A pamiętasz jak... Wspominamy Monzę 2006, czyli pierwsze podium Roberta Kubicy w F1

Zobacz również:Polskie 24 godziny. Dramat Roberta Kubicy i świetny Inter Europol Competition
GP Włoch 2006 - Monza. Robert Kubica
Fot. Vladimir Rys/Bongarts via Getty Images

Kiedy w 2006 roku Robert Kubica zastąpił Jacquesa Villeneuve’a w bolidzie BMW Sauber, był swego rodzaju egoztyką dla całego padoku F1. Wielu zastanawiało się, jak to w ogóle jest możliwe, że Polak zastępuje mistrza świata z 1997 roku? Kubica postanowił jednak dość szybko pokazać, że jest ulepiony z innej gliny i 15 lat temu zaszokował świat już w swoim trzecim występie w królowej motorsportu.

To oczywiście nie jest tak, że Polak wziął się z ulicy i postanowiono, że nagle pojedzie bolidem Formuły 1. Przez lata w seriach juniorskich ścigał się z sukcesami między innymi z Lewisem Hamiltonem, Nico Rosbergiem czy Sebastianem Vettelem.

W FOTELU ZAMIAST MISTRZA

To był swoisty ewenement. Przez lata wielu kierowców w stawce było przekonanych, że „Kubika” jest z Włoch. To właśnie tam zdobywał szlify w gokartach, kiedy polskie rozgrywki okazały się zbyt małe dla jego talentu. Poza tym, jeśli chciałeś się liczyć w poważnych zawodach, to był to jeden z najlepszych kierunków, aby pokazać swój talent.

To jednak nie jest tekst o początkach kariery Kubicy, a o weekendzie, który zmienił jego postrzeganie w F1. We Włoszech Robert na gridzie pojawił się dopiero po raz trzeci. Debiutował dwie rundy wcześniej. Wtedy zastąpił właśnie Villeneuve’a, a sama historia jego wejścia do drugiego fotela BMW Sauber do dziś dzień owiana jest legendą. Nikt do końca nie wie, co się naprawdę wydarzyło.

Ówczesny szef zespołu, dr Mario Theissen, nie był specjalnie zadowolony z występów Kanadyjczyka. BMW świeżo po wejściu do F1 oczekiwało wyników, a były mistrz świata nie dostarczał. Po wypadku w Grand Prix Niemiec Jacques miał problemy zdrowotne i zadecydowano, że na Węgrzech nie pojedzie. Wtedy właśnie zastąpił go Robert, który w pierwszym występie dojechał na punktowanej siódmej pozycji, ale został zdyskwalifikowany przez dwa kilogramy niedowagi.

Ta legendarna część przyszła później, bo rzekomo po świetnym występie naszego rodaka Theissen był zachwycony i chciał aby ten został w drugim fotelu obok Nicka Heidfelda. Z jego ust miała paść propozycja dosłownego porównania tempa obu panów właśnie na torze w Budapeszcie. Tutaj obraz się rozmywa. Jedni twierdzą, że taki test się odbył, Villeneuve dostał srogie lanie i stracił kontrakt. Drudzy natomiast mówią, że odmówił on porównywania się z kierowcą rezerwowym i nie widział sensu w takim teście.

PRZEŁOM W ŚWIĄTYNI PRĘDKOŚCI

Wspólna jest konkluzja – Kanadyjczyk wyleciał z zespołu, a na stałe zastąpił go Kubica. Potem była Turcja, która nie przyniosła niczego specjalnego, a trzecia runda to legendarna świątynia prędkości.

Świetnie było już w kwalifikacjach, bo Kubica zajął w nich szóste miejsce. To wówczas był bezapelacyjnie najlepszy wynik Polaka. Jego kolega z zespołu był trzy miejsca wyżej, ale i tak dla wjeżdżającego się i szukającego limitów zawodnika była to bardzo dobra pozycja. Sam Robert był zadowolony i trudno się temu dziwić. Natomiast wyścigu lepiej zacząć się nie dało. Atomowy start pozwolił mu awansować na czwartą pozycję jeszcze przed pierwszym zakrętem. Po drugim był już trzeci, kiedy bardzo pewnym, wręcz bezczelnym manewrem minął Heidfelda. Polak świetnie radził sobie z atakującym go Felipe Massą, a inna strategia niż czołowa dwójka, Schumacher i Raikkonen, sprawiła, że na 18. okrążeniu objął on prowadzenie.

Nadal wtedy rywalizował z Massą. O tym jednak nie wiedzieli porządkowi, którzy byli na torze i byli oni święcie przekonani, że kierowca Ferrari przymierza się do dublowania BMW Saubera. Zaczęli więc przez kilka okrążeń machać Robertowi niebieskimi flagami, żeby ten przepuścił szybszy samochód. Oczywiście jasnym było, że po zjeździe do alei serwisowej Kubica prowadzenie straci. Wtedy jednak realna stała się walka o podium.

Przeciwnikiem był ówczesny mistrz świata Fernando Alonso. Panowie spotkali się w boksach, gdzie wyjeżdżali bok w bok po wizytach u mechaników. Górą z tej batalii wyszedł Alonso, ale nie na długo. Kilkanaście okrążeń później w jego Renault doszło do eksplozji silnika i na tym zakończył swój udział w wyścigu na Monzy. Wtedy Robert został praktycznie niezagrożony i wyścig zakończył na fantastycznym trzecim miejscu.

W DOBOROWYM GRONIE

W tamtym momencie to nadal był surrealizm dla polskich kibiców. Nie dość, że najpierw zobaczyliśmy naszą flagę prowadzącą w wyścigu Formuły 1, to finalnie Kubica stanął na podium. I to obok kogo! Wyścig przecież wygrał Michael Schumacher, a drugie miejsce zajął Kimi Raikkonen. Ten pierwszy to wtedy absolutny rekordzista królowej motorsportu, a drugi był jej wschodzącą gwiazdą. Widok obu oklaskujących debiutującego na podium Kubicę był czymś niesamowitym. Polak sam oczywiście nie spodziewał się takiego wyniku, ale pismo nosem miał czuć dr Mario Theissen. Ten miał Kubicy przed wyścigiem powiedzieć, że stanie on na podium właśnie w Grand Prix Włoch.

W Polsce o tym wydarzeniu pamięta większość fanów F1, a na świecie sukces Polaka został absolutnie przykryty. To właśnie tego dnia, 10 września 2006 roku, przejście na emeryturę ogłosił Michael Schumacher. Moment dosłownie idealny. Wygrana w Ferrari, przed tifosi i trwająca realna walka z Alonso o tytuł. Niemiec zalany łzami, zresztą tak jak i jego fani na torze oraz całym świecie. Wielu podciągało to oczywiście pod symboliczne przekazanie pałeczki i tym podobne. Decyzja była jednak podjęta dużo wcześniej. Po prostu szukano idealnego miejsca na to ogłoszenie i Świątynia Prędkości nie mogła lepiej pasować.

Nie mamy co liczyć na powtórzenie tego sukcesu za kierownicą Alfy Romeo, chyba że na torze dojdzie do małego kataklizmu. 99. wyścig w karierze w F1 Robert Kubica spędzi na walce w środku stawki i nie powinniśmy oczekiwać niczego więcej. Alfa nadal ma oczywiście wolne miejsce w składzie na przyszły sezon i Polak jest jednym z kandydatów na jego zajęcie, ale nie da się ukryć, że szanse ma bardzo małe. Kolejka chętnych juniorów z możnymi tego sportu obecnie wdzięczy się do Freda Vassuera i pokazuje swój portfel talent w walce o fotel.

Możemy niestety przypuszczać, że to pożegnalny występ Kubicy w Formule 1. Będzie to swego rodzaju piękna klamra, która lepiej wypadłaby tylko na Hungaroringu. Jednak z Robertem nigdy nie można być niczego pewnym w stu procentach. Już przecież nie raz udowodnił nam wszystkim, że niemożliwe nie istnieje.

Podziel się lub zapisz
Fanatyk Formuły 1, ale praktycznie obok żadnego sportu nie przechodzę obojętnie. Współtwórca największego podcastu o królowej sportów motorowych w Polsce - Budnik i Pokrzywiński o F1.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.