FUTBOLOWA GORĄCZKA #68. Pozbycie się Glazerów z Manchesteru United to na dziś utopia. Ale ten wulkan będzie wybuchał coraz częściej

Zobacz również:Najbardziej romantyczny beniaminek od czasów Newcastle Keegana. Czy Leeds zderzy się ze ścianą?
fot. Anthony Devlin/Offside via Getty Images

Kibice Manchesteru United chcieliby, żeby Glazerowie nie byli już właścicielami ich ukochanego klubu. Nie wiedzą jeszcze jednak jak obalić znienawidzonych bossów, zaczęli więc od protestów. Na razie nie dopuścili do meczu z Liverpoolem, być może sceny takie jak te na Old Trafford w niedzielne popołudnie będą się powtarzać. A jakie jest realne rozwiązanie sytuacji i czy ono w ogóle istnieje?

„Co oni, u licha, palą na The Emirates?” – pytał osiem lat temu John W. Henry, właściciel Liverpoolu, kiedy Arsenal próbował kupić Luisa Suareza, dokładając do klauzuli, jaka miała istnieć w kontrakcie Urugwajczyka, funta. Dosłownie. Oferta opiewała więc na 40 milionów + 1 funt. Nie wiem czy w istocie coś palili, natomiast to co zapalili przed utworzeniem Superligi możnowładcy kilkunastu klubów z Europy musiało klepać niezwykle mocno.

Dym zresztą widać do teraz, a symbolizowały go w niedzielę w Manchesterze race. Mogłoby nas to może zszokować, gdyby nie fakt, że żyjemy w dziwnych czasach. Pandemii koronawirusa, majówce przy dziewięciu stopniach Celsjusza i wchodzenia sobie do Kapitolu w Waszyngtonie ludzi, z których jeden jest przebrany za bizona.

ONI TO NIE MY

Ogólnie uważam, że ostatnie ruchy, których punktem zapalnym stała się niedoszła Superliga, to również wypadkowa tego, co dzieje się w Wielkiej Brytanii. Kraj został mocno dotknięty przez pandemię, wydaje mi się, że ona wytworzy jeszcze większe różnice pomiędzy bogatymi a uboższymi, a równolegle do tego wszystkiego mieliśmy Brexit, który sam w sobie jest zjawiskiem mocno nacjonalistycznym, odcięciem się od innych, obcych, wejściem w rolę prawdziwej wyspy.

Piłka nożna, szczególnie ta w Anglii, stała się dyscypliną sportu opętaną przez pieniądze. Dopiero co publicyści w całej Europie głowili się jakież to zmiany zajdą w płacach, a dziś czytam o ofercie szykowanej dla Paula Pogby – 400 tysięcy funtów tygodniowo. Hmmm, dla mnie trochę dużo, jak na to, że mówimy o gościu, który dobrze gra wtedy, kiedy mu się zachce. Ale to przecież nie moja forsa. I o cudzej kasie dzisiaj jeszcze będzie.

Protest przeciwko Glazerom trwa tak naprawdę kilkanaście lat, od pierwszych sekund, w których objęli Manchester United. Na ulicach palono ich kukły, a odpowiedzią na ten ruch miało być powstanie klubu FC United. Znalazłem nawet wypowiedź sir Alexa Fergusona z 2006 roku. Szkot mówił o tym zjawisku tak: – Przykro mi z tego powodu. Zastanawiam się, jak wielkimi kibicami United ci ludzie są naprawdę. Tutaj bardziej chodzi o nich niż o nas.

Sześć lat później wciąż stał po stronie właścicieli. – Kiedy Glazerowie przejęli klub, panowało ogólne niezadowolenie, bo zawsze są grupy kibiców, które mają własne poglądy. Myślę jednak, że większość prawdziwych fanów spojrzy na to realistycznie i stwierdzi, że to nie uderza w drużynę. Zdobyliśmy cztery mistrzostwa i Puchar Europy, od momentu, gdy tutaj przyszli – tłumaczył rzeczywistość.

Nigdy nie przyszli tak naprawdę. Byli w Ameryce. Tak jak w Liverpoolu mówi się dzisiaj, że są dwa Liverpoole – ten w USA i ten na Anfield. To biznes. Amerykańscy właściciele traktują europejskie kluby jak kolejny ze swoich interesów, mieszankę teatru, filmu i sklepu z marzeniami. Po części, sorry za pejoratywne skojarzenie, kolonię. Nigdy nie poczują również tych emocji, jakie nosi w swoim sercu hardkorowy kibic Premier League. Muszą mieć chłodne głowy, wypełnione dobrze liczącymi mózgami.

IDEALNY WŁAŚCICIEL NIE ISTNIEJE

Czytam dzisiaj, że to co się stało w niedzielę na Old Trafford jest wynikiem frustracji, która narastała latami. Ale lubię także przeglądać wyważone, mądre opinie i dobrze postawione pytania. A takich nie brakuje. Jakie jest rozwiązanie? Kto byłby w stanie zapłacić za konkretny klub, MUTD, Arsenal, czy Liverpool, nie wiem, 2,3,4,5 miliardów funtów? W trudnych ekonomicznie czasach. Dlaczego kibice różnych klubów przez lata nie zawracali sobie głowy takimi błahostkami, jak zagraniczny inwestor? Fani Chelsea, kiedy klub ze Stamford Bridge przejął Roman Abramowicz, z chęcią zakładali na głowy czapki z czerwoną gwiazdą, a kibice Manchesteru City, dumni, że inwestują u nich szejkowie, oglądali z trybun mecze w turbanach. Celowo podaję takie przykłady, będące oczywiście jednostkowymi elementami, że tak to ujmę, folkloru piłkarskiego.

Jaki jest w zasadzie idealny właściciel? Naprędce nakreślę jego portret i z marszu chciałem napisać, że najlepiej Anglik, jednak od razu odwijają mi się w głowie wszystkie teksty o Mike’u Ashleyu i jego wiecznej wojnie z kibicami w Newcastle. No ale dobrze, jaki? Miałem kumpla w liceum, który szukał dziewczyny i śmialiśmy się, że nie zwiąże się z żadną, dopóki nie będzie miała urody Cindy Crawford i rozumu Scully z „Archiwum X”. Podobnie wygląda to w kwestii marzeń kibicowskich o właścicielu. Rozumiejący kibiców, może najlepiej sam częściowo wywodzący się z tego środowiska, oddany barwom, prowadzący dialog, pytający fanów o zdanie i dający im miejsce w dyskusji dotyczącej transferów czy rozbudowy stadionu. Zawsze do dyspozycji. No i koniecznie ryzykujący własnym majątkiem, uzbieranym przez lata pracy. Bo gdyby którykolwiek z fanów, jacy wtargnęli na Old Trafford w niedzielę, miał na zbyciu parę miliardów funtów, kupiłby Manchester United, wiadomo. No ale akurat nie ma.

ROPA W OGRÓDKU

Celowo ironizuję, nie chcę, żebyście zrozumieli powyższy fragment niezgodnie z moją intencją, bo uważam, że piłka powinna się bronić przed kapitalistyczną masakrą, co dziś wydaje się już mało prawdopodobne. Staram się raczej pobudzić was do procesu myślowego, jaki zachodzi również w mojej głowie. Dawno temu przestałem szukać radykalnych rozwiązań i w tej kwestii ich nie widzę. Wiem jednak, że angielska piłka zapędziła się w kozi róg i niewykluczone, że nie ma stamtąd wyjścia.

– Jeśli chce, żebyśmy grali w różowych strojach, to zagramy – mówił Steve Bruce, kiedy został menedżerem Hull City, a klub kupił Assem Allam i chciał zmienić nazwę na Hull Tigers. Nikt mi nie powie, że Steve Bruce nie wie, co to znaczą barwy, przecież jako kapitan Manchesteru United wznosił trofea i godnie reprezentował ten klub przez lata.

Zmierzam do tego, że nam się wszystkim bardzo łatwo liczy czyjeś pieniądze. Ocenia biznesy. Podpowiada. Niczym przecież nie ryzykujemy.

W 2013 roku dożywotni prezydent Aston Villi, a kiedyś prezes tego klubu, Doug Ellis, powiedział: – Dziś bardzo trudno o to, by Brytyjczyk był właścicielem brytyjskiego klubu. Nie da się konkurować z arabskimi szejkami, u których w ogródku za domem płynie ropa. Nie powiedziałbym, że ich forsa nas zrujnowała, zniszczyła naszą ukochaną dyscyplinę, ale sprawiła na pewno, że Anglik nie może z nimi rywalizować.

MILIARD NA TRANSFERY

Kiedy tylko napływ obcego kapitału do Premier League stał się normalną rzeczą, oldskulowi bossowie wiedzieli, że nadchodzi ich zmierzch. Delia Smith, mająca udziały w Norwich City, powiedziała wprost: – Przecież nie robią tego z miłości do piłki.

Cóż, wielu piłkarzy też wykonuje tylko swój zawód. Grają dobrze czy źle, mają swoje bajońskie sumy w tygodniówkach, zagwarantowanych. Stworzono im park rozrywki, w którym kasa rośnie na drzewach. Uwierzcie, że mają w dupie, kto jest właścicielem, jeśli stan konta się zgadza. I wcale im się nie dziwię, bo tak skonstruowany jest świat. Nikt jednak nie protestuje na ulicach przeciwko zawodnikowi, który zarabia miliony, a gra fatalnie.

W 2005 roku Sean Bones z grupy Shareholders United wykrzykiwał, że Glazerowie zniszczą Manchester United i doprowadzą go do tego samego, co stało się przed laty z Leeds United. Ani jedno jego słowo się nie sprawdziło. W tym samym czasie Eric Cantona, w swoim stylu, uznał, że Malcolm Glazer wygląda jak „właściciel baru” i liczył na to, że decyzje pozwoli podejmować ludziom, którzy znają się na piłce. Sądzę, że generalnie na świecie nie ma zbyt wielu wytrawnych znawców futbolu, którzy przy okazji są obrzydliwie bogaci i chętni inwestować w kluby.

Tylko od odejścia Fergusona Manchester United wydał na transfery nowych graczy – lepsze i gorsze – ponad miliard funtów. Wliczając w ten bilans piłkarzy, którzy zostali sprzedani z Old Trafford, wychodzi mniej więcej kwota, jaką Glazerowie przeznaczyli na przejęcie klubu – 800 mln funtów.

Przypuszczam, że oni sami kompletnie nie rozumieją kibiców, dam sobie uciąć głowę, iż uznali Superligę za świetny pomysł, jaki przypadnie fanom do gustu. Tacy ludzie, z wielkim ego i napuchniętym kontem, działają trochę w myśl idei Steve’a Jobsa: – To my będziemy mówić innym czego chcą, nie oni nam.

A trybuny to specyficzna, pulsująca, nieuchwytna i porywcza materia. Dlatego ten konflikt nie może zostać zażegnany, wulkan nadal będzie wyrzucał lawę, te erupcje mogą się coraz bardziej nasilać. Straci na tym, jak zawsze, piłka nożna.

Podziel się lub zapisz
Czasem pisze – w poniedziałki Futbolowa Gorączka, a w piątki Tygodniówka na newonce.sport, a czasem gada – w poniedziałki w Kick Off, w czwartki w Futbol i Cała Reszta w newonce.radio. Liga angielska jest najlepsza na świecie. Amen.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.