Europa u stóp Anglików. Kluby Premier League znów chcą zdominować Ligę Mistrzów

Zobacz również:Najbardziej romantyczny beniaminek od czasów Newcastle Keegana. Czy Leeds zderzy się ze ścianą?
Romelu Lukaku - Chelsea v Aston Villa - Premier League
Fot. Chris Lee/Chelsea FC via Getty Images

Dwa angielskie w finały w ciągu trzech ostatnich edycyji Champions League to ma być dopiero początek. Grono elitarnych klubów się zawęża, ale te z Premier League nadal się jej trzymają. W fazie grupowej Ligi Mistrzów zobaczymy cztery z nich i każdy zespół ma szansę na końcowy triumf. Podczas gdy wielcy w Hiszpanii mają problemy, a w całej reszcie Europy widać co najwyżej kilka drużyn, które mogą powalczyć o zwycięstwo, to znów może być sezon pod dyktando Anglików.

Kibice Premier League od wakacji nastawiają się na emocjonującą walkę o mistrzostwo, ale zaraz może się okazać, że jej drugą odsłonę obserwować będą w Europie. Rusza Liga Mistrzów, a tam w ostatnich latach Anglicy zaczynali mieć coraz więcej do powiedzenia. Po kilku chudych latach nadeszły lepsze – świadczą o tym finały z 2019 i 2021 roku, kiedy to o puchar walczyły tylko kluby z Premier League, w dodatku cztery różne.

MOCNY START WIELKIEJ CZWÓRKI

To ma być jednak dopiero początek. Patrząc na siłę angielskich klubów, jakie zagrają w fazie grupowej Champions League, można stwierdzić, że dziś każdy z nich należy do grona najpoważniejszych kandydatów do zwycięstwa. Mamy przecież Chelsea, która broni trofeum. Jest Manchester City, czyli pokonany finalista. Liverpool dopiero co wygrywał Puchar Europy trzy sezony temu. Ponadto jest Manchester United wzmocniony przyjściem Raphaela Varane'a, Jadona Sancho i Cristiano Ronaldo, którzy mają sprawić, że klub będzie bił się o wygraną w Lidze Mistrzów, a nie Lidze Europy.

Wspomniana wielka czwórka zaczęła zresztą ten sezon ligowy z przytupem. Cztery kolejki to mała próbka, ale już widać, że te drużyny, które weszły do Ligi Mistrzów, przerastają konkurencję.

Nie licząc meczów między sobą (jak na razie jeden remis 1:1 pomiędzy Liverpoolem a Chelsea), Manchester City, Manchester United Chelsea oraz Liverpool zdobyły 37 punktów na 42, jakie były do zdobycia. Potknęły się tylko City, przegrywając w pierwszej kolejce z Tottenhamem (0:1) i United, remisując w drugiej kolejce z Southamptonem (1:1). Poza tym same wygrane i dziś te cztery zespoły już są na pierwszych czterech miejscach w tabeli. Nikogo nie zdziwi, jeśli zamkną zaraz to grono i będą się tam wyłącznie zmieniać miejscami.

NAJTRUDNIEJSZE ZADANIE LIVERPOOLU

W kontekście Ligi Mistrzów każdy z nich ma swoje atuty. Nie ma chyba większego sensu analiza szans na wyjście z grupy, bo dla klubów angielskich to obowiązek. Najtrudniej wylosował Liverpool, bo zmierzy się z Atletico, które mu wyjątkowo nie leży, Porto i Milanem. Wciąż jednak powinien awansować. The Reds wciąż mają bardzo mocny front ofensywny z Mohamedem Salahem, który właśnie został 30. piłkarzem jaki strzelił co najmniej 100 goli w Premier League, Sadio Mane i Diogo Jotą, a lekki uraz leczy Roberto Firmino.

Mohamed Salah
fot. Shaun Botterill/Getty Images

Mają też być może nadal najmocniejszą personalnie obronę w Anglii. Alisson ma argumenty, by nazywać siebie bramkarzem numer 1 na świecie, na bokach obrony jakość gwarantują Trent Alexander-Arnold i Andy Robertson, a ze zdrowym Virgilem Van Dijkiem jest też spokój na środku. Liverpoolowi może jedynie brakować odpowiedniej głębi składu, by godzić wszystkie fronty, ale w przeszłości pokazywał, że potrafi to robić. Poza tym ma Anfield – niezaprzeczalny atut podczas europejskich wieczór, szczególnie teraz, kiedy wrócili kibice.

ATUTY POZOSTAŁYCH

Pozostałe angielskie kluby nie powinny mieć większych problemów. Owszem, Manchester City wylosował PSG, ale poza tym ma RB Lipsk i Club Brugge. Pep Guardiola ma jednak na tyle szeroką ławkę rezerwowych, że do wiosny powinno wystarczyć sił jego piłkarzom. Największym jego wrogiem jest... on sam. Przegrany finał z Chelsea tylko umocnił przekonanie, że Guardiola musi zawsze wymyślić coś po swojemu przed ważnym meczem i przekombinowuje. Wciąż jednak jego zespół trzeba rozpatrywać jako jednego z największych faworytów do wygrania Ligi Mistrzów.

Liga Mistrzów
Matt McNulty - Manchester City/Manchester City FC via Getty Images

Chelsea to podobna historia. W grupie zagrozić jej może tylko Juventus, więc rywalizacja toczyć się będzie o pierwsze miejsce. Trudno sobie bowiem wyobrazić, by Zenit czy Malmö mocno tutaj namieszało. Już w poprzednim sezonie The Blues udało się wygrać Ligę Mistrzów, a przecież wśród faworytów miała być dopiero teraz, szczególnie po sprowadzeniu Romelu Lukaku. Ich atutem jest ponadto świetna gra w defensywie za kadencji Thomasa Tuchela, co przydaje się w fazie pucharowej.

Ciekawym przypadkiem będzie Manchester United. Grupa z Atalantą, Villarrealem i Young Boys sprawia, że zespół Ole Gunnara Solskjaera jest murowanym faworytem do pierwszego miejsca. Czas najwyższy, by po takich wzmocnieniach pokazać się dobrze w Lidze Mistrzów – od 2011 roku lista osiągnięć MU w tych rozgrywkach to lista wstydu. Trzy razy w tym czasie Czerwonych Diabłów w nich zabrakło, dwa razy nie wyszły z grupy, trzy razy odpadły w 1/8 finału i najlepsze wyniki to dwa ćwierćfinały. Tam jednak najpierw Bayern, a później Barcelona radziły sobie z MU gładko. Tym razem ćwierćfinał wydaje się planem minimum, szczególnie jeśli masz tak dużą siłę rażenia i najlepszego strzelca w historii Ligi Mistrzów na szpicy.

Cristiano Ronaldo - Manchester United v Newcastle United - Premier League - Old Trafford
Fot. Martin Rickett/PA Images via Getty Images

PREMIER LEAGUE ROŚNIE

Anglia ma dziś czołowych piłkarzy świata, bo wykorzystuje zmieniający się krajobraz. Kilka lat temu, przed finałem pomiędzy Tottenhamem a Liverpoolem szef LaLiga Javier Tebas twierdził, że dziwne nie jest to, że doszły tam dwa angielskie kluby, tylko dziwne powinno być to, że czekaliśmy na to aż od 2008 roku. Jego zdaniem finansowa przewaga Premier League musiała w końcu przełożyć się na angielską dominację w Europie. Najpierw przyszli tam wybitni trenerzy i cały czas trafiają kolejni, a później urosła piłkarska jakość.

Tebas twierdził dwa lata temu, że finały będące wewnętrzną sprawą Anglików będziemy oglądać coraz częściej, a pandemia przyspieszyła proces. Wystarczy rozejrzeć się po Europie, by zdać sobie sprawę, że Anglia znów stoi na bardzo mocnej pozycji. Jeśli spojrzymy na inne kraje, to zauważymy, że kandydatów do tego, by faktycznie wygrać Ligę Mistrzów nie jest tak wielu.

BRAKUJE PRETENDENTÓW

Hiszpańscy giganci mają problemy finansowe – bardziej Barcelona niż Real Madryt – ale jeden i drugi klub oddalił się od tego celu. LaLiga dominowała w Champions League, a dwa wspomniane zespoły wygrały ją aż 10 razy w latach 2000-2018. W tym czasie mieliśmy trzy finały, które były wewnętrzną sprawą hiszpańską – dwukrotnie z udziałem Atletico i raz z udziałem Valencii (2000), która ponadto awansowała tam jeszcze przy jednej okazji (2001).

Silniejsi wydają się kandydaci z innych krajów. Bayern Monachium dominuje w Niemczech i w ciągu ostatnich 10 lat tylko trzykrotnie nie dochodził co najmniej do półfinału Ligi Mistrzów. Kto jeszcze z Bundesligi? Czy Borussię Dortmund albo RB Lipsk stać na to, by włączyć do walki? Pierwsi mają Erlinga Haalanda, który w Europie bawi się doskonale, jednak to wciąż byłby wielki sukces. W Lipsku z kolei może być problem z wyjściem z grupy. Szukamy więc gdzie indziej i docieramy do Francji, gdzie mamy jednego bardzo mocnego kandydata. Wiadomo, co szykują w Paryżu, gdzie PSG ma w końcu zdobyć Puchar Europy po przyjściu Leo Messiego, a także Sergio Ramosa, Gianluigiego Donnarummy czy Achrafa Hakimiego.

Leo Messi PSG
Fot. Jose Breton/Pics Action/NurPhoto via Getty Images

Włochy? Inter po zdobyciu mistrzostwa się mocno osłabił, a z Juventusu odszedł Mr. Champions League, czyli Cristiano Ronaldo. Poza tym turyńczycy odpadali ostatnio z LM z Ajaxem (w 1/4 finału), Lyonem oraz Porto (dwa razy w 1/8 finału) i trudno im ufać, szczególnie teraz po kolejnej zmianie trenera i stracie czołowego strzelca. Wszystkie cztery angielskie kluby można więc dziś postawić wyżej nad przedstawicielami Serie A i nie jest to żadna kontrowersja.

KOLEJNE ZŁOTE LATA?

Wychodzi więc na to, że najpoważniej klubom z Premier League może ledwie garstka klubów – PSG, Bayern i może Real lub Barcelona, jeśli wszystko się tam ułoży po myśli. Od lat Liga Mistrzów to był koncert mocarstw i zabawa wyłącznie dla wybranych, ale teraz można odnieść wrażenie, że grono się tylko zmniejsza. Albo inaczej: dzieli na kluby z Anglii i kilka z reszty kontynentu, które mają poważne argumenty za tym, by widzieć w nich zwycięzców. I jest to podział mniej więcej po równo.

Premier League swoją złotą erę w Champions League miała już w latach 2005-12, kiedy tylko raz zdarzył się finał bez klubu z Premier League i widzieliśmy trzy triumfy (Liverpool 2005, MU 2008, Chelsea 2012). Mogło być tego więcej, ale dwa razy wygrała wtedy wielka Barcelona Pepa Guardioli. Teraz mówimy nie tylko o dwóch triumfach Anglików w ciągu trzech lat, ale też dwóch w pełni angielskich finałach, gdzie nie powtórzył się żaden zespół (Tottenham vs Liverpool, Chelsea vs Manchester City).

Oczywiście Liga Mistrzów jest na tyle nieprzewidywalna i zniesienie zasady goli na wyjeździe może trochę namieszać, jednak u progu edycji 2021/22 wydaje się, że znów Europie grozi dominacja klubów z Wysp. Widok co najmniej dwóch z nich w półfinałach nikogo nie powinien zaskakiwać, podobnie jak powtórka i kolejny angielski finał. Jeżeli tak się znów stanie, to wtedy okaże się, że obawy związane z powstanie, Superligi były zupełnie niepotrzebne. Superliga bowiem istnieje i nazywa się dzisiaj Premier League.

Podziel się lub zapisz
Futbol angielski i... amerykański. Przez cały rok na okrągło żyje wydarzeniami w Premier League, której mecze komentuje w Canal+, oraz NFL. Usłyszycie go w również audycjach Kick Off i NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.