FUTBOLOWA GORĄCZKA #88. Ranieri w krainie degradacji i dymisji. Włoch nie lubi stabilizacji. Tak jak Watford

Zobacz również:Najbardziej romantyczny beniaminek od czasów Newcastle Keegana. Czy Leeds zderzy się ze ścianą?
claudio ranieri
fot. Michael Regan/Getty Images

Rodzina Pozzo ma specyficzne hobby – jest nim zwalnianie kolejnych menedżerów. Tym razem szefowie Watfordu pożegnali Xisco Munoza. Jego miejsce zajmie Claudio Ranieri, który – oprócz tego, że przyjaźni się z właścicielami klubu z Vicarage Road – słynie z dwóch rzeczy: mistrzostwa Anglii zdobytego z Leicester City i ciągłych zmian. Włoch zmienia pracę po raz dwudziesty pierwszy w karierze trenerskiej.

Cztery lata spędzone przez Ranieriego w Chelsea na początku stulecia wydają się wiecznością, jak na jego standardy, rzecz jasna. Ale spokojnie, w Watfordzie odnajdzie się bez problemu, ostatni menedżer nie zdołał przepracować dziesięciu miesięcy. Nikt tak szybko się nie zakochuje i nie odkochuje jak familia Pozzo.

OD KOMPROMITACJI DO CUDU

Dla tych, którzy jakimś cudem nie oglądali tego filmu. W 2014 roku Ranieri został selekcjonerem reprezentacji Grecji. Kraj rozkochany w futbolu wciąż wzdycha do sukcesu na EURO 2004 pod wodzą Otto Rehhagela. Ale i zastąpienie szanowanego Fernando Santosa nie wydaje się łatwą misją. Ranieri podpisuje dwuletni kontrakt, którego jednak nie wypełnia, mimo że dostaje naprawdę duże pieniądze (1,5 miliona euro). Po kompromitującej porażce z Wyspami Owczymi wyleciał z hukiem. Wymagający greccy fani nie byli w stanie znieść takiej zniewagi. Wściekli na Włocha, bo ten nie dość, że bez przerwy mieszał w składzie, to na dodatek wypinał się na ich dumę i mieszka poza Helladą. Federacja wypłaciła mu odszkodowanie (brzmi śmiesznie w kontekście przegranej z amatorami) i puściła wolno. Ranieri był przekonany, że nie dostanie już po tym blamażu żadnej poważnej pracy. Błądził gdzieś myślami, na lotnisku w Rzymie wpadł na Zbigniewa Bońka, który spytał: – Claudio, co dalej.

– Jest jakieś światełko w tunelu, ale nie chcę zapeszać – odpowiedział Ranieri. Chodziło o ofertę z Leicester.

Reszta jest historią.

Trudno powiedzieć, co szokuje bardziej – mistrzostwo Anglii zdobyte przez Lisy, czy jednak to, że do tytułu poprowadził je facet o tak nadszarpniętej reputacji. Ranieri skorzystał z wielkiej z okazji. Klub z King Power Stadium był świeżo po utrzymaniu się w Premier League, do której wcześniej drużyna awansowała w pięknym stylu. Menedżera, Nigela Pearsona, uwielbiali piłkarze i kibice. Wszystko zdawało się układać coraz lepiej. Leicester City, z Marcinem Wasilewskim w składzie, sposobiło się do ataku na coś więcej niż tylko batalia o utrzymanie w elicie. I wtedy nastąpiło trzęsienie ziemi. Pearson stracił posadę, w związku z aferą na zgrupowaniu w Tajlandii, ziemi właścicieli klubu. Sprawa z seksem, nagrywaniem i synem menedżera w tle zmiotła z planszy poważną figurę. Lisy potrzebowały natychmiast kogoś doświadczonego. Z odsieczą nadciągnął Ranieri.

Chciał zostawić za sobą gorzki smak Grecji. W wywiadzie udzielonym „Leicester Mercury” mówił: – Popełniłem błąd jako ich selekcjoner. Bo praca w klubie i reprezentacji to dwie różne rzeczy. Miałem cztery mecze, przed każdym trenowałem piłkarzy po trzy dni. Łącznie dwanaście dni. Co można zrobić w dwanaście dni? Musiałem przebudować drużynę narodową w dwanaście dni. Coż mogłem począć? Nie jestem magikiem”.

A jednak okazało się, że jest. Bo jak inaczej wytłumaczyć, że z graczy formatu Roberta Hutha, Christiana Fuchsa czy Wesa Morgana uczynił mistrzów Anglii?

Przede wszystkim zadbał o dobrą atmosferę. Miał już ukształtowany skład, który rozumiał schematy wyznaczone przez Pearsona. Miał też u boku wiernego asystenta poprzedniego trenera, czyli Craiga Shakespeare’a. Kiedy już czas Ranieriego w Leicester dobiegnie końca, to właśnie on zastąpi go na stanowisku.

Zabierał piłkarzy na pizzę, wszedł w rolę kumpla, nie przeszkadzał. Nie próbował z Leicester uczynić drugiego Liverpoolu czy Manchesteru City. Pozwolił zawodnikom grać na miarę swoich możliwości. Magia zadziałała. Ranieri i jego drużyna napisali jedną z najbardziej romantycznych historii w angielskiej piłce.

PRACA POD CIĄGŁĄ PRESJĄ

Menedżer Watfordu, który od kilku spotkań nie wygrał meczu, może być praktycznie pewien wezwania na dywanik. Przypomina to robotę w biurze, w której szef cały stoi za twoimi plecami i zerka ci przez ramię na owoce twoich działań. Xisco Munoz, 41-letni trener na dorobku, nie wytrzymał presji. Zadziwiający może być fakt, że mówimy o menedżerze, który w swojej krótkiej przygodzie na Vicarage Road wygrał ponad 60 procent spotkań – najwięcej w historii klubu.

Watford to miejsce, w którym kredyty zaufania nie istnieją. Kiedy wspomniany Pearson wprowadził Leicester do Premier League, drużynie szło fatalnie. Mając za przełożonych panów Pozzo nie dotrwałby do afery obyczajowej, straciłby robotę dużo wcześniej. Wyniki osiągane przez Lisy były bardzo niezadowalające, drużyna balansowała na granicy spadku, ostatecznie salwując się ucieczką dzięki złapaniu świetnej formy na finiszu, co angielskie media ochrzciły mianem „Great Escape”. Okładka lokalnej gazety z takim właśnie tytułem dziś wisi w biurze prasowym na King Power Stadium i jest relikwią porównywalną do tej z „L’Equipe”, na której Marcin Wasilewski świętuje tytuł z kumplami u Jamiego Vardy’ego w domu.

Kiedy Ranieri złoży formalnie podpis na kontrakcie, będziemy świadkami sytuacji podobnej do tego, co działo się na Selhurst Park w ostatnich kilku sezonach. Crystal Palace prowadził Roy Hodgson, najstarszy menedżer w lidze, mając do dyspozycji najstarszy zespół. W Londynie gwiazdą był (i jest Wilfried Zaha), tutaj zaś Ismaila Sarr. Ranieri ma 70 lat i za chwilę dowiemy się, czy będzie kimś na miarę Hodgsona ratującego zespół z rąk Franka De Boera, czy jednak Hodgsona z dalszej fazy, tego, który nie potrafił zbyt wiele wykrzesać z Orłów.

TRUDNY POCZĄTEK

Co czeka Ranieriego w Watfordzie? Z pewnością walka o uzyskanie stabilizacji. Zupełnie nie wiemy, czego spodziewać się dzisiaj po Szerszeniach. Poza tym, że bankowo stracą bramkę. Najczęściej jako pierwszy zespół w meczu, czym wpędzą się od razu w tarapaty.

Nie pomoże mu już legenda klubu, Troy Deeney, który przeniósł się do Birmingham. No i nie sprzyja mu kalendarz, bo na początku pracy od razu dwaj trudni rywale – Liverpool i Everton. Ryzykuje, że rodzina Pozzo, która chciała go zresztą zatrudnić już wcześniej, znają się bowiem bardzo dobrze, szybko wejdzie w stan zaniepokojenia. Na horyzoncie zaś, bardzo blisko, czekają Arsenal, Manchester United i Leicester, już 28 listopada będzie więc dniem odkurzania opowieści o wielkości Ranieriego, o jego chwilach chwały.

Trudno będzie dopisać kolejny wspaniały rozdział na Vicarage Road. Nie wiem, czy Ranieri znajdzie jakiś klucz, instrukcję obsługi właścicieli, ale wszystko jest przeciwko niemu. Kiedy drużyna spadała z Premier League w sezonie 2019-20, prowadziło ją aż trzech różnych trenerów. Oto rekordy, które bije Watford. Jednym z nich, co za zrządzenie losu, był Pearson.

Żaden z kibiców nie przyzwyczaja się do nowych menedżerów. Watford to po prostu drzwi obrotowe. I nie zniechęcają do tego właścicieli już trzy spadki z elity. Degradacje i dymisje to ich chleb powszedni. Od kiedy Pozzo przejęli ten biznes, czyli 2012 roku, pracowało na Vicarage Road aż trzynastu menedżerów. Takich na stałe, a raczej takich, którzy mieli być na stałe.

Watfordowi poświęciłem rozdział w książce „Zapiski z Królestwa” i jakże inne to były historie. Elton John i Graham Taylor, wspaniały duet właścicel-menedżer doprowadził klub do drugiego miejsca w lidze. Siedem cudownych lat, gdy pięli się z dennych obszarów angielskiej piłki do wicemistrzostwa za plecami Liverpoolu. Boss grający dodatkowe koncerty, by mieć kasę na nowego napastnika. Tamte klimaty nie mają szans powrócić. Ale może Ranieri znów nas wszystkich zaskoczy? Kto powiedział, że cudu nie można dokonać dwa razy?

Podziel się lub zapisz
Czasem pisze – w poniedziałki Futbolowa Gorączka, a w piątki Tygodniówka na newonce.sport, a czasem gada – w poniedziałki w Kick Off, w czwartki w Futbol i Cała Reszta w newonce.radio. Liga angielska jest najlepsza na świecie. Amen.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.