Gwiazdy na włoskiej prowincji. Głośne nazwiska w średniakach Serie A

Zobacz również:Osobowość, pewność siebie, technika. Sebastian Walukiewicz i rok na wielki skok
Marco Luzzani/Getty Images

Nie wszyscy wysokiej klasy piłkarze na ostatni kontrakt wyjeżdżają grać na inne kontynenty. Niektórzy wybierają walkę o utrzymanie w lidze włoskiej. Piłkarzy o pięknym CV można znaleźć we wszystkich rejonach tabeli Serie A.

To zjawisko o długiej tradycji. W przeszłości bardzo często zdarzało się, że gwiazdy światowego futbolu przyjeżdżały do Włoch czarować nie w największych piłkarskich ośrodkach, lecz w klubach trochę prowincjonalnych. Najbardziej spektakularnym przykładem jest oczywiście Diego Maradona, który wybrał w latach 80. zupełnie przeciętne wcześniej Napoli. Ale tego typu historii było więcej. Gwiazdy nie grały tylko w Interze, Juventusie, Milanie, czy nawet Romie i Lazio. By przypomnieć choćby Zico, czy Olivera Bierhoffa w Udinese, czy Liama Brady’ego w Sampdorii. Dawniej wynikało to głównie z siły ligi, połączonej z limitem obcokrajowców. W kadrze włoskiego klubu mogło ich być tylko trzech, co sprawiało, że największe zespoły nie mogły zassać wszystkich gwiazd. A że liga uchodziła wówczas za najsilniejszą na świecie i wszyscy chcieli w niej grać, jeśli nie było miejsca w czołowych klubach, wybierali te trochę słabsze, jeszcze podnosząc atrakcyjność rozgrywek.

Teraz sytuacja wygląda trochę inaczej, ale wciąż sprzyja pozyskiwaniu na prowincję dużych nazwisk. Przepisy podatkowe, zmienione kilka lat temu, sprawiają, że zatrudnianie piłkarzy z zagranicy jest dla włoskich klubów tańsze niż czerpanie z innych klubów Serie A. Panujący w całym społeczeństwie, nie tylko w piłce, szacunek dla wieku, dorobku i doświadczenia sprawia, że mniej niż w innych najsilniejszych ligach wytyka się zawodnikom PESEL. Podczas gdy np. Bundesliga czy Ligue 1 mocno nastawiają się na pozyskiwanie lub szkolenie przyszłych gwiazd, jeszcze zanim wskoczą na najwyższy światowy poziom, kluby z Serie A chętnie sięgają po tych, którzy już z niego schodzą. Sprzyja temu także intensywność gry w tej lidze, niewątpliwie niższa niż choćby w Premier League, które pozwala zawodnikom trochę łagodniej radzić sobie z pogarszaniem się parametrów fizycznych. Premiowane są za to dobre ustawianie się i mądrość taktyczna, które często przychodzą z doświadczeniem.

To w żadnym wypadku nie jest jednak emerytura, bo zawodnicy wciąż rywalizują przecież w jednej z czołowych lig świata. Można mieć do nich tym większy szacunek, że po tym, jak w futbolu wygrali już sporo, mogliby wybrać łatwiejsze pieniądze w słabszych ligach, w których płaci się podobnie dobrze albo nawet lepiej. Oni wciąż chcą grać jednak tak wysoko, jak tylko mogą. Nawet jeśli właściwie od początku sezonu wiedzą, że ich klubom najprawdopodobniej nie uda się awansować nawet do Ligi Europy, którą w szczycie karier pewnie trochę pogardzali. Przedstawiamy dziesięć nazwisk teoretycznie za dużych na włoskie kluby, w których grają.

1
Franck Ribery (Fiorentina)

Bezsprzecznie największa gwiazda klubów spoza czołowej siódemki. 37-letni Francuz był przez lata gwiazdą Bayernu Monachium, który doprowadził do Ligi Mistrzów, zostając w 2013 roku trzecim piłkarzem świata. W 2006 roku z reprezentacją Francji sięgnął po srebrny medal mundialu. Gdy w 2019 roku rozstawał się z Bayernem, wydawało się, że – podobnie jak jego kompan Arjen Robben – wróci w rodzinne strony albo ewentualnie wyjedzie poza Europę. Ribery tymczasem podpisał kontrakt z mającą ambicje, ale wiecznie niespełnioną Fiorentiną. W zeszłym sezonie z klubem z Florencji finiszował w środku tabeli, teraz na razie walczy o utrzymanie. Wciąż regularnie gra w podstawowym składzie i potrafi błysnąć dawną klasą, chociaż – tradycyjnie – kontuzje go nie omijają.

2
Diego Godin (Cagliari)

Symbol najlepszych czasów Atletico Madryt Diego Simeone. Urugwajski stoper zdobył z tym klubem mistrzostwo w 2014 roku, dwa razy wygrał Ligę Europy, grał w finałach Ligi Mistrzów, a w jednym z nich strzelił nawet gola. Z reprezentacją wygrał w 2011 roku Copa America. Z Madrytu odchodził przed dwoma laty jako podstawowy stoper i wydawało się, że będzie potężnym wzmocnieniem Interu Mediolan. Nie mógł się jednak odnaleźć w systemie Antonio Contego, ich współpraca nie układała się, więc w lecie niespodziewanie przeniósł się na Sardynię, by zostać partnerem z obrony Sebastiana Walukiewicza. Cagliari ma historycznie połączenie z Urugwajem, bo grało tam już kilkudziesięciu piłkarzy z tego kraju. A sam Godin ma osobiste związki z tym miejscem. Jego żona Sofia urodziła się w Cagliari, w trakcie, gdy jej ojciec, a dziś teść Godina, występował w ekipie Rossoblu.

3
Jose Callejon (Fiorentina)

Są mecze, w których na jednym skrzydle Fiorentiny można zobaczyć Ribery’ego, a na drugim Jose Callejona. Doprawdy trudno uwierzyć, że ich drużyna może się plątać w dole tabeli ligi włoskiej. 33-letni Hiszpan ma na koncie 77 spotkań w barwach Realu Madryt, z którym w 2012 roku, prowadzony przez Jose Mourinho, zdobył mistrzostwo Hiszpanii. Pięć razy wystąpił też w reprezentacji kraju. Ostatnie lata spędził we Włoszech, będąc podstawowym zawodnikiem Napoli u Rafaela Beniteza, Maurizio Sarriego, czy Carlo Ancelottiego. W lecie nie przedłużono jego wygasającego kontraktu, więc zmienił klub w obrębie ligi i przeprowadził się do Florencji. Tam na razie walczy jednak o znacznie niższe cele.

4
Gervinho (Parma)

Jeden z najbardziej znanych zawodników z silnego piłkarsko Wybrzeża Kości Słoniowej. W 2011 roku zdobył z Lille mistrzostwo i Puchar Francji. Rok wcześniej wybrano go Zawodnikiem Roku w Ligue 1. W latach 2010 i 2011 był w swoim kraju Piłkarzem Roku, co w czasach aktywności Didiera Drogby czy Yayi Toure trzeba uznać za spore osiągnięcie. W 2015 roku zdobył z kadrą narodową mistrzostwo Afryki. W szczycie kariery klubowej występował w Arsenalu, gdzie jednak nie zrobił kariery i przeniósł się do Włoch. Po trzech sezonach w Romie wyjechał do Chin, ale w 2018 roku wrócił i pomaga Parmie utrzymywać się na powierzchni. Wciąż jest jej najlepszym zawodnikiem i niewykluczone, że wkrótce wypisze się z tego rankingu, bo na najwyższy poziom chce go przywrócić Antonio Conte, zapraszając go do Interu.

5
Bruno Alves (Parma)

O ile ofensywa ekipy Fabio Liveraniego opiera się na Gervinho, za defensywę odpowiada głównie 39-letni kapitan Bruno Alves. Stoper, który w 2016 roku zdobył z Portugalią mistrzostwo Europy, czterokrotnie wygrywał też ligę portugalską z Porto, dwukrotnie rosyjską z Zenitem Sankt Petersburg i jednokrotnie turecką z Fenerbahce. Do lig z czołowej piątki trafił dopiero pod koniec kariery. Przez chwilę pograł w Cagliari, a po epizodzie w Glasgow Rangers wrócił na Półwysep Apeniński, by zostać filarem Parmy. Mimo zaawansowanego wieku wciąż gra bardzo regularnie.

6
Adrien Silva (Sampdoria)

Obok Alvesa i Cristiano Ronaldo w Serie A gra jeszcze jeden aktualny mistrz Europy. W 2016 roku Adrien Silva wystąpił na turnieju we Francji w czterech meczach, w tym w finałowym, na który wyszedł w podstawowym składzie. Cztery i pół roku później gra w Sampdorii, walcząc o spokojny środek tabeli Serie A. Kariera reprezentacyjna ułożyła się Silvie znacznie lepiej niż klubowa. Wprawdzie przez lata grał z sukcesami w Sportingu Lizbona, ale jedyne mistrzostwo kraju zdobył dziesięć lat temu w Izraelu w barwach Maccabi Hajfa. Przez chwilę grał w Premier League, ale w Leicester City nie przebił się do składu. Po pobycie w Monaco, w lecie wylądował w Genui.

7
Martin Caceres (Fiorentina)

Członek jednej z najlepszych ekip w historii futbolu. W Barcelonie Pepa Guardioli wystąpił w jego pierwszym sezonie pracy na Camp Nou dwadzieścia trzy razy, wygrywając wszystko, co było do zdobycia w klubowym futbolu. Później urugwajski stoper rozpoczął wędrówkę. Grał w Sevilli, Southampton, Hellasie Werona czy Lazio, jednak najwięcej czasu spędził w Juventusie, z którym dopisał do dorobku aż sześć mistrzostw Włoch. To jednak dziwna kariera, bo środkowy obrońca bardzo rzadko był w swoich klubach podstawowym zawodnikiem. Został nim dopiero we Fiorentinie, w której gra od 2009 roku. O dopisanie we Florencji kolejnych trofeów do pokaźnej listy będzie 102-krotnemu reprezentantowi Urugwaju bardzo ciężko.

8
Gary Medel (FC Bologna)

To zawodnik znacznie bardziej znany z kariery reprezentacyjnej niż klubowej. 33-letni defensywny pomocnik już 126 razy wystąpił w drużynie narodowej Chile, będąc jednym z jej najbardziej charakterystycznych (i charakternych) piłkarzy. W latach 2015 i 2016 wygrał z nią Copa America. Dwukrotnie wybierano go też w ojczyźnie Piłkarzem Roku. W Europie gra od 2011 roku, gdy został piłkarzem Sevilli. Później występował w Cardiff City, Interze i Besiktasie, a w 2019 roku przeniósł się do Bolonii. W pierwszym sezonie osiągnął to, co gwarantuje, czyli dwucyfrową liczbę żółtych kartek. W tym nie dostał jeszcze ani jednej, ale z powodu kontuzji nie mógł grać regularnie.

9
Goran Pandev (Genoa)

37-letni Macedończyk przez większość kariery związany był z Serie A, ale raczej grał w czołowych klubach. Pierwszy kontrakt na Półwyspie Apenińskim podpisał w 2001 roku z Interem, trzy lata później przeniósł się do Lazio, by w 2010 roku wrócić do Mediolanu i razem z Jose Mourinho sięgnąć po potrójną koronę. Stamtąd przeniósł się do Napoli, a wreszcie wyjechał do Galatasaray. Od 2015 roku jego kariera dogasa w Genoi. Zwykle nie jest już w stanie bardzo regularnie grać w podstawowym składzie, ale w poprzednim sezonie strzelił dziewięć goli, co było jego najlepszym wynikiem od jedenastu lat. 37-latek wciąż ma motywację, bo za pół roku ma szansę po raz pierwszy w historii zagrać na wielkim turnieju reprezentacyjnym. Wydatnie przyczynił się bowiem do tego, że Macedonia Północna wygrała baraże i pojedzie na mistrzostwa Europy.

10
Kamil Glik (Benevento)

Polski reprezentacyjny stoper jak najbardziej kwalifikuje się do tego grona, bo jego CV jest zdecydowanie za dobre, jak na klub, w którym gra. Beniaminek z południa rozgrywa dopiero drugi sezon w historii na poziomie Serie A. Po ostatnim awansie zapowiadano, że w Kampanii zaroi się od postaci ze znanymi nazwiskami. Wymieniano m.in. Andre Schuerrle, czy Loica Remy’ego. Skończyło się tylko na transferze Glika, który regularnie występuje w ekipie Filippo Inzaghiego. Jak na zawodnika, który trzy lata temu grał w półfinale Ligi Mistrzów i uzbierał w tych rozgrywkach 21 meczów i blisko 170 razy wystąpił w barwach Monaco, Benevento to wcale nie był oczywisty kierunek. Zwłaszcza że 32-letni Glik wydaje się mieć do emerytury jeszcze dobre kilka sezonów.

Podziel się lub zapisz
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi. W newonce.sport autor sobotniego cyklu Z nogą w głowie i poniedziałkowej rubryki Centrostrzał.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.