HISTORIE OLIMPIJSKIE #5. Splamiony honor olimpijski, czyli Hitler organizuje swoje igrzyska

Zobacz również:Niezbędnik kibica. Wszystkie olimpijskie teksty newonce.sport w jednym miejscu
Igrzyska olimpijskie - Berlin 1936. Jesse Owens
Fot. Keystone/Getty Images

Nowożytne igrzyska olimpijskie od starożytnych różnią się między innymi tym, że „święty pokój” w praktyce nie istnieje, a polityka miesza się ze sportem regularnie, niezależnie od tego, czy mówimy o wszelkiego rodzaju bojkotach, protestach czy nawet zamachach terrorystycznych. Tak było w zasadzie od zawsze, ale niemalże oficjalnym tego początkiem były igrzyska olimpijskie w 1936 roku, znane w skrócie jako „igrzyska Hitlera”.

Baron Pierre de Coubertin jest tym, którego dzisiaj uznajemy za ojca nowożytnych igrzysk olimpijskich. Plany miał niezwykle rozległe i ambitne i znaczna większość z nich zdała egzamin, dzięki czemu teraz miliony kibiców na całym świecie czekają na święto sportu, jakim są wskrzeszone przez niego igrzyska. Jednym z jego pomysłów był też powrót „świętego pokoju”, który w starożytności na czas igrzysk zawieszał wszelkie wojny i konflikty, by sportowcy i widzowie mogli spokojnie wziąć udział w zawodach i wrócić do domu.

To – jak wiemy z perspektywy czasu – nie udało się kompletnie (do czego sam de Coubertin miał się przyczynić, o czym za chwilę). Igrzyska były zawieszane na czas wojen światowych, stały się bojkotowym orężem w czasie zimnej wojny, a w międzyczasie doszło też do zamachu terrorystycznego w Monachium w 1972 roku. Żadne jednak nie były aż takim manifestem politycznym jak te, które zorganizowano w nazistowskiej III Rzeszy, na czele z Adolfem Hitlerem.

SKORO JUŻ SĄ…

Berlin został wybrany miastem-gospodarzem igrzysk olimpijskich w 1931 roku, czyli jeszcze przed objęciem władzy przez Hitlera. Nie wiadomo, czy w innej konfiguracji naziści zgłosiliby się do organizacji takiej imprezy, a jeszcze bardziej wątpliwym jest, czy owa organizacja zostałaby im przyznana. Wiadomo jednak, że Hitler nie przepadał za sportem w dotychczasowej formie. Uważał, że taka „zabawa”, w której wszyscy z radością rywalizują równi sobie, jest kompletnie bezsensowna, a sam sport, jeśli już istnieje, powinien być używany w celach politycznych i to bez zastanowienia. Pomógł mu w tym jego zaufany minister propagandy Joseph Goebbels, który widział w sportowych zawodach ogromną szansę na propagandowy sukces.

A skoro igrzyska Berlinowi i tak zostały już dawno przyznane, to czemu by właśnie tego nie zrobić? Pokazanie światu nazistowskiej siły i wyższości stało się głównym celem całej organizacji imprezy. Miało to swoje oczywiste negatywne strony, które przysłaniają jakiekolwiek pozytywy i o tym nie można zapomnieć, ale trzeba też przyznać, że gigantomania Hitlera pozwoliła igrzyskom zrobić krok naprzód. To na tych igrzyskach mieliśmy pierwszą sztafetę olimpijską z ogniem, która rozpoczęła swój bieg w Grecji (czy ktokolwiek poza pragnącym wielkości dyktatorem mógł w ogóle pomyśleć o tak trudnym do zrealizowania w tamtym czasie pomyśle?), to w Berlinie mieliśmy pierwszą olimpijską transmisję telewizyjną, to przy tych igrzyskach został nakręcony film „Olimpiada” Leni Riefenstahl, który – mimo wyraźnej propagandy – wyprzedził swoje czasy i stał się przykładem, jak tego typu produkcje robić. W dodatku defilada olimpijska nigdy nie była zorganizowana z takim rozmachem. Specjalnie po to (i na zawody, rzecz jasna) zbudowano stutysięczny stadion olimpijski.

Pisarz Thomas Wolfe, będący na miejscu, wspominał, że ceremonia otwarcia miała w sobie coś przerażającego i dało się wyczuć niemalże religijny kult Hitlera. Część reprezentacji przechodząc pod jego trybuną wykonała nazistowski salut, prawdopodobnie chcąc uhonorować gospodarza, choć – patrząc z perspektywy czasu – źle się ten „gest przyjaźni” zestarzał. Większość krajów pochyliła również przed nim swoją flagę, co sam Hitler, pragnący atencji i poczucia niższości innych krajów, przyjął z niemałą satysfakcją.

PIERWSZY BOJKOT?

Oczywiście łatwo skrytykować z perspektywy czasu, kiedy będący na miejscu sportowcy nie mieli pojęcia, do czego doprowadzą rządy Hitlera. Nie było też jednak tak, że świat nie miał wtedy świadomości jego zamiarów, nawet jeśli nikt nie przewidywał Holokaustu i drugiej wojny światowej. Zaraz po objęciu władzy przez nazistów pojawił się pomysł przeniesienia lub bojkotu igrzysk, pierwszego w historii na tak dużą skalę. Wiedziano już o dyskryminacji wszystkich poza „rodowitymi Aryjczykami”, na czele z ludnością żydowską, której w III Rzeszy nie brakowało.

Jedną z kluczowych postaci w tej dyskusji był Avery Brundage, wtedy prezes Amerykańskiego Komitetu Olimpijskiego, a później przez długi czas szef Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (1952-1972), który zapisał się w historii jako kontrowersyjna postać, a zaczęło się to właśnie przy okazji igrzysk w Berlinie. Brundage wizytował stolicę nazistowskich Niemiec, by sprawdzić, czy Amerykanie powinni igrzyska zbojkotować, jako że kilka najbardziej wpływowych krajów miało duże wątpliwości co do pogłosek o wyraźnym rasizmie i antysemityzmie Hitlera. Wysłannik, który już podróżując do Europy był przeciwny wycofaniu się z igrzysk, zaraportował, że wszystko jest w jak najlepszym porządku i nie ma możliwości, by ludność żydowska, a przede wszystkim sportowcy, była podczas igrzysk dyskryminowana. Co więcej, wspomniał nawet, że próby bojkotu to komunistyczno-żydowska zmowa, która ma na celu atak na Hitlera, a takiej polityki w igrzyskach być nie powinno.

Mówił o tym mniej więcej w czasie, w którym propagandowa gazeta Voelkischer Beobachter (niem. „Obserwator Ludowy”) pisała wprost, że żaden Żyd i czarnoskóry nie powinien brać udziału w igrzyskach, by zachować ich czystość. Amerykanie posłuchali raportu Brundage’a i nie zbojkotowali igrzysk, a decyzja o tym wpłynęła na decyzje innych krajów.

PLAMA NA HONORZE IGRZYSK

Jednak nie tylko kraje uczestniczące miały lub powinny mieć decydujący głos. Sam MKOl miał trzy lata, żeby przenieść igrzyska i dziś wiemy, że o tym myślano. Zwolennikiem tego ruchu był hrabia Henri de Baillet-Latour, ówczesny prezydent MKOl, wspierany początkowo przez samego barona De Coubertina, ojca nowożytnych igrzysk. Kiedy dwie najważniejsze postacie olimpizmu są za, to wydawać by się mogło, że wystarczy tylko podjąć taką decyzję. Co stanęło na przeszkodzie? Jak wielu decydentom w tamtym czasie i później – Hitler. Naziści mieli ponoć wykorzystać fakt, że de Coubertin był stary, nieco schorowany i w trudnej sytuacji finansowej, więc… po prostu go przekupili.

Tak, człowiek dzięki któremu emocjonujemy się teraz igrzyskami jest też tym, który jako pierwszy drastycznie je upolitycznił, co stało się największą skazą na jego dziedzictwie. Zgodę na kontynuację igrzysk można by jeszcze przypisać wiekowi i temu, że nie wiedział, co będzie dalej, ale łapówka (około 300 tysięcy dolarów, przeliczając na współczesną walutę) oraz najpotężniejsze upolitycznienie igrzysk w historii jest zaprzeczeniem wszystkiego, co głosił od 1896 roku. Hitler, ale i Goebbels, największy zwolennik propagandowego użycia sportowego święta, dostali swoją imprezę. A nawet dwie, bo zimowe igrzyska odbyły się w Garmisch-Partenkirchen.

HANIEBNE EFEKTY

Co wyszło z raportów Brundage’a? Absolutnie nic. Faktycznie, napisy w stylu „nie dla psów i Żydów” zniknęły z witryn i ulic dookoła aren olimpijskich, choć do końca nie wiadomo, z jakiego powodu. Jedne źródła podają, że De Coubertin w ramach ostatecznej próby zachowania jakichkolwiek pozorów wynegocjował to z Hitlerem, przyjmując łapówkę. Inne z kolei mówią, że był to pomysł Goebbelsa, który postanowił pokazać turystom, jakim pięknym i tolerancyjnym krajem są nazistowskie Niemcy. W końcu przeciętny człowiek i tak raczej nie miał pojęcia, że takie tabliczki na co dzień się w III Rzeszy pojawiają.

To jednak gra pozorów Goebbelsa, który propagandę opanował do perfekcji. W rzeczywistości każdy sportowy przedstawiciel ludności żydowskiej został wydalony z sekcji swojej dyscypliny, a tym, którzy mimo to byli najlepsi w kraju, zabroniono startu w igrzyskach. Gretel Bergmann, faworytka do złota w skoku wzwyż, została wydalona z reprezentacji i musiała wyjechać z kraju, a naziści zastąpili ją… mężczyzną, który zajął czwarte miejsce i został później zdyskwalifikowany.

Propaganda musiała jednak zrobić swoje i w przypadkach kadrowych. Goebbels wybrał sobie florecistkę Helene Mayer jako przykład na to, że słowa o braku dyskryminacji żydowskich sportowców są prawdziwe. Mayer nie była Żydówką, ale jej ojciec był pochodzenia żydowskiego. To wystarczyło, by ogłosić sukces i pełną równość, mimo że Mayer była jedynym „niearyjskim” przypadkiem w liczącej 433 osoby nazistowskiej reprezentacji.

Co więcej, miało też dojść do manipulacji w innych reprezentacjach. Trenerzy lekkoatletycznej reprezentacji Stanów Zjednoczonych (pod naciskiem m.in. Brundage’a) mieli podmienić dwóch członków sztafety 4x100 metrów pochodzenia żydowskiego, by „nie urazić gospodarza”. Podmianka była z korzyścią sportową, bowiem jednym z zastępujących był Jesse Owens, ale już powody naznaczone są poważnymi wątpliwościami.

HITLER? LUBIĘ

A skoro jesteśmy przy Owensie – igrzyska w Berlinie kojarzą się przeciętnemu odbiorcy z dwiema rzeczami – nazistowską propagandą i tym, który tę propagandę przełamał – czarnoskórym lekkoatlecie ze Stanów Zjednoczonych. Jesse Owens zdobył cztery złote medale olimpijskie (100 metrów, 200 metrów, sztafeta 4x100, skok w dal) jako pierwszy w historii i stał się niekwestionowaną gwiazdą igrzysk. Do tego stopnia, że Riefenstahl, ku złości Hitlera i Goebbelsa, w zasadzie zakochała się w młodym zawodniku, przez co znaczna część filmu „Olympiada” pokazuje Owensa w jego najwyższej życiowej dyspozycji.

Historia dyskryminującego dyktatora i przełamującego bariery sprintera, który mu się sprzeciwił, także jest nieco umitologizowana. Sam Owens po powrocie do kraju… użył Hitlera do ataku na ówczesnego prezydenta, Franklina Delano Roosevelta. Uważał, że Hitler jest chociaż godnym przywódcą i zasugerował swoją sympatię do nazistowskiego dyktatora. Twierdził, że Hitler mu gratulował, a nawet znacząco kiwał głową, gdy ich spojrzenia się spotykały, podczas gdy Roosevelt nawet nie przysłał mu telegramu. Był to oczywisty atak na sytuację rasową w Stanach Zjednoczonych, bowiem większość czarnoskórych olimpijczyków wróciła do kraju, w którym nie mogła jeść czy pojawiać się w niektórych miejscach, gdzie robili to biali, bowiem segregacja rasowa w USA była wtedy w jednej z gorszych swoich faz.

Z innych potwierdzonych źródeł wiemy jednak, że Owens przesadził w swoich wypowiedziach, bowiem nikt poza nim nie jest w stanie potwierdzić uznania Hitlera czy nawet jego gratulacji. Co więcej, wiemy, że Hitler niejednokrotnie mówił, że nie poda ręki i nie da się sfotografować z czarnymi, przez co nawet musiał zostać utemperowany przez Goebbelsa, który zwrócił mu uwagę, że nie może gratulować tylko aryjskim sportowcom, jeśli propaganda ma zadziałać. Hitler rozwiązał problem… przestając gratulować komukolwiek.

Owens podkoloryzował swoje słowa, ale zrobił to nie bez powodu. Roosevelt faktycznie zachował się w stylu, który dziś nie mógłby mieć miejsca niezależnie od tego, kto byłby u władzy w Stanach Zjednoczonych. Zaprosił do Białego Domu wszystkich sportowców… poza czarnoskórymi. Bał się, że w ten sposób straci głosy mocno rasistowskiego południa kraju, a reelekcja zbliżała się wielkimi krokami. 19 czarnoskórych sportowców przywiozło do USA 14 medali olimpijskich, ale ich sytuacja w tamtym momencie była niewiele lepsza od ludności żydowskiej w III Rzeszy. Co więcej, część z nich bardzo łatwo dała się złapać na propagandę Goebbelsa i uwierzyła, że w kraju nazistów sytuacja mniejszości jest znacznie lepsza, przez co wielu ze sportowców, na czele z Owensem, stało się liderami protestów przeciwko segregacji rasowej.

SPRAWA POLSKA

Rola polskiej reprezentacji, mimo pokaźnej liczby sportowców (112), okazała się marginalna. Sześć medali, bez złotego, sprawiło, że nie byliśmy na ustach wszystkich. Maria Kwaśniewska, brązowa medalistka w rzucie oszczepem, podczas gratulacji (złoto i srebro przypadło Niemkom) miała usłyszeć od Hitlera „Gratuluję małej Polce” i odpowiedzieć „pan też nie za wysoki”, co jest legendą powtarzaną w Polsce od lat 30., jednak sama zawodniczka nigdy tego nie potwierdziła. Poza tym Polacy, jako jeden z zaatakowanych później przez Hitlera krajów, wzięli udział w imprezie, która z perspektywy historii jest dla nas bardzo bolesna. Trzy lata później Hitler najechał Polskę i bieg historii zmienił się nie do poznania. Co najmniej dwójka olimpijczyków, która oglądała dumnego ze swoich igrzysk Hitlera na miejscu, pływak Ilja Szraibman i szermierz Roman Kantor, zginęła później czy to w obozie koncentracyjnym, czy w getcie warszawskim.

Naziści dopięli swego. Pokazali światu swoją potęgę, wyraźnie wygrali klasyfikację medalową, a propagandowe filmy, z „Olimpiadą” włącznie, zdobywały uznanie na całym świecie do momentu wybuchu wojny, po którym zostały zakazane. Pierre de Coubertin zaliczył potężną skazę na swoim dziedzictwie, Henri de Baillet-Latour został ostatnim sprawiedliwym, który bronił honoru igrzysk, jednak nie dał rady zrobić tego w pojedynkę, a Avery Brundage, mimo udokumentowanej sympatii do Hitlera, został na 20 lat szefem olimpizmu na całym świecie. Przypomniał o sobie w 1968 roku, kiedy wyrzucił z wioski olimpijskiej Tommiego Smitha i Johna Carlosa za gest symbolizujący walkę z nierównościami rasowymi w gorącym okresie Stanów Zjednoczonych. Zapytany wtedy o swoje poparcie dla igrzysk Hitlera odpowiedział wprost, że gest czarnoskórych sprinterów jest polityczny, podczas gdy igrzyska w Berlinie i powszechne „hailowanie” oraz nazistowska symbolika… wręcz przeciwnie, były jedynie manifestacją patriotyzmu.

Patrząc na to wszystko z perspektywy czasu – może kibice olimpizmu powinni się cieszyć, że w ostatnim czasie głównym problemem idei olimpijskiej są nielogiczne pomysły MKOlu dotyczące zmian w kalendarzu igrzysk? W końcu mogło być o wiele, wiele gorzej.

Podziel się lub zapisz
Uniwersalny jak scyzoryk. MMA, sporty amerykańskie, tenis, lekkoatletyka - to wszystko (i wiele więcej) nie sprawia mu kłopotów. Pisze dla newonce.sport, a w newonce.radio odwiedza audycję NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.