Finał Ligi Mistrzów wygrywają VIP-y. UEFA chce udowodnić, że brakiem myślenia niczym nie różni się od niedoszłych twórców Superligi (KOMENTARZ)

Zobacz również:Bawarski obyczaj: nie ekscytuj się, człowieku. Dlaczego Bayern nie miał zamiaru walczyć o Leo Messiego
Porto: Estadio do Dragao
Fot. Octavio Passos/Getty Images

Dwa angielskie zespoły mierzące się w finale Champions League na Wembley – to zdaniem szefów europejskiej piłki nie jest dobry pomysł. Podoba mi się ich abstrakcyjne poczucie humoru rodem z Latającego Cyrku Monty Pythona. Kiedy jednak na sprawę popatrzymy całkiem serio, mamy do czynienia z grupą ludzi postępujących zawsze w zgodzie z kasą. O psuciu futbolu przez kasę mówią tylko wtedy, gdy zagraża im ktoś z grubszym portfelem.

Gdybyśmy na szybko przeprowadzili sondę na ulicach największych europejskich miast i zadali ludziom proste pytanie: czy twoim zdaniem finał LM Chelsea – Manchester City na Wembley to jedyne słuszne rozwiązanie, zapewne 99 procent spośród ankietowanych odparłoby: oczywiście.

Ale nie UEFA. Ona ma inne cele do zrealizowania – nadrzędnym jest obecność VIP-ów na stadionie. A że Brytyjczycy traktują ważne osobistości tak samo, jak innych ludzi i nie chcą znosić specjalnie dla nich kwarantanny, to sorry – finał ma zostać rozegrany w Porto. Informacja ma być wkrótce oficjalnie potwierdzona.

Zatem kibice z Londynu i Manchesteru będą musieli polecieć do Portugalii, zamiast wsiąść do metra czy pociągu i wygodnie dostać się na Wembley. Bo tak chce UEFA. Kto więc zapłaci na koniec rachunek? Fan. Bo dzisiaj ceny biletów lotniczych poszły trzy razy w górę. Cóż, przywykliśmy do tego, że na organizacji finałowego meczu przyciąć chcą wszyscy, szczególnie teraz, gdy trzeba odrobić straty z tytułu pandemii.

Kibic-petent to żadna nowość. To on staje się pionkiem w rozgrywkach rządów i ludzi trzęsących futbolem w Europie. Kto by się nim przejmował, skoro ma się własne cele do zrealizowania? Nie wątpię, że wśród VIP-ów są istotni ludzie, z którymi można i nawet trzeba robić biznes. Na dodatek Chelsea i Manchester City przystąpiły do Superligi, która ostatecznie nie powstała, a UEFA to sobie zapamięta. Nikt więc nie będzie szedł na rękę zbuntowanym klubom. Uważam jednak, że porzucanie w tym wszystkim logiki to najgorsze z możliwych rozwiązań.

Nie mam nic przeciwko Porto – piękne to miasto i uwielbiam historię miejscowego klubu. Ale Londyn był jedyną sensowną lokalizacją i myślę, że wiedzą o tym nawet w UEFA.

Pisałem o kosztach, ale to także ryzykowanie zdrowia ludzi. W Londynie wszystko dałoby się łatwiej ogarnąć. Oczywiście Portugalia nie znajduje się w takiej sytuacji jak Turcja. Dlatego fani po powrocie na Wyspy Brytyjskie nie będą musieli przechodzić kwarantanny. Jednak to nie zmienia faktu, że sam pomysł jest idiotyczny.

Na Wembley mogłoby zasiąść ponad 22 tysiące widzów. W Portugalii oba kluby dostaną pulę nieco ponad 10 tysięcy. Dwa tysiące VIP-ów na razie zdecydowanie wygrywa w tym finale. Pieniądze są najważniejsze, sponsorzy i ich wpływy – również. Nie mamy co do tego wątpliwości. Czasem ktoś musi nam tylko o tym dobitnie przypomnieć.

Ładnie to podsumował Clive Efford, członek departamentu Mediów i Sportu w Anglii: – Mamy dwa kluby z tego samego kraju, który w czasie globalnej pandemii jest w stanie ugościć finalistów, a przenosimy mecz do innego państwa. To nie jest realny świat.

Podziel się lub zapisz
Czasem pisze – w poniedziałki Futbolowa Gorączka, a w piątki Tygodniówka na newonce.sport, a czasem gada – w poniedziałki w Kick Off, w czwartki w Futbol i Cała Reszta w newonce.radio. Liga angielska jest najlepsza na świecie. Amen.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.