Efekt Russella, czyli jak George w Mercedesie zmienia krajobraz Formuły 1

Zobacz również:„Pobyt kierowcy w zespole to romans, nie małżeństwo”. Świat Formuły 1 z perspektywy dyrektora (WYWIAD)
George Russell
Fot. Peter Fox/Getty Images

W F1 trwa jeszcze sezon 2021, ale jak zwykle o tej porze rozpoczęły się roszady na fotelach kierówców i poszczególne elementy transferowej układanki zaczynają wpadać na swoje miejsca. Ostatnie tygodnie upłynęły nam pod znakiem gierek ze strony Mercedesa. Wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę co nas czeka, ale potrzeba było oficjalnego potwierdzenia. Teraz je dostaliśmy, dlatego warto przeanalizować wpływ dotychczasowych ruchów.

Klocki układały się niczym w Tetrisie. Najpierw emerytura Kimiego Raikkonena, potem kontrakt Valtteriego Bottasa w Alfie Romeo, a dzień później George Russell oficjalnie w fotelu obok Lewisa Hamiltona. To może zwiastować koniec pewnej epoki w zespole z Brackley i prawdziwy test dla siedmiokrotnego mistrza świata. Największy od 2016 roku, jeżeli chodzi o kolegę z ekipy.

BOTTASIE, CZY CI NIE ŻAL...

Fin opuszcza mistrzowską (nadal) ekipę. Trudno jest w to uwierzyć, ale już leci piąty sezon. Przez ten czas Bottas przyczynił się do zdobycia czterech tytułów dla Mercedesa w klasyfikacji konstruktorów. Dodatkowo nie przeszkadzał Lewisowi w zdobywaniu jego czterech mistrzostw indywidualnych. Może to brzmi okrutnie, ale Bottas realnie nigdy nie był nawet blisko walki o najwyższe laury. Hamilton zawsze był o klasę wyżej, podobnie zresztą jak Vettel czy Verstappen przez te wszystkie lata.

Nie zmienia to jednak faktu, że Fin jest świetnym kierowcą. Przede wszystkim potrafił przyjąć rolę gracza zespołowego. Jasne, przez lata nazywany był paziem, skrzydłowym czy kierowcą numer dwa. Prawda też jest taka, że nie jesteśmy w stanie nawet się domyślić. jak wyglądał jego kontrakt. Oczywiście, był skrzydłowym, ale ze swojego zadania wywiązywał się idealnie. To był mercedesowski odpowiednik Rubensa Barrichello u boku Michaela Schumachera z czasów Ferrari. Bardzo dobry kierowca, ale bez tego pierwiastka zwycięzcy. Wówczas wszyscy w Brackley tego potrzebowali, prawdopodobnie z Hamiltonem na czele po twardej walce o tytuły z Nico Rosbergiem przez trzy sezony.

To był świetny wybór dla Mercedesa i dylematy Toto Wolffa są zrozumiałe. Z jednej strony nie chcesz przerywać działania dobrze funkcjonującej maszyny, jasne. Z drugiej możesz popełnić błąd, który zaważy na przyszłości. W czasach, gdzie każdy zespół ma program juniorski, a Wolff realnie ma tylko George’a Russella, Mercedes nie może pozwolić sobie na jego utratę. Zegar bił nieubłaganie i można przypuszczać, że to był już ostateczny deadline, zanim młody Brytyjczyk zabrałby zabawki i poszedł do konkurencji.

F1 Spa: George Russell
Fot. Dan Mullan/Getty Images

W tej całej beczce miodu, którą był pobyt w Mercedesie dla Bottasa jest ta łyżka dziegciu. Mając najlepszy samochód w stawce nie był w stanie nigdy powalczyć o tytuł. Czy to będzie coś co będzie miał już zawsze z tyłu głowy? Nie da się ukryć, że przejście do Alfy Romeo raczej nie pozwoli mu na kolejne sukcesy na takim poziomie. Tego już się nigdy nie dowiemy, ale wrażenie pozostaje. To natomiast przedstawia obraz „dał zrobić z siebie pomocnika, nigdy nie miał tej ambicji na walkę”.

FLASHBACKI POCZĄTKU ERY HYBRYDOWEJ?

Mercedesa czeka rewolucja i nie da się tego ukryć. Nie dość, że zupełnie nowe konstrukcje, to jeszcze młody, ambitny i zdolny kierowca. Trudno na ten moment powiedzieć gdzie wylądują jeżeli chodzi o prędkość. Trudn sobie jednak wyobrazić, żeby nie byli w grze o tytuły. Srebrne Strzały to już zbyt duże przedsięwzięcie, żeby miała powinąć im się noga. Czy znowu otworzą kolejną erę swoją dominacją? Nikt nie będzie w stanie tego określić, dopóki w lutym nie zaczną się testy. Jedno jest pewne, skoro Hamilton pozostaje na dwa kolejne sezony, to musi być zadowolony z tego, co widzi w fabryce. Ciekawe czy z wyborów personalnych również.

Lewis dość jasno wyrażał swoje zdanie w ostatnich tygodniach i zdecydowanie popierał kandydaturę Bottasa na drugi fotel w Mercedesie. Czy ktokolwiek ma prawo się temu dziwić? Oczywiście, że nie. Fin to idealny teammate. Jest wystarczająco szybki, nie utrudnia życia, a jak trzeba to pomoże na torze. Dodatkowo jest to pewnego rodzaju stabilność i odjęcie sobie jednego rywala.

Nie brzmi to dobrze, ale taka jest prawda. To właśnie był główny powód apelów Hamiltona w mediach społecznościowych i wywiadach. Finalnie jednak okazało się, że to nie siedmiokrotny mistrz świata rządzi w Brackley i nie będzie sam decydował o obsadzie foteli. Wszystkie rzekome klauzule, które niby miały być w kontrakcie można już wyrzucić do śmietnika.

F1: Valtteri Bottas
Fot. Bryn Lennon/Getty Images

To nie tylko ryzyko dla Lewisa. Wolff też nie czuje się raczej komfortowo. Nowy duet od razu przynosi mi do głowy dwa skojarzenia. Pierwsze i automatyczne to lata 2014-16, a drugie to sezon 2007. Rywalizacja na linii Hamilton – Rosberg to oczywiście najłatwiejsze, o czym można pomyśleć. Niemiec z Brytyjczykiem przyprawili szefostwo Mercedesa o kilka siwych włosów na głowie swoimi wyczynami na torze. Walka idąca praktycznie na noże i niszcząca wieloletnią przyjaźń tych dwóch panów trwała przez trzy pełne sezony. Ciągłe tarcia, zamiany mechaników, zderzenia na torze i problemy PR-owe. To wszystko może wrócić, a to ostatnia rzecz jakiej chcą w Brackley.

Drugie skojarzenie to oczywiście pamiętny sezon, kiedy McLaren stworzył prawdopodobnie najlepszy skład jaki widziała Formuła 1. Ówczesny dwukrotny mistrz świata Fernando Alonso i wchodzący fenomenalny młokos, dodatkowo debiutant, który ma papiery na ściganie – Lewis Hamilton. Coś wam to przypomina (no może poza debiutantem)?

Wszyscy pamiętamy jak wyglądała „współpraca” tych dwóch w 2007 roku. Ciągła walka, gigantyczne tarcia, blokowanie się w trakcie kwalifikacji. Na samym końcu to właśnie ta rywalizacja pozbawiła jednego z kierowców McLarena (obaj mieli tyle samo punktów na koniec sezonu) o… jeden punkt. To też trzeba mieć z tyłu głowy, czekając na ten duet w Srebrnych Strzałach.

I WTEDY WCHODZI ON, CAŁY NA BIAŁO

Jeżeli ktoś uważa, że Russell wejdzie do Mercedesa żeby wejść w buty Bottasa, to jest w potężnym błędzie. Ten chłopak idzie tam walczyć o tytuły i nie będzie chciał się podporządkować Hamiltonowi „do samego końca kariery Lewisa”. To jest gość, który przyzwyczaił się do wygrywania, a te trzy lata w Williamsie niewiele w tym temacie zmieniły. Tym bardziej, kiedy barometrem jego umiejętności ma być człowiek uznawany za jednego z najlepszych w historii będzie musiał coś udowodnić.

George to ambitny facet z wielkim talentem i udowodnił to już wielokrotnie. Wielkie występy w kwalifikacjach pokazują, że jest w stanie rzucić rękawicę nawet człowiekowi, który zdobył najwięcej pole position w historii. Wszyscy pamiętamy oczywiście zeszłoroczne Grand Prix Sakhiru i niesamowity wyścig w jego wykonaniu. To wtedy udowodnił wszystkim, że jest gotowy na każde wyzwanie.

F1 Grand Prix of Sakhir - George Russell
Fot. Mark Thompson/Getty Images

Oczywiście, Russell nie jest gotowym produktem i ma jeszcze sporo do nauki, ale sam zdaje sobie z tego sprawę. Wie, gdzie leżą jego największe problemy i co jeszcze musi poprawić. To też jest dobry znak na przyszłość. Czy Russell będzie następcą Hamiltona? O tym przekonamy się w najbliższych latach, ale to nie będzie spacerek dla siedmiokrotnego mistrza świata. Nie dość, że w Red Bullu jest walczący z nim Verstappen, to jeszcze we własnym zespole pojawi się kolejny młody gniewny chcący go zdetronizować. Już dawno w Mercedesie nie było tak intrygująco.

POWRÓT PO TAJSKU

Skoro już mowa o Red Bullu... Ta plotka zaskoczyła wszystkich i początkowo nikt nie patrzył na to poważnie. Alexander Albon w Williamsie wyglądał jak mało śmieszny dowcip, który wymyślił ktoś na fejkowym koncie zespołu na Twitterze. Natomiast szybko okazało się, że to realna możliwość. Christian Horner wielokrotnie wspominał, że chcą znaleźć Albonowi miejsce w stawce, ale nikt nie przypuszczał, że uda się to poza czterema fotelami Red Bulla.

Wolff sam chciał obsadzić pusty fotel kierowcą ze swojej strefy wpływów. Głośno mówiło się o Nycku de Vriesie, aktualnym mistrzem świata Formuły E w barwach… Mercedesa. Poza tym, historycznie patrząc, to zazwyczaj Williams służył za ich „juniorską” ekipę. Rosberg, Bottas, a teraz Russell – wszyscy przychodzili do Brackley prosto z Grove. Toto mówił zresztą o Albonie, że ten musi zerwać swoje konotacje z Red Bullem, żeby jeździć obok Nicholasa Latifiego. Christian Horner nawet mówił o dziwnych telefonach do ich kierowcy, które odradzały mu taki ruch. Oczywiście Wolff wszystkiemu zaprzeczył.

Wygląda jednak na to, że szef Mercedesa zapomniał, że w Grove nastąpiła zmiana warty. Nowy właściciel i szef zespołu, Jost Capito, to nie pani Claire Williams. Zespół ma swoje plany i jest na fali wznoszącej. Jasne, kontrakt na dostawę silników mają podpisany z Mercedesem, ale to by było na tyle. Macki Toto straciły magiczną moc w tym zespole. Niedawno wydawać się mogło, że Austriak ma coś do powiedzenia o sześciu fotelach w F1. W tym momencie to Red Bull ma pięciu swoich kierowców w stawce, w tym jednego w zespole ze „strefy wpływów Mercedesa”. To gigantyczny policzek.

Co do Albona: po mieleniu dokonanym przez Verstappena, reprezentant Tajlandii dostaje szansę na swoją drogę do odkupienia. Nicholas Latifi nie będzie trudnym rywalem żeby wypaść dobrze na jego tle. Nie ukrywam, nie byłem fanem ostatniego sezonu Albona w Red Bullu, ale jednego nie można mu zabrać: jest kierowcą szybkim i sam fakt pozostawienia go w rodzinie Red Bulla musi o tym świadczyć. Dostał drugą szansę, a do tego Red Bull zostawia sobie kolejną otwartą opcję w F1 na wypadek odejścia kogoś z trójki Perez, Gasly i Tsunoda. Sytuacja win-win dla każdej ze stron.

Podziel się lub zapisz
Fanatyk Formuły 1, ale praktycznie obok żadnego sportu nie przechodzę obojętnie. Współtwórca największego podcastu o królowej sportów motorowych w Polsce - Budnik i Pokrzywiński o F1.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.