Gen ojca założyciela i rewolucjonisty. Florentino pod płaszczykiem zbawiania piłki wprowadza nowy porządek

Zobacz również:Posiadanie piłki przereklamowane. Cadiz wykłada autorski pomysł na gigantów
Levante UD v Real Madrid CF  - La Liga
Fot. Eric Alonso/Getty Images

Prezydenci Realu Madryt uwielbiają rewolucjonizować futbol. To przecież Santiago Bernabéu był twórcą Pucharu Europy, a teraz Florentino Perez stanie na czele Superligi jako odważny i wyrachowany lider projektu. Ma 74 lata, ale zamiast zamykać się w czterech ścianach, w samym środku pandemii przeprowadza zamach stanu na dotychczasowy kształt piłki. Nikt nie ma takiego obycia w ruchach, jakich dyscyplina jeszcze nie widziała jak on. Wskazywał kierunek, kupując Luísa Figo, Zinedine’a Zidane’a, Cristiano Ronaldo, a później Garetha Bale’a. Teraz chce zabrać „konającą piłkę” na inną galaktykę. I dlatego jako pierwszy wyszedł świecić twarzą za Superligę.

Kiedy głowa Realu Madryt przez prawie dwie godziny opowiadała w popularnym programie „El Chiringuito” o Superlidze, słupki oglądalności wariowały. To zawsze była produkcja bardziej rozrywkowa i newsowa, dlatego wpasował się tam idealnie. Program rusza o północy, więc do prawie 2 w nocy 74-letni Florentino Perez wyjaśniał mity wokół separatystycznego projektu, punktował niezwykle celnie słabości UEFA i snuł wizje, że to ostatni dzwonek, aby podnieść klęczącą w kryzysie piłkę. Gdyby był politykiem, zaliczyłby wystąpienie godne pokazywania kolegom z branży jako przykład. Ale skoro prowadzący Josep Pedrerol na wejściu rzucił żartem, że wita jako „rzecznik Florentino”, to wiele mówi o samym kształcie programu. „Przychodzę tu pierwszy i zapewne ostatni raz. Zależy, jak będziecie mnie traktować” – rzucił Perez, po czym zaczął rozgrywać piłkę na własnych zasadach.

Wydaje się, że nie ma na rynku lepszej osoby do przeprowadzenia tego projektu za rękę. Świecący autorytet z klubu o największej liczbie Pucharów Europy, więc wykluczający zarzut o niespełnieniu, moc doświadczenia i umiejętność poruszania się wśród największych postaci tego świata, dusza rewolucjonisty z czterema rekordami transferowymi, wreszcie wprawny biznesmen, człowiek trzymający ciśnienie i niepodważalny w swoim środowisku. Ledwie kilka dni temu wszedł w nową kadencję jako prezydent Realu Madryt do 2025 roku. Nie miał nawet konkurencji w głosowaniu, zresztą po raz kolejny, bo próg wejściowy jest zbyt wymagający, a kto by chciał stawać w szranki z Florentino – uosobieniem krainy mlekiem i miodem płynącej w Madrycie.

Nic dziwnego, że to Florentino stanął na czele zmieniającej kształt piłki Superligi. Na każdym kroku podkreślał, że nie ma w tym żadnego interesu: „Wolicie Laportę? Wolicie Agnellego? Nie ma problemu, ja jutro z wielką chęcią oddaje stanowisko, z czystą przyjemnością. To są faceci, którzy się do tego nadają. Nie szukajcie w tym mojego biznesu, ja chcę tylko ratować piłkę, która umiera”. I chociaż plan Superligi pojawiał się mocniej w kuluarach od około 6 lat, a po raz pierwszy Florentino przebąkiwał o nim w 2008 roku, to teraz do działania popchnęły ich finanse – sam RM w dwa lata jest stratny 400 mln euro, a topowe ligi świata łącznie 5 miliardów. Logika nakazywałaby ograniczenie wydatków, lecz oni problem widzą gdzie indziej.

„Trzeba szukać rozwiązań dla rentowności. Chcemy w tygodniu grać Superligę zamiast Ligi Mistrzów, dać bardziej konkurencyjne i atrakcyjne rozgrywki. Wszedłem do futbolu w 2000 roku, ale tu nic nie jest takie samo. Żyjemy w innym świecie i tracimy młodego odbiorcę. Piłka musi się rozwijać jak firmy, jak ludzie, jak social media, jak mentalność i potrzeby. Rozrywka się zmienia, futbol musi się dostosować do świata. Ludzie mają inne zainteresowania, mają swoje platformy, inny rytm dnia, inne bodźce. Taki nadmiar meczów przestał ich interesować. Musimy dać im coś ciekawszego, coś prostego, ale dającego nowe emocje. Dlaczego nie iść z duchem czasu? Przecież widownia spada, tracimy zainteresowanie, spada wartość praw TV” – tłumaczył Florentino Perez zjawisko, przez które młodzież coraz bardziej odsuwa się od piłki (szerzej o futbolu w erze TikToka przeczytacie tutaj, bo chociażby w samym programie podawali wątpliwe badania).

Z pewnością trafił z tym, że cała dyscyplina potrzebuje nowości oraz świeżej energii. Brak kibiców, nadmiar meczów oraz zmieniające się potrzeby sprawiają, że nowe bodźce są niezbędne. W tym wszystkim ciągle podkreślał brak osobistych interesów. „Wszystko, co robię, jest dla dobra futbolu. Chcemy go uratować. Chcemy uratować zainteresowanie, które wygasa. Wszyscy jesteśmy zrujnowani finansowo, więc trzeba to obudzić wielkimi meczami. TV rządzą i to one płacą, robimy to, czego oczekuje świat. Superliga nie będzie zamknięta. Będziemy mieli 15 stałych uczestników, ale 5 miejsc będzie otwartych. Może tam wejść każdy, wystarczy się wykazać. Jak Sevilla wygra Ligę Mistrzów, to gra z nami. To jest piramida, bo najwięksi generują najwięcej. Będziemy zarabiać 3-4 razy więcej i puścimy to dalej w świat poprzez transfery. Zyskają mali i średni” – tłumaczył dość utopijną wizję świata Hiszpan.

Nic dziwnego, że Florentino chciał jak najlepiej przedstawić swój produkt, chociaż opowiastki o tym, że bogaci nie staną się jeszcze bogatsi, a biedni biedniejsi można włożyć między bajki. Różnica będzie się pogłębiać, tak jak dotąd, tylko szybciej, a format ma służyć największym. Taki jest przyjęty porządek świata. Futbol stanowi jedynie odbicie społeczeństwa, gdzie przystaliśmy na to, że 1 procent najbogatszych świata ma dwa razy tyle, ile reszta ludzkości. 2 tysiące osób zarządza większością materialnego dobytku Ziemi – a przecież w czasach największych kryzysów Jeff Bezos, Elon Musk, Bill Gates czy Bernard Arnault tylko zyskują na budowaniu tej przepaści. W piłce nie będzie inaczej, bo przecież oglądamy to od lat, a UEFA sama zbudowała korytarz do tak znaczących podziałów. Teraz najwięksi zwyczajnie zbuntowali się, że nie potrzebują pośrednika do dzielenia przychodów, jakie ich marki generują. „15 największych klubów skupiają całe zainteresowanie, dlatego trzeba zwiększyć przychody. Nie może być tak, że w aktualnej sytuacji jesteśmy zrujnowani, wszyscy jesteśmy stratni, a kolejne generacje odwracają się do piłki. Trzeba im zaoferować coś specjalnego, bo to wyjątkowa dyscyplina, którą interesuje się aż 4 miliardy widzów” – apelował 74-letni prezydent Królewskich.

Tu już nie ma odwrotu. To poszło za daleko. UEFA wygraża buntownikom, zapowiada dyskwalifikacje, ale akurat jedno, co Florentino Perez zrobił po mistrzowsku, to wypunktowanie jej działań. Superliga ich zdaniem ma startować w połowie sierpnia, o ile dojdą do porozumienia z władzami piłki. „Zmiany zawsze wywołują nerwy. Jak Santiago Bernabeu tworzył Puchar Europy, to wszyscy na czele z UEFA się sprzeciwiali. A później to zmieniło sport na dobre. Piłka jest na rozstaju, trzeba to ratować. Niech piłkarze będą całkowicie spokojni, nikt ich nie wykluczy. Tworzy się zamieszanie, bo UEFA boi się o swój monopol. Brakuje jej przejrzystości. Czemu oni nam grożą? My chcemy rozmawiać, bo ich format nie funkcjonuje, nie podoba nam się. Nie będę wchodził w kruczki prawne, ale zapewniam, że nic się nie stanie. Nie ma strachu. Nikt nie zostanie wyrzucony z lig krajowych, nas nie wyrzucą z tegorocznej Ligi Mistrzów, nikt nie dostanie zakazu gry w reprezentacji. O to jestem spokojny, mogą nas straszyć” – grał na pewniaka prezes Realu wybrany po raz pierwszy w 2000 roku.

Obserwujemy stan otwartej wojny między UEFA a Superligą. Chociaż każdy ubiera płaszcz obrońcy i zbawiciela futbolu, w grze chodzi wyłącznie o pieniądze. O to, kto dobierze się do większości zysków. O to, jak będą rozdzielane. Szef UEFA Aleksander Čeferin wprost opowiada, że chodzi o chciwość właścicieli, którzy przewrotu dokonali za jego plecami. Wystarczy wyobrazić sobie, że prawą ręką w Superlidze będzie Andrea Agnelli – człowiek zarządzający Juventusem, który kilka miesięcy wcześniej poprosił Čeferina, aby został ojcem chrzestnym jego najmłodszej córki. Zbliżył się do niego, zabierał na podróże, opowiadali o przyjacielskich relacjach, które nie mają nic wspólnego z biznesem. Teraz Čeferin rzuca: „Nigdy nie widziałem, aby ktokolwiek kłamał częściej i bardziej perfidnie niż on. Naprawdę nie myślałem, że węże są tak blisko nas. Jestem zdruzgotany, bo jeszcze nie widziałem takich rzeczy. W żywe oczy opowiadał, że jest ze mną, po czym wyłączył telefon i ogłosili Superligę”.

„UEFA chce zmieniać Ligę Mistrzów w 2024 roku? W porządku, ale w tym roku futbol będzie już martwy, my będziemy finansowo martwi. Ich pomysł nikomu się nie podoba. My mamy takie straty, to jest taki moment, że tu nie można czekać kilka sezonów. Liga Mistrzów jest atrakcyjna od ćwierćfinału. Wcześniej nikogo nie interesuje, a najbardziej młodych. Gramy z drużynami, które nie wywołują takiego zainteresowania. Podkreślam, że my nie chcemy nigdzie uciekać. Jako Real zostajemy w LaLiga i jeździmy najsilniejszym składem na każdego rywala. Liga nie będzie gorsza. My chcemy tylko lepszego formatu w środku tygodnia, aby się ratować. Zobacz, co się stało w koszykówce. Nie można tego łączyć? Powstała Euroliga i to jest przykład, jak funkcjonować” – kontynuował swój wywód Perez (poznajcie lepiej ten model z koszykówki).

Szef Realu Madryt w swoich wypowiedziach nie brał jeńców. Niezmiennie trzymał się swojej narracji, z czasem już zaczął się zapętlać, ale chociaż wyjaśnił mnóstwo fake newsów takich jak ucieczki z krajowych rozgrywek. „Boris Johnson nie chce dopuścić do Superligi? Przecież nikt mu nie chce uciekać z Premier League, nikt nie chce jej osłabiać. To bzdury, odnosi się do wymyślonych faktów. Wszystkie angielskie drużyny zostają” – rzucał. Superliga ma mieć swoje Finansowe Fair Play, ma zatrudnić swoich sędziów, ma postawić na swój VAR z zaznaczeniem, że ma działać inaczej niż na murawach Premier League czy LaLiga.

Niewątpliwie ten ruch poniesie za sobą daleko idące konsekwencje. To wojna o władzę. W dłuższej perspektywie może to jeszcze bardziej obniżyć pozycję piłki reprezentacyjnej, co dało się łatwo wyczytać ze słów Florentino Pereza. „Może jestem nieco stary, starzeję się, ale widzę, co nadchodzi. Futbol w takim kształcie nie ma szans istnienia. Już jest przesyt. W reprezentacjach rozgrywamy jakieś turnieje, których kibice nie znają nawet nazwy, po co one są? Trzeba to zmienić. Usunąć zbędne i stworzyć najciekawsze” – dodawał 74-latek.

>> Dlaczego Niemcy nie dołączyli do idei Superligi? Tłumaczy Michał Trela <<

To było wystąpienie, za którym pójdą następne. Już szykują się Agnelli ze strony Juventusu oraz Laporta ze strony Barcelony. Najbliższe tygodnie to będzie wybielanie tego projektu i jednolita narracja. UEFA będzie tworzyła największego wroga z Superligi, a buntownicy odwrotnie. Paradoksalnie chodzi im o to samo – aby rozdzielać tort po swojemu. Personalne ataki już trwają, bo będzie trzeba podkopywać autorytet konkurentów na szeroką skalę. „Wierzę w przejrzystość. Wiem, ile zarabia LeBron James, bo to publiczne. Wszyscy wiedzą, ile ja zarabiam, ile moi pracownicy, to jest publiczne. Wszyscy zmniejszyliśmy zarobki w dobie kryzysu. Ale niekoniecznie wiem, ile zarabia szef UEFA czy ludzie w tej organizacji. Nie wydaje mi się, aby oni teraz zarabiali mniej” – rzucał Florentino.

Jemu też wiele można zarzucić. W ciągu 2h zdążył opowiedzieć o konającym futbou i ruinie finansowej, po czym odnosić się do chęci sprowadzenia Kyliana Mbappe w przyszłości. Najwięksi nie traktują przykręcenia kurka i zmniejszenia budżetów jako sposobu, chcą obracać jeszcze bardziej szalonymi kwotami. Mają rację, że sam kształ dyscypliny potrzebuje zmian, aby odrodzić zainteresowanie. Potrzebuje takich show jak z Florentino w roli głównej, chociaż szef RM nie potrafił wytłumaczyć szerzej, czym będzie solidarność między klubami ani jak to ma uzdrowić cały sport. Bardziej niż wywiad, to było publicity i kryptoreklama w wykonaniu prezesa madryckiej drużyny. Pokazał jednak tym wystąpieniem, dlaczego to jego postawiono na czele Superligi i dlaczego tuzy pokroju Agnellego były w stanie oddać mu decydujący głos. W swoich diabelskich gierkach jest przebiegły jak nikt inny.

Po odcedzeniu ładnych słów i bajkowych wizji, zostają proste wnioski: trwa szarpanina o niebotyczne pieniądze między UEFA a Superligą. Chciwość przyświeca wszystkim, nagle znaczenie przestają mieć wcześniejsze relacje, związki rodzinne czy wieloletnie współprace. Tam, gdzie rozmowa powinna toczyć się o złym zarządzaniu, rozpustności i przepalaniu astronomcznej kasy, trwa o to, kto się do niej dobierze. Florentino Perez założył płaszczyk zbawiciela futbolu, a zaraz za nim pójdą następni, Aleksander Čeferin założył ten obrońcy i ratunkowego całej dyscypliny. A tak naprawdę gra niezmiennie toczy się o jedno – o to, kto przytuli najwięcej, na jakich zasadach i ile ochłapów zrzuci reszcie ze stołu. Piłka zawsze pozostawała jedynie odbiciem świata i oglądamy to po raz kolejny w wojnie o postępujące powiększanie przepaści między największymi a resztą.

Podziel się lub zapisz
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć, stąd audycja La Polémica. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.