FUTBOLOWA GORĄCZKA #57. Zmarła ci matka? Dobra, powiedz lepiej, co tam z obroną tytułu przez Liverpool

Zobacz również:Najbardziej romantyczny beniaminek od czasów Newcastle Keegana. Czy Leeds zderzy się ze ścianą?
fot. Michael Regan/Getty Images

Na konferencji prasowej po meczu w Leicester Juergen Klopp wyglądał na człowieka zdemolowanego i z pewnością porażka Liverpoolu, kolejna w tym sezonie, miała drugorzędne znaczenie. Menedżer The Reds, gdybyśmy żyli w świecie idealnym, w ogóle nie powinien być tego dnia na King Power Stadium. W Niemczech zmarła jego mama, ale nie mógł jej pożegnać, ze względu na protokoły dotyczące Covid-19. Klopp nie ma czasu na żałobę. Musi odpowiadać na pytania dziennikarzy, na przykład: czy oddajecie tytuł mistrzowski?

Kilka lat temu po niemieckim finale Ligi Mistrzów na Wembley pomiędzy Bayernem a Borussią, poszedłem na konferencję prasową z udziałem obu trenerów. Juergen Klopp był nieobecny. Siedział co prawda fizycznie za stołem i odpowiadał na zadane pytania, jednak gołym okiem dało się dostrzec, że zgasł. Przegrane finały bolą najbardziej, bo to jakby ktoś zdjął cię z trasy przed metą. Klopp przeżywał sportową porażkę, paliła go złość.

Co innego jednak sport, a zupełnie czym innym jest codzienne życie. Ludzie, których oglądamy w telewizji – piłkarze, sędziowie czy trenerzy, mają przecież domy, rodziny, chorujące matki – pod tym względem niewiele różnią się od nas.

Z każdym sukcesem rośnie ich popularność, której po pewnym czasie mają dosyć. Zarabiają wielkie pieniądze, a te, przynajmniej w opinii zdecydowanej większości, powinny być rekompensatą za wszystko, lekarstwem na każde utrapienie. To najkrótsza droga, by zdehumanizować te jednostki. Oto wyszli na arenę gladiatorzy, niech więc się biją, bo lud płaci i wymaga. Tutaj nie ma miejsca na słabości, żałoby i inne pierdoły. Zmarła ci matka? Dobra, powiedz lepiej co tam z obroną tytułu przez Liverpool.

Nikt nie zrozumie w tych dniach Kloppa tak dobrze jak człowiek, z którym od paru lat bije się o mistrzostwo. Pep Guardiola. Jego matka także niedawno odeszła. Znamy ich obu jako wspaniałych trenerów, z wielkimi sukcesami, charyzmatyczne postaci. Ale w obliczu rodzinnych tragedii są bezsilni. A kiedy nie możesz nawet pożegnać jednej z najbliższych ci osób, bezsilność narasta.

Kibice, przynajmniej ci posiadający uczucia, zachowują się wobec Kloppa świetnie. Na płocie okalającym Anfield powiesili transparent: „Juergen Klopp, nigdy nie będziesz szedł sam”. Dziennikarze są w innej sytuacji, współczują NIemcowi, ale nie mają czasem refleksji, niekiedy po prostu wykonują swoją pracę, może nawet nie są to ich złe intencje, fatalny jest natomiast czas. Klopp trafił do krainy, w której najważniejszy jest nagłówek. Znalezienie atrakcyjnego tematu jest ważniejsze niż empatia. Toczy się ciekawy sezon Premier League, więc trzeba pytać o Premier League, prawda? Gdy wygrywasz wszystko jest tutaj piękne, ale schody zaczynają się, jeśli parę razy się potkniesz.

„Była dla mnie wszystkim” – wyznał Klopp. Ładnie zachował się Manchester United, składając mu kondolencje. W takich chwilach podziały, rywalizacja, nie mają żadnego znaczenia. I dobrze. Wyrazy współczucia wysłali i Raheem Sterling, i Marcus Rashford. Sami wiedzą, jak dużo w życiu znaczy mama. To według niej zazwyczaj wszystko co robi syn, jest najlepsze. Taka bezwarunkowa miłość potrafi dać mnóstwo sił. Klopp miał ojca, który dużo od niego wymagał, bywał surowy, pobudzał w nim skłonność do rywalizacji.

Raphael Honigstein, który napisał książkę biograficzną o Kloppie „Robimy hałas” podczas wizyty w Warszawie opowiadał mi bardzo ciekawe rzeczy na temat relacji Juergena z tatą. Pan Norbert Klopp, który zmarł w 2000 roku, bez przerwy rzucał synowi wyzwania, czy to były narty, czy tenis, czy futbol.

– Cieszę się, że mój tato mnie tak nie traktował. Ostatecznie możesz stwierdzić, że to działało, uformowało jego charakter, od ojca przejął sportową ambicję. Ale wygląda to nieprzyjemnie. Wstawać o szóstej rano, żeby grać przeciwko dorosłemu mężczyźnie w tenisa, dostać baty 0:6, 0:6, to nie jest moja idea rozrywki. Tamta generacja nie umiała wyrażać uczuć albo robiła to w inny sposób – w tym przypadku katując go sportem. Juergen był dumny, że osiągnął tak dużo w obszarze, w jakim to jego tata chciał tak naprawdę odnieść sukces – uważa Hoenigstein.

Jeśli więc widzieliście wielokrotnie scenkę, podczas której Klopp po ostatnim gwizdku przytula swoich piłkarzy, to właśnie cząstka jego mamy. Menedżer Liverpoolu zdołał jeszcze odwiedzić ją w Niemczech z okazji 80. urodzin, czyli rok przed śmiercią. Była bardzo silną kobietą, pochodzącą z rodziny browarników, razem z siostrą, Marianne, rozwoziła skrzynki z piwem do tawern, a także prowadziła rodzinny sklepik. Dla Kloppa w istocie była wszystkim. Podobnie zresztą, jak dla jego rodzeństwa.

Przyszło nam żyć w czasach, w których – bez względu na miejsce pracy – przełożonych często nie interesuje sytuacja domowa. Szukanie dzisiaj współczucia jest jak próba odnalezienia małej wsi bez nawigacji. Najważniejszy jest wynik. Meczu, sprzedaży, obojętne. Dziennikarze gonią za klikami, kluby za pucharami, tytułami. Komu chciałoby się pamiętać, co Klopp zrobił z Liverpoolem, sięgając po Ligę Mistrzów, Klubowe Mistrzostwo Świata, czy mistrzostwo Anglii, skoro ostatnio przegrał parę meczów.

Tak nawija Pezet o Warszawie: „W mieście, w którym wszędzie jesteś hen gdzieś od Edenu, więc graj twardo, bo tu dawno znaczy jakoś trzy dni temu (...)”, ale to się tyczy wszystkich obszarów naszego życia. Nie ma żadnego wczoraj, liczy się już nawet nie dziś, tylko jutro. I nie jest ważne, że straciłeś matkę, powiedz nam lepiej, dlaczego nie radzisz sobie ze stratą Van Dijka.

Podziel się lub zapisz
Czasem pisze – w poniedziałki Futbolowa Gorączka, a w piątki Tygodniówka na newonce.sport, a czasem gada – w poniedziałki w Kick Off, w czwartki w Futbol i Cała Reszta w newonce.radio. Liga angielska jest najlepsza na świecie. Amen.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.