FUTBOLOWA GORĄCZKA #64. „Moja racja jest mojsza niż twojsza”, czyli o trudach polemiki. Jak polityka popsuła dialog w każdym obszarze naszego życia

Zobacz również:Istnieje życie bez Lewandowskiego? Lata kadry żyjącej w szponach nałogu
fot. Piotr Kucza/400mm.pl

Czy w przestrzeni publicznej istnieje jeszcze coś takiego jak inteligentny spór? Co za takowy może w ogóle uchodzić? W mojej opinii to po prostu wyrażenie własnego zdania z jednoczesnym prawem kogoś innego do zupełnie różnego spojrzenia na ten sam temat. Nigdy nie ośmieliłbym się nikomu nakazać myśleć jak ja, ale też oczekuję, że otoczenie pozwoli mi na to samo. W praktyce wygląda to jednak zupełnie inaczej.

Jeszcze się chyba nie zdarzyło, by „Futbolowa Gorączka” była follow-upem tego, o czym pisałem tydzień wcześniej, ale tym razem zrobię wyjątek. Chodzi o tekst dotyczący Paulo Sousy i jego decyzji, by Robert Lewandowski zagrał w spotkaniu z Andorą. Jak wiadomo, skończyło się urazem kapitana reprezentacji Polski i nieobecnością w starciu na Wembley, co zrobiło – bez zaskoczeń – różnicę. Jeśli ktoś nie wie, o jakim tekście mowa, może go przeczytać TUTAJ.

To naprawdę zabawne, ale – uwierzcie lub nie – nie uważam postawionej przed tygodniem tezy nawet za odrobinę kontrowersyjną. To zwykłe wyrażenie własnego zdania na jakiś temat. W tej opinii nie ma kompletnie znaczenia, że Lewy grał praktycznie zawsze i wszystko, bo znaleźliśmy się jednak w nietypowej sytuacji: mieliśmy trzy mecze w krótkim odstępie i akurat ten przeciwko Andorze był idealny na odpoczynek.

Nie obchodzi mnie również, bo takie argumenty się pojawiały, z kim i ile razy grał Cristiano Ronaldo, ponieważ w ogóle nie jestem zainteresowany ruchami kadrowymi w reprezentacji Portugalii.

Nie napisałem tamtego felietonu dla klików, nigdy tego nie robię, mówiąc szczerze, gdy siadam do pisania, mam to gdzieś. Nadrzędne jest moje zainteresowanie konkretnym tematem, nie to, czy zainteresowani są tym inni ludzie. Z treściami w internecie jest tak, że czasem niesie się coś, co z pozoru w ogóle nie powinno interesować ludzi, a innym razem ci sami ludzie nie czytają czegoś naprawdę ciekawego (według autora). Nie ma więc żadnego algorytmu, przepisu, na to, jak napisać tekst, pod którym pojawi się kilkaset komentarzy.

W przestrzeni publicznej, szczególnie w tym sportowym wycinku, niewiele jest miejsca na polemikę, taką wartościową, w której ja mówię: „Uważam, iż Robert Lewandowski nie powinien zagrać, bo...”, a ktoś odpowiada: „A ja sądzę, że powinien, bo...”.

Prawdopodobnie to politycy sprawili, że debata jest dzisiaj wrzaskiem. Jest przerywaniem sobie, jest życzeniem, aby ktoś miał takie zdanie jak ty. Bo każde inne jest niewłaściwe.

Ludzie mówią ludziom, jak mają żyć, po jakiej stronie barykady się ustawić, czy szanować prawicę, czy gardzić lewakami. Kto jest patriotą, a kto lemingiem. To ostatnie przypomniało mi pewne zdarzenie. Pracowałem kiedyś u jednego faceta, mocno niezrównoważonego, który cały czas gadał o lemingach. Kojarzę oczywiście takie sympatyczne stworzonka, często grałem w Lemings na Amidze 500. Pewnego dnia nie wytrzymałem i zapytałem go, kim jego zdaniem jest leming. Kiedy już mi nakreślił, odparłem: „Ach więc tak, czyli to ktoś taki jak ty. Z służbowym samochodem, służbową kartą kredytową, wielką pensją i mieszkaniem na strzeżonym osiedlu”. Korposzczur śmiał się z lemingów, zabawne.

Piszę o tym, żeby pokazać, że zawsze, ale to zawsze mam własne zdanie. Zapłaciłem za nie wiele razy bardzo wysoką cenę, ale cóż innego zostałoby mi, gdybym nie mógł wyrazić swojej opinii. W końcu na co dzień wszyscy tak robimy. Spieramy się w różnych kwestiach przy imieninowym stole, bez względu na to, czy mowa jest o gender, o rządzie, pandemii czy wakacjach na Krecie.

W Internecie funkcjonuje to inaczej. Nawet mało kontrowersyjna opinia może ludzi rozwścieczyć, nawet mało istotny spór, bo na dobrą sprawę takim jest prawie każdy dotyczący piłki nożnej, wywołuje burzę. Piszę o sporcie od wielu lat, ale chyba nigdy nie byliśmy w takim zaułku.

To ciekawe, że te same dyskusje wśród znajomych wyglądają inaczej. Sami mamy w redakcji różne zdanie na wiele tematów i nie tylko nikt nikogo z tego powodu nie obraża, ale mało tego – w swoich mediach społecznościowych udostępniam treści napisane przez kogoś o innym spojrzeniu. Śmieszy mnie, gdy ktoś pyta: „to jaka jest w końcu wasza linia?!”. Ochłoń, nie ma żadnej linii, jest nią dyskusja na poziomie, otwartość, wymiana poglądów.

Publicystyka, także sportowa, jest od tego, żeby pobudzać do myślenia. Sam czytam wielu felietonistów, dotykających całkiem różnych treści i dopóki nie widzę po drugiej stronie siedzącego za klawiaturą oszołoma, staram się w myślach przeprowadzać proces, polemizować bezgłośnie. Należę do tych osób, które nie mają akurat częstej potrzeby wpisywać się komukolwiek w komentarzach pod postem, no a już na pewno do osób, które nigdy nie napisałyby tam: „co ty pierdolisz?”.

Paweł Zarzeczny często miał niepopularne opinie. Krytykował wielkich polskich sportowców, obrywało się od niego Adamowi Małyszowi czy Robertowi Kubicy, ludzie wieszali na nim psy, pamiętam, że wylewało się na niego morze ścieków. Paweł udawał, że ma to gdzieś, choć wcale nie miał, bardzo się przejmował i mówił o tym, pod koniec życia już nawet nie między wierszami. Ktoś może oczywiście powiedzieć, że ci zmiażdżeni przez niego sportowcy też w sumie nie czuli się fajnie i... obie strony będą miały rację. Sport rozpala mocno emocje, wprowadza nas w stany czarno-białe, bez odcieni.

„Moja racja jest mojsza niż twojsza” – pamiętacie „Dzień świra”? Marek Koterski potrafił znakomicie uchwycić rzeczywistość wokół nas. Jej główne przywary. I w tym filmie dotknął także trudnej sfery dialogu pomiędzy ludźmi, no i bez wątpienia bolesnego faktu, że nie potrafimy dawać sobie wzajemnie przestrzeni, czy chodzi o wyprowadzanie psa pod czyimś oknem, czy hałas w przedziale pociągu. Podobnie jest z dyskusją.

A wcale nie musi tak być. Ilu ludzi, tyle racji i tyle opinii. To jest przecież najfajniejsze. Ja się mogę zaszczepić przeciwko COVID-19, ty możesz uważać, że wszczepią ci chip i Bill Gates będzie cię kontrolował. Może masz rację? Czas pokaże, kto wyjdzie na tym lepiej.

Znalazłem się na takim etapie życia i drogi zawodowej, że w zasadzie niewiele rzeczy jest mnie w stanie obrazić. Gdyby ktoś z moich przyjaciół, czy dobrych znajomych powiedział mi coś przykrego, pewnie bym to przeżył. Natomiast totalnie, piszę to bardzo szczerze, spływa po mnie hejt, czy jakakolwiek próba podbudowania sobie poczucia własnej wartości poprzez atak na mnie ze strony obcych mi osób. Z biegiem lat dochodzę do wniosku, że moje życie w żaden sposób nie zależy od takich ludzi i nigdy nie będzie zależało.

Niekiedy dostaję pytanie, czy widziałem coś tam, gdzieś tam, co ktoś o mnie napisał, ale odpowiadam niezmiennie, że ani nie widziałem, ani nie zobaczę. W tej kwestii osiągnąłem stan zen, jakiego nie mogłem uchwycić parę lat wcześniej, żałuję.

Kiedyś, podczas wizyty u rodziców, w ich domku w sercu lasu, tata zapytał mnie: „Nie boli cię to, jak ktoś ci pisze przykre rzeczy?”.

„Słyszysz ujadanie psa od strony wsi?” – odpowiedziałem. „Z tym jest podobnie, to po prostu tylko ujadanie, nic więcej. Ani to szkodzi, ani nie dodaje komfortu”. Nie wiem, czy ojciec zrozumiał, starsze pokolenia tak mają, że dla nich jest bardzo ważne, co ludzie powiedzą, co inni o tobie myślą. Dla mnie – w ogóle.

Łatwiej pisałoby się pewnie tak, żeby wszystkim było fajniusio, milusio.

Tylko po co wtedy w ogóle pisać?

Podziel się lub zapisz
Czasem pisze – w poniedziałki Futbolowa Gorączka, a w piątki Tygodniówka na newonce.sport, a czasem gada – w poniedziałki w Kick Off, w czwartki w Futbol i Cała Reszta w newonce.radio. Liga angielska jest najlepsza na świecie. Amen.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.