sezonu jeszcze jakieś siedem miesięcy. Z kolei już za chwilę wjeżdża ulubiona mączka i tam również może być ciekawie

I mimo tego wszystkiego wciąż mam wrażenie, że nie za bardzo doceniamy to, co robi Iga. Agnieszka Radwańska przez całą swoją znakomitą karierę wygrała co prawda aż dwadzieścia turniejów, ale tylko sześć z nich zaliczało się do tych naprawdę wysokiej rangi (Masters i pięć z aktualnego cyklu WTA 1000). Iga ma ich cztery (French Open i trzy z WTA 1000 – Rzym, Doha, Indian Wells) zanim jeszcze skończyła 21 lat.

Nie jest to bynajmniej deprecjonowanie sukcesów Radwańskiej. Agnieszka była fantastyczną tenisistką, jedną z najlepszych w historii spośród tych, które nie mają na swoim koncie wygranego turnieju wielkoszlemowego. To po prostu Iga jest tak mocna, a ma jeszcze całą masę miejsca i czasu do rozwoju.

Hejterów oczywiście nie zabraknie, ale na szczęście mają coraz mniej argumentów na swoje marudzenie, że Iga będzie zawodniczką jednego turnieju. Już nie jest, bo jeśli ktoś myśli, że tak łatwo wygrać sobie dwa z rzędu turnieje z najważniejszego po szlemach cyklu, to jest w ogromnym błędzie.

Zostaje ostatni argument, który niektórzy próbują „przepchnąć” po swojemu gdzieś tam po cichu – że French Open to będzie jej pierwszy i ostatni szlem. Coś mi się jednak wydaje, że i ten argument w końcu straci rację bytu. I to raczej wcześniej niż później.

Co myślisz o tym artykule?

Podziel się lub zapisz
Uniwersalny jak scyzoryk. MMA, sporty amerykańskie, tenis, lekkoatletyka - to wszystko (i wiele więcej) nie sprawia mu kłopotów. Pisze dla newonce.sport, a w newonce.radio odwiedza audycję NFL Po Godzinach.