Historia o złym trenerze. Kądzior ucieka z Hiszpanii, by ratować szanse na Euro 2020

Zobacz również:846 dni czekaliśmy na Polaka w LaLiga. Czego nauczyła nas pierwsza kolejka?
Las Rozas CF v SD Eibar - Copa del Rey
Fot. Diego Souto/Quality Sport Images/Getty Images

Na własną prośbę reprezentant Polski zostanie wypożyczony wiosną, aby odzyskać rytm meczowy i przypomnieć się selekcjonerowi Jerzemu Brzęczkowi. W grę wchodzą różne kierunki na czele z Turcją, Holandią czy Austrią. Damian Kądzior wykona krok w tył, aby w najbliższych miesiącach odbudować swoją pozycję i przede wszystkim zacząć regularnie grać z myślą o mistrzostwach Europy. W Kraju Basków nie widział na to żadnej szansy przy takim podejściu Jose Luisa Mendilibara. Niczego nie zmienił mecz z Barceloną ani występy w Pucharze Króla – trener Eibaru raczej nie zmienia swoich poglądów.

Skrzydłowy z Białegostoku już kilka tygodni temu zdawał sobie sprawę, że wszystko zmierza w tym kierunku. Był jedynym gotówkowym transferem Eibaru, lecz w zasadzie nie dostał prawdziwej szansy w baskijskim klubie. Jako jedyny z bocznych pomocników został definitywnie odsunięty na boczny tor, a gdy opuszczenie zgrupowania reprezentacji nie pomogło, wiedział, że swojej sytuacji już nie odmieni. Nie pomógł obiecujący występ z Barceloną w wyjściowym składzie, gdy Eibar historycznie pierwszy raz urwał punkty na Camp Nou. Nie pomogła asysta do Yoshinoriego Muto z trzecioligowym Las Rozas (4:3) w Copa del Rey. Zasadniczo było wiadomo, że Polak stał się opcją na pucharowe rotacje albo problemy kadrowe, a nie zawodnikiem do rzeczywistej rywalizacji.

„Muszę przejść ten uniwersytet trenera Mendilibara, a jeśli będę świadomym uczniem, to poradzę sobie i wejdę do jedenastki” – mówił na naszych łamach Kądzior tuż po transferze. „Jakie wrażenie po pierwszych treningach wywarł trener? Nie szczypie się w język, mówi wprost, gdy mu się coś nie podoba. Słyszałem jego opinię, że ważniejsza jest gra bez piłki, bo nawet jeśli jesteś kozakiem, to przy nodze będzie miał ją mniej niż dwie minuty podczas meczu” – dodawał wówczas.

Rzeczywistość okazała się nieco inna, bo drugi najdłużej pracujący trener w lidze hiszpańskiej wcale nie był taki skory do wyjaśnień sytuacji. Gdy 28-latek dociekał, co może zmienić w swojej grze lub podejściu, aby liczyć na więcej szans, w zasadzie otrzymywał odpowiedź, że prezentuje się na odpowiednim poziomie. Jose Luis Mendilibar ma swoje przekonania i tyle. Tak jak otwarcie narzeka na technologię w futbolu i neguje wartość tabletów na ławce trenerskiej, tak własnym okiem wyrabia poglądy, których lubi się nieomylnie trzymać.

Na początku sierpnia 2020 roku Mundo Deportivo opublikowało artykuł pod tytułem „Rozbieżności w małżeństwie Mendiibara z Garagarzą” o niełatwej współpracy trenera z dyrektorem sportowym Eibaru. Ostatecznie obaj przedłużyli kontrakty z baskijskim klubem jako architekci wieloletniego sukcesu ekipy z Ipurua. Fran Garagarza tak później tłumaczył ich relacje: „To jak ze starym małżeństwem, które jest ze sobą od dłuższego czasu, kłóci się, ale później godzi. W sześcioletniej współpracy to naturalne, że mamy wiele przeciwstawnych poglądów i wiele tematów widzimy na inny sposób. Jeden aspekt jest totalnie zgodny: praca, harmonia, szacunek. Na tym poziomie oczekiwań, nie możesz nie dogadywać się z taką osobą, bo praca nie przyniesie efektów”.

W kuluarach mówi się, że po tylu latach ich relacje bywają naprawdę napięte. Różnią się w poglądach co do piłkarzy, Mendilibar oczekiwałby większego komfortu i możliwości niejako w formie nagrody za utrzymywanie baskijskiej drużyny w elicie przez tyle lat, Garagarza natomiast zdaje sobie sprawę, że operuje na bardzo ograniczonym budżecie, który trzeba przeznaczyć na ogólny rozwoj Eibaru, nie tylko pierwszej drużyny. Docelowo priorytetem są również rozwój akademii czy postawienie ośrodka treningowego. Panowie w wielu tematach stają po dwóch stronach barykady i wydaje się, że podobnie może być w przypadku reprezentanta Polski. Inaczej trudno wyjaśnić, dlaczego Kądzior dostał najmniej szans gry ze wszystkich skrzydłowych w kadrze. Kiedy tylko pojawiał się na boisku w ostatnich miesiącach, zwykle pokazywał się zaangażowaniem.

Nieprzekonanych się nie przekona. W myśl tej zasady Damian Kądzior poprosił o wypożyczenie na najbliższe pół roku, aby jakoś sensownie rozwiązać swoją sytuację przed mistrzostwami Europy. Mimo dużej wiary w swoje możliwości, nie chciał ryzykować, widząc, że w meczach z szansami na grę, nawet nie podnosił się na rozgrzewkę. W lidze hiszpańskiej przez pół roku rozegrał 194 minuty, czyli najmniej ze wszystkich bocznych pomocników. Jego konkurenci niemalże nie gwarantowali liczb, Kądzior przyszedł z zamysłem odmienienia tej sytuacji jako najlepszy asystent ligi chorwackiej, ale w praktyce nawet nie miał, jak się pokazać.

Najbardziej prawdopodobnym kierunkiem dla 28-latka jest Turcja, gdzie chce go niemal połowa ligi, są także ciekawe propozycje z górnej połowy tabeli. Polak dostał mnóstwo propozycji w głownej mierze z rozgrywek „drugiego szeregu” w Europie, czyli silnych, ale spoza ścisłej czołówki. Na ostatni meczu Pucharu Króla nawet nie dostał już powołania, dopinając szczegóły tego wypożyczenia. To będzie krok w tył, który zaraz ma dać dwa do przodu. Kraj Basków był ciekawą przygodą, ale nie dawał najmniejszych szans, by marzyć o wyjeździe na mistrzostwa Europy. Przy takich problemach ze skrzydłowymi w reprezentacji, Kądzior ma jeszcze prawo wierzyć, że udana liczbowo wiosna pozwoli mu aspirować do powołania. Sprawy wziął w swoje ręce, tak jak wtedy, gdy trzeba było negocjować odejście z Dinama Zagrzeb. Priorytetem teraz pozostaje ratowanie wyjazdu na Euro 2020.

Podziel się lub zapisz
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć, stąd audycja La Polémica. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.