Freaki Flicka. Technologiczna nowinka z golfa i 32-letni trener na pomoc Niemcom

Zobacz również:Rząd jedności narodowej. Jak Hansi Flick chce przywrócić Niemcy na szczyt futbolu
Niemcy
Martin Rose/Getty Images

Jeden jest w wieku Thomasa Muellera i może się pochwalić jedenastoma latami doświadczeń trenerskich. Drugi rozstawia na treningu zabawki znane z golfa. Trzeci zerwał z wieloletnią tradycją. Nowy selekcjoner wpuścił do sztabu reprezentacji Niemiec bardzo dużo świeżej krwi.

Kiedy reprezentanci Niemiec pojawili się na pierwszym treningu Hansiego Flicka, nie spodziewali się, że coś ich zaskoczy. Wielu z nich pracowało z nim już przecież w Bayernie Monachium albo pamiętało go z czasów, gdy był asystentem Joachima Loewa. A jednak, gdy pewien anonimowy Duńczyk zaczął na boisku rozstawiać ekran, pozwalający dokładnie oceniać każdy strzał, Marco Reus i spółka byli zdziwieni. Bo choć pracują od lat w największych klubach, takiej nowinki jeszcze nie widzieli. Na treningu pojawił się znany z golfa system Trackman. Dzięki niemu można dokładnie prześledzić, którą częścią buta, w jaką część piłki trafił dany zawodnik. Jaka była szybkość lotu oraz kąt. Narzędzie pozwala także przeprowadzać symulacje i sugerować, w jaki sposób z danego miejsca najlepiej byłoby strzelić. Zawodnicy od razu byli zainteresowani. To przecież profesjonaliści z najwyższej półki. Cieszą się ze wszystkiego, co może ich poprawić choćby o jeden procent.

DUŃSKIE WSPARCIE

Golfowe wsparcie technologiczne zapewnił na treningu Mads Buttgereit, najbardziej nietypowy członek nowego sztabu reprezentacji Niemiec. Flick, od lat przykładający dużą wagę do stałych fragmentów gry, chciał go ściągnąć już do Bayernu Monachium. A że zmienił pracę, zatrudnił go w reprezentacji Niemiec. - Gdy Hansi do mnie zadzwonił, myślałem, że ktoś mnie wkręca — stwierdził Duńczyk o niemieckich korzeniach. Związków z niemieckim futbolem miał dotychczas niewiele. - Mieszkałem kiedyś we Flensburgu, oglądałem Sportschau i marzyłem o Bundeslidze — opowiadał dziennikarzom. Pracował jednak dotąd tylko w ojczyźnie. Był trenerem stałych fragmentów gry w FC Midtjylland, klubie znanym ze szlifowania tego elementu w najdrobniejszych detalach. Później pomagał juniorskimi kadrom Danii, a Kasper Hjulmand włączył go do sztabu seniorskiej kadry przed Euro 2020. Część zasług za fenomenalny strzał Martina Damsgaarda z rzutu wolnego w półfinale z Anglią można przypisać trenerowi. Podobnie jak za gola z rzutu rożnego w ćwierćfinale z Czechami.

SZYBKIE EFEKTY

W Niemczech ten element był przez ostatnie lata zaniedbywany. Joachim Loew zawsze uważał, że szkoda czasu na trenowanie stałych fragmentów gry, bo wolał ograniczoną liczbę treningów, jaką miał do dyspozycji, wykorzystać na poprawianie samej gry. Dopóki miał obok siebie Flicka, czasem jeszcze dawał się przekonywać, by poświęcić im część zajęć. Później jednak nie trenował ich prawie w ogóle. Na Euro tylko jedną bramkę zdobyli Niemcy po rzucie wolnym. W trzech z czterech meczów u Flicka strzelali natomiast po stałym fragmencie gry: z Rumunią oraz Armenią po rzutach rożnych, z Islandią po wolnym. Zmiana akcentów treningowych zaczyna chyba przynosić efekty.

PRZERWANA TRADYCJA

Buttgereit to niejedyny obcokrajowiec zaproszony do współpracy przez Flicka. W miejsce Andreasa Koepkego, który pracował z kadrą przez siedemnaście lat, trenerem bramkarzy został Andreas Kronenberg. To zerwanie z wieloletnią tradycją, wedle której za reprezentacyjnych golkiperów zawsze odpowiadała jakaś wielka postać z przeszłości. Od 1988 roku trenerem bramkarzy był Sepp Maier. Mistrza świata z 1974 roku zastąpił później mistrz Europy z 1996. Ale od jakiegoś czasu czołowych bramkarzy Europy szkoli się w Szwajcarii, a to właśnie z tego kraju pochodzi Kronenberg, niemający za sobą spektakularnej kariery bramkarskiej. Nigdy nie zagrał w reprezentacji ani nawet w najwyższej lidze swojego kraju. W Niemczech grał epizodycznie w 2. Bundeslidze, ale większość kariery spędził na trzecim poziomie. Jako trener bramkarzy przebijał się od najniższych szczebli. Zaczynał od pracy z juniorami w Bayernie Monachium i VfB Stuttgart, a od jedenastu lat ćwiczy z golkiperami SC Freiburg. To on przygotowywał do większych transferów Romana Buerkiego, Olivera Baumanna czy Alexandra Schwolowa. Bardzo ciepło wypowiada się o nim zawsze również Rafał Gikiewicz.

POCZĄTKI W LIPSKU

Najważniejszą postacią z cienia w sztabie Flicka jest jednak Danny Roehl. Historia niemieckiej piłki uczy, żeby wnikliwie przyglądać się asystentom selekcjonerów, bo zdecydowana większość z nich przejmuje potem kadrę. Nie da się wykluczyć, że to samo stanie się kiedyś z 32-latkiem, bo jego kariera trenerska rozwija się spektakularnie. Jest w wieku Thomasa Muellera, a już ma za sobą jedenaście lat pracy trenerskiej. Pochodzi ze wschodnioniemieckiego Zwickau i już jako nastolatek myślał o karierze trenerskiej, bo jako junior przechodził operację za operacją i dało się przewidzieć, że zdrowie nie pozwoli mu przebić się jako piłkarz. Gdy w wieku 21 lat w barwach V-ligowego FC Eilenburg zerwał więzadła krzyżowe, zakończył karierę. Był 2010 rok, a w okolicy właśnie pojawił się ambitny klub, który poszukiwał młodej i zaangażowanej kadry trenerskiej do pracy w akademii. Roehl zgłosił się do V-ligowego RB Lipsk, gdzie został analitykiem wideo w grupach młodzieżowych. Z czasem piął się po kolejnych szczeblach: był asystentem trenera w U16 i w U17, a jako 25-latek przeszedł do sztabu seniorów.

Asystent Hansiego Flicka
Alexander Hassenstein/Getty Images

HELENA FISCHER W SOUTHAMPTON

Pracował m.in. u Ralfa Rangnicka, Alexandra Zornigera i Achima Beierlorzera, ale kluczowe dla niego okazało się przyjście do klubu Ralpha Hasenhuettla. Austriak powierzył analitykowi wideo funkcję asystenta, włączając go w zajęcia na boisku. Gdy zrezygnował z pracy w Lipsku, zabrał młodego trenera ze sobą, by pomógł mu w prowadzeniu Southampton. A że Hasenhuettl musiał wejść w rolę menedżera, zajmującego się większą liczbą rzeczy niż tylko prowadzenie drużyny, Roehl sporo pracował z piłkarzami z Premier League. Przekonał ich do siebie nie tylko tym, że na powitanie zaśpiewał przed całą drużyną jeden ze szlagierów Heleny Fischer, udowadniając, że ma do siebie dystans, lecz przede wszystkim fachowością. Jak wspominano w niedawnym tekście o nim w “The Athletic”, w Southampton wciąż wielu żywi przekonanie, że to od momentu odejścia Roehla Hasenhuettlowi zaczęło się wieść w angielskim klubie znacznie gorzej.

PROPOZYCJA NIE DO ODRZUCENIA

Niemiec odszedł, bo otrzymał propozycję nie do odrzucenia. Do Bayernu Monachium ściągnął go Niko Kovac, w czym miał już maczać palce równolegle zatrudniany w tym klubie Flick. Kiedy został pierwszym trenerem, Roehl stał się jego asystentem. Joshua Kimmich mówił ostatnio, że pamięta go jeszcze z Lipska, a w ostatnich latach w Bayernie dużo pracował z drużyną na treningach. Odpowiadał przede wszystkim za treningi taktyczne. Często prowadził drużynę B, czyli zespół mający w starciach z pierwszym składem imitować najbliższego rywala. - Odegrał sporą rolę w naszych sukcesach — podkreślał zawsze Flick. Julian Nagelsmann chciał Roehla zatrzymać w swoim sztabie, ale 32-latek poszedł za Flickiem. I już od pierwszych treningów bierze mocny udział w zajęciach na boisku. To, jak zespół wygląda taktycznie, w dużej mierze będzie zależeć od niego.

RÓŻNE ŚWIATY

Nowy sztab Flicka łączy więc ze sobą wiele elementów. Sam pierwszy trener wnosi wielkie doświadczenie piłkarskie wyniesione z udanej kariery. Jego asystenci to Roehl, młody, ze świeżym spojrzeniem i wyspecjalizowany w sprawach taktycznych, oraz doświadczony Marcus Sorg, który przez ostatnie pięć lat pracował już z Loewem. Skautem został natomiast 68-letni Herrmann Gerland, człowiek-instytucja w niemieckim futbolu. Nowy selekcjoner otoczył się fachowcami z kompletnie różnych światów, co da mu na pewno możliwość spoglądania na sprawy z wielu różnych kątów. Pewnie dlatego Hansi Flick, opowiadając o swoich planach na reprezentację Niemiec, bardzo rzadko mówi “ja”, a bardzo często “my”. Już z czasów poprzedniej pracy z kadrą wie, że prowadzenie takiego zespołu do sukcesów to zdecydowanie praca zbiorowa.

Podziel się lub zapisz
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi. W newonce.sport autor sobotniego cyklu Z nogą w głowie i poniedziałkowej rubryki Centrostrzał.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.