Gęste powietrze szczytu. Czy ścieżka RB Lipsk prowadzi na samą górę?

Zobacz również:Piłkarz z własną podobizną na plecach. Leroy Sane — nowa ekstrawagancja Bayernu
Julian Nagelsmann
Sascha Steinbach - Pool/Getty Images

Grali w półfinale Ligi Mistrzów, trzy razy kończyli Bundesligę na podium, w meczach z Paris Saint-Germain pokazali, że szybko zasypują przepaść. Klub Red Bull musi jednak prędzej czy później odpowiedzieć sobie na pytanie, czy chce być najlepszy, czy tylko dostarczać zawodników najlepszym.

W sierpniowym półfinale Ligi Mistrzów piłkarze RB Lipsk odebrali od Paris Saint-Germain półtoragodzinną lekcję futbolu na najwyższym poziomie. Ogranie trzy miesiące później tego samego rywala i pozostawienie przyzwoitego wrażenia w minimalnie przegranym meczu mogłoby świadczyć o tym, że drużyna z Saksonii szybko zasypuje widoczną jeszcze w lecie przepaść. A jednak trudno nie odnieść wrażenia, że w drugą dekadę istnienia Lipsk wchodzi, kręcąc się w okolicach szklanego sufitu. To, jak zachowa się w tej sytuacji, zdefiniuje pozycję całego projektu Red Bulla w światowym futbolu na długie lata.

TRUDNA GRUPA

Sytuacja w grupie H Ligi Mistrzów może się jeszcze ułożyć w każdy sposób. Po czterech kolejkach zeszłoroczny półfinalista znajduje się poza miejscami premiowanymi awansem, ale z PSG przegrywa tylko gorszym bilansem bramkowym. Do prowadzącego Manchesteru United, z którym zagra jeszcze u siebie, ma tylko trzy punkty. Pozostanie jeszcze dający nadzieję poprawy dorobku wyjazdowy mecz z Basaksehirem. Nie można przesądzać, że Lipsk nie wyjdzie z grupy kosztem Manchesteru United, czy PSG, co jednak byłoby jakąś niespodzianką. Trudno jednak pozbyć się wrażenia, że jak dotąd nie jest to szczególnie udana faza grupowa dla drużyny Juliana Nagelsmanna. Że w każdym meczu można znaleźć całkiem poważne „ale”. Bo wygrana z Turkami u siebie wcale nie była pewna. Bo choć rozmiary porażki w Manchesterze są mylące, klasowa drużyna nie przegrywa z United 0:5. Bo w wygranym meczu z paryżanami Lipsk miał w pierwszej połowie furę szczęścia. A w wyjazdowym, choć przegrał nieznacznie i dopiero po rzucie karnym, znów Dayot Upamecano, rozchwytywany stoper, popełnił prosty i bardzo kosztowny błąd,  próby zaś odrabiania strat były mało przekonujące. Zarówno sam Lipsk, jak i Lipsk Nagelsmanna, miewał już bardziej imponujące fazy niż trwająca jesień.

NIE MA CZASU

Najłatwiej powiedzieć, że potrzeba czasu. Strata strzelca formatu Timo Wernera dla każdej drużyny, nawet lepszej od RB, byłaby odczuwalna. A przecież wraz z nim odszedł też Patrick Schick, drugi regularnie grający napastnik. Gdyby jednak Nagelsmann usłyszał argument o potrzebie czasu, pewnie pierwszy by się żachnął. Sam przecież już w pierwszym sezonie podkreślał, że czasu nie ma. Jeśli zbiera się czołowe talenty Europy, trzeba im dać realną perspektywę wygrania czegoś tu i teraz. Jeśli się jej nie da, przy pierwszej okazji czmychną tam, gdzie będą ją widzieć. Lipsk, choć był projektem, który nie zamierzał mieć ograniczeń finansowych, planował być dla piłkarzy klubem docelowym i miał się definiować przede wszystkim przez sukcesy sportowe, a nie sprzedawanie zawodników z zyskiem, już musiał się przekonać, że czasem transfer najlepszego piłkarza to jedyna droga. Dla Naby’ego Keity Lipsk zrobił się za ciasny, więc wybrał Liverpool. Gdy stał się za mały dla Wernera, przeszedł do Chelsea. Upamecano, gdy już opanuje aktualny dołek i poprawi się w wyprowadzaniu piłki, z czym za często, jak na stopera wysokiej klasy, ma problem, też pójdzie wyżej. Możliwe, że do Monachium w miejsce Jerome’a Boatenga. Jak dotąd Lipskowi udało się przynajmniej nie tracić gwiazd na rzecz krajowych konkurentów. Ale i na to pewnie przyjdzie w końcu czas. Potężni właściciele mogą sobie mówić, co chcą, jednak jeśli piłkarz urośnie za bardzo, po prostu nie da się go zatrzymać.

NAJLEPSI FACHOWCY

Przed dwoma laty drużynę z Lipska prowadził Ralf Rangnick, jeden z najlepszych niemieckich trenerów, przez miesiące przymierzany do AC Milan, a ostatnio dyżurny medialny kandydat do zastąpienia Joachima Loewa w reprezentacji Niemiec. Niewątpliwie znakomity fachowiec o świetnej renomie. Razem z nim zespół rozegrał bardzo dobry sezon, prezentował znakomitą piłkę, a kilku zawodników osiągnęło naprawdę doskonałą formę. Wystarczyło do zajęcia trzeciego miejsca w lidze i finału Pucharu Niemiec. Latem 2019 roku Rangnick ustąpił miejsca Nagelsmannowi. Jednemu z najbardziej obiecujących trenerów w Europie. Już czołowemu w Niemczech, który niewątpliwie dodał drużynie elementy nieobecne w czasach Rangnicka. Po pierwszej rundzie w nowym klubie został z Lipskiem mistrzem jesieni. Po drugiej mógł się cieszyć z półfinału Ligi Mistrzów, do którego dotarł, eliminując Jose Mourinho i Diego Simeone. Teoretycznie, wszystko zdawało się zmierzać w dobrą stronę. Czyli w kierunku idei, która przyświecała założycielom klubu od 2009 roku. Że Lipsk stanie się czołowym klubem Niemiec i Europy.

PRZESTROGA HOENESSA

Jednocześnie jednak Uli Hoeness, były prezydent Bayernu Monachium, jeszcze w czasach, gdy nim dowodził, wielokrotnie podkreślał, że zacznie widzieć w Lipsku prawdziwego konkurenta dopiero wtedy, gdy porzuci politykę pozyskiwania wyłącznie graczy do 23. roku życia. Przekonywał, że zdolną młodzieżą da się dojść do pewnego poziomu, ale nie zrobi się ostatniego kroku. W Lipsku może nawet się z nim zgadzali, ale tylko do pewnego stopnia. RB nie ma przecież średniej wieku 22 lata, nie grają tam sami zawodnicy, którzy dopiero skończyli wiek juniora. Wierzyli po prostu, że ci, których pozyskają jako młodych, rozwiną się i zdobędą niezbędne doświadczenia już na miejscu, rosnąc razem z drużyną. Z każdym rokiem zaczyna być jednak coraz bardziej widoczne, że nie każdy zdoła się w Lipsku rozwinąć w piłkarza światowej klasy. A kto zdoła, ten nie będzie czekał na kolegów, tylko przeniesie się do klubów, w których gra więcej piłkarzy na podobnym poziomie.

nagelsmannglowne1206475837.jpg
John Walton/PA Images via Getty Images

MOCNY SUFIT

Choć Nagelsmann wkroczył dopiero w drugi rok pracy w klubie, czyli teoretycznie najlepszy czas, bo już zdążył przekazać zawodnikom swój sposób na grę, ale jeszcze nie zdążył się w żaden sposób wypalić, można jednak powoli coraz mocniej się zastanawiać, co właściwie może w RB osiągnąć. Przy wszechpotężnym Bayernie Monachium, mistrzostwo, nawet dla silniejszej pod wieloma względami Borussii Dortmund jest czymś trudnym do wyobrażenia. Można wierzyć, że któryś z głównych konkurentów popadnie kiedyś w kryzys (prędzej Borussia) i uda się go wyprzedzić, zostając wicemistrzem, co Lipsk już zresztą ma w dorobku. Ale czy zrobią to obaj naraz? Nie tylko Lipsk pracuje sensownie. Bayern i Borussia także.

TE SAME STAWY

To oczywiste, że Bayern jest pod względem finansów i przyciągania zawodników poza zasięgiem RB, ale Dortmund też na razie go wyprzedza. Co najlepiej było widać zeszłej zimy, gdy w Salzburgu eksplodował talent Erlinga Haalanda. Choć szlak z miasta Mozarta do miasta Wagnera (Richarda, nie Davida) jest jednym z bardziej przetartych w Europie, gdy objawił się ktoś aż tak utalentowany, na Lipsk nawet nie spojrzał. Nawet pomimo jego przyciągającego wielu zdolnych zawodników trenera. Borussia okazała się bardziej atrakcyjna. Łowi w tych samych stawach, co Lipsk, starając się ściągać najlepsze talenty z innych krajów i na razie ma od sąsiada ze wschodu jeszcze silniejszą pozycję. Przykłady Jadona Sancho, Jude’a Bellinghama, Christiana Pulisica, Giovanniego Reyny czy Ousmane’a Dembelego działają na wyobraźnię młodych Anglików, Amerykanów czy Francuzów. Mocniej niż przykłady Upamecano, Ibrahimy Konate, czy Daniego Olmo, choć ten ostatni, już przecież grający w reprezentacji Hiszpanii, może wyznaczyć nowy trend. Trudno jednak, działając w obecny sposób, dać zagranicznym zawodnikom perspektywę rychłego wygrania Bundesligi. Borussia też jej nie daje, ale ona przekonuje ich przede wszystkim możliwością wypromowania się na wyższy poziom. A Lipsk na razie nie pozycjonuje się tak wyraźnie jako dostawca talentów najwyższej klasy, bo na tyle, ile może, stara się je zatrzymywać.

EUROPEJSKI SZCZYT

Z tego względu przekonywano czasem przed startem tego sezonu, że bardziej wdzięcznymi dla Lipska rozgrywkami może być Liga Mistrzów, gdzie nie trzeba rywalizować z potentatami na dystansie 34 meczów, tylko dwóch albo nawet jednego, co znacząco zwiększa szanse na sukces. Trudno jednak dawać klubowi formatu Lipska realne szanse zdobycia najcenniejszego z trofeów. Dla klubów podobnego pokroju dojście do półfinału jest zwykle szczytem, a najcenniejszy puchar zgarniają zwykle ci absolutnie najwięksi. Jest duże ryzyko, że już w zeszłym sezonie RB osiągnął w Europie, co mógł. Jeśli chce coś włożyć do gabloty, jak zapowiadał Nagelsmann, podpisując kontrakt, może celować przede wszystkim w Puchar Niemiec i Ligę Europy, czyli rozgrywki prestiżowe, ale jednak niewątpliwie drugiej kategorii względem mistrzostw Niemiec oraz Ligi Mistrzów.

LipskNkunku-e1592428446276.jpg

GAZ DO DECHY

Na sukcesy Lipska od ponad jedenastu lat pracuje znakomity skauting, nowoczesna, choć przynosząca na razie mało owoców, akademia, czołowy młody trener w Europie, jeden z najlepszych dyrektorów sportowych w Niemczech, pieniądze i wspaniałe talenty. Obrany model jest dopracowany niemal do perfekcji. Trudno wiele rzeczy robić znacznie lepiej. Lipsk wciska gaz do dechy, ma znakomitego kierowcę, zamontowane bajery, poprawiające aerodynamikę auta i wstawiony lepszy silnik, ale coraz częściej przekonuje się, że możliwości fabrycznych już nie jest w stanie oszukiwać. Musi powoli szykować się do odpowiedzi na pytanie, co dalej. Zaakceptuje, jak Borussia Dortmund, że dochodzi do limitu i pogodzi się z tym, że najlepsi raczej będą ją wyprzedzać, jeśli akurat nie roztrzaskają się na wirażu. Czy zainwestuje więcej, by przesiąść się do lepszego auta. Musi zdecydować, czy chce być czołowym klubem Europy. Na tyle podnieść budżet płacowy, by takich Wernerów zatrzymywać i jeszcze dokupywać im już gotowych partnerów, czy być ekskluzywnym dostarczycielem talentów dla czołowych klubów Europy.

WYZWANIA NOWEJ DEKADY

Coraz częściej widać, że Hoeness miał trochę racji i trzeciej drogi chyba nie ma. Na razie nie ma powodów do paniki. Lipsk jeszcze walczy. Jeszcze próbuje się ścigać, nie zmieniając modelu. Najbardziej krytyczny moment w rozwoju tego fascynującego projektu nastąpi, dopiero gdy do podobnych wniosków dojdzie Julian Nagelsmann, który fazę bycia młodym, zdobywającym doświadczenie, już ma za sobą. Ograł już w życiu Mourinho, Simeone, czy Ancelottiego. Pewnie w końcu znudzi mu się rywalizowanie z Thomasem Tuchelem, od którego raczej nie czuje się słabszy, wystawiając Yusufa Poulsena i Alexandra Sorlotha na Kyliana Mbappe i Neymara. Chociaż w ostatniej dekadzie wielokrotnie zachwycano się efektami działania RB Lipsk, wydaje się, że ta nadchodząca przyniesie mu jeszcze trudniejsze wyzwania. Im bliżej szczytu, tym gęstsze powietrze.

Podziel się lub zapisz
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi. W newonce.sport autor sobotniego cyklu Z nogą w głowie i poniedziałkowej rubryki Centrostrzał.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.