FUTBOLOWA GORĄCZKA #82. „Trzeba być jak dziwka, która ma nadzieję przekonać klienta”. Calciomercato – świat, w którym nigdy nie wolno pójść spać

Zobacz również:CENTROSTRZAŁ #3. Odwaga pionierów. O nieoczywistych kierunkach transferowych
fot. Claudio Villa - Inter/FC Internazionale via Getty Images

Dziś będzie o prawdziwej gorączce. Transferowej. O pieniądzach, wielkich piłkarzach i klubach. Człowiek, który jako pierwszy poinformował opinię publiczną o zatrudnieniu Paulo Sousy w roli selekcjonera reprezentacji Polski, czyli Gianluca Di Marzio, zamierzał z całą pewnością napisać książkę o tym, jak w szczegółach funkcjonuje rynek transferowy. Ale historie zawarte na jej stronach układają się w ciąg niesamowitych zdarzeń. Telefony, zdrady i szelest olbrzymiej forsy jako ścieżka dźwiękowa.

Postać Di Marzio przybliżył czytelnikom newonce.sport Paweł Grabowski, który przeprowadził wywiad z tym włoskim dziennikarzem, specjalistą od zdobywania newsów. W książce „Grand Hotel. Calciomercato” (wydawnictwo SQN) mniej jest jednak o metodach działania samego Di Marzio, a więcej smaczków zza kulis. Pozytywnie zaskoczyło mnie to, że sięga on do naprawdę odległych czasów – opisuje na przykład, dlaczego Marco van Basten nie trafił do Fiorentiny, a Robert Lewandowski do Genoi.

JAKIEŚ WIEŚCI?

„Kto woli spać, traci piłkarze i cenne informacje” – to zdanie chyba najlepiej oddaje istotę opowieści Di Marzio. Ale najczęściej używanym przez niego zwrotem jest wysłana na WhatsAppie wiadomość: „Jakieś wieści?”

„(...) Właśnie dlatego ja również zaczynam (bardzo wcześnie) i kończę (bardzo późno) dzień z telefonem w ręce, w restauracjach i hotelach, gdzie mam nadzieję spotkać odpowiednie osoby, podsłuchać nazwisko obcokrajowca, który już jedzie, zaprzyjaźnić się z kierowcą prezydenta klubu, który przynajmniej da cynk, gdzie znajduje się to sekretne miejsce decydującego spotkania. A do tego setki wiadomości, WhatsApp, trzeba być niczym dziwka, która ma nadzieję przekonać klienta, żeby wybrał ją, nie konkurencję” – tak w największym skrócie wyjaśnia świat, w jakim funkcjonuje piłkarski ekspert newsowy.

JAK NARKOTYK

Nie otarłem się nawet o podnóże góry, na którą wspiął się Di Marzio, choć przez kilka pierwszych lat pracy w roli dziennikarza sportowego próbowałem zdobywać newsy z lepszym lub gorszym skutkiem i muszę przyznać, że to wyjątkowo uciążliwe zajęcie, na pewno nie dla mnie. Przypomina akwizycję, tylko zamiast wciskania komuś odkurzacza chcecie wyciągnąć od rozmówcy cenną informację. Po jakimś czasie nikt was nie lubi, ludzie, widząc wasz numer na telefonie krzywią się z obrzydzeniem, a wy sami nie potraficie już prowadzić normalnych konwersacji, czekacie na newsa, jak narkoman na działkę. Dostarcza to dużej dawki adrenaliny, ale euforia trwa krótko i za chwile znów węszycie, piszecie, dzwonicie. Ten cykl nie ma końca, bo mercato żyje cały rok, nawet gdy zatrzaśnięte jest okno transferowe.

Kiedy już staniecie się szczęśliwymi posiadaczami informacji, jaką można podzielić się ze światem i zebrać zasłużoną chwałę, najczęściej słyszycie od tej drugiej strony: „Ale nie wiesz tego ode mnie”. Wasze źródła to przedziwne postaci, gracie w nimi w tę samą grę, niekiedy stoją w rozkroku, boją się, że opublikowanie newsa wywoła jakąś burzę, zaszkodzi samemu transferowi, dlatego też chętnie by coś szepnęli, ale po prostu nie mogą. Tak było w przypadku oferty Interu dla Roberto Manciniego. Di Marzio wahał się, czy to od razu wrzucić, co jego ojciec skwitował typowo włoskim lamentem: „Wypuść to natychmiast, zrobią cię w chuja! Zrobią cię, zobaczysz!”.

DLA DYREKTORA PALANTA

Nie chcę napisać tekstu, w którym opowiem wam cała książkę, to nie miałoby sensu. Ale naprawdę warto zerknąć za kulisy. Mnie szczególnie zafascynowały te historie, które nie kończą się szczęśliwie – geneza transakcji, jakie nie doszły do skutku, z różnych powodów. Na przykład przenosiny Roberta Lewandowskiego do Genoi.

„Słowa, zamiary, obietnice – intencje są faktycznie dobre. Mimo to w ciągu zaledwie doby wszystko idzie z dymem” – ta fraza idealnie oddaje upadłe transfery. Podobnie jak specjalna dedykacja Arturo Vidala na koszulce, którą podarował Pantaleo Corvino, po tym, jak dyrektor sportowy Fiorentiny zawiódł Chilijczyka w negocjacjach z włoskim klubem: „Dla... dyrektora palanta, który pewnego pięknego dnia mnie nie kupił”.

W tym tyglu kotłują się gwiazdy z przeszłości i teraźniejszości. Juergen Klopp dzwoni za pośrednictwem FaceTime’a do Alissona Beckera i namawia go do Porto, a Leo Messi ma plan, by przejść do Chelsea Jose Mourinho, kiedy na Argentyńczyka spadły kłopoty z podatkami. Tutaj Gennaro Gattuso wypija kolejne kawy w gabinecie prezesa, prezentując charakterystyczny dla siebie upór woła, a Paulo Sousa namawia Luisa Figo na transfer do Juventusu. Od nazwisk i kwot kręci się w głowie, ale przyjemne są to zawroty.

Podziel się lub zapisz
Czasem pisze – w poniedziałki Futbolowa Gorączka, a w piątki Tygodniówka na newonce.sport, a czasem gada – w poniedziałki w Kick Off, w czwartki w Futbol i Cała Reszta w newonce.radio. Liga angielska jest najlepsza na świecie. Amen.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.