Gladiator z Benewentu. Spróbuj wyobrazić sobie jedenastkę bez Kamila Glika

Zobacz również:Osobowość, pewność siebie, technika. Sebastian Walukiewicz i rok na wielki skok
Benevento Calcio v Genoa CFC - Serie A
Fot. Francesco Pecoraro/Getty Images

Niewielu jest takich piłkarzy w Europie jak Kamil Glik. W najtrudniejszym sezonie z intensywnym kalendarzem, plagami kontuzji, ogniskami zakażeń i dostępnymi pięcioma zmianami, polski obrońca nie opuścił jeszcze ani minuty w lidze włoskiej. 33-latek jest nie do wyjęcia z jedenastki Filippo Inzaghiego, a zdrowie nieustannie mu dopisuje, co jest dobrym prognostykiem przed mistrzostwami Europy. Jest jednym z najbardziej zapracowanych defensorów Serie A, ale jego beniaminek Benevento dość bezpiecznie osiadł w realiach włoskiej elity.

Ilekroć pojawia się wątek wymiany pokoleniowej w reprezentacji Polski, najczęściej wspominani są Grzegorz Krychowiak oraz Kamil Glik jako ci, których czas wkrótce nadejdzie i należałoby poszukać ich lepszego, młodszego modelu. Nieraz słychać, że 33-letniemu obrońcy będzie brakowało zdrowia, upływającego czasu nie oszuka i najlepsze lata ma za sobą, tymczasem dla niego jak dla mało kogo organizm jest łaskawy w ostatnich miesiącach. W całych rozgrywkach Serie A znaleźlibyśmy tylko dwóch piłkarzy z pola, którzy rozegrali wszystkie spotkania od deski do deski: to Japończyk Takehiro Tomiyasu z Bolognii oraz właśnie Glik.

Jeśli Inzaghi pozwala sobie publicznie na rozważania co do składu, zastanawia się nad tym, czy posłać do gry Alessandro Tuię czy Lukę Caldirolę na istotny mecz domowy z Romą. „Dopiero zdecyduję, kto zagra z Glikiem” – zaznacza. Jakby nie istniały jakiekolwiek wątpliwości, czy Polak może być zmieniony. Pippo mocno o niego zabiegał, bo akurat nigdzie polski obrońca nie ma tak dobrej prasy i renomy jak w Italii. Lata gry w roli kapitana w Turynie zrobiły swoje, później półfinałem Ligi Mistrzów czy mistrzostwem Francji tylko dołożył sobie szacunku. Kylian Mbappe wspomina, że na rywalizacjach z Glikiem nauczył się bardzo dużo, a ktokolwiek staje naprzeciw – czy to Andrea Belotti, czy Kevin Lasagna – opowiada o nim z uznaniem.

Zdecydowanie jest bardzo niewdzięcznym rywalem dla napastników przez swoją agresję i nieustępliwość. Może mu czegoś zabraknąć, ale nie charakteru. Średnio 33-latek zapisuje 4,4 interwencji na mecz, co czyni go pod tym względem czwartym najbardziej zapracowanym defensorem ligi włoskiej. Lideruje Simon Kjaer, a nieznacznie wyprzedzają go jeszcze Lorenzo Tonelli oraz Bruno Alves.

Kiedy Polak zamieniał Księstwo Monako na Benewent, odezwało się sporo głosów zdziwienia wieszczących powolny koniec stopera. Monaco potrzebowało świeżej krwi oraz innego profilu, Glik też wiedział, że swoje już osiągnął na Stadionie Ludwika II. „To była właściwa decyzja, bo chciałem wrócić do Italii. Benevento pokazało, że naprawdę mocno mnie chce, rozmawiałem z prezydentem klubu i poczułem, że to będzie poważny projekt” – tłumaczył swój punkt widzenia 33-latek.

I chociaż 2021 rok nie jest dla ekipy z Kampanii łaskawy, bo tuż przed rywalizacjami z Romą oraz Napoli przylgnęła do nich seria sześciu meczów bez zwycięstwa, to na razie ich pozycja jest bezpieczna. Benevento potrafiło już kraść punkty Juventusowi (co niespecjalne musi uchodzić za cudowny wyczyn w tej kampanii) oraz Lazio, a Inzaghi nie wyobraża sobie wyjściowej jedenastki Polaka. To ten dość często spotykany przypadek, kiedy piłkarz czuje, że z większą sympatią i serdecznością spotyka się zagranicą. Zresztą zakładając swoją ciszę medialną i ograniczając wypowiedzi jedynie do konferencji prasowych, wyjątek też zrobił dla włoskiej prasy.

We wszystkich najsilniejszych ligach poszukiwanie zawodników z pola ze 100 procentami rozegranych minut stanowi trudność. To zdawkowe przypadki, wyjątki, które od miesięcy unikają urazów i dla trenerów są niezmienialni. I nic dziwnego, że najczęściej dotyczy to środkowych obrońców, którzy trzymają defensywę w ryzach – to zwykle elementy układanki, których wyjęcie sprawia, że wszystko sypie się w zawrotnym tempie. Tak jak w West Hamie, gdzie wszystko grają Declan Rice i Tomas Soucek, w Manchesterze United takim przypadkiem jest Harry Maguire, a w Villarrealu Pau Torres – i to zresztą jedynak z „klubu 100” w lidze hiszpańskiej.

Rozmawiając o Kamilu Gliku, zbyt często zapominamy o sile jego doświadczenia i przywództwa, co mogliśmy zobaczyć m.in. w październikowym starciu z Włochami (0:0) w Lidze Narodów. Jak łatwo wkrada się chaos bez 33-latka najbardziej mogliśmy się przekonać podczas mistrzostw świata. Dowodem na to były eliminacje do Euro 2020 – nasz jedyny przegrany mecz ze Słowenią (0:2) wyróżnia właśnie brak 79-krotnego reprezentanta Polski.

To rzeczywiście sztuka być nietykalnym w takim sezonie, z tak gęstym kalendarzem oraz intensywnością meczów, tym bardziej przy możliwości przeprowadzenia pięciu zmian. Środkowych obrońców statystycznie zmiany dotykają najrzadziej, bo to kręgosłup, którego raczej szkoleniowcy wolą nie ruszać. Ale mimo wszystko to godne pochwały, że Kamil Glik w 22 spotkaniach był nie do ruszenia w koncepcji Filippo Inzaghiego. Jako wybitny strzelec Milanu docenia robotę jaką wykonuje Polak w utrudnianiu życia napastnikom – doskonale widzi, jak niewdzięczna staje się praca snajpera, kiedy ma przy sobie tak blisko kryjącego, nieustępliwego stopera.

Klasycznie zdania przy defensorze Benevento bywają podzielone – nie wszyscy eksperci cenią ten typ obrońcy, ale w pewnych aspektach jego wpływ na grę jest niepodważalny. Gdy pali się w szesnastce beniaminka, to on interweniuje najczęściej. Jak to się mówi: nie ucieka od roboty. W Serie A nie ma piłkarza częściej wybijającego piłkę. Jedni potraktują to jako prostotę środków, ale jeden z kapitanów beniaminka nie jest typem obrońcy bawiącym się w kalkulacje. Kiedy trzeba ratować drużynę rzutem na taśmę, zwykle on się zgłasza z bezpardonowym wejściem.

„Gra wszystko i jest liderem na 100 procent” – czytamy o nim w Corriere dello Sport. I chociaż często kibice domagają się zmian, darzący ligę włoską gigantyczną sympatią Paulo Sousa doskonale zdaje sobie sprawę, jaką marką jest tam Kamil Glik. W lidze dla długowiecznych ma swoje pewne miejsce, a Inzaghi ani myśli go zmieniać. Italia przywykła w turyńskich latach, że Polak jest gladiatorem. I teraz potwierdza to, będąc fundamentem w Benewencie. Do bezpiecznego portu, czyli utrzymania jeszcze daleko, ale nawet mimo ostatnich rezultatów 33-latek upewnił się, że wybrał dobre miejsce, by nadal walczyć z najlepszymi.

Podziel się lub zapisz
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć, stąd audycja La Polémica. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.