FUTBOLOWA GORĄCZKA #51. Covidioci z Instagrama. Jak kilku błaznów z Premier League psuje wizerunek piłki, przegrywając z narcyzmem

Zobacz również:CENTROSTRZAŁ #10. Nowe realia. Dlaczego dla trenerów to tak trudny sezon
fot. Tottenham Hotspur FC/Tottenham Hotspur FC via Getty Images

Kiedy pandemia koronawirusa nabrała rozpędu, piłkarze Premier League znaleźli się na celowniku – oczywiście jako ci najbogatsi. W Anglii chciano, by pomagali finansowo służbie zdrowia, uznano to wręcz za ich obowiązek. Wielu z nich można wziąć w obronę, bo choć zarabiają fortuny, to mają też wielkie serca. Ale jest grupa, która cały czas psuje wizerunek mainstreamowego futbolu.

Jeśli ktoś ponownie doprowadzi do przerwy w rozgrywkach Premier League, będą to sami zawodnicy. Czołowi publicyści na Wyspach brytyjskich mają już dość tej frywolności w kwestiach pandemicznych, podejścia na zasadzie: a co nam pan zrobisz? Raz po raz jesteśmy świadkami idiotycznego zachowania – piłkarz łamie reguły zachowań w obecnej rzeczywistości i bezczelnie chwali się tym w mediach społecznościowych. Niektó®zy to już recydywiści, a powód recydywy dość jasny – konsekwencje, a właściwie ich brak.

Martin Samuel z „Daily Mail”, całkiem słusznie zresztą, uważa, że to kwestia ego i nazywa po prostu arogancją. U sporej części środowiska piłkarskiego to wciąż pięta achillesowa – myślenie. Albo inaczej: myślenie o sobie, niekoniecznie o innych.

Kiedy Marcus Rashford, Harry Kane czy Jordan Henderson pomagają innym ludziom, paru ananasów uważa, że nie dotyczą ich kwestie pandemii.

Covid-19 raz po raz pojawia się przy nazwiskach niektórych graczy, odwoływane są mecze, ale niektórzy zdają się nie dostrzegać takiego problemu. Wszyscy chcielibyśmy, żeby świat wrócił do normy, mnie osobiście brakuje kontaktu z ludźmi, spotkań przy piwku na mieście, kolacji ze znajomymi w większym gronie, podróży. Ale świat wygląda tak jak wygląda i pozostaje nam się jedynie dostosować. Też nie lubię maseczki, od które parują okulary, a po kilkudziesięciu minutach człowiek czuje, jakby za chwilę miał wyzionąć ducha. Trudno, co zrobić. Bywają gorsze rzeczy.

Dla Sergio Reguilona czy Benjamina Mendy’ego i kilku innych gości to jakieś pierdoły. Nikt nie będzie im mówił, jak mają żyć. A jak zawalą sprawę (dziwne, że nie mają tego świadomości wrzucając fotkę na Instagram), to najwyżej przeproszą. Rozejdzie się po kościach. Taki Reguilon to przecież bęcwał nie z tej ziemi. Najpierw powiedział Jose Mourinho, że spędza święta sam, w wyniku czego menedżer dobrodusznie obdarował go mięsiwem, a następnie szczerzył się na zdjęciu z kilkunastoma znajomymi.

Samuel twierdzi, że oto jest właśnie szczyt ego. Dodałbym, że tak się dzieje tylko jeśli jesteś takim narcyzem, iż nawet pod groźbą konsekwencji, musisz koniecznie pochwalić się świętami na wypasie i piękną narzeczoną, czy tam inną miss świata i okolic. Partnerki piłkarzy, zamiast dyscyplinować ich w stylu: „facet, masz super życie, zarabiasz wielką kasę, myśl, żadnych fotek”, oczywiście całą tę błazenadę aprobują, biorąc w niej aktywny udział, bo wyścig po followersów nie ma przerw.

Tak naprawdę szkoda mi tych zawodników, którzy przestrzegają zasad, a potem spotykają w szatni kogoś, kto je olewa i są zakażeni. Nigdy nie wiadomo, w jaką stronę to pójdzie, czyż nie? Piłkarze Newcastle United, Alain Saint Maximine i kapitan Jamal Lascelles fatalnie przechodzili Covid-19. Pomocnik Chelsea Kai Havertz wciąż nie może wskoczyć na pełne obroty, opowiadał, jak straszne dni przeżył, nie mogąc podnieść się z łóżka. Moi znajomi, którzy pokonali wirusa, do teraz bardzo często nie odzyskali węchu czy smaku w stu procentach. To straszne, jakim ignorantem musisz być, by dostać wszystkie narzędzia potrzebne do wygodnego życia w tak trudnych czasach, być tak naprawdę w bańce – zbadanym i zaopiekowanym – a mimo to pokazywać światu środkowy palec.

W Wielkiej Brytanii ostatnio regularnie liczba zakażonych wynosi ponad 50 tysięcy, a na koronawirusa zmarło już pół Bournemouth, które nie jest takim małym miastem, jak się komuś może wydawać. Zadziwiające, że piłkarze, którzy potrafią doskonale bywać hipokrytami w tylu innych sytuacjach, tym razem tracą instynkt samozachowawczy lub po prostu mają fatalnych doradców.

Chris Sutton twierdzi, że brak gry w kolejnym meczu to za mała strata dla tego, kto przewinił, żadna kara. Podał też przykład Luki Milivojevicia, którego zachowanie potępił co prawda menedżer Crystal Palace Roy Hodgson, po tym jak piłkarz spędzał Sylwestra z Aleksandarem Mirtroviciem z Fulham, tego samego klubu, w którym zaszalał ostatnio koronawirus, ale... ostatecznie ten sam Milivojević zagrał w lidze.

Sutton zwraca też uwagę na to, o czym pisałem wyżej – uprzywilejowanie. „Tak wielu amatorów chciałoby pokopać piłkę, ale nie mogą” – pisze w swoim felietonie. W angielskim języku na takich ludzi, którym zmagania z wielkim „poświęceniem”, jakim jest zachowanie dystansu społecznego i unikanie ryzyka, mówi się „covidiots”, czego nawet nie trzeba tłumaczyć na nasze.

Podziel się lub zapisz
Przemek Rudzki
Czasem pisze – w poniedziałki Futbolowa Gorączka, a w piątki Tygodniówka na newonce.sport, a czasem gada – w poniedziałki w Kick Off, w czwartki w Futbol i Cała Reszta w newonce.radio. Liga angielska jest najlepsza na świecie. Amen.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.