„Futbol nie siedzi mi już w głowie”. Tomas Brolin, była gwiazda reprezentacji Szwecji, opowiada newonce.sport o drodze z wielkiej piłki do biznesu (WYWIAD)

Zobacz również:EUROnewonce #8. Polska pod ścianą. Ale nie patrzmy na turniej jak zbite psy
fot. Allsport/ALLSPORT

Uchodzi za jednego z najlepszych zawodników w historii szwedzkiej piłki. Z kadrą Trzech Koron zdobył brąz zarówno na mistrzostwach Europy, jak i świata. Choć zakończył karierę mając zaledwie 28 lat, to nie żałuje podjętych decyzji. Zawsze najważniejsza była dla niego radość z gry. Tomas Brolin, były pomocnik i napastnik Parmy czy Leeds United opowiedział nam o podboju piłkarskiego świata, życiu biznesmena po skończeniu z futbolem, czy szansach reprezentacji Janne Anderssona w trakcie nadchodzącego Euro.

Michał Winiarczyk: Skąd w ex-piłkarzu chęć wejścia w branżę dysz do odkurzaczy?

Tomas Brolin: To był 1998 rok. Byłem świeżo po zakończeniu kariery. Wielu znajomych namawiało mnie na wejście w biznes. Postanowiłem wybrać ten niecodzienny kierunek. Nie ma w tym raczej specjalnej motywacji, chodzi tylko o interes.

Trzy lata temu w rozmowie z FourFourTwo powiedział pan: „Życie jest za krótkie, żeby robić nudne rzeczy – jeśli coś nie sprawia mi radości, nie robię tego”.

Staram się być wierny tej maksymie. Nie powiem, że chodzę szczęśliwy i uśmiechnięty od ucha do ucha 24 godziny na dobę. Tak się nie da, ale można próbować. Testuję siebie w wielu biznesach. Mam udziały w restauracji, firmie obuwniczej czy deweloperskiej. Staram się być aktywnym na wielu płaszczyznach, choć na dziś najwięcej uwagi przywiązuje do wspomnianej firmy tworzącej dysze. Cieszę się, że cały czas mogę się rozwijać.

Zdarza się panu wracać wspomnieniami do kariery piłkarskiej?

Przyznam szczerze, że futbol nie siedzi mi już w głowie. Jedyne sytuacje, kiedy bierze mnie na grzebanie w przeszłości, to rozmowy z dziennikarzami.

Widzi pan w sobie różnicę jeśli chodzi o podejście do życia dziś a trzydzieści lat temu?

Co tu dużo ukrywać, trochę się zmieniłem, głównie jeśli chodzi o wygląd (śmiech). Byłem wtedy mniej więcej w połowie kariery. Teraz nie mam już nic wspólnego z piłką, zajmuję się biznesami. Mam nadzieję, że jednak nie jestem jeszcze na półmetku „pozapiłkarskiej” przygody. Czy zmieniłem się jako człowiek? Trudno samemu o sobie mówić, powinieneś zapytać się moich przyjaciół. Jeśli koniecznie chcesz usłyszeć jakąś opinię, to nie wydaje mi się, byś rozmawiał z innym człowiekiem. W głębi duszy od kilkudziesięciu lat tkwi we mnie ten sam Tomas.

Przechodząc do piłkarskich historii. Czy zdziwieniem było to, jak szybko eksplodowała pańska forma? W 1986 roku złoty talent szwedzkiej piłki biegał po boiskach czwartej ligi, a kilka lat później został gwiazdą włoskiej Parmy.

Hmm… Nie. Od najmłodszych lat miałem zakodowaną chęć gry na najwyższym poziomie. Byłem przygotowany na sukces. Ciężko pracowałem na szansę od losu i odpowiednio ją wykorzystałem. Musisz być gotowy na każdą okoliczność. Cieszyłem się na transfer do Włoch, bo Serie A była wówczas chyba najlepszą ligą świata.

Do Parmy trafił pan po świetnej grze w IFK Norrköping i kadrze Szwecji na mistrzostwach świata 1990.

Teraz człowiek pojmuje, jak dawno to było. Pamiętam, że mocno marzyłem o wyjeździe na turniej, choć jeszcze na początku roku nie miałem żadnego występu na koncie. Wiedziałem, że dobra gra w Norrköping może mnie do tego celu przybliżyć. Świetnie wypadłem w pierwszym meczu sezonu. Zdobyłem hat-tricka w starciu na szczycie z Goeteboriem. Selekcjoner Olle Nordin zwrócił na mnie uwagę i postanowił dać mi szansę w kadrze. Sporo ryzykował, bo przed mistrzostwami miał tylko dwa mecze towarzyskie na testy. W debiucie graliśmy z Walią i od razu zanotowałem dublet. Z taką dyspozycją, decyzja o powołaniu na turniej „świeżaka” się broniła.

Przed samym początkiem mundialu znów strzeliłem dwa gole, tym razem Finlandii. Choć na mistrzostwach nie wypadliśmy dobrze, to dla mnie okazały się one trampoliną. Zdobyłem bramkę w meczu z Brazylią. Jako, że ten zespół śledził każdy, przykułem uwagę wielu skautów na świecie. Nagle zaczęło odzywać się do mnie mnóstwo trenerów i agentów z propozycją współpracy.

Co siedzi w głowie 21-latka, gdy raptem okazuje się złotym talentem, najlepszym piłkarzem kraju? Wokoło pewnie roiło się od różnych doradców.

Doskonale wiedziałem, na czym stoję. Nie odbiła mi palma, byłem gotowy na grę z najlepszymi. Nigdy nie należałem do osób strachliwych. Dziś jestem taki sam. Nie obawiam się pójścia w nieznane. Traktuję wszystko jako wyzwanie. Sport i biznes łączy gotowość do działania. Gdy jesteś przygotowany na odniesienie sukcesu, żadne wyzwanie nie jest straszne. W moim przypadku, na wyjazd na mundial i grę we Włoszech szykowałem się długie lata, zanim dotarłem do seniorskiej piłki.

Parmę, do której pan trafił cechował odmienny styl gry niż u większości ligowych rywali. Wtedy w Serie A kładziono szczególny nacisk na defensywę…

…A my staraliśmy się prezentować ofensywnie. Graliśmy taktyką 1-3-5-2 albo 1-5-3-2, gdzie ogromną rolę pełniły szybkie skrzydła. W pierwszym sezonie mocno zaskakiwaliśmy rywali. Nie byli przygotowani, spodziewali się podobnego stylu co u większości ekip. W skuteczności tego nastawienia pomagał także fakt, że stanowiliśmy młody zespół. W składzie było sporo zawodników walczących o zaistnienie w topowym, europejskim futbolu.

Trener Nevio Scala w Parmie stworzył z pana napastnika/ofensywnego pomocnika, serwującego ostatnie podanie. Wiem, że zdarzało się panu grać również na skrzydle czy w środku pola. Nie sprawiało to dyskomfortu?

Zawsze ciekawiły mnie nowe rzeczy i sytuacje. Zarówno w życiu, jak i na boisku. Z biegiem lat, gdy nabrałem doświadczenia, zacząłem na boisku dostrzegać więcej. Wielką przyjemność sprawiało wykonanie świetnego podania, które później dawało gola. Transformacja w pomocnika w ogóle nie stanowiła kłopotu. Kochałem grać jako „dziesiątka”, a trenerzy potrafili to wykorzystać.

Co ma dla pana większą wartość – triumf w Pucharze Zdobywców Pucharów czy brąz na mistrzostwach świata w USA?

To dwa trudne do porównania osiągnięcia. Z jednej strony mamy Parmę – mały klub, który w 1992 roku przebojem wdarł się do europejskich pucharów. Triumf w rozgrywkach stanowił zarówno dla nas, jak i kibiców historyczny wyczyn. Lata 92-93 były chyba moimi najlepszymi jeśli chodzi o karierę klubową. Z drugiej strony Szwecja nigdy nie była przewodnią siłą jeśli chodzi o piłkę reprezentacyjną. Zdobycie brązu na jednej z największych imprez w światowym sporcie do dziś stanowi olbrzymie osiągnięcie. Wydaje się, że to właśnie wyczyn z kadrą powinienem cenić wyżej, ale jednoznacznie nie potrafię się określić. To dwa różne rezultaty z innymi ekipami. Łączy je chyba tylko piłka.

Co najbardziej tkwi w głowie po 27 latach od największego sukcesu z kadrą?

Chyba to, jak bardzo zżywasz się z zespołem z każdym dniem i wygraną. Żyjesz turniejem 24 godziny na dobę. Pamiętam atmosferę w ekipie. Zwyciężyliśmy? Dobra, fajnie, ale chcemy więcej. Mecz z Rumunią był niesamowitym widowiskiem. Zdobyłem ładną bramkę po rzucie wolnym, ale rywale później wyrównali. Potrzebna była dogrywka, która nie przyniosła rozstrzygnięcia. Przed karnymi buzowała mieszanka ekscytacji z tremą. Cała Szwecja trzymała za nas kciuki.

Nie można również zapomnieć o meczu z Bułgarią. Zagraliśmy bardzo dobrze, mocno pieczętując zdobycie brązowego medalu. To stanowiło świetną nagrodę za wspólne siedem tygodni życia i pracy.

To był szczyt pańskich umiejętności?

Odnoszę wrażenie, że cały czas się rozwijałem. Przychodziłem do Parmy po sukcesach w Szwecji. We Włoszech zdobyłem wiele trofeów – Puchar Włoch, Zdobywców Pucharów, Superpuchar Europy. W tym wieku progres następował z sezonu na sezon. Oczywiście, na mistrzostwach w USA byłem w świetnej formie. Miałem za sobą dobre przygotowanie we Włoszech. Czy to był mój top? Nie odpowiem. Później też miałem świetną dyspozycję. Długo walczyliśmy o mistrzostwo z Juventusem.

Śniły się panu kiedykolwiek koszmary związane z kontuzją z listopada 1994 roku?

Gdy jesteś profesjonalnym sportowcem, musisz zdawać sobie sprawę, że urazy są nieodłącznym elementem zawodu. Takie jest życie. Nie miałem przez to zdarzenie problemów ze snem. Dziennikarze, którzy nie znali się na piłce i nie wiedzieli nic o mnie zaczęli tworzyć teorie spiskowe. Raptem miałem stać się innym człowiekiem. Głupie gadanie, nic poza tym.

Z dzisiejszą wiedzą też wybrałby pan Leeds po Parmie?

Po wszystkim, co przeżyłem w Anglii, najłatwiej byłoby odpowiedzieć „nie”. Człowiek nie spodziewał się, że spotkają go tak dziwne rzeczy. Spójrzmy na to jednak z perspektywy tamtych lat. Leeds wydawało się wówczas dobrym wyborem. Teraz po latach mogę powiedzieć, że była to ogromna szkoła życia, ale raczej słaba piłkarska (śmiech). To Włochy nauczyły mnie co znaczy być prawdziwym piłkarzem i jak dbać o rozwój. W Leeds nie było szans, żeby wyciągnąć coś poza lekcjami cierpliwości.

Ponoć był pan tak zdesperowany, by odejść, że wydał sporo pieniędzy opłacając wypożyczenie do Włoch.

Jeśli chcesz dalej rozmawiać, to może lepiej żebyśmy nie wracali do tej historii (śmiech).

To w takim razie pomówmy o reprezentacji Szwecji i Polski, skoro zaraz obie kadry zagrają przeciwko sobie podczas mistrzostw Europy.

Nie będę udawał eksperta, mam bardzo małą wiedzę na temat waszej kadry. Faworytem grupy są Hiszpanie. Jeżeli nie zdarzy się jakiś kataklizm, to wyjdą z grupy na pierwszym miejscu. Pomiędzy Polską a Szwecją rozstrzygnie się walka o drugą lokatę. Wydaje mi się, że oba zespoły grają na podobnym poziomie. Wszystko rozstrzygnie dyspozycja dnia, kto będzie miał więcej szczęścia. Na znaczną różnicę umiejętności nie ma co liczyć.

Mam wielki szacunek do polskiej piłki. Podobnie jak Szwecja nie jesteście wielkim krajem, a patrząc na historię futbolu nieraz prezentowaliście świetną grę zaskakując potężniejszych rywali. Co do personaliów, to z obecnego składu waszej kadry znam tylko pewnego napastnika, ale jego to już chyba kojarzy cały świat (śmiech).

Kadra Szwecji będzie jedną z najstarszych na Euro. Nie martwi to pana?

Nie widzę w tym problemu. Zespół świetnie sobie radził w eliminacjach. Zawodnicy zgrali się, powstała fajna ekipa. Wiek, a raczej doświadczenie może być tylko atutem. W reprezentacji gra wielu utytułowanych zawodników. Wiedzą co znaczy grać na wielkiej imprezie. Pamiętajmy, że oprócz formy fizycznej w takich turniejach ważna jest również psychika.

Brak Zlatana Ibrahimovicia jest dotkliwy?

To wielka szkoda, że tak świetny piłkarz nie będzie mógł wspomóc kadry, ale absolutnie nie oznacza to kataklizmu. W eliminacjach dobrze radziliśmy sobie bez niego. Janne Andersson wie, że Zlatan wniósłby wiele jakości, ale na pewno był przygotowany na to, że może go zabraknąć.

Pierwsze kroki w dorosłej piłce stawia pański syn Sebastian. Jaką radą może go pan wspomóc?

Mocno pracuj nie tylko podczas spotkań, lecz także na treningach. Chciałbym, aby piłka sprawiała mu przyjemność. Kiedy ciężko pracujesz, ale i tak czerpiesz radość, to prędzej czy później doczekasz się oczekiwanych efektów. Możesz „odpalić” jak ja w wieku 20 lat, ale nie przekreślaj szans, bo sukces potrafi też nadejść gdy masz 25 lat. Wszystko różni się w zależności od człowieka.

Mogę powiedzieć, że przez większość kariery piłka sprawiała mi niesamowitą frajdę. Robiłem przecież to, o czym marzyłem latami. Choć treningi niekiedy odbierały mi resztki sił, to i tak z utęsknieniem czekałem na następny dzień. Skończyłem z futbolem mając 28 lat. Nadszedł moment, gdy przestałem patrzeć na piłkę z radością. Straciłem dawny wigor do gry, lecz nie zgubiłem chęci do życia.

Podziel się lub zapisz
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.