Film o tym byłby zbyt kiczowaty. Jak zmartwychwstało Schalke 04

Zobacz również:Piłkarz z własną podobizną na plecach. Leroy Sane — nowa ekstrawagancja Bayernu
Bundesliga
Dean Mouhtaropoulos/Getty Images

Gdyby kluby były narodami, Schalke byłoby Serbem. Gdy lud Gelsenkirchen kocha, to na zabój. Gdy nienawidzi, to na śmierć. Gdy płacze, to rzewnie. A gdy świętuje, to z orkiestrą. Jeśli futbol to życie, Schalke całe przeżyło w rok.

Filmy o futbolu rzadko są dobre, bo dramaturgia wydarzeń zawsze wydaje się w nich przesadzona. Ludzie płaczący na trybunach. Hiobowe wiadomości spadające na zespół w nierealistycznym nagromadzeniu. Potem szczęśliwe sploty okoliczności, które też nie wyglądają przekonująco. Niespodziewane schody, gdy cel wydaje się już na wyciągnięcie ręki. Przezwyciężenie przeciwności pięknym strzałem w samo okienko. Ludzie wpadający sobie w ramiona. Na początku zespół zawsze jest nienaturalnie słaby. Pod wpływem prostych chwytów zmienia się w podejrzanie mocny. Kicz wylewa się z ekranu. Ale to, co działo się przez ostatnie miesiące w Gelsenkirchen, nie było filmem. A jeśli, to dokumentalnym. Spadek nie uszlachetnia. Zwykle tylko potęguje problemy. Czasem jednak, bardzo rzadko, przynosi niesamowite zmartwychwstania. Historia Schalke z przełomu dekady jeszcze długo będzie służyła za argument, że może czasem jednak warto spaść.

Nie wiadomo, w którym miejscu zacząć historię tego upadku. Nigdy nie wiadomo, czy przyczyn katastrofy szukać u tych, którzy bezpośrednio zawalili, czy cofać się do grzechów pierworodnych. Napomknijmy więc tylko, że Schalke z przełomu wieków przestało być po prostu jednym z dwóch głównych klubów Zagłębia Ruhry i zaczęło myśleć globalnie. W 1997 roku, jako wciąż ostatni niemiecki klub, zdobyło Puchar UEFA. Drużyna, zwana w klubowej mitologii “Eurofighters”, stała się symbolem nowych ambicji górniczego niegdyś klubu. W nowym stuleciu Schalke miało grać na supernowoczesnej Veltins Arenie, na której odbył się finał Ligi Mistrzów. W nowym stuleciu Schalke miało bić się z Bayernem o mistrzostwo Niemiec (przez cztery minuty nawet z powodzeniem). W nowym stuleciu Schalke miało być międzynarodową marką. Stąd klub stał się przedmiotem rozmów na najwyższym szczeblu. Kanclerz Niemiec załatwiał nawet z prezydentem Rosji skierowanie na Gelsenkirchen strumienia pieniędzy z Gazpromu. Schalke regularnie grało w Lidze Mistrzów, raz dotarło nawet do półfinału, co roku gościło w dwudziestce najbogatszych klubów świata. Schalke było globalną firmą.

Podziel się lub zapisz
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi. W newonce.sport autor sobotniego cyklu Z nogą w głowie i poniedziałkowej rubryki Centrostrzał.
newonce.radio - Wciśnij play

newonce.radio

Wciśnij play