Everton i Liverpool – dwóch rannych. Mistrz Anglii żyje i ma się dobrze. VAR znów w roli głównej (KOMENTARZ)

Zobacz również:Najbardziej romantyczny beniaminek od czasów Newcastle Keegana. Czy Leeds zderzy się ze ścianą?
everton-liverpool.jpg
fot. Laurence Griffiths/PA Images via Getty Images

Pogłoski o sportowej śmierci Liverpoolu są mocno przesadzone, ale Juergen Klopp z pewnością nie może być szczęśliwy po remisie na Goodison Park. Jego drużyna dobrze zareagowała na porażkę 2:7 z Aston Villą, jednak remis z liderem Premier League w derbowym starciu to zdecydowanie lepszy wynik dla Evertonu.

Bitwa o Merseyside bez udziału kibiców to zupełnie inne spotkanie. Jestem ciekaw, jak ułożyłby się ten mecz, gdyby na trybunach mogli usiąść fani The Toffees. Ale nawet oglądając spotkanie w domach mogli odetchnąć z ulgą, bo bez ich pomocy drużyna radzi sobie znakomicie. To co zaimponowało mi najbardziej, to charakter piłkarzy Carlo Ancelottiego, nawiązujący do dawnych fighterów Davida Moyesa. Oczywiście pokazują go w każdym starciu od początku tego sezonu, jednak dwukrotne odrobienie strat w konfrontacji z mistrzem Anglii, na dodatek tak podrażnionym porażką na Villa Park, musi budzić szacunek.

Tym razem w derbach nie było nudy i kolejnego bezbramkowego remisu. Jedni i drudzy szybko wzięli się za strzelanie, a role główne wzięli na siebie ci najlepsi. Sadio Mane błysnął pod bramką gospodarzy, po chwili ponownie w tym sezonie asystował James Rodriguez, trafił niezawodny Mohamed Salah, a wyrównał Dominic Calvert-Lewin, można więc powiedzieć, że wszystko zamknęło się w jakimś logicznym, matematycznym wzorze. Czerwona kartka dla Richarlisona, tak typowa sytuacja w derbach Merseyside, a także anulowany przez VAR gol Jordana Hendersona w samej końcówce, dopełniły formalności.

Szalony sezon Premier League trwa i dziwne byłoby, gdyby w ten scenariusz nie wpisała się potyczka obrońcy tytułu z pretendentem do dużych rzecz w bieżącym sezonie. Dostaliśmy więc dużo jakości, jeszcze więcej emocji i nadzieję, że takie drużyny jak Everton są naprawdę w stanie namieszać w stawce i nie mówię tutaj o walce o ósmą lokatę.

Co mi się podobało? Na pewno sceny po ostatnim gwizdku. Nie było złej energii pomiędzy Ancelottim a Kloppem, choć Niemiec mógł się czuć zawiedziony po decyzji sędziego, która w samej końcówce zabrała mu gola na wagę trzech punktów. Nie od dziś jednak wiadomo, że Klopp darzy Włocha wielkim szacunkiem. Zauważyłem, że coraz więcej jest w lidze tego typu relacji, a menedżerowie dzięki temu nie dolewają oliwy do ognia, jak w dawnych czasach, gdy Jose Mourinho przepychał się z Wengerem i Fergusonem. Owszem, zdarzają się i takie nieliczne przypadki (patrz: Lampard vs Klopp, czy Lampard vs Mourinho), jednak warto chwalić takie relacje, jak Kloppa z Ancelottim, Guardioli z Bielsą, czy Artety z Guardiolą, bo to uszlachetnia całe widowisko i dodaje mu klasy.

Co mi się nie podobało? Kolejna decyzja VAR-u, która roztrząsa jakieś milimetry. Narzędzie, które z założenia miało pomagać sędziom w podejmowaniu trudnych decyzji, chronić ich przed tyloma wpadkami przy tak intensywnej, szybkiej grze, z czasem – jak ożywająca technologia – odebrało nam radość, emocje, dyskusję. Nie ma kibiców na trybunach, nie ma już duszy w futbolu. Jest cienka, czerwona linia, która niczym zimny robot zabiera nadzieję jednym i przesuwa ją pod nos drugim. Widzę, że menedżerowie się powoli z tym godzą, co jest naturalną koleją rzeczy. Ale to jest w pewien sposób widok zasmucający, szczególnie, że byłem wielkim fanem wprowadzenia VAR-u.

Klopp pokazał po raz kolejny to, o czym pisałem wczoraj TUTAJ – że pokonać jego drużynę dwa razy z rzędu to rzecz niemożliwa, od kiedy pracuje w Anglii. Everton zaś zmarnował bez wątpienia olbrzymią szansę na podtrzymanie dobrej serii w tym sezonie i przełamanie derbowej klątwy i najbardziej może żałować tego dlatego, że przez większość spotkania nie grał Virgil van Dijk. Kontuzja Holendra, nawet jeśli ostatnio daleki był od doskonałości, jest fatalną informacją dla kibiców Liverpoolu.

Dla Ancelottiego to bardzo ważny moment sezonu. Jego zespół po pięciu kolejkach ma znakomity bilans i widać, że udźwignął psychicznie ciężar oczekiwań. Wydaje mi się, że remis z Liverpoolem, w tak trudnych okolicznościach, w kwestii układania się przebiegu tego meczu, może mieć nawet większą wartość niż cztery wcześniejsze zwycięstwa. Na tym można naprawdę sporo zbudować.

Podziel się lub zapisz
Czasem pisze – w poniedziałki Futbolowa Gorączka, a w piątki Tygodniówka na newonce.sport, a czasem gada – w poniedziałki w Kick Off, w czwartki w Futbol i Cała Reszta w newonce.radio. Liga angielska jest najlepsza na świecie. Amen.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.